29-04-2016, 19:50
Nieznane pomieszczenie, leżę, powoli budzę się do tej scenerii, kobieta prowokuje do igraszek, wstaje i czule ją dotykam, chcę przejść do następnego etapu, kłopoty z rozbieraniem, napięcie rośnie, prawie osiąga szczyt, ale opanowuje się, zmiana scenerii
Las, leżę, wiem, że to przez świadomość ciała, które leży w łóżku, owijam się jakąś płachtą, ciężko mi wstać, ściąga mnie do ziemi, trochę się denerwuje, wykorzystuje ręce do chodzenia, to jest coś jak czołganie, idzie mozolnie, przemierzam kawałek lasu, przechodzę przez kamienie/głazy
Pomieszczenie, obok dobry kumpel, rozmawia z uroczą blondynką, przysłuchuję się, podobnie jak wcześniej leżę i powoli wstaję, próbuje coś zrobić ze szklanką siłą umysłu, chyba są efekty, dochodzi do sprzeczki z tym kumplem, otwieram okno siłą umysłu i telekinetycznie wyrzucam go na zewnątrz, sam też wychodzę tym oknem, unoszę się, w oknie pojawia się znajomy z LO, przypatruje się
Patrzę na port z wysokości, znajduje żółty budynek, który nie raz już był starterem ciekawych wizji, obraz zaczyna zmieniać się dynamicznie, wycinek pola widzenia powiela się, zabudowania przyjmują kształt koła/wielościanu foremnego, które obraca się i zmienia, w pewnym momencie przypomina twierdzę, cały czas widzę to z góry, wydaje mi się, że dostrzegam tam na dole chodzących ludzi, w centrum tego koła pojawia się jasny prostokąt, trochę się boje, że owe coś może mnie pożreć(miałem już takie sytuacje), przygotowuje się na to psychicznie, ale do niczego takiego nie dochodzi, zmiana scenerii
Opuszczony budynek, myślę, że to okolice przychodni, ale podobieństwo jest niewielkie, wszystko wygląda na stare i opuszczone, chodzę po rusztowaniach, rozpadają się, kontrolowany upadek, idę ponurą ulicą, kałuże, popękany beton, noc, dopytuje ludzi, który to rok, chyba ktoś odpowiada, że 66, ja zdziwiony, że jeszcze są takie zniszczenia powojenne, wdrapuje się po ścianie budynku z wielkiej płyty, na dachu spotykam kogoś, są tam prez chwile też jakieś trzy małe istoty, sen jest od pewnego czasu już niewyraźny i powoli wybudzam się
Las, leżę, wiem, że to przez świadomość ciała, które leży w łóżku, owijam się jakąś płachtą, ciężko mi wstać, ściąga mnie do ziemi, trochę się denerwuje, wykorzystuje ręce do chodzenia, to jest coś jak czołganie, idzie mozolnie, przemierzam kawałek lasu, przechodzę przez kamienie/głazy
Pomieszczenie, obok dobry kumpel, rozmawia z uroczą blondynką, przysłuchuję się, podobnie jak wcześniej leżę i powoli wstaję, próbuje coś zrobić ze szklanką siłą umysłu, chyba są efekty, dochodzi do sprzeczki z tym kumplem, otwieram okno siłą umysłu i telekinetycznie wyrzucam go na zewnątrz, sam też wychodzę tym oknem, unoszę się, w oknie pojawia się znajomy z LO, przypatruje się
Patrzę na port z wysokości, znajduje żółty budynek, który nie raz już był starterem ciekawych wizji, obraz zaczyna zmieniać się dynamicznie, wycinek pola widzenia powiela się, zabudowania przyjmują kształt koła/wielościanu foremnego, które obraca się i zmienia, w pewnym momencie przypomina twierdzę, cały czas widzę to z góry, wydaje mi się, że dostrzegam tam na dole chodzących ludzi, w centrum tego koła pojawia się jasny prostokąt, trochę się boje, że owe coś może mnie pożreć(miałem już takie sytuacje), przygotowuje się na to psychicznie, ale do niczego takiego nie dochodzi, zmiana scenerii
Opuszczony budynek, myślę, że to okolice przychodni, ale podobieństwo jest niewielkie, wszystko wygląda na stare i opuszczone, chodzę po rusztowaniach, rozpadają się, kontrolowany upadek, idę ponurą ulicą, kałuże, popękany beton, noc, dopytuje ludzi, który to rok, chyba ktoś odpowiada, że 66, ja zdziwiony, że jeszcze są takie zniszczenia powojenne, wdrapuje się po ścianie budynku z wielkiej płyty, na dachu spotykam kogoś, są tam prez chwile też jakieś trzy małe istoty, sen jest od pewnego czasu już niewyraźny i powoli wybudzam się





