03-12-2013, 22:57
Dzisiaj zrelacjonuję wam sen z mojego dziennika, który można przypisać do kategorii katastrof. Mam nadzieje, że podzielicie się ze mną kilkoma uwagami na jego temat. No to zaczynamy.
III
Jakiś chłopak przepowiedział katastrofę.
Na oceanie szalał huragan a ja płynąłem łodzią podwodną. Nikt jednak nie obawiał się tego zjawiska atmosferycznego. Z jakichś obliczeń wynikało, że nie stanowi ono dla nas zagrożenia. Płynęliśmy dalej obserwując trąbę powietrzną tańczącą na powierzchni wody. Nagle pojawił się drugi huragan. Ten jednak zrodził się tuż obok nas. Nie mieliśmy najmniejszych szans wybronić się z katastrofy. Łódź została wyrwana z wnętrza oceanu. Dwie trąby jakby zaczęły tańczyć ze sobą. Na powierzchni zrodził się totalny chaos, który nagle zgasł.
Na błękitnym niebie świeciło wiosenne słońce. Tafla wody była płaska niczym powierzchnia lustra. Unosiliśmy się wpław. Cieszyliśmy się, że nic nam się nie stało. Nawet trochę drwiliśmy z tego, że tyle zamieszania a nic nikomu się nie stało.
Nagle niebo znowu zaszło granatowymi chmurami. Zrobiło się przeraźliwie ciemno. Z nieba uderzył w ocean potężny piorun. Pomyślałem wtedy, że to sam bóg wywołał to wyładowanie aby nas upomnieć. Zwrócić nam uwagę byśmy skromnie się cieszyli, że nikomu nic się nie stało a nie byśmy drwili z natury. Na szczęście to był tylko jeden grzmot upomnienia. Wszyscy przeżyliśmy i wydostaliśmy się na ląd.
Jestem pewien, że sen się wtedy nie urwał. Historia ciągła się dalej. Oczywiście nie miało to już nic wspólnego z katastrofą. Gdyby nie to że długopis mi się wypisał w trakcie spisywania snu może bym zapisał nieco więcej i więcej bym też zapamiętał. Jednak to co zapamiętałem wydaję się być ciekawe i dosyć symboliczne
.
III
Jakiś chłopak przepowiedział katastrofę.
Na oceanie szalał huragan a ja płynąłem łodzią podwodną. Nikt jednak nie obawiał się tego zjawiska atmosferycznego. Z jakichś obliczeń wynikało, że nie stanowi ono dla nas zagrożenia. Płynęliśmy dalej obserwując trąbę powietrzną tańczącą na powierzchni wody. Nagle pojawił się drugi huragan. Ten jednak zrodził się tuż obok nas. Nie mieliśmy najmniejszych szans wybronić się z katastrofy. Łódź została wyrwana z wnętrza oceanu. Dwie trąby jakby zaczęły tańczyć ze sobą. Na powierzchni zrodził się totalny chaos, który nagle zgasł.
Na błękitnym niebie świeciło wiosenne słońce. Tafla wody była płaska niczym powierzchnia lustra. Unosiliśmy się wpław. Cieszyliśmy się, że nic nam się nie stało. Nawet trochę drwiliśmy z tego, że tyle zamieszania a nic nikomu się nie stało.
Nagle niebo znowu zaszło granatowymi chmurami. Zrobiło się przeraźliwie ciemno. Z nieba uderzył w ocean potężny piorun. Pomyślałem wtedy, że to sam bóg wywołał to wyładowanie aby nas upomnieć. Zwrócić nam uwagę byśmy skromnie się cieszyli, że nikomu nic się nie stało a nie byśmy drwili z natury. Na szczęście to był tylko jeden grzmot upomnienia. Wszyscy przeżyliśmy i wydostaliśmy się na ląd.
Jestem pewien, że sen się wtedy nie urwał. Historia ciągła się dalej. Oczywiście nie miało to już nic wspólnego z katastrofą. Gdyby nie to że długopis mi się wypisał w trakcie spisywania snu może bym zapisał nieco więcej i więcej bym też zapamiętał. Jednak to co zapamiętałem wydaję się być ciekawe i dosyć symboliczne
.





