10-10-2013, 12:11
-10 października-
(Czasami mam takie uczucie, że kiedyś śniły mi się już takie sny.) Chodzę z mamą po jakiejś drużce z piachu, była ponura pogoda, pełno kałuż i błota. Nagle zbiera się na spory deszcz, chcemy się gdzieś ukryć. W oddali widzę mały biały domek, a w nim pełno ludzi. Nie zmieścimy się, na szczęście wypatrzyłem drugi domek, który był nawet bliżej nas. Schowaliśmy się w nim.
Razem z moim kolega wybraliśmy się na kurs boksu (czy coś takiego), który poznaliśmy dzięki ulotkom, które dostaliśmy od kogoś. Weszliśmy na halę, a tam była moja nauczycielka wf. Dawała nam jakiś instruktaż, instrukcję o co tutaj chodzi. Powiedziała, że nie może tutaj ćwiczyć byle kto, musi jej pokazać klatę. wat D:
Znów z moim kolegą siedzieliśmy w jakimś korytarzu, były też inne osoby, których nie znałem, ale w śnie oczywiście uważałem ich za kolegów. Pełno było roweru i takich tam. Siedzieliśmy na podłodze, gdy naglę ktoś wszedł. Było to paru "koksów", którzy przeszukiwali korytarz z niewiadomego mi powodu. Wszyscy zaczęli udawać martwych, więc i ja. [...] Pojawiłem się razem z moim kolegą w sklepie. Uciekliśmy z tego korytarzu. Nagle do sklepów weszło tych samych gości, zaczęliśmy kryć się i jakimś cudem wyszliśmy ze sklepu.





