13-09-2011, 19:23
Coś podobnego (jeśli nie to samo) opisywałem w swoim kursie. Umiejętne wykorzystanie wyobraźni, szczypta efektu placebo i mamy ewentualne efekty.
a WILD to nie jest "po prostu czekanie, gdzie najcierpliwsi wygrywają". Udany WILD składa się na wiele czynników, po pierwsze trzeba być dbrze przygotowanym i psychicznie, i fizycznie. Trzeba być podatnym na hipnozę. Większość czekając i nawet będąc w cholerę rozluźnionymi, nie może doznać hipnagogii choćby i godzinę leżeli. Kolejna sprawa, jak już mamy tą hipnagogię, trzeba potrafić utrzymać równowagę pomiędzy byciem świadomym a snem. Już na samym początku tworzenie kotwicy takiej, by później nie przeszkadzała, a pomagała, to spory problem. "Chwycenie" się snu i wejście do niego nadal będąc świadomym to bardzo trudna sztuka. Po drodze niezwykle łatwo stracić świadomość, ale są jeszcze szanse by uświadomić się we śnie. I tu niestety potrzeba już codziennych praktyk, bo jak nie zapisujesz snów ani nie robisz TRów to wiele nie zdziałasz. A tak w ogóle to sny zapisywać trzeba i tak, bo zapamiętanie takiego LD (a przynajmniej w porządnej jakości) to też czegoś wymaga.
Lenistwu powiedzmy stanowcze NIE. Zapisywanie snów, interpretowanie ich itp. po prostu przynosi zbyt wiele korzyści i ogromnie polepsza jakość / klarowność snów (co się później przekłada na więcej spontanicznych LD). Olewanie czegoś takiego, także robienia TRów, co jest naszym UŚWIADAMIACZEM, to nie pisze się pod kategorię oneironautyki. Nie ma oneironautyki bez tych dwóch podstawowych działań. Prawdziwe LD opiera się na zainteresowaniu swoim "życiem sennym"...
a WILD to nie jest "po prostu czekanie, gdzie najcierpliwsi wygrywają". Udany WILD składa się na wiele czynników, po pierwsze trzeba być dbrze przygotowanym i psychicznie, i fizycznie. Trzeba być podatnym na hipnozę. Większość czekając i nawet będąc w cholerę rozluźnionymi, nie może doznać hipnagogii choćby i godzinę leżeli. Kolejna sprawa, jak już mamy tą hipnagogię, trzeba potrafić utrzymać równowagę pomiędzy byciem świadomym a snem. Już na samym początku tworzenie kotwicy takiej, by później nie przeszkadzała, a pomagała, to spory problem. "Chwycenie" się snu i wejście do niego nadal będąc świadomym to bardzo trudna sztuka. Po drodze niezwykle łatwo stracić świadomość, ale są jeszcze szanse by uświadomić się we śnie. I tu niestety potrzeba już codziennych praktyk, bo jak nie zapisujesz snów ani nie robisz TRów to wiele nie zdziałasz. A tak w ogóle to sny zapisywać trzeba i tak, bo zapamiętanie takiego LD (a przynajmniej w porządnej jakości) to też czegoś wymaga.
Lenistwu powiedzmy stanowcze NIE. Zapisywanie snów, interpretowanie ich itp. po prostu przynosi zbyt wiele korzyści i ogromnie polepsza jakość / klarowność snów (co się później przekłada na więcej spontanicznych LD). Olewanie czegoś takiego, także robienia TRów, co jest naszym UŚWIADAMIACZEM, to nie pisze się pod kategorię oneironautyki. Nie ma oneironautyki bez tych dwóch podstawowych działań. Prawdziwe LD opiera się na zainteresowaniu swoim "życiem sennym"...





