Dziennik Lorellai
#61
Tej nocy miałam kilka snów. Kiedy budziłam się na chwilę, żeby pójść do toalety, powtarzałam sobie w myślach: zapamiętaj ten sen, zapamiętaj ten sen — nadawałam mu prostą etykietę, jakby hasło: sen o remoncie. Nie chciałam jednak nic zapisywać, bo bardzo zależało mi na tym, żeby się wyspać. Bałam się, że sięgnięcie po telefon mogłoby mnie zbyt mocno rozbudzić i wyrwać z nocnego rytmu snu. Ostatni sen pojawił się nad ranem — o nim za chwilę opowiem. Chcę jednak najpierw zaznaczyć coś, co często u mnie występuje: kiedy się budzę, pamiętam zazwyczaj tylko jeden fragment snu, pojedynczy obraz albo scenę. Dopiero gdy zaczynam sen zapisywać albo świadomie o nim myśleć, wszystko zaczyna się łączyć — jakby kolejne elementy same wskakiwały na swoje miejsca. Wtedy układa mi się pełna fabuła: to, co było wcześniej, i to, co wydarzyło się później. Właśnie dlatego lubię zapisywać sny od razu po przebudzeniu. Mam wrażenie, że w chwili pisania cała historia wraca do mnie niemal jednocześnie, jakby sen sam domagał się, by zostać opowiedziany.


Dzisiejszy sen:

Na początku snu jechałam hulajnogą po ulicy. Jechałam normalnie, ale cały czas towarzyszył mi silny niepokój. Bałam się zasad ruchu drogowego — nie wiedziałam, czy mogę skręcić, czy nie jadę pod prąd, czy nie robię czegoś niezgodnie z przepisami i czy nie dostanę mandatu. Miałam wrażenie, że poruszam się po przestrzeni, w której obowiązują reguły, których nie do końca rozumiem. Zatrzymałam się pod blokiem — takim, który we śnie był blokiem mojej babci, mamy mojej mamy. Zaparkowałam hulajnogę i poszłam do środka, bo wiedziałam, że babcia ma dla nas jakieś prezenty. W kuchni byłam razem z moją mamą. W tle leciały smętne, melancholijne piosenki. Słuchałam ich i w wyobraźni tańczyłam do nich w szalony, emocjonalny sposób, płacząc przy tym, jakby ten taniec był odreagowaniem wszystkiego, co czułam. W pewnym momencie mama przewinęła piosenkę albo zmieniła kanał. Chciałam wrócić do tej wcześniejszej melodii, ale nie mogłam jej już znaleźć. Straciłam możliwość powrotu do tamtego stanu — do tego tańca i płaczu, który był tylko mój. Mama w tym czasie szykowała coś do jedzenia. Były też prezenty — jajka niespodzianki, przygotowane dla mnie i dla mojej siostry. Bardzo się nimi ekscytowałam, bo nie wiedziałam, co jest w środku. W salonie obok byli goście, a z nimi był mój dalmatyńczyk, Kentucky. Ja natomiast zostałam w kuchni z małym, brązowym szczeniakiem o imieniu Casey, na którego wszyscy mówili Kaśka. Ten piesek cały czas chodził za mną krok w krok. Kiedy stawiałam go na blat, chciałam, żeby tam chwilę posiedział, ale on za każdym razem zeskakiwał i znowu szedł za mną. Zaczęłam się martwić, że to może być lęk separacyjny — że ten pies za bardzo przywiązuje się do człowieka. Po chwili jednak przypomniałam sobie, że Kentucky też często za mną chodzi i przecież nie ma lęku separacyjnego. Pojawił się też inny strach — że Kaśka, ciągle zeskakując z blatu, w końcu połamie sobie łapy. Chciałam zanieść szczeniaka do salonu i oddać go właścicielce, a jednocześnie zawołać Kentucky’ego. Wiedziałam, że mój pies na pewno do mnie przyjdzie — że wystarczy go zawołać. W międzyczasie pojawiła się scena związana ze spacerem. Miałam na nogach swoje czarne, zimowe buty. Wiedziałam, że ledwo co wróciłam ze spaceru, a już muszę znowu zejść na dół, bo mama czeka pod śmietnikami, żeby zapalić papierosa, a potem wrócić razem do mieszkania. Nagle ktoś otworzył drzwi i wszedł do mojego mieszkania. Było bardzo ciemno. Przez chwilę byłam przekonana, że to włamywacz. Dopiero kiedy zapaliłam światło, okazało się, że to Rafał, mój kuzyn. Pytał o coś — chyba szukał mojej mamy albo czegoś od nas potrzebował, ale nie pamiętam dokładnie czego. Zaprosiłam go do środka. W mieszkaniu było już dużo ludzi, mało miejsca przy stole, panował chaos — wszyscy chodzili, rozmawiali, robiło się coraz bardziej tłoczno. Widziałam po Rafałowej twarzy, że przyszedł z ciekawością, że chciał po prostu do nas przyjść i obejrzeć mieszkanie. Powiedziałam mu, że zaraz wrócę, bo idę „na fajkę” do mamy. Zapytałam, co chce do picia — poprosił tylko o wodę. Poprosiłam Adriana, żeby się nim zajął, i miałam wyjść… ale tak naprawdę nie wyszłam. Scena ze spacerem i papierosem w ogóle się nie wydarzyła — sen nagle przeskoczył dalej. Znowu znalazłam się w salonie i kuchni. Tym razem oddałam szczeniaka właścicielce, podałam jej go na ręce. Na dywanie jakieś dziecko bawiło się z Kentucky’m. Nagle mój pies zaczął na to dziecko warczeć. Nie zareagowałam od razu. Uznałam, że pies i dziecko muszą się ze sobą dogadać. Po chwili dziecko odsunęło się i powiedziało, że pies nie może na niego warczeć. Odpowiedziałam, że może — a nawet powinien — bo jeśli karze się psa za warczenie, to w końcu przestaje ostrzegać i zaczyna gryźć bez sygnału. Odwróciłam się do matki dziecka. Ona powiedziała spokojnie, że warczenie to przecież komunikat. Poczułam ulgę i radość, że ona to rozumie, że wie, jak działa behawior psów. W duchu przyznałam jej rację. Chwilę później pojawiły się jednak wyrzuty sumienia. Pomyślałam, że może powinnam była zareagować inaczej, zwrócić uwagę, że ludzie mogą mieć do mnie pretensje, że mogą uznać to za mój błąd. Wtedy pojawił się nowy wątek — wiedzieliśmy, że w okolicy krążą bandyci. Byliśmy nauczeni szybkiego chowania się. Zaczęłam intensywnie myśleć, gdzie mogłabym się schować w razie napadu. Rozważałam dwie opcje: górną szafkę w kuchni, tam gdzie trzymam talerze, albo schowek w toalecie na chemię domową — który we śnie znajdował się naprzeciwko tej szafki. Moja siostra powiedziała, że możemy schować się właśnie w tym schowku. Odpowiedziałam jej, że to bez sensu, bo to miejsce bardzo rzuca się w oczy i bandyci na pewno tam zajrzą. Wyobraziłam sobie siebie siedzącą w tym schowku, wciśniętą między butelki z detergentami, próbującą zasłonić się chemią domową, żeby nie było mnie widać. Zaraz potem pojawiła się druga wizja: bandyta otwierający drzwiczki, grzebiący w butelkach, dostrzegający mnie. W tej wizji zaczynam krzyczeć z przerażenia, a on strzela mi prosto w głowę. Doszłam do wniosku, że schowek nie jest dobrym miejscem. Zaczęłam się zastanawiać, czy jestem wystarczająco szybka, żeby w razie zagrożenia zdążyć ukryć się w górnej szafce albo w innym miejscu, zanim bandyci wejdą do mieszkania.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#62
Dzisiejszy sen:

To był pierwszy sen w nowym roku, który zapamiętałam. Był wyraźnie podzielony na dwie części – śniłam, obudziłam się na chwilę, poszłam do łazienki, a gdy znów zasnęłam, sen toczył się dalej. Mimo tej przerwy miałam poczucie, że to wciąż jeden, ciągły sen, który zapamiętałam jako całość. W pierwszej części pojawił się dyrektor z mojej poprzedniej pracy oraz Ania z działu logistyki. W tym śnie dowiedziałam się, że oni mają razem dziecko – informacja ta była dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Miałam poczucie, że przez wszystkie lata wspólnej pracy i przyjaźni z dyrektorem nie wiedziałam o czymś fundamentalnym, co istniało cały czas gdzieś obok mnie, w ukryciu. Zaczęłam się intensywnie zastanawiać, jak to w ogóle było możliwe. Wiedziałam, że oni się nie lubili, więc w mojej głowie pojawiały się absurdalne, natrętne myśli: gdzie do tego doszło, jak, dlaczego, jakim cudem „sprezentowali sobie dziecko”. W tym śnie zaprzyjaźniłam się z Anią. Rozmawiałyśmy o dyrektorze – ona sama nie mogła się nadziwić, że mogła mieć z nim dziecko. Opisywała go jako brzydkiego, pustego, tępego, totalnie nieatrakcyjnego. Padło ode mnie dziwne, nielogiczne pytanie o jego sposób bycia – czy stoi, wypinając swój duży brzuch. Chciałam zapytać, czy jako ojciec w ogóle interesuje się dzieckiem, czy je odwiedza, czy się do niego przyznaje, ale rozmawiałyśmy przez telefon i w tle słyszałam śmiech jej męża. Uznałam, że to byłoby niezręczne – jakby pytanie o dziecko z poprzednim partnerem przy obecnym mężu było czymś niestosownym. Chciałam pojechać z Anią na wakacje. Wydrukowałam na kolorowej drukarce ogromną kartkę A3 podzieloną na dwie części. Na jednej był narysowany sedes, na drugiej kwitnące wiśniowe drzewo z różowymi kwiatami. Do tego miałam wydrukowany plan podróży – lotnisko, kierunek, kolejne punkty. Chciałam jej to wszystko wręczyć, ale nigdy tego nie zrobiłam. Idąc do biura, skupiłam się na czymś zupełnie innym – na zabraniu gum do żucia. Były tam moje gumy, ale też gumy leżące na biurkach innych pracowników, które postanowiłam sobie przywłaszczyć. Zaczęłam się martwić pieniędzmi. Wiedziałam, że to nowy rok i że mam już zaplanowane wydatki. Nie miałam pojęcia, skąd wziąć środki na tak daleką podróż. Zaczęłam się zastanawiać, czy ja w ogóle chcę na nią jechać. Scena się zmieniła. Byłam w ogromnej korporacji, pełnej sal i pomieszczeń. W jednej z sal konferencyjnych była grupa bardzo młodych ludzi – dzieci, nastolatków – zachowywali się głośno i chaotycznie. Chciałam ich uciszyć. W tym śnie nie zrobiłam tego naprawdę, ale wyobraziłam sobie, że wchodzę do sali i mówię im, żeby byli ciszej, bo muszę odpoczywać, ponieważ mam COVID. Wiedziałam, że to nieprawda, ale chciałam ich nastraszyć – że ich zarażę i będę przychodzić do nich tak długo, aż się ode mnie zarażą.

Obudziłam się, po czym znów zasnęłam – i sen trwał dalej. Tym razem wiedziałam, że mam pole uprawne. Nie wiedziałam, jak je zdobyłam – po prostu było moje i czułam odpowiedzialność, że muszę coś na nim zasiać. Ania też miała pole, ale bardzo małe – pokazała mi je na komputerze, wyglądało jak niewielkie podwórko. Pomyślałam wtedy, że ja marzę o takim małym kawałku ziemi, najlepiej budowlanej, żeby kiedyś postawić na nim dom. Wiedziałam, że teoretycznie można pracować z domu, ale Ania była codziennie w biurze – bo nie miała domu, tylko samą działkę. Ja miałam więcej ziemi niż ona. Zastanawiałam się, co najlepiej zasiać i byłam pewna, że pszenicę i żyto – bo z pszenicy robi się chleb, a z żyta zakwas. Chciałam to zrobić razem z moją siostrą. Tłumaczyłam jej, dlaczego właśnie te zboża mają sens. W szafce znalazłam słonecznik. Chciałam upiec chleb ze słonecznikiem, choć wiedziałam, że nie mamy maślanki. Uznałam, że zrobimy chleb na wodzie. Pojawiły się jednak nieokreślone komplikacje – nie uruchomiłyśmy piekarnika, nie zaczęłyśmy piec. Byłam głodna. Wyjęłam mrożone pszenne tortille i zaczęłam je jeść, mimo że były zamrożone. Były twarde, ale nie zimne – wiedziałam, że są mrożone, ale głód był silniejszy. Byłam w biurze z Anią i moją siostrą. Dyrektor dowiedział się, że mam pole. Ponieważ był rolnikiem, zaczął mnie nachodzić, udzielać niechcianych rad, mądrzyć się. Nie chciałam tych rad. Zaczęłam przed nim uciekać. Trafiłam do domu mojej babci (od strony taty). Uciekałam oknami, drzwiami, wracałam, sprawdzałam, czy on dalej tam jest. Jeśli był – uciekałam znowu. W końcu wyskoczyłam przez okno i uciekłam, ale zorientowałam się, że w środku została moja siostra. Wróciłam po nią i razem uciekłyśmy jak najdalej. Później znalazłam się na ulicy. Zobaczyłam, jak mały chłopiec bije swoją kilkuletnią siostrę. Zareagowałam gwałtownie – szarpałam go, mówiłam, że to jego siostra i że kiedyś będą mieć tylko siebie i nie może tak robić. Gdy nie przestawał, wzięłam go i niosłam w ręce jak torebkę. Poszłam do przychodni weterynaryjnej, pytając, gdzie jest pediatria – chciałam go tam zostawić, żeby trafił do domu dziecka. Modliłam się, żeby droga była krótka, bo nie chciałam go długo nieść. Weszłam do wnęki przypominającej zejście podziemne na PKP. Na końcu drogi był stół i jakaś impreza. Dziecko zniknęło. Próbowaliśmy postawić parasol nad stołem, mimo że miejsce było zadaszone. Udało się – chwiał się, ale stał. Na stole nagle było bardzo dużo ciasta. Miało należeć do dyrektora – dostał je w ramach podziękowania za coś i trzeba było je zjeść, żeby się nie zepsuło. Spojrzałam na górną półkę – stał tam spleśniały biszkopt. Spojrzałam znów na stół. Na stole stały perfumy, zamiast ciasta - mnóstwo perfum. Obok mnie byli faceci, jednego znałam ze szkoły. Rozmawiali o perfumach. Chciałam do nich dołączyć, bo impreza była nudna. Chciałam powiedzieć, że też interesuję się perfumami, że kolekcjonuję je i pasjonuję się nimi. Na stole zamiast ciasta pojawiło się mnóstwo perfum i próbek. Jedną z próbek już miałam, ale to nie było problemem – mogłam mieć dwie. Podeszłam do chłopaka i zapytałam, czy naprawdę ma na imię Kamil. Potwierdził. Pokazałam mu męskie perfumy – Aura Mugler, z niebieskim płynem. Popsikał się nimi. Gdy wróciłam na swoje miejsce, zobaczyłam, że wszyscy zabrali moje rzeczy – perfumy, próbki, zapalniczki. Podawali je sobie, śmiali się, bawili się tym. Byłam wściekła i bardzo rozczarowana. Powiedziałam tylko ironicznie, że to zabawne, jakby nigdy nie widzieli perfum ani zapalniczek. Usiadłam przy stole naburmuszona, z głębokim poczuciem zawodu ludźmi.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#63
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że jestem w ciąży. Od samego początku była to dla mnie katastrofa. Wiedziałam, że brałam tabletki antykoncepcyjne, a jednak – pod presją, trochę wbrew sobie – zdecydowałam się na dziecko. Ta decyzja nie przyniosła ulgi. Wręcz przeciwnie. Nie potrafiłam znieść myśli, że we mnie coś się rozwija, porusza, że dojrzewa we mnie mała „fasolka”. Czułam obrzydzenie, lęk i panikę. Próbowałam się pocieszyć. Spotkałam się z koleżanką, która – jak się okazało – miała dwoje dzieci. Wyglądała normalnie. Dobrze. Wychodziła z domu, miała swoje życie towarzyskie, funkcjonowała jak każdy inny dorosły człowiek. Ta myśl na chwilę mnie uspokoiła – skoro ona daje radę, może nie jest to koniec świata. Ale lęk szybko wracał. Cały czas myślałam o tym, co będzie po porodzie. Wyobrażałam sobie, że popadnę w depresję poporodową, że będę zamknięta w mieszkaniu, niezdolna do normalnego funkcjonowania. W tych wizjach moi rodzice pewnie by przejmowali opiekę nad dzieckiem na ten najtrudniejszy czas. Miałam nawet cichą, wstydliwą nadzieję, że to oni wychowają to dziecko za mnie. Czułam się nie jak dorosła kobieta, ale jak nastolatka w niechcianej, nastoletniej ciąży – kompletnie spanikowana i zagubiona. W tym śnie zaczęłam szukać sposobu, by tę ciążę przerwać. Pytałam ChatGPT, co mogę zrobić, by wywołać poronienie. Odpowiedzi, które otrzymywałam, były absurdalne i nierealne – sugerował przepłukiwanie nerek strzykawką, zakładanie sondy do macicy, odsysanie zarodka przez rurkę. Wiedziałam, że to kompletnie niemożliwe. Nie miałam żadnego sprzętu medycznego tego typu, żadnych narzędzi, żadnej realnej opcji. Zaczęłam myśleć o internecie – o tym, żeby znaleźć jakąś grupę, ludzi, którzy mogliby pomóc. Rozważałam zakup jakichś tabletek, zastanawiałam się nad różnymi drogami. Cały czas czułam się jak bardzo młoda dziewczyna, która znalazła się w sytuacji, z którą absolutnie nie potrafi sobie poradzić. Zapytałam asystenta, czy mogę po prostu wziąć kilka tabletek antykoncepcyjnych – czy zadziałają jak tabletka wczesnoporonna. Odpowiedział, że niestety nie. Ale jednocześnie powiedział mi, że mak i makowiec na pewno wywołają poronienie. Wymienił też jakieś orzechy i inne produkty. Poszłam do mamy i zapytałam, czy mamy w domu mak. Odpowiedziała, że tak – pół opakowania, bo resztę zużyła do makowca na święta. Powiedziałam jej, że chcę zrobić makowe mascarpone. Planowałam po prostu zmieszać serek mascarpone z makiem i to zjeść. Mama poradziła mi, żebym najpierw przepłukała mak mlekiem i namoczyła go, żeby napęczniał. Zaczęłam się zastanawiać, jak to właściwie zrobić – w czym go namoczyć, czy może to być mleko roślinne, czy musi być zwykłe. Sen krążył wokół tej ciąży, wokół prób poradzenia sobie z nią, wokół bezradności i panicznego szukania rozwiązania.

*

Tej samej nocy śniło mi się, że mieszkam w Katowicach. Wynajmowałam tam niewielkie, ale ładne mieszkanie – raczej kawalerkę niż pełnoprawne lokum rodzinne. Z czasem jednak sytuacja się zmieniła: moi rodzice wykupili to mieszkanie. Formalnie wyglądało to tak, jakbyśmy najpierw je wynajmowali, a potem dostali zgodę na zakup, z zachowaniem jakiegoś prawa pierwokupu. Bardzo mnie to cieszyło. Mieszkanie było wyraźnie lepsze od tego, które mam w Zawierciu, a do tego znajdowało się w dużym mieście, co dawało mi poczucie większych możliwości – zawodowych i życiowych. Myślałam, że może nawet zamiast kupna, mogłabym zamienić moje obecne mieszkanie na to w Katowicach. Po chwili przypomniałam sobie jednak, że kiedy wcześniej mieszkałam w Katowicach, wcale nie żyło mi się tam dobrze. Byłam daleko od rodziców, od rodziny, nie mogłam widywać się z nimi tak często, jak bym chciała. Zaczęłam więc rozważać, że może zostanę w tym mieszkaniu tylko na kilka lat – znajdę dobrą pracę, odłożę pieniądze na dom, a potem wrócę do Zawiercia, by tam się osiedlić i wybudować coś własnego. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to mieszkanie wcale nie jest takie duże – wydawało mi się, że ma tylko dwa pomieszczenia. Pomyślałam z rozczarowaniem, że chciałam przecież czegoś więcej, zwłaszcza że moje poprzednie mieszkanie było dwupokojowe. Zaczęłam krążyć po wnętrzu i wtedy odkryłam, że jest znacznie większe, niż sądziłam. Miało układ niemal labiryntowy, pełen zakamarków. Była tam sypialnia, choć przed chwilą byłam przekonana, że jej nie ma. Był salon, jadalnia, kilka pomieszczeń ukrytych jedno za drugim. Mieszkanie było jednak bardzo stare, urządzone w stylu PRL-u. Na ścianach ciągnęły się boazerie, stały ciężkie, wysłużone meble, jak w domach naszych babć (pokolenie Milenialsów XD). Pomyślałam, że znów czeka mnie remont – kolejny – i wymiana mebli na nowe. Zastanawiałam się, czy mogłabym przenieść część wyposażenia z mieszkania w Zawierciu i spróbować je tu wpasować. Na korytarzu stała stara półka z książkami. Chciałam ją zamienić na swoją przeszkloną gablotę, ale obawiałam się, że się nie zmieści, bo sufit był tam wyraźnie obniżony. Postanowiłam nagrać układ mieszkania telefonem, żeby później, już po przebudzeniu, móc do tego wrócić. Jednak telefon zachowywał się dziwnie – zamiast wnętrz nagrywał coś zupełnie innego, jakbym chodziła po mieście i filmowała sklepy, apteki i ulice. Wiedziałam, że to sen, i byłam sfrustrowana, bo bardzo chciałam po obudzeniu obejrzeć to nagranie i dokładnie zobaczyć, co mi się śniło. Wtedy ktoś do mnie zadzwonił, a nagrywanie przerwało się całkowicie. W jednej z sypialni zobaczyłam trzy połączone ze sobą łóżka, jak w górskim schronisku. Pomyślałam, że trudno – nie uda się tego zapisać na nagraniu. Nagle znalazłam się w swoim pokoju w domu rodzinnym. Szykowałam się na randkę. W pewnym momencie usłyszałam głos, jakby ktoś stał za mną i rzucił w moją stronę pogardliwe słowa, sugerując, że znów idę się z kimś puszczać. Zrobiło mi się smutno. Zaczęłam myśleć, że może rzeczywiście powinnam zrobić w tym śnie coś innego – spotkać się z Arisską albo po prostu zjeść coś spokojnie, zamiast ciągle wikłać się w jakieś dzikie historie. Pojawiła się też krótka scena z dwójką małych dzieci – bratem i siostrą. Powiedziałam chłopcu, że nie chcę go urazić, ale kiedy dorośnie, czasy mogą być takie, że ledwie będzie go stać na wynajęcie pokoju, a nie mieszkania czy domu, tak jak mnie teraz. W jednej chwili chłopiec zamienił się w czarnego szczeniaka, a dziewczynka stojąca obok przyznała mi rację. Cały czas miałam świadomość, że to sen. Chciałam iść do łazienki, ale wiedziałam, że tak naprawdę nie chodzi o senne potrzeby, tylko o realne parcie na pęcherz – że leżę w łóżku i śpię, a pójście do łazienki we śnie nic nie zmieni. Wróciłam więc do szykowania się na randkę. Miałam na sobie cienki czarny sweter i spodnie. Chciałam zdjąć sweter, ale nie mogłam, więc po prostu go rozerwałam i założyłam bluzkę z krótkim rękawem. Pomyślałam, że ubiorę krótkie spodenki, bo jest ciepło, a jeśli nie jest – to po prostu sobie to wyobrażę i wtedy zrobi się ciepło. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam kogoś niosącego duży karton z symbolem weterynaryjnym. W środku były psy. Nagle karton został wniesiony do domu, a psy wybiegły na zewnątrz, spanikowane, rozbiegając się we wszystkie strony. Zawołałam z okna do owczarka Collie, pytając, czy potrzebują pomocy. Potwierdził, że tak. Zeskoczyłam na dół i zapytałam, co się stało. Mały, biszkoptowy pies powiedział mi, że ktoś z domu naprzeciwko maluje psy farbą. On sam był pomalowany od połowy ciała w dół – łapki i brzuch miał czarne, bordowe, niemal czerwone. Zobaczyłam kobietę rozmawiającą z moimi rodzicami na podwórku. Pies powiedział mi, że to ona mieszka w tym domu i odpowiada za to, co spotkało psy. Podeszłam do elektrycznej bramy i siłą otworzyłam ją rękami – byłam w tym śnie niezwykle silna. Złapałam tę osobę za kark; wtedy okazało się, że to mężczyzna. Zaciągnęłam go przed psy i kazałam mu klęknąć. Groziłam mu, że jeśli ich nie przeprosi, zabiję go. Milczał, więc chwyciłam go za gardło i zaczęłam dusić. Zaczął skomleć, ale nie wydobywał z siebie słów. Pokazał mi gestami, że jest niemy, że nie potrafi mówić, ale może poruszyć ustami. Kazałam mu to zrobić. Bezdźwięcznie przeprosił psy. Puściłam go wolno i powiedziałam, że idę spalić jego dom. Zamieniłam się w smoka. Zaczęłam rozrywać budynek na kawałki, odgryzając fragmenty ścian, niektóre z nich połykając. Gdy zrobiłam w domu ogromną dziurę, zaczęłam zionąć ogniem w jego wnętrze, paląc meble i wszystko, co znajdowało się w środku. Był jeszcze moment, pamiętany jak przez ciemność – nocna scena, spotkanie z jakimiś ludźmi. Miałam ze sobą mojego psa, ale nie pamiętam dokładnie, co się wtedy działo ani jaki był sens tego spotkania. To zdarzyło się gdzieś na początku snu i pozostało niewyraźne, jak urwany fragment filmu.

*

W kolejnym śnie pojawiła się Olka. Byłyśmy w restauracji — przyszłam coś zjeść i zobaczyłam ją siedzącą z koleżanką Dominiką. Zaczęłyśmy rozmawiać, atmosfera była miła i swobodna. Miałam wrażenie, że mnie lubią, że dobrze się dogadujemy. W pewnym momencie zaczęły coś śpiewać — jakąś piosenkę, której tekstu nie dosłyszałam. Później sprawdziłam go w internecie i okazało się, że to była piosenka szydząca ze mnie:
„Hi hi hi, patrz, przyszła ta tapeciara Daria, głupia…”
Naśmiewały się z mojego makijażu, z tego, że jestem mocno pomalowana. Poczułam ogromne rozczarowanie. Zrozumiałam, że w rzeczywistości mną gardzą, że ta sympatia była tylko pozorem. Chciałam je skonfrontować — powiedzieć, że nie jestem żadną tapeciarą, tylko kiedyś po prostu lubiłam mocny makijaż. Że nie każdy wygląda dobrze przy minimalnej kresce na oku, tak jak Olka, która praktycznie się nie maluje. Wyobrażałam sobie jej życie jako pełne imprez, znajomych, bogate towarzysko. W tym śnie byłam kimś w rodzaju influencerki, prowadziłam wykład o nieocenianiu ludzi po wyglądzie. Nagrałam film na YouTube, w którym mówiłam, by patrzeć głębiej, poznać charakter, a nie oceniać powierzchownie — także mnie. Później byłam z mamą i rodziną pod jakimś sklepem. Spotkałam tam Kamilę i Marcelinę z gimnazjum. Były miłe, ale czułam podskórnie, że tak naprawdę one też mną gardzą — ponieważ nigdy nie chciały spotykać się ze mną po szkole. Powiedziałam rodzinie, że nie mogę tam stać i rozmawiać, bo jestem w pracy. Odświeżałam Excela — miałam absurdalnie mało zadań, tylko jedną przesyłkę do odprawy. Wtedy szefowa wezwała mnie i wręczyła mi wypowiedzenie z miesięcznym okresem. Wpadłam w panikę, chciałam się wykazać, zrobić cokolwiek, by mnie nie zwolniła. W tym momencie pojawiła się Agnieszka. Dzwoniła do mnie, wysyłała filmiki chorego psa. Trzymała go na rękach, pies zachowywał się jakby miał grypę. Kuba, jej mąż, próbował go cucić, rozruszać łapy. Na kolejnym nagraniu pies nagle zadusił wiewiórkę, a potem próbował dusić jakiegoś dalmatyńczyka. Równocześnie mama mówiła o moim dalmatyńczyku, że nie potrafi usiedzieć w miejscu — a ja tłumaczyłam, że przy mnie jest spokojny, tylko przy niej się tak nakręca. Agnieszka poprosiła mnie, żebym pilnie nadała paczkę do krajów arabskich. Dała mi dowód osobisty Araba, który miał ją odebrać. Tłumaczyłam, że samoloty lecą dopiero po 18:00, więc paczka ruszy dopiero następnego dnia. Była prawie 17:00, agencja celna się zamykała. Przesyłka przechodziła przez taśmę oraz kabinę prześwietlającą jak na lotnisku — przedmioty niedozwolone jechały w lewo, dozwolone w prawo. Nożyczki, dezodoranty, spreje — wszystko trafiało na lewą stronę. Agnieszka kazała je zostawić, bo nie były takie ważne. Pakowałam dokumenty, książeczki, paszporty. Jedna z koleżanek z pracy miała do mnie pretensje, że nie pokazałam jej filmików od Agnieszki. Zrobiła mi awanturę przy szefowej. Byłam pewna, że to przypieczętowało moje zwolnienie. Przeprosiłam koleżankę, powiedziałam, że po prostu byłam pewna tego, że ona te filmiki już widziała. Potem zgubiłam przesyłkę. Szukałam jej w podziemnych pomieszczeniach, rozmawiałam z ludźmi o kosztach dentysty, jakby z innymi pracownikami. Ktoś mówił, że ma do wydania 50 tys PLN u dentysty, ja mówiłam, że leczę zęby na raty, by uniknąć większych sum na raz. Woźna w jednym z pomieszczeń myła podłogi, które zamieniły się w basen z wodą przykrytą pływającymi dywanami. Skakałam po nich, żeby zabrać list i torbę. które znalazły się na środku pomieszczenia. Zabrałam je, były dość przemoczone. Razem z woźną poprawiłyśmy dywany na wodzie, zanim wyszłam. W końcu pojawili się Arabowie. Tłumaczyłam im wszystko, pokazywałam dokumenty, książeczki modlitewne — muzułmańskie i chrześcijańskie — próbując się przypodobać tym, że mam takie książeczki religijne. Próbowałam się przypodobać też tym, że mówię po arabsku, i coś po arabsku próbowałam mówić, jednak oni nie reagowali - jakby nie zwracali uwagi na moje popisy. Na koniec powiedziałam: „shukran habibis”. Byli zaskoczeni, szeptali między sobą, skąd znam ten język. Na sam koniec oglądałam przerażający film: o kaczce, która umarła, a potem „ożyła” po nieudanym przeszczepie mózgu. Zamiast głowy miała czerwony karton. Ludzie mówili, że trudno — pożyje chwilę i znowu ją uśmiercą. Film pokazywał odcinanie głowy tępym nożem. Ktoś stwierdził, że to nie był prawdziwy przeszczep, tylko wypalenie mózgu. I to było potwornie, nienaturalnie creepy!

*

Dzisiejszy sen przyszedł do mnie głęboko w nocy, jakby zza mgły. Pamiętam go fragmentami, bardziej jako wrażenie niż ciąg zdarzeń. Szłam przez las zasypany śniegiem razem z mężczyzną, któremu opowiadałam o moim drugim świecie – tym, który istnieje w mojej książce. W tle majaczył zamek, surowy i jasny, należący do Klanu Śniegu. Wszystko było ciche, jakby przytłumione bielą. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się pod jednym z drzew. Na ziemi leżało małe, stare radyjko. Wyciągnęłam dłoń i bez większego wysiłku pozwoliłam, by pojawił się w niej ogień. Potem, niemal instynktownie, pchnęłam go w stronę przedmiotu. Radyjko natychmiast zajęło się płomieniem. Zamiast strachu poczułam zdziwienie – szczere, niemal dziecięce – że to naprawdę zadziałało, że ogień był posłuszny i realny, że potrafiłam spalić coś namacalnego. Później długo się całowaliśmy. Ta scena była jednak osobliwa, bo jednocześnie miałam wrażenie, że funkcjonuję w dwóch światach naraz. W jednym byłam blisko tego mężczyzny, czułam jego obecność i dotyk, a w drugim wybierałam produkty w sklepie internetowym, dodając do koszyka kosmetyki i ozdoby. Jakby świadomość rozdzieliła się na dwie równoległe rzeczywistości, które istniały jednocześnie i nie przeszkadzały sobie nawzajem. W dalszej części snu znów pokazywałam swoje umiejętności władania ogniem. Po jednym z takich pokazów powiedziałam, że żałuję, iż nie istnieje możliwość zapisania się do któregoś z klanów na próbę – na krótki czas, by sprawdzić, czy to miejsce jest dla nas odpowiednie, by doświadczyć żywiołów ognia, śniegu, wiatru i wody, zanim podejmie się ostateczną decyzję. Pojawiła się też Arisska. Spałam na białej kanapie ustawionej gdzieś w plenerze, a ona ułożyła się za moimi nogami, czuwając spokojnie. Gdy nastał poranek, zawołałam ją do siebie i bez wahania przyszła, kładąc się na moich kolanach. Było w tym coś ciepłego i bezpiecznego. 

Drugi sen zaczął się w sklepie pełnym drobiazgów – ozdób i kosmetyków, jak w tanim markecie. Przymierzałam ubrania w ciasnej przymierzalni i wtedy zauważyłam, że wiszą tam rzeczy, które należały do mnie dzień wcześniej. Postanowiłam się przebrać. Założyłam chabrowy sweter bez rękawów, ale dostrzegłam na nim dwie białe plamy. Uznałam, że później da się je może sprać. Gdy spojrzałam w lustro, ogarnęło mnie nieprzyjemne wrażenie, że znów wyglądam tak jak kiedyś – prawie tak samo grubaśnie, jak przed utratą wagi. W przymierzalni znalazłam też swoje majtki z poprzedniego dnia. Zawstydzona, szybko schowałam je do kieszeni, nie chcąc, by ktokolwiek po mnie je zobaczył. Nagle bez żadnego przejścia znalazłam się w łazience moich rodziców, na górze domu rodzinnego. Wciąż miałam na sobie ten sam sweter. Grawitacja przestała tam działać – unosiłam się w powietrzu, lekka, niemal nieważka. Wiedziałam, że stoję w łazience, a jednocześnie wyobrażałam sobie, że lecę wysoko nad miastem. Czułam się jak smok, szybujący nad dachami. Te dwa obrazy – realna przestrzeń i lot – nakładały się na siebie tak silnie, że miałam wrażenie, iż naprawdę lecę i naprawdę widzę miasto pod sobą. Co chwilę wracałam myślami i wyobraźnią do łazienki, by zaraz znów znaleźć się w powietrzu nad miastem. Potem wyszłam do swojego pokoju i nagle się obudziłam we śnie, leżąc na mojej kanapie w pokoju w domu rodzinnym. Wiedziałam, że muszę pracować, bo pracuję zdalnie, więc wystarczy uruchomić komputer. Budzik, który miał zadzwonić o ósmej, nie obudził mnie. Była już dziesiąta. Ogarnęła mnie panika. Włączyłam komputer, a w międzyczasie zauważyłam na dywanie starannie złożone ubrania. Słyszałam, jak mama odkurza w pokoju obok i wiedziałam, że zaraz wejdzie również do mojego. W pośpiechu przeniosłam ubrania na kanapę, na której spałam. Zalogowałam się na Teamsa. Ku mojemu zdziwieniu nikt mnie nie wołał, nikt nie dopytywał, nikt nie zauważył mojej nieobecności. Na czacie toczyła się ożywiona dyskusja na różne tematy. Karina zapytała, czy wierzymy w symbole pojawiające się w snach. Bez żadnego wstępu odpisałam, że tak – że każdy symbol coś znaczy. Najpierw wysłałam omyłkowo same emotikony, zaraz potem przeprosiłam i napisałam poprawną odpowiedź. Na drugim monitorze miałam włączoną kamerkę i rozmawiałam po angielsku z mężczyzną, który rysował psy. Narysował zwykłe owczarki, co mnie zdziwiło, bo spodziewałam się wilków, majestatycznych stworzeń z mojego drugiego świata. Przyjrzałam się jednemu z rysunków i zapytałam, czy to przypadkiem nie wyżeł. Cały czas pilnowałam, by nie pomieszać języków – na Teamsie pisałam po polsku, a z nim rozmawiałam po angielsku. Do pokoju przyszła moja siostra i również zaczęła rozmawiać z tym mężczyzną, mieszając polski z angielskim, co mnie dziwiło, bo wiedziałam, że świetnie zna język angielski i mogłaby używać tylko jego. W pewnym momencie przechyliła kubek z kawą. Ostrzegłam ją, że może zalać mi stanowisko pracy, a potem szybko chwyciłam kubek i odstawiłam go z dala od klawiatury. Poczułam ulgę – mimo spóźnienia do pracy i prawie zalanej kawą klawiatury uratowałam sytuację, a dzień nie wymknął się spod kontroli. Cały czas szybko pisałam na klawiaturze, jakby w transie. Mężczyzna na kamerce obserwował mnie uważnie i przez chwilę przyszło mi do głowy, że może go to w jakiś sposób fascynuje (obserwowane mnie w czasie pracy). Nagle jednak rozłączył się, mówiąc, że idzie, a ja powinnam zjeść śniadanie, bo to pora, kiedy Polacy zwykle jedzą pierwszy posiłek. Nie byłam głodna, ale pomyślałam, że miło będzie jednak coś zjeść.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#64
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że Arisska wciąż żyje. Była już bardzo stara i przeżyła inne psy, ale nadal była z nami. Szykowałam się do pracy i na ten czas musiałam ją gdzieś zostawić, więc zamierzałam zamknąć ją w szafie. Była przy tym zupełnie spokojna. Wzięłam ją na ręce i bardzo wyraźnie czułam pod palcami jej futerko. Później byłam z nią u weterynarza, chyba na jakiejś rutynowej wizycie, może szczepieniu. Opowiadałam weterynarzowi jej historię – o tym, że była bardzo stara i schorowana, że planowaliśmy ją uśpić, ale długo nie wiedzieliśmy, kiedy nadejdzie ten moment. Odwlekaliśmy decyzję coraz bardziej. W śnie okazało się, że to była bardzo dobra decyzja, bo nagle Arissce się poprawiło. Odżyła, jakby się odmłodziła, i żyła dalej, zupełnie tak, jakby wcale nigdzie się w zaświaty nie wybierała. 

Potem obudziłam się, poszłam do łazienki i kiedy ponownie zasnęłam, sen toczył się dalej, jakby bez przerwy. Znowu byłam w trakcie szykowania się do pracy. Malowałam się, a obok mnie była Ilona, koleżanka z pracy. Gotowała kluski śląskie na obiad, żeby mogła wziąć je do biura i zjeść później. Obserwowałam gotujące się kluski, czasem je mieszałam, żeby wszystko szło szybciej. Jednocześnie malowałam się rozświetlaczem, nakładając go pod brwi, na skórę. W pewnym momencie Ilona wpadła na pomysł, że przed wyjściem do pracy musimy jeszcze rozebrać choinkę, bo po świętach stoi już zdecydowanie za długo. Poprosiła mnie, żebym pomogła jej zdjąć lampki, łańcuchy i ozdoby. Zgodziłam się. Spojrzałam na zegarek – było za dziesięć – i wiedziałam, że powinnyśmy już wychodzić, ale jednocześnie czułam, że skoro obiecałam pomoc, to muszę jej pomóc. Malowałam się dalej, jednocześnie rozbierając choinkę i próbując się zebrać, żeby zdążyć. Wiedziałam, że to będzie mój pierwszy dzień w biurze po długim czasie pracy zdalnej i zależało mi, żeby dobrze wyglądać – być pomalowana i przygotowana. W pewnym momencie zauważyłam jednak, że na czole, przy samej linii włosów, mam łuszczącą się skórę. Moja łuszczyca zaatakowała właśnie to miejsce. Pomyślałam, że nie mogę tak iść do pracy, więc zaczęłam szukać jakiejś tłustej maści, żeby to posmarować. Powiedziałam Ilonie, że musimy już wychodzić, ale ona w ogóle się nie spieszyła. Nagle zmiana sceny i w domu impreza. Była tam Ilona B. ze swoim mężem, chociaż w śnie wyglądało to tak, jakby był to jakiś nowy facet w jej życiu. Adrian zaglądał do torby tego mężczyzny i zauważył, że są tam prezerwatywy. Zaczęliśmy się z tego wszyscy śmiać, bo oni mieli już wcześniej jedną wpadkę, więc żartowaliśmy, że może tym razem się zabezpieczyli i nie zaliczą kolejnej. Wiedziałam, że oni oboje są obok nas i też się z tego śmieją, ale mimo wszystko nie chciałam się z nich za bardzo naśmiewać i naśmiewałam się dyskretnie. Jeszcze przed tą imprezą byłam w kuchni w domu rodzinnym. Był tam Marek z mojej pracy i wycierał blaty kuchenne nawilżonymi chusteczkami. Zapytałam go, czy często używa takich chusteczek, czy kupuje specjalne do czyszczenia kuchni i czy w ogóle je zna. Chciałam mu powiedzieć, że ja kupuję takie chusteczki w Lidlu. Marek jednak zaczął kręcić, jakby w ogóle nie wiedział, o co mi chodzi, i twierdził, że nie zna takich chusteczek. Uznałam to za dziwne, bo przecież w ręce trzymał dokładnie taką samą chusteczkę, jaką ja znałam i używałam, więc wydawało mi się niemożliwe, żeby ich nie kojarzył. Impreza trwała dalej. Jadłam ciasto. Adrian wcześniej powiedział mi, żebym tego ciasta nie jadła, ale nie wyjaśnił dlaczego. Myślałam, że po prostu jest niedobre. Okazało się jednak, że było otrute. Mimo to ja się nie otrułam. Jadłam to ciasto i pamiętam, że było bardzo dobre. Martwiłam się tylko, żeby nie przytyć od takiej ilości jedzenia, ale jednocześnie gdzieś z tyłu głowy wiedziałam, że to przecież sen i nie muszę się tym przejmować. Naprzeciwko mojego stolika był mały stolik, przy którym siedziały małe dzieci i Szymon, syn brata Adriana. Dzieci zaczęły go bić. Chciałam na nie krzyknąć, ale ktoś mnie uprzedził i krzyknął pierwszy, żeby przestali się kłócić. Ja odezwałam się bardziej do tej osoby niż bezpośrednio do dzieci, mówiąc, że nie powinni się bić, bo na pewno Szymona to boli. Później Adrian powiedział mi, że w najnowszych wiadomościach ze świata podano informację, że trzy osoby zmarły po zjedzeniu ciasta od Ilony. Pomyślałam tylko: „ups”. Wyszłam pod śmietniki zapalić papierosa. Byli tam jacyś mężczyźni – wyglądali jak rozbójnicy, gangsterzy, członkowie mafii. Mówili o kotach. Złapali łaciatego kota, gdzieś go schowali i szukali czarnego kota. Jeden z nich mówił, że bardzo chciałby znaleźć niezwykły okaz, jakim jest czarny kot. Patrzyłam na nich z niepokojem, zastanawiając się, co chcą zrobić z tymi zwierzętami. Jednocześnie myślałam, że może mogłabym udawać przyjazną, wzbudzić ich zaufanie, a potem jakoś ocalić te koty. Nagle zawiał wiatr i drzwi od garażu mnie przytrzasnęły, ale od razu je odepchnęłam. Jeden z tych mężczyzn spojrzał na mnie, a ja tylko głupio się uśmiechnęłam i pokazałam kciuk w górę. Wtedy inny z nich niósł białego kota. Powiedziałam na głos, że ten kot jest biały. Ale kot ten wyglądał dziwnie – jakby był wypchany, martwy lub pół martwy, albo jakby coś mu się stało, jakby ktoś zrobił mu krzywdę. Nagle scena zmieniła się w grę GTA: San Andreas. Była tam misja, w której znajdowałam się w garażu i musiałam podnieść jakąś dźwignię. Gra była ukończona w 100%, więc tej dźwigni teoretycznie nie powinno już być, ale kiedy nacisnęłam odpowiedni klawisz, dźwignia jednak się podniosła. Moja postać była nagle jakby naćpana, miasto wyglądało jak w czasie wojny – wszędzie były łańcuchy, czołgi, a wszystko działo się w zwolnionym tempie. Policja zaczęła mnie ścigać, a ja uciekałam również w zwolnionym tempie. Wydawało mi się, że to bardzo ciekawy element fabuły i coś nowego do odkrycia, ale nagle wyłączyłam grę, bo wiedziałam, że mam inne obowiązki. Pomyślałam, że zagram później razem z Adrianem, żeby on też mógł w tym uczestniczyć.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#65
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że wszystko zaczęło się jak kadr z filmu. Był tam mężczyzna, do którego przyszła kobieta. Chciała go pocałować, zbliżyć się do niego, ale szybko wyszło na jaw, że wcześniej coś mu zrobiła, że go w jakiś sposób skrzywdziła. On był wściekły, zaczął ją wyzywać, nazywać szmatą, a ona udawała, że nie wie, o co mu chodzi, jakby zupełnie nie rozumiała jego oskarżeń. W pewnym momencie ludzie wokół zdecydowali, że trzeba go od niej odseparować, jakby chcieli go chronić. Zrobili krąg, podeszli do niej wszyscy naraz, żeby ją odsunąć od tego mężczyzny. Ja tez stałam w tym kręgu. Wtedy zorientowałam się, że ta kobieta jest moją koleżanką. Zauważyła, że ja też jestem przeciwko niej. Spojrzała na mnie, a ja zrobiłam taką minę, jakbym chciała jej powiedzieć, że naprawdę nie chcę stać po żadnej ze stron. Albo, że byłam po jej stronie, ale mnie zawiodła? Ale mimo tego coś wyszło na jaw, coś się okazało i miałam wrażenie, że w tej sytuacji nie mam wyboru – że niezależnie od tego, co czuję, muszę w tym uczestniczyć. Później śniło mi się, że chodzę z moim psem po mieście. To było takie miasto z dziwnymi, trochę opuszczonymi miejscami. W jednym z nich była stara, zaniedbana łazienka, w której siedziały starsze kobiety. Jedna z nich chciała zjeść rogala, ale nie mogła, bo przeszkadzał jej mój pies. Jak zaczęła wyjmować posiłem to on podchodził i pbwąchiwał opakowanie. Powiedziałam spokojnie, że dobrze, że wezmę go na chwilę i wyjdę, żeby miała spokój. Wyszłam z psem, a kiedy wróciłam, tych kobiet już nie było. Poczułam wtedy wyraźnie, że były niewdzięczne, że zniknęły bez słowa, mimo że zrobiłam to specjalnie dla nich. Podczas tego chodzenia po mieście mijałam też trzech mężczyzn. Wyglądali jak jacyś łobuzy, wzbudzali we mnie niepokój. Bałam się, że mogą się do mnie w jakiś sposób przyczepić, więc zeszłam im z drogi, od razu zmieniłam kierunek, żeby ich ominąć i mieć od nich spokój. W tym samym śnie pojawił się też motyw mojej koleżanki Martyny, która mieszkała w tym śnie w Ogrodzieńcu. Wiedziałam, gdzie mieszka, ale ona udawała, że mnie nie zna. Chciałam się z nią spotkać, porozmawiać, ale miałam poczucie, że kontakt między nami nie istnieje. W pewnym momencie patrzyłam na Google Maps i widziałam jej okolicę. Pomyślałam, że mieszka w naprawdę fajnym miejscu, blisko stawu, niedaleko takiej miejscówki, gdzie mogłabym przyjechać, wykąpać się z psem, po prostu pobyć. Ogarnęło mnie wtedy uczucie żalu, że nie mamy kontaktu, że to wszystko jest takie nieosiągalne. Był też motyw mojej kuzynki, która mówiła mi, że obok jej domu płynie rzeka. Opowiadała, że z tej rzeki wyskoczyła ryba i wpadła prosto do jej domu, do kuchni, przez otwarte okno. Tą rybą był łosoś. Zastanawiałam się, jak to w ogóle jest możliwe, że ryba może w taki sposób znaleźć się w czyimś domu. Później byłam razem z moją siostrą. Wyszłyśmy na balkon, bo pojawiły się tam zwierzęta ze swoimi dziećmi. Przez drzwi balkonowe widziałyśmy sowę z dwoma małymi pisklakami, które uczyły się latać. Obserwowałyśmy je, jak podrywają się do lotu. Był tam też kot, który okazał się latającą wiewiórką i on również miał swoje młode. To wszystko działo się jakby obok nas, a my tylko patrzyłyśmy. W pewnym momencie wyszłyśmy na balkon, by przywitać i pogłaskać zwierzęta, ale kot uciekł, wzbił się do lotu i odleciał jak lotopałanka na pobliskie drzewo. Poczułam zawód. Sowa natomiast dała się głaskać, jej młode też. Siostra wychyliła się za barierki i powiedziałam jej, że upadek z tak niewielkiej wysokości raczej nie zabije jej, ale żeby uważała, bo może złamać nogę. W dalszej części snu pojawił się motyw tańca. Była jakaś szkoła taneczna, ludzie wychodzili na balkon, panowała atmosfera ruchu i muzyki. Ktoś powiedział mi, że jestem „zjarana”, że się opaliłam. Odpowiedziałam, że to niemożliwe, bo nałożyłam bardzo grubą warstwę SPF-u. Stwierdziłam, że skoro tak, to pójdę nałożyć jeszcze grubszą. Tańczyłam następnie z jakimś mężczyzną dzikie tańce, bardzo spontaniczne - zaczęłam tańczyć z jednym chłopakiem latino. To był bardzo dziki taniec, zupełnie na czuja. Nie znaliśmy kroków, a mimo to wiedzieliśmy dokładnie, gdzie postawić nogi i jak się poruszać. Tańczyliśmy tak, jakby ciało samo wiedziało, co robić. Wiedziałam i czułam, że będzie z tego najgorętszy romans w moim życiu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#66
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że mój Duster wrócił już z serwisu. Bardzo chciałam jak najszybciej nim pojechać do pracy do biura — tęskniłam za jazdą, za radiem, za słuchaniem muzyki. Czułam ogromną potrzebę ruszenia w drogę, rozpoczęcia jazdy na nowo. Okazało się jednak, że samochód nie jest jeszcze gotowy. Trzeba było wymienić olej. Z Adrianem kilka razy zbieraliśmy się, żeby wyjść na dwór i to zrobić, ale za każdym razem coś stawało na przeszkodzie. Sen rozgrywał się trochę jakby w moim domu rodzinnym, trochę jakby w mieszkaniu mojej babki Alki, gdzie trwała jakaś impreza. Wciąż wychodziliśmy z tej imprezy z zamiarem pójścia do Dustera, ale los jakby nas powstrzymywał. Najpierw okazało się, że nie mamy oleju. Trzeba było go znaleźć. Gdy Adrian w końcu go zdobył i wyszliśmy na dwór, pojawiła się kolejna przeszkoda — nie mogliśmy znaleźć pilota do samochodu. Nie dało się otworzyć drzwi. Byłam już bardzo załamana, ale w końcu Adrian znalazł pilota w kieszeni. Mimo to olej nadal nie został wymieniony, a ja nigdzie nie pojechałam — scena się zmieniła. W kolejnym wątku byłam z moim dziadkiem, który żył, w bloku. Schodziliśmy po schodach, żeby wyjść na zewnątrz. Dziadek opowiadał mi o sąsiedzie, który palił papierosy na klatce schodowej. Mówił, że musiał to zgłosić do spółdzielni, ale nie byli z tym sąsiadem pokłóceni — mieli wręcz dobrą relację. Po prostu musiał postawić granicę. Nagle zamiast dziadka był tam mój ex, Ehab. Opowiadał, że kiedyś zmienił fryzurę specjalnie dla mnie, żeby mi się przypodobać, jakby wracał do dawnych uczuć lub starań. Potem znów pojawiła się impreza. Byli tam Ewelina, moja szwagierka, i Kamil, brat Adriana. Przygotowywali wystawną kolację, kroili chałkę. Chodziłam do kuchni, pomagałam im, chciałam być pomocna. Jednocześnie bardzo zależało mi, żeby moi rodzice to widzieli — żebym została odebrana jako ta dobra, zaangażowana, zawsze gotowa do pomocy. Nagle jednak byłam w tym śnie sama — jakby bez partnera, jakby minęły lata, a ja została kobietą bez męża i bez dzieci. Siedzieliśmy przy stole, a mój tata zaczął mi wypominać, że ciągle zmieniam facetów, że nie potrafię się ustatkować. Odpowiedziałam mu ostro, żeby się uciszył. Mama od razu stanęła w mojej obronie, mówiąc, że to nie jego sprawa. Pojawił się też temat dziecka. Czułam ogromny ból. Tłumaczyłam Ewelinie i Kamilowi, że rodzice myślą, że wszystko jest proste, a tymczasem ja nie mogę mieć dziecka, a leczenie — in-vitro — jest poza moimi możliwościami finansowymi. Było to dla mnie bardzo bolesne i prawdziwe emocjonalnie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#67
Sny z ostatnich nocy:

Śniło mi się, że byłam z Alanem, moim bardzo dawnym kolegą z dzieciństwa, z którym kiedyś byłam na koloniach. Poszliśmy razem do galerii handlowej, a konkretnie do sklepu z torebkami. Sklep przypominał trochę targ – było w nim bardzo dużo różnych torebek, naprawdę ogromny wybór. Pamiętam, że były torebki złote, w typie worków, o różnych kształtach i stylach. Zastanawiałam się, czy kupić jedną brązową torebkę z suwakiem pośrodku. Myślałam też o bara bara z Alanem, albo chociaż o pocałowaniu go gdzieś ukradkiem w galerii. Kiedy jednak go pocałowałam, miałam wrażenie, jakbym całowała asfalt albo jakiś przedmiot – pocałunek był zupełnie sztuczny, bez emocji. Później w tym śnie pojawiła się Arisska. Jednocześnie okazało się, że moja mama podsłuchiwała moje rozmowy z Alanem, w tym także te intymniejsze oraz naszą sex tape. Nagrała je, a potem odtworzyła mi nagranie, na którym były zapisane różne moje dziwne dźwięki. Było mi tak strasznie wstyd, że uciekłam z domu. Zamieszkałam na ulicy, bo nie byłam w stanie wrócić i spojrzeć mamie w oczy. Było bardzo zimno, padał deszcz, był mróz, a ja miałam na sobie tylko cienkie ubranie. Nie chciałam wracać do domu po coś cieplejszego, bo wiedziałam, że mama tam jest. Schowałam się w jakiejś wnęce i żałowałam, że nie mam na sobie grubszego ubrania. Potem znalazłam się w sklepie zoologicznym. Szukałam czegoś do kupienia. Były tam różne suszone ryby i inne suszone zwierzęta. Zobaczyłam też suszonego nietoperza – rudawkę. Był wystawiony jako przysmak dla psa. Dzieci były nim bardzo zainteresowane, oglądały go z ekscytacją. Chciałam obejrzeć tego nietoperza z bliska, ale było wokół niego tyle ludzi, że zrezygnowałam. Zobaczyłam również suszone sardynki. Chciałam je kupić z myślą o jakimś małym piesku, którego mogłabym mieć w przyszłości, bo pamiętałam, że Arisska bardzo je lubiła. Sardynki były zapakowane w duże opakowanie z przezroczystą folią, ale każda sardynka była osobno zapakowana, jak cukierki. Uznałam, że to za dużo roboty z rozpakowywaniem i zrezygnowałam. W sklepie były też żywe myszki w klatkach. Jedna koszatniczka uciekła i biegała po klatkach. Pracownik próbował ją złapać. Podeszłam do niego i zapytałam, czym mogę ją złapać, bo wiedziałam, że potrafię obchodzić się z małymi zwierzętami — miałam kiedyś myszy, oswojone, zabrane z laboratorium. Chciałam, żeby wszyscy zobaczyli, że umiem brać takie zwierzęta na ręce. Niestety ktoś inny złapał koszatniczkę przede mną i nie mogłam się popisać. Pojawiły się też lalki i roboty — ludzie mogli kupować roboty — w tym roboty do towarzystwa, także seksualnego — które z nimi mieszkały. Znowu pojawiła się Arisska. Byłam w jakimś zupełnie przypadkowym pokoju, to nie był mój dom. Leżałam w grubiej pościeli razem z siostrą. Pomyślałam, że skoro leżymy razem i idziemy już spać, to Arisska też może spać z nami. Poszłam po nią i położyłam ją w łóżku obok nas. Nagle obok nas leżał też jakiś mężczyzna — okazało się, że był robotem. Chyba chciałam z nim uprawiać seks, ale do niczego nie doszło. 

Potem jakby obudziłam się w środku nocy i zasnęłam ponownie. W kolejnym śnie znowu były roboty i miały być święta. Umówiłam się z Martyną, moją dawną koleżanką, żeby się w końcu zobaczyć po latach. Chciałam zrobić sobie z nią zdjęcie i wrzucić na Facebooka jako spotkanie po latach. Pakowałam prezent z bardzo ładną wstążką — taką koronkową, trochę jakby drewnianą z koronką. Nie zdążyłam jednak zrobić drugiej części kokardy, bo musiałam wyjść z domu. Byłam w przedpokoju, w domu Martyny, gdzie trwał remont. Na początku tego snu pamiętam też, że miałam pomysł, aby zaprojektować malunek na szarym blokowisku niedaleko mnie. Jedna ściana bloku była zupełnie pusta, bez okien. Chciałam zrobić kolorowe graffiti z jakimś życiowym cytatem. Nagle zbiegły się dzieci, zaczęły wszystko dotykać, jedno ciągle pluło. Wściekłam się i zjebałam to dziecko strasznie. Wyszłam z tego miejsca, zabierając ze sobą stare książki, które znalazłam i które były dla mnie bardzo cenne. Poszłam do innego pokoju, gdzie był warsztat pisarzy. Odkładali oni swoje książki na półki, a te książki zamieniały się w konserwy. Potem znowu byłam w przedpokoju domu w remoncie i nagle pomyślałam, że chcę użyć dildo. Znalazłam się w mojej łazience, gdzie było wiele różnych dildo o różnych kształtach. Chciałam każde przetestować. Nagle do łazienki weszła (a właściwie wpadła jak torpeda) moja mama, coś zabrała i wyszła. Pomyślałam, że to straszna siara i że na pewno widziała te sztuczne członki. Postanowiłam, że w razie czego powiem, że tylko sprzątałam i przypadkowo je znalazłam. Usiadłam na dywaniku łazienkowym i bawiłam się tymi zabawkami (we wiadomy sposób). Moja siostra była za drzwiami i próbowała zasłonić szparę w drzwiach szlafrokiem. Nie chciałam, żeby mnie zobaczyła, więc przypięłam szlafrok spinaczami od swojej strony (zakrywając szpary) i schowałam się w kąt, dalej się bawiąc. Znalazłam dildo w kształcie szparaga i też zaczęłam go używać. Potem był inny sztuczny członek z pompką — kiedy go pompowałam, zauważyłam wypustki i to, że robi się za duży. Pomyślałam, że go nie zmieszczę. Na końcu zorientowałam się, że nie ma mojego prezentu z wstążką, który zrobiłam wcześniej, i uznałam, że pewnie mama mi go zabrała i przestawiła w inne miejsce.

*

Śniło mi się spotkanie, na którym byłam razem z mamą i siostrą. Trzeba było podejść do okienka i powiedzieć, jakie kosmetyki wybraliśmy do przetestowania na naszym biuście oraz jaki mamy jego typ. Chciałam zapytać siostrę, jakie kosmetyki wybierze, bo wiedziałam, że jej biust jest podobny do mojego, ale niestety zniknęła (poszła gdzieś dalej od nas). Cała procedura trwała bardzo długo – kolejki były ogromne, wiele kobiet się zgłosiło. Pytałam mamę, jakie kosmetyki wybrać, a ona powiedziała, że mogę znaleźć informacje w internecie. Przed sobą miałam katalog, który pokazywał produkty, jakie mogliśmy wybrać i zgłosić przy okienku, by stały się nasze. Wszystkie produkty wyglądały jak mini kubełki farbek – różowy na ujędrnienie, niebieski na nawilżenie, itd. Przy okienku stały kobiety, obserwowałam te, które wybierały produkty z katalogu – większość decydowała się na różowe i niebieskie farbki. Ja kompletnie nie wiedziałam, do czego służą te produkty ani co powiedzieć przy okienku, ale postanowiłam wziąć przykład z innych i też je wybrać. Postanowiłam, że powiem przy okienku, że chcę coś na ujędrnienie i może otrzymam wskazówki, które produkty będą odpowiednie. Wcześniej poszłam do łazienki, żeby się wysikać. Łazienki były w formie pryszniców z mini toaletką i sedesem – każdy mógł załatwić swoje sprawy za zasłoną. Były tam też inne kobiety, które komentowały, że za te kosmetyki trzeba płacić przy okienku i że wcale nie są wyjątkowe, co trochę zniechęciło mnie do całej imprezy. Wróciłam więc na swoje stanowisko i zaczęłam przygotowywać notatki w katalogu, co chciałam powiedzieć o kosmetykach. Inna dziewczyna patrzyła mi na ręce, jakbym robiła coś nieprawdopodobnego, notując wszystko tak skrupulatnie. W końcu nadeszła moja kolej, choć miałam numer 3, podeszłam jako chyba setna osoba. Wywołano mnie chyba kilka razy z rzędu, nie mogłam od razu iść, bo kończyłam notatki. Kiedy w końcu zaczęłam iść, okazało się, że nie zabrałam ze stołu katalogu i notatek. Musiałam wrócić po katalog, biegłam szybko, będąc przy tym bardzo głodna. Kobieta przy okienku zapytała mnie, czy wiedziałam o nadgodzinach i długości imprezy. Byłam zaskoczona, bo nie znałam żadnego planu wydarzenia. W końcu podano mi mikrofon i zaczęłam mówić. Powiedziałam, że nie jest to przytyk ani hejt, ale uważam, że jedynym sposobem na poprawę wyglądu biustu jest operacja plastyczna, a nie żadne kosmetyki. Mój chirurg plastyk, który robił mi operację nosa, powiedział, że jeśli biust jest obwisły lub niekształtny, jedynym rozwiązaniem jest skalpel. Kobieta przy okienku przyznała mi rację i zaczęła jeszcze coś mówić, ale mikrofon się zawiesił, więc ani ja, ani publiczność nie słyszeliśmy jej przemówienia. Usłyszałam tylko końcówkę, gdy mikrofon się naprawił – kobieta ogłosiła przerwę i obiad. Żałowałam, że nie słyszałam całego przemówienia, bo twierdziłam, że mogła wtedy wygłaszać opinie o moim przemówieniu, ale podeszłam do stolika, gdzie podano wykwintne kanapki i mięso w sosie. Przy stolikach byli też mężczyźni. Jeden próbował wziąć kawałek mięsa z mojego talerza, uderzyłam go w dłoń i powiedziałam, żeby się odwalił, bo byłam głodna jak wilk. Zaczęłam jeść mięso sama, ale nie było wybitnie smaczne i stwierdziłam, że mogłabym mu je oddać.

*

Śniło mi się, że miałam mieć usuwany ząb w szpitalu. Na początku leżałam w łóżku, a moja siostra była przy mnie. Martwiła się bardzo o mnie, pytała, co ze mną będzie i czy w ogóle się wybudzę. Sama myślałam, że przecież chodzi tylko o usunięcie zęba, więc pewnie dostanę jedynie znieczulenie miejscowe. Okazało się jednak, że miałam mieć ząb usuwany w narkozie. Bardzo się bałam – obawiałam się, że operacja może uszkodzić mi ucho, słuch albo całą szczękę. Zastanawiałam się, czy źle zrozumiałam informacje o przebiegu operacji, bo przecież moja siostra wiedziała o narkozie, a ja nie. Mój chirurg, kobieta, podawała mi znieczulenie, mówiąc, że jeśli obudzę się w trakcie narkozy, i tak nic nie poczuję. Okazało się jednak, że nie wiedziała dokładnie, gdzie celuje igłą. Dotknęła mnie nią w zęby, a ja zapytałam, dlaczego nie potrafi prawidłowo podać znieczulenia. Odpowiedziała, że ona tylko nakierowuje igłę, a ja sama muszę podać sobie znieczulenie w odpowiednie miejsca. Starałam się przypomnieć, jak wyglądało to wcześniej u dentysty. Sama wstrzyknęłam sobie znieczulenie w dziąsło, a drugi raz ukułam się w policzek od wewnętrznej strony. W pewnym momencie strzykawka była już pusta, a ja zaczęłam odczuwać drętwienie szczęki – znieczulenie działało. Przy zastrzyku miałam ochotę uciec i powiedzieć na recepcji, że chcę zmienić chirurga, bo nie ufałam tej kobiecie. Nadal miałam mieć narkozę, ale bałam się, że nie zasnę. Narkoza rzekomo była podana, ale ja nie zasypiałam. Czułam się coraz bardziej zmęczona i zwietrzała, dotykałam językiem zęba, który miałam mieć usunięty. Zastanawiałam się, dlaczego chcą usuwać dolną siódemkę, skoro planowałam górne ósemki usuwać, które są łatwiejsze niż te dolne. Mój chirurg przyznał, że ząb, który mają usuwać, jest problematyczny. Bałam się jeszcze bardziej. Z czasem poczułam, że mogę pozwolić na rozpoczęcie zabiegu i powiedziałam pielęgniarkom, że mogą zaczynać, powiedziałam, że “eee dziewczyny dzieje mi się możecie za chwilę zaczynać” i od razu uznałam, że pierdzielę jakieś głupoty po tej narkozie i że nie mogę przecież tak luźno odnosić się do pielęgniarek. One zaczęły mnie układać na nowo w łóżku, zdejmowały mnie, przekładały, układały na nowo. W trakcie zasypiania myślałam, że przecież tak nie może być, że usuwają mi ząb, którego nie powinni. Zastanawiałam się skąd taka decyzja. Martwiłam się też o pieniądze, bo zabieg kosztowałby tysiąc złotych. W końcu obudziłam się na jawie w nocy i miałam dziwne poczucie, że to była narkoza, a nie sen – i że byłam już w swoim łóżku po operacji. Dopiero po chwili doszłam do siebie. Poszłam do łazienki, a potem ponownie zasnęłam. 

W kolejnym śnie znowu miałam czekać na chirurga. Czekałam cały dzień, od rana do wieczora, była godzina dziewiętnasta, świeciło słońce i chciałam iść na spacer, ale nie mogłam, bo cały czas oczekiwałam na chirurga. Na poczekalni było kilka osób. Pielęgniarka wyszła i pytała, czy chirurg już przyszedł – miał przyjść i razem ze mną wejść na salę. Chirurg się jednak nie pojawił, a pielęgniarka powiedziała, że ma komplikacje, ale powinien wkrótce dotrzeć. W tym śnie pojawiła się Arisska, ale wyglądała jak kot o umaszczeniu tygrysa. Wzięłam ją na ręce i mówiłam, że bardzo za nią tęsknimy. Prawie przy tym płakałam. W moim domu był też ciemnoskóry mężczyzna, Franklin z GTA V. Pomyślałam, że jest człowiekiem z klasą, bo nie myśli cały czas o seksie. Powiedziałam mu, że ma za dużą pałę na moją szparę – co samo w sobie było dziwne, jak to mogło wyjść z moich ust?! W kolejnym fragmencie snu miał być spacer, ale cały czas coś przeszkadzało. Byłam z siostrą, jadłam bułkę z szynką i rukolą, ale nie dojadłam jej i oddałam siostrze. Ona brała antybiotyk, a ja dałam jej tabletkę na biegunkę, a ona powiedziała, że nie można łączyć takich leków z antybiotykami. Poszłam do łazienki w domu rodzinnym, a siostry nie było – zastanawiałam się, czy wyszła, czy dalej ma biegunkę. czy poszła do szpitala. Miałam iść na spacer już po raz któryś, ale tata poprosił mnie, bym na górę do lodówki wzięła dwa jajka i kromkę chleba, bo dolna lodówka się zepsuła. W pokoju siostry była mini lodówka i głowiłam się, jak tata chce przenieść wszystko do takiego małego urządzenia. Jedno jajko miałam, drugie się rozbiło (jak twierdził tata, kiedy mi je podawał, bo dopytałam gdzie jest to drugie), więc wzięłam chociaż jedno. Włożyłam wszystkie rzeczy do lodówki, ale kromka chleba już się nie zmieściła, więc ją po prostu zjadłam.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#68
Kolejne sny:

Śniło mi się, że jechałam pociągiem bez biletu. Wsiadłam, usiadłam na swoim miejscu i od początku miałam świadomość, że nie mam biletu. Planowałam kupić go online, ale tego nie zrobiłam. Widziałam, jak przez wagon idzie kontrolerka i sprawdza bilety kolejnym pasażerom. Kiedy się zbliżała, zaczęłam się zastanawiać, czy nie wysiąść wcześniej, zanim do mnie dotrze, albo czy nie spróbować udawać, że mam problem z Internetem i dlatego nie mogę kupić biletu. Niestety zostałam przez nią zauważona i poproszona o okazanie biletu. Powiedziałam jej, że miałam zamiar kupić bilet przez Internet, ale coś jest nie tak z połączeniem i że zaraz spróbuję jeszcze raz. Kontrolerka odpowiedziała, że w porządku — możemy zrobić tak, że po prostu zapłacę za bilet. Dałam jej dwadzieścia złotych, a bilet kosztował około czternastu. Czekałam, aż wyda mi resztę, ale tego nie zrobiła. Powiedziała tylko, że zapamięta, że to są pieniądze ode mnie, i że bilet zostanie wydrukowany. Żałowałam, że wydałam te pieniądze. W tym śnie była to dla mnie duża kwota. Liczyłam na to, że uda mi się przejechać tym pociągiem bez biletu i że kontrola w ogóle się nie odbędzie. Żałowałam też, że wcześniej nie wysiadłam z pociągu, ale miałam poczucie, że i tak by się to nie udało — bałam się, że ktoś mógłby mi zarzucić, że uciekam albo robię coś podejrzanego. Później sen przeniósł się na imprezę u mojej siostry. Nie odbywała się ona jednak w jej mieszkaniu, tylko w jakimś wynajętym miejscu — przypominało hotel albo salę. Moja siostra kupiła pluszowe samochody: czarnego Mercedesa dla swojego męża oraz różowego Cadillaca dla siebie. Przyszłam na tę imprezę spóźniona. Kiedy weszłam, wszyscy się na mnie patrzyli, oceniali mnie wzrokiem, jakby mieli pretensje o to spóźnienie. Czułam na sobie ich spojrzenia i osąd. Mimo tego zamieszania poszłam jednak do kuchni, do takiego miejsca, gdzie mogła przebywać tylko obsługa albo osoby uprawnione. Rzuciłam plecak na kanapę i poczęstowałam się przystawkami leżącymi na stoliku. Nikt z obecnych nie wiedział, że gospodynią imprezy jest moja siostra. Po chwili wszyscy byli wyraźnie zażenowani swoim wcześniejszym ocenianiem mnie i dziwnymi spojrzeniami, zwłaszcza że okazało się, iż jestem w strefie VIP. W kolejnej scenie byłam u siebie w kuchni, choć wyglądała ona zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Z sufitu zaczęło kapać — znowu pojawił się problem z dachem. Ktoś próbował mi wmówić, że to normalne, że sufit musi przeciekać. Odpowiedziałam, że to przecież absurd, bo za chwilę będę miała całą kuchnię do wymiany i do generalnego remontu. W pewnym momencie pojawiła się jakaś kobieta, która zaczęła opowiadać o leku na oczy. Mówiła, że można go kupić albo podarować komuś w prezencie, że jest niezwykle popularny, uniwersalny i odpowiedni dla każdego, że poprawia wzrok i opóźnia jego pogarszanie się na starość. Pomyślałam wtedy, że to chore — mam poważne problemy, z sufitu leje mi się woda, a jakaś typiara gada o jakimś leku na oczy. Był też moment, w którym gotowałam ziemniaki w dziwnym garnku, wyglądającym jakby był zrobiony z papieru. W tym samym czasie pojawił się jakiś facet, bardzo namolny. Wiedziałam, że będę musiała się z nim zmierzyć i walczyć. Przez to wszystko zapomniałam o gotujących się ziemniakach.

*

Śniło mi się, że byłam na wycieczce z mojej poprzedniej pracy. Pojechaliśmy na jakieś skałki. Byłam tam między innymi z Wiolą i z Ewą — dwiema dziewczynami z kadr, które bardzo mnie lubiły i które ja również bardzo lubiłam. Wszyscy robili sobie tam zdjęcia. Byliśmy też na czymś w rodzaju zamku, gdzie ktoś robił sobie sesję zdjęciową przy barierkach. Ja również chciałam mieć ładne zdjęcia, ale martwiłam się, że nie jestem wystarczająco dobrze ubrana, że nie wyglądam odpowiednio do takich fotografii. W okolicy znajdowały się jeziorka skalne. Te jeziorka jednocześnie przypominały wanny. Woda w nich cały czas robiła się mętna. Wrzucałam do nich kule do kąpieli, ale tak naprawdę te kule były kostkami z chlorem — wrzucałam je po to, żeby oczyścić wodę. Faktycznie na jakiś czas woda stawała się przejrzysta, ale po chwili znowu mętniała i musiałam dorzucać kolejną kulkę. Niektóre z tych kulek łamałam na mniejsze kawałki i rozrzucałam w różnych miejscach jeziorek, żeby środek równomiernie się rozłożył. Zdarzało się, że w jednym miejscu woda była czysta, a w innym nadal mętna, więc starałam się to wyrównać. Później sen jakby się zmienił. Zadzwonił do mnie Patryk, mój były chłopak. Powiedział mi, że byłam aktywna na serwerze Metina — Someya. Odpowiedziałam, że to niemożliwe, bo przecież ten serwer już nie istnieje. On jednak twierdził, że istnieje i że ja normalnie grałam, bo widział mnie w grze. Namawiał mnie, żebym spróbowała uruchomić grę i zalogować się. Pomyślałam wtedy, że ktoś musiał mi się włamać na konto. Nstępnie scena zmieniła się i leżałam u siebie w łóżku, jakbym dopiero się obudziła. Pamiętam, że była noc. W mieszkaniu było bardzo ciepło, a mimo to Adrian włączył grzejnik konwektorowy i przystawił go aż pod samo łóżko. Było mi za gorąco. Wstałam z łóżka i opieprzyłam mojego męża. Później Adrian jadł chleb. Powiedziałam, że ja pokroję ten chleb i że chcę zjeść piętki. W tym momencie on ukroił jedną piętkę. Zdenerwowałam się, teatralnie rzuciłam nożem i wyszłam z kuchni. Adrian się śmiał.

*

Śniło mi się, że pojawił się dom mojej kuzynki. W rzeczywistości stoi on naprzeciwko domu mojej babci. W tym śnie rozmyślałam o tym, czy to miejsce nie jest przypadkiem nawiedzone. Dom babci czasami straszył nocami i zastanawiałam się, czy moja kuzynka, gdy późno w nocy wygląda przez okno, nie widzi czasem jakichś dziwnych zjaw, duchów albo innych niepokojących rzeczy. Później sen jakby się zmienił. Była impreza w pokoju mojej siostry, w domu rodzinnym naszych rodziców. Mieliśmy zjeść śniadanie z jakimiś ludźmi z mojej poprzedniej pracy. Był tam również chłopak, który mi się podobał (nie pamiętam kto konkretnie). Razem z siostrą byłyśmy w moim pokoju i szykowałyśmy się na tę imprezę. Założyłam krótką, obcisłą sukienkę. Zaczęłam robić makijaż, ale w tym śnie podświadomie wiedziałam, że śnię. Nie wyciągałam żadnych przyborów, pędzli ani tuszu do rzęs. Zamiast tego klepałam się dłonią po twarzy, a makijaż po prostu się pojawiał. Spojrzałam w lustro i próbowałam siłą woli sprawić, żeby na moich oczach pojawiły się również sztuczne rzęsy, tak żeby makijaż wyglądał jak po wyjściu z salonu kosmetycznego. Te rzęsy jednak nie chciały się pojawić. Cały makijaż tworzyłam wyłącznie wyobraźnią. Kilka razy do pokoju wbijała Arisska. Kładła się gdzieś obok nas albo brałyśmy ją na ręce. Wszystko miało klimat cofnięcia się w czasie — jakbyśmy wróciły do lat, kiedy obie mieszkałyśmy jeszcze w domu rodzinnym, Arisska żyła, a wszystko było prostsze. Siostra miała odłamany paznokieć u stopy i poprosiła mnie, żebym obcięła go nożyczkami. Nie potrafiłam tego zrobić. Ją to bolało, kiedy próbowałam, a ja nie byłam w stanie uciąć — miałam wrażenie, że ta skórka/paznokieć jest zbyt gruba. W końcu powiedziałam jej, żeby założyła jakieś klapki, w których będzie jej wygodnie i bezboleśnie. Dodałam, że później jej to obetnę, bo teraz musimy iść na śniadanie. Bałam się, że ludzie zdążą już zjeść, zanim my wejdziemy do pokoju, i że nikt nie zobaczy mnie w tej krótkiej, zarąbistej sukience. Założyłam czarne buty na obcasie — miały szeroki obcas — i weszłam do pokoju. Powitałam innych ludzi, mówiąc „cześć, dzień dobry, witam...”, jakbym nie wiedziała, czy tam są bardziej osoby znajome, czy są pomieszane z obcymi przybyszami. Zorientowałam się, że stół jest pusty. Zapytałam mamę, czy śniadanie już się skończyło i czy mam iść do kuchni, żeby coś sobie zjeść. Mama spojrzała na mnie dziwnie. Wtedy okazało się, że obok pokoju mojej siostry, przy oknie, były drzwi prowadzące do innego, większego pomieszczenia. Ten pokój wyglądał bardziej jak sala bankietowa. Tam stał stół, na którym było jeszcze jakieś jedzenie — niewiele, ale coś było. Była tam również moja rodzina z zachodu, od strony dziadka. Przywieźli ze sobą jedzenie zrobione z ryb. Obok mnie siedziała żona mojego kuzyna — Kamila ze swoją córką Julią. Jedzenie mi nie smakowało. Jadłam jakiegoś wędzonego łososia i bałam się, że mogą być w nim ości. Ogólnie było to dla mnie niedobre jedzenie. Kamila powiedziała mi, że mamy zapisać się na listę osób, które będą chciały przyjechać za jakiś czas do wujka Heńka. Zastanawiałam się, czy jechać, czy nie, skoro i tam ma być takie niedobre jedzenie. Zanim jednak poszłam na salę, byłam jeszcze w łazience. Była to moja łazienka w domu rodzinnym. Chciałam z niej skorzystać. Pamiętam, że było tam ciemno, jakby nie było zapalonego światła. Nie domknęłam drzwi. Kiedy miałam już z powrotem założone majtki i chciałam wychodzić, do łazienki weszła jakaś kobieta. Pomyślałam wtedy: „Boże, co ona tu robi?”. Zastanawiałam się, czy nie pomyśli, że specjalnie nie zamknęłam się w toalecie, by ktoś wszedł i mnie nakrył. Zrobiłam do niej takie „buch!”, jakby udając, że chcę ją przestraszyć. Ona zaczęła się śmiać. Powiedziałam, że już wychodzę. Ona przeprosiła, że tak weszła bez pukania, a ja odpowiedziałam, że to przecież ja nie domknęłam drzwi i że nic się nie stało. Po tej imprezie nagle znalazłam się w Kołobrzegu — tam, gdzie mieszkał mój były chłopak Martin. Szłam jakimś nadmorskim deptakiem, czując się jak totalnie seksowna dziewczyna. Cały czas miałam na sobie te czarne buty na szerokim obcasie i były one dla mnie bardzo wygodne. Myślałam o tym i łudziłam się, że spotkam gdzieś Martina. Wyobrażałam sobie, jak mnie widzi, zakochuje się we mnie na nowo i zaczyna żałować, że mnie stracił. Miałam na sobie płaszczyk i szłam pewnym krokiem. Wielu facetów oglądało się za mną. Kiedy widziałam, że ktoś mnie mija i zaraz odwróci się, żeby popatrzeć na moje tyły, chwytałam płaszczyk dłońmi na biodrach i ściskałam go tak, żeby stał się bardziej obcisły i jeszcze mocniej podkreślał moją sylwetkę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#69
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że Agnieszka, moja koleżanka, bardzo szybko jechała wózkiem sklepowym. Miałam wrażenie, że wszystko było nagrane – tak jakbym jechała z nią tym wózkiem, ale jednocześnie byłam w zupełnie innej przestrzeni, jakby na odległość. Słyszałam, jak mi opowiada, i wyglądało to tak, jakby nagrała film i wysłała mi go do obejrzenia. Agnieszka była w sklepie i robiła zakupy. Miała na sobie ciemne ubrania, w odcieniach brązu. Brała pojedyncze banany i wkładała je do papierowego worka. Banany kosztowały chyba coś około złotówki z groszami. Brała też jeszcze jakieś inne rzeczy. Potem wyjechała z tego sklepu, jakby nigdy nic. Minęła kasę oraz jakiegoś czarnoskórego mężczyznę, który był przy kasie pierwszy w kolejce. Na początku myślałam, że po prostu wpycha się do kolejki, żeby być pierwsza, ale okazało się, że ona ominęła całą kolejkę, wyszła ze sklepu bez płacenia i pojechała dalej. Sklep wyglądał jak duży market, coś w rodzaju Auchan, znajdujący się w galerii handlowej. Agnieszka co chwilę oglądała się za siebie, sprawdzając, czy ktoś ją ściga. W pewnym momencie rzeczywiście pojawili się ochroniarze, którzy zaczęli ją gonić. Po chwili jednak wszyscy zauważyli, że ochroniarze nie mają na sobie mundurów – byli tylko w majtkach. Okazało się, że Agnieszka w jakiś sposób ukradła im mundury, chociaż nie wiadomo było, kiedy i jak to zrobiła. Jeden z tych mundurów miała teraz na sobie. Był w biało-szarym, moro-podobnym wzorze. Agnieszka wsiadła do wózka sklepowego i zaczęła uciekać przed ochroniarzami, manewrując wózkiem podczas jazdy. Na nagraniu, które mi wysłała, mówiła mi, że ochroniarze byli bardzo zdziwieni, że nie mają na sobie ubrań. Pytała mnie też, czy powinna uciekać przez jakąś bramkę oznaczoną jako „jedynka”, czy uciekać w przeciwnym kierunku. Byłam bardzo zestresowana, bo nie potrafiłam jej odpowiedzieć i nie wiedziałam, którędy powinna uciekać, żeby jej nie złapali. Dziwiło mnie również to, że ukradła ze sklepu banany, które miały bardzo małą wartość i które mogła po prostu normalnie zapłacić. W innym momencie tego snu psy Kentucky i Lucy – ale nie moja Lucy, tylko Lucy należąca do teściów – byli na tarasie w moim domu rodzinnym. Opiekowała się nimi moja teściowa. Ciągle pytała mnie, czy może dać mojemu psu mizerię albo coś innego do jedzenia. Odpowiadałam, że nie, bo pies po takim jedzeniu dostanie biegunki. Mówiłam też, że wiem, iż wcześniej dzieci dawały temu psu różne rzeczy, bo później miał biegunkę albo zwracał. Pamiętam również, że rano byłam z Adrianem na spacerze. Później żałowałam, że nie mogę już iść na kolejny spacer, bo miałam już nabite dużo kroków i byłam zmęczona, mimo że pogoda była bardzo ładna. We wnętrzu mojego domu ćwiczyłam na drążku. Podciągałam się jedną ręką. Nagrałam to, żeby wrzucić do internetu i pokazać wszystkim, jak dobrze mi idzie. Adrian, który chodzi na siłownię i ma w tym większe doświadczenie, powiedział mi jednak, że źle się podnosiłam i że powinnam inaczej ułożyć ręce. Po treningu planowaliśmy wypić białko z mlekiem, ale nie mieliśmy białka w proszku. Adrian wziął więc śmietanę 30% i zaczął pić ją prosto z kartonowego opakowania, jakby ją doił. Ja też chciałam się napić, ale kiedy zaczęłam pić, okazało się, że w tej śmietanie pływały surowe skrawki piersi z kurczaka, które miały być przeznaczone dla psa (Lucy), ponieważ śmietana była już po terminie, więc dorzuciłam do niej obrane skrawki mięsa i wszystko razem miało trafić do psiego pyska. Adrian siedział na fotelu i nagle zauważyłam, że zrobił śmietanową fontannę z ust – jakby beknął i śmietana wylała mu się z buzi. Zaczęłam się z tego śmiać. Wcześniej w tym śnie jedliśmy spaghetti z makaronem i sosem mięsnym, ale bez mięsa. Właśnie dlatego, że w tym obiedzie brakowało białka, chcieliśmy je później uzupełnić, pijąc białko z mlekiem. Mówiłam też teściowej, żeby upiekła mięso w piekarniku, bo wtedy zrobi się z niego sos, a mięso będzie miękkie i nadawało się do szarpania, jak szarpana wołowina. Wzięłam śmietanę i wyszłam na taras. Odpędziłam mojego dalmatyńczyka, który chciał być pierwszy w kolejce po coś do jedzenia. Wcześniej teściowa mówiła mi, że on zawsze wyjada jedzenie z miski do samego dna i że skoro tak robi, to znaczy, że jest głodny. Odpowiedziałam, że mimo tego nie może mu dawać mizerii, bo na pewno dostanie po niej biegunki. Dałam Lucy skrawki kurczaka ze śmietany, ale nagle okazało się, że to wcale nie był kurczak, tylko małe winogrono. Lucy nie chciała tego zjeść, więc wyrzuciłam winogrono na skalnicę za tarasem, żeby mój dalmatyńczyk nie mógł go zjeść. Wtedy przyleciała osa, chwyciła winogrono między łapki i zaczęła z nim latać. Podleciała blisko nas i pomyślałam, czy naprawdę musiała tu przylecieć, bo bałam się, że nas ugryzie. Po chwili osa odleciała. Nagle pojawił się Szymon, syn mojego szwagra, który jest jeszcze małym dzieckiem. Powiedziałam mu, żeby nie karmił mojego psa, bo ludzkie jedzenie mu szkodzi. Dałam też Lucy cebulę z kartonu ze śmietaną, ale ona również nie bardzo chciała to zjeść. Pamiętam, że na dworze było bardzo ciepło. Byłam ubrana w krótki rękaw, w czerwony T-shirt. W pewnym momencie pojawił się mój tata i powiedział, że dziś jest zimniej niż wczoraj, że na pewno będzie zamieć śnieżna i że to wszystko przez globalne ocieplenie. Pomyślałam wtedy, co on w ogóle mówi, bo przecież wczoraj było strasznie zimno, a dziś w porównaniu do wczorajszego dnia było bardzo ciepło. Wcześniej, jeszcze przed tymi wydarzeniami, ktoś chciał wykąpać się w wannie u mojej babci na wsi. Ja w tym czasie zmywałam naczynia i musiałam odejść, żeby ta osoba mogła nalać sobie wody do wanny i pójść się kąpać.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#70
Weekedowe sny:

Śniło mi się, że moja siostra miała duży dom, ale był to dom budowany przeze mnie w Simsach. Siedziałam przy komputerze i projektowałam go. Dom był duży, miał półokrągłe okna i półokrągłe wejścia, a ściany były fioletowe. Bardzo mnie wkurzało, że ja buduję ten dom dla siostry, a ona w ogóle się tym nie interesuje. W końcu przyszła do mnie i powiedziała, że półokrągłe okna miały być na innej ścianie. Jeszcze bardziej mnie to zdenerwowało, ale mimo wszystko wyburzyłam okna i wstawiłam je tam, gdzie chciała. 
Potem śniło mi się, że jechałam samochodem na urlop, chyba z siostrą. Z tyłu siedział jakiś człowiek. Myślałam, że jedziemy tylko we dwie, a nagle zobaczyłam w lusterku wstecznym, że z tyłu wyskoczył jakiś obcy, creepy mężczyzna z bardzo jasnymi, niemal nienaturalnie niebieskimi oczami. Bardzo się przestraszyłam, kiedy zobaczyłam jego twarz. Krzyknęłam. Jechaliśmy jednak dalej, kiedy zorientowałam się, że to po prostu jakiś kumpel siostry. Po drodze była piękna, duża plaża z przejrzystą wodą, ale bardzo zatłoczona. Powiedziałam, że może się tam na chwilę zatrzymamy, pomoczymy, ale teraz musimy jechać dalej. To ja prowadziłam samochód.
W kolejnym śnie miałam mały domek, a moja siostra miała znacznie większy. Zastanawiałam się, gdzie umieścić pokój dla dziecka. Miałam syna, ale był on jakby Simsem, nie prawdziwym dzieckiem. Miałam też starego dziadka jako przyjaciela. Okazał się fałszywy i mówił, że może mnie pobić albo zrobić jakąś krzywdę. Pomyślałam, że nie będę się przyjaźnić z kimś, kto mi grozi. Nagle okazało się, że mieszkam w tym domku razem z mamą. Był to jakiś wakacyjny domek. Wszędzie panował bałagan, rzeczy były porozrzucane. W łazience szukałam czegoś w koszyku z kosmetykami — było tam mnóstwo kremów, past do zębów, odżywek do włosów w tubkach i innych rzeczy. Później malowałam na śniegu hasło o szacunku do drugiego człowieka. Było ono skierowane do tego starego przyjaciela — komunikat, że nie mogę się przyjaźnić z kimś, kto mnie nie szanuje. Przyszedł wtedy inny mój przyjaciel, również fałszywy. Był jakby tą samą osobą, ale pod inną postacią. Powiedział, że ma dla mnie prezenty — obrazy i inne ładne rzeczy. Pomyślałam, że fajnie byłoby je mieć, ale powiedziałam mu, że nie chcę prezentów, tylko jedną jedyną rzecz: szacunek. W międzyczasie dzwoniłam do jakiejś kobiety, chyba w sprawie pracy. Zaprosiła mnie na targi w piątek o 18:30 i poprosiła, żebym przyniosła wizytówkę. Nie miałam wizytówek i zaczęłam się zastanawiać, jak zdążę je zrobić do piątku. Myślałam, że może kupię puste wizytówki i ręcznie wpiszę swoje dane. Ten mężczyzna, kiedy podszedł do mnie, gdy malowałam napis na śniegu, dał mi jeszcze inne prezenty — list, kartkę papieru, coś w rodzaju laurki. Wzięłam to, ale odłożyłam na ziemię i dokończyłam pisanie hasła. Później zabrałam te rzeczy do domu, ale nie wiedziałam, co z nimi zrobić, więc rzuciłam je gdzieś w kąt. Wcześniej w tym śnie była też scena jakby z filmu. Grupa kobiet dla żartu oblała wodą inną dziewczynę. Ta wyciągnęła rewolwer i zaczęła do nich strzelać, zabijając je. Obok był mały, kremowy piesek. Modliłam się tylko, żeby on przeżył. To wyglądało jak scena oglądana w telewizji. Później byłam u mamy w domu. Na ogrodzie były Arisska i Lucy. Mama nagle zaczęła krzyczeć, że jest tam obcy pies, który je goni. Był to brudny, kremowy owczarek. Szybko wyszłam i zawołałam Arisskę. Przybiegła do mnie, wzięłam ją na ręce z ogromną ulgą. Zobaczyłam jednak, że obcy pies wącha Lucy i atmosfera była bardzo napięta. Bałam się, że psy zaraz się pogryzą. Ten obcy pies podszedł do mnie. Dałam mu dłoń do powąchania. Ktoś inny go w tym czasie głaskał, a pies na przemian warczał i przestawał, pokazywał zęby i je chował. Pomyślałam, że ta osoba nie powinna go głaskać, bo pies może ugryźć. Na sam koniec była jeszcze scena w domku: znalazłam jakiś brelok w wodzie, a na stole leżał skórzany portfel z logo Alfy Romeo. Wzięłam ten portfel do rąk i zaczęłam go gryźć, myśląc, że to pomoże mi na zdrowe zęby.

*

Śniło mi się, że byłam na basenie. Pamiętam, że była tam też Dominika, moja dawna koleżanka. Miała bardzo duże, sztuczne piersi – wyraźnie powiększone. Ja chciałam zrobić sobie seksowne zdjęcia w wodzie: zanurzyć się tak, żeby nad powierzchnią były widoczne tylko moje oczy. Nurkowałam, pozowałam i miałam na ręce smartwatcha, który działał również pod wodą. Później oglądałam zrobione zdjęcia. Na jednym z nich wyglądało tak, jakby ucięło mi brodę, ale po chwili zorientowałam się, że zdjęcie jest większe i widać mnie na nim w całości. Przypomniało mi się też, że na portalu DeviantArt miałam zdjęcie z basenu z Alim — moim byłym chłopakiem z Pakistanu. Trzymałam go za brodę, a zdjęcie było romantyczne i słodkie. W śnie wiedziałam, że zrobiłam je wiele lat temu, ale chciałam komuś napisać, że to zdjęcie jest aktualne, żeby wzbudzić zazdrość. Niestety było na nim widać fragment moich brwi sprzed makijażu permanentnego, więc dało się rozpoznać, że zdjęcie jest stare. Na szczęście nie było widać całej twarzy. Później to zdjęcie chyba zniknęło z portalu i chciałam zrobić nowe. Następnie akcja przeniosła się na hotelowe śniadanie. Szła tam starsza kobieta, a na podłodze leżały nadmuchane, kolorowe balony, takie imprezowe. Chciałam sprzątnąć je jej spod nóg, żeby się nie potknęła. Jednego balonu nie zdążyłam jednak usunąć i kobieta przebiła go obcasem — miała na sobie szpilki. Poruszała się o kulach (w szpilkach, tak...). Poprosiła mnie, żebym przyniosła jej ciasto, bo samej byłoby jej ciężko. Problem polegał na tym, że stoły były już prawie puste. Moja mama powiedziała, że wzięła jedzenie na wynos do pokoju hotelowego. Nie wierzyłam jej i powiedziałam, że przyszłam specjalnie na stołówkę, bo chcę zjeść tutaj, a nie w pokoju. Pamiętam, że była pizza i inne jedzenie, ale ja chciałam ciasto, bo nie chciałam jeść dużo węglowodanów. Marzyło mi się jakieś bardziej białkowe ciasto, na przykład sernik. Chodziłam po stołach i pytałam, czy zostało jeszcze jakieś ciasto. Starsza kobieta powiedziała, że chce ciasto czekoladowe. Widziałam faceta, który właśnie dojadał brownie. Zapytałam go, czy ma jeszcze więcej, ale nie miał. Szukałam więc dalej. Bałam się, że zanim wrócę do pokoju, gdzie mama rzekomo miała jedzenie, będę już strasznie głodna. Zjadłam więc kawałek okrągłej bułki z dziurką (bajgla). Mówiłam sobie pod nosem, że żeby zdążyć na śniadanie, to chyba trzeba wstać o piątej rano, bo przyszłam wcześnie, a stoliki były już puste. Szukałam dalej resztek jedzenia. Znalazłam słodki chleb tostowy, ale ktoś mi go zabrał razem z kartonem. Musiałam przełożyć chleb do jednorazowego woreczka, żeby móc go nieść, co było dość kłopotliwe. Jakiś arabski mężczyzna zapakował mi rogale. Chciałam dwa, w osobnych opakowaniach, ale on zapakował mi po pięć sztuk. Pomyślałam, że to bardzo hojny gest. Później byłam już z Adrianem. Podeszliśmy do stoiska, gdzie obsługiwał Turek, i poprosiliśmy o baklavę. Wyglądała ona jak czekoladowe ciasto z pistacjami, coś w rodzaju modnego dubajskiego batona. Sprzedawca zaczął po polsku recytować jakiś wiersz o pieniądzach i policzył nam 30 euro, co wydało mi się bardzo drogie. Powiedziałam Adrianowi, że on zapłaci, bo to on chciał baklavę. Turek się śmiał, ale ten żart w ogóle nas nie bawił. Z Adrianem obgadywaliśmy go między sobą, licząc, że zrozumie, co mówimy po polsku, i da nam spokój. Adrian stwierdził, że woli, kiedy obsługują go Arabowie, bo Turcy są dziwni. Powiedziałam, że ten Turek to świr. W końcu wzięłam to jedzenie i wróciłam do starszej kobiety, ale ona powiedziała, że już nie jest głodna i nie chce nic jeść. Byłam wściekła jak jasny chuj.

*

Kolejnej nocy początku śniło mi się, że mój pies Kentucky był ze mną w mieszkaniu, w wannie, choć jej położenie było inne niż w rzeczywistości. Miałam go wykąpać. Adrian krzątał się gdzieś po domu, a Kentucky nagle wyskoczył z wanny i pobiegł do niego. Bardzo mnie to zdenerwowało, bo byłam już gotowa do kąpieli psa. Poszłam do pokoju, wzięłam Kentucky’ego na ręce i włożyłam go z powrotem do wanny pełnej wody. Wtedy Kentucky zamienił się w kota. Siedziałam razem z nim w wannie i chciałam umyć go szamponem. Nagle do łazienki weszła jakaś kobieta. Zawstydziłam się i zaczęłam zakrywać biust, żeby nie widziała mnie nago. Kobieta miała na palcu latającego robaka i chciała go wypuścić, żeby latał po łazience i mnie przestraszył. Bardzo się bałam, nie chciałam, żeby ten robak latał, bo myślałam, że może mnie ugryźć. Później robak zaplątał mi się we włosy. Wyczesywałam go w kawałkach. Ostatecznie robak utopił się w wannie.
Wstałam, poszłam do łazienki, a potem znowu zasnęłam. 
W kolejnym śnie byłam w domu na wsi, w domu mojej babci. W każdym pokoju stały łóżka z białą pościelą — były pościelone, ale rozkopane, jakby ktoś w nich spał. Dziwiłam się temu, bo dom stoi pusty: dziadkowie nie żyją, a wujek, do którego należy dom, tam nie mieszka. Zastanawiałam się, czy to wujek tam śpi. Chodziłam po domu i w pewnym momencie zobaczyłam, że w jednym łóżku ktoś naprawdę śpi. Speszyłam się i poszłam dalej. W innym pokoju spał czarnoskóry mężczyzna z dziećmi — właśnie się budzili. Okazało się, że wujek zrobił tam jakąś imprezę, a ludzie przenocowali i właśnie wstawali i szykowali się do wyjścia. Przepychałam się między nimi: ktoś kręcił włosy, ktoś się ubierał, a ja bardzo się spieszyłam, bo miałam iść na uczelnię, mimo że w rzeczywistości już dawno skończyłam studia. W jednym z pokoi była mała dziewczynka, chyba pod moją opieką. Powiedziała mi, że nigdy nie mam czasu się z nią bawić. Najpierw była jak pies w klatce, a potem zamieniła się w dziecko. Powiedziałam jej, że się pobawimy, ale teraz naprawdę muszę iść do szkoły. Dziewczynka zaczęła bardzo płakać. Było mi strasznie niezręcznie, nie wiedziałam, jak ją pocieszyć ani co zrobić. Próbowałam ją uspokoić, ale bez skutku. W końcu zostawiłam ją płaczącą na środku pokoju, myśląc, że jest tam tylu dorosłych ludzi, że ktoś na pewno się nią zajmie. Wyszłam z domu. Szłam na uczelnię w krótkich spodenkach i koszulce. Było ciepło, ale wiedziałam, że później może się ochłodzić. Założyłam bluzę, bo uznałam, że po zajęciach może zrobić się zimno. Pomyślałam, że mogłabym wrócić po długie spodnie, ale nie chciałam tracić czasu. Zdjęłam więc buty i krótkie spodenki, wyobraziłam sobie, że zamieniają się w długie, jasne jeansy Calvina Kleina — i tak się stało. Założyłam je, zapięłam w pasie i poszłam dalej. Przed wyjściem z domu zauważyłam w szafie u babci listy skierowane do mnie. Dotyczyły instrukcji do gry, do której tłumaczyłam skrypt na język angielski dla kobiety, mimo że angielski był jej językiem ojczystym. Powiedziałam, że jeśli mam robić napisy i instrukcję, to bez sensu, bo sprzęt do tłumaczeń kosztuje 20 tysięcy złotych i musiałaby mi zapłacić więcej — nie chciałam dokładać z własnej kieszeni. Później pojawiła się jakaś zła kobieta, która miała dostać lanie pod drzwiami szkoły. Żebyśmy my — ja, Ilona z pracy i inni — uniknęli przemocy, weszliśmy do szkoły i się tam zaszyliśmy. Nagrywałam wszystko telefonem zza szyby, ale kamera ciągle mi uciekała i musiałam się bardzo skupiać. Kobietę pobito starymi, PRL-owskimi lampkami choinkowymi, uderzano jej twarzą i ciałem o szklane drzwi. Wszystko nagrywałam. Potem działy się inne akcje, pojawiali się kolejni ludzie. Zapytałam Ilonę, czy dalej nagrywać — powiedziała, że tak, wszystko musi być udokumentowane. Pojawiła się blond kobieta, która dotykała swojego sromu. Ilona zaczęła komentować wygląd jej miejsc intymnych - że jej srom jest szeroki i duży. Ja powiedziałam żartem, że może to po prostu „psiocha rozklepicha”, ale kiedy nikt się z tego nie zaśmiał (co za kiepskie poczucie humoru), powiedziałam, że to żart i każda kobieta tam wygląda inaczej. Zapytałam Ilonę, czy możemy porozmawiać o męskich genitaliach, bo są dla mnie o wiele bardziej fascynujące i interesujące. Mężczyźni wokół zainteresowali się tym, co powiedziałam i uznali mnie za zboczoną. Później mieliśmy słuchać muzyki. Jedna kobieta powiedziała, że nie chce słuchać Eminema, ale ktoś puścił „Beautiful” w jego wykonaniu (moja ulubiona nuta). Zaczęłam śpiewać, tańczyć i pokazywać środkowy palec jak w teledysku. Później ta sama kobieta nuciła inną piosenkę Eminema, a ja zdziwiłam się, że skoro go nie lubi, jak to możliwe, że tak dobrze go naśladuje. Potem pojawiła się interakcja jak w Simsach — możliwość „bara-bara” w dziwnych miejscach. U mnie była opcja „bara-bara w doniczce”. Adrian wszedł do małej, białej, porcelanowej doniczki o średnicy około 20 cm, a ja jakoś zmieściłam się tam z nim. Było przytulnie i wygodnie. Później, po cielesnym obcwaniu we dwójkę, on wyszedł, a ja została tam jeszcze chwilę sama, zabawiając się sama ze sobą, ale nie zdążyłam dojść do finału. Zauważyłam, że inni zaczynają zaglądać do doniczki, zaniepokojeni tym, że jeszcze z niej nie wyszłam, więc szybko się ubrałam i wydostałam z niej. Byliśmy potem w małym domku. Adrian musiał iść do toalety na „jedynkę”, ale zamiast w krzaki, poszedł pod prysznic i zrobił to na oczach wszystkich. Wszyscy się z tego śmiali. Siedziałam później obok mężczyzny, który bardzo mnie pociągał fizycznie. Inne kobiety poszły w krzaki za potrzebą, również „jedynką”. Wyszłam z domku. Na ścieżce stała dziewczyna. Szukałam muzyki na Spotify, ale okazało się, że ta piosenka była na YouTubie. Ona puściła muzykę ze swojego telefonu. Zirytowało mnie to, bo chciałam puścić muzykę ja, a poza tym ta muzyka zupełnie mi nie pasowała. Odeszłam, oglądałam bazie na gałęziach, a potem zaczęłam tańczyć na ścieżce.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1