01-11-2020, 14:35
Na pętli autobusowej ustawiono scenę. Piosenkarz lub piosenkarka (to nie było pewne) miała takie wielkie czarne włosy. Te włosy tworzyły kształt kuli o średnicy kilku metrów. Musiały być ciężkie. Zastanawiałem się jak można utrzymać tak wielkie i ciężkie włosy. Publiczność była ubrana w szare stroje. Dwie osoby robiły sobie jaja z artysty i także miały miały takie wielkie, kuliste fryzury. Ta niby piosenkarka (teraz zakapturzona w czarnym płaszczu i ze zwykłymi długimi włosami, opadającymi jej na plecy) podchodzi do tych dwóch (już też ze zwykłymi włosami) i coś agresywnie recytuje w ich stronę. Wiedziałem już, że to nie było zwykłe przedstawienie tylko satanistyczny rytuał, a te śmieszki zaraz będą zabici. Chciałem ich obronić. Podbiegłem do nich. Z lewej kieszeni kurtki wyciągnąłem jakiś gruby, srebrny pręt zakończony kółkiem i rozciągnąłem teleskopowo. Nie wiem co miał mi dać, razić prądem i wiercić jak wiertarka? Nie ważne co, to nie działało. Wybiegłem na ulicę, a ta czarownica za mną. Uciekłem otwierając oczy. Niby się obudziłem. Leżałem w łóżku i zacząłem się unosić. Przeniosło mnie w stronę balkonu. Jednak znalazłem się nie na swoim, a na balkonie cioci. Skoczyłem z pierwszego piętra. Wyskoczyłem znowu zupełnie w inne miejsce. Opadając i budząc się, słyszałem jeszcze jak mama pyta się mnie jaka jest pogoda. Czułem, że jest mróz.
Byliśmy, gdzieś na mieście z klasą. W budce dostałem jakieś ciastko czy drożdżówkę z bitą śmietaną i cukrem pudrem, składające się z mniejszych. Dobra, niech będzie, że pączek z budyniem składający się z małych pączków. Nauczycielka kupiła też innym pojedyncze, zwykłe. Idziemy korytarzem. Ktoś gadał mi o tych pączkach. Oni jakoś szybciej wyszli z budynku. Znalazłem się na niższym piętrze. Nie było schodów, ale nagle z góry zaczęły zbiegać i turlać się, małe żołnierzyki. Było ich dużo jak mrówek. Tak turlając się w dół tworzyli stopnie spiralnych schodów, aby za chwilę zamienić się w rzeczywiste schody. Przeszedłem przez nie. Wsiedliśmy do autobusu. Wspięliśmy się po drabince na tylne siedzenia. Niższe poziomy były zajęte przez tych małych żołnierzyków i jakby zasypane czarnym węglem. Znalazłem siedzenie normalnej wielkości. Kilka osób usiadło po drugiej stronie przy szybie na tych malutkich siedzonkach jak dla lalek, trzy osoby na jednym. Gdy dojechaliśmy, wysiadłem razem z jedną dziewczyną. To było chyba Monte Cassino w Sopocie. Błysnęło chwilowo światłem słonecznym. Pobiegliśmy w stronę hotelu. Pozostali niby już tam byli. Biegłem za dziewczyną. Ona mówiła, że będzie pierwsza i zarezerwuje pokój. Chyba numer 5, ale nie wiem czy dobrze usłyszałem i zawołałem do niej czy chodziło o piątkę. Nie odpowiedziała, bo już weszła do środka i do windy. Przed malutkimi, ciemnymi drzwiami, stały jakieś metalowe konstrukcje. Jakoś się przecisnąłem i wszedłem przez drzwi od razu do windy. Trochę się zdziwiłem, że winda nie poruszała się w dół, tylko w bok na lewą stronę. Kabina windy była niska i trzeba było się położyć. Całość była wyłożona lustrami, które jednak częściowo przenikały i było widać nieco co jest na zewnątrz windy, taki podgląd wnętrza budynku.
Stałem przy zakręcie jasno oświetlonego żółto-beżowego korytarza i czytałem długą kartkę albo raczej zwój. Nie pamiętam o czym był tekst, bo słabo się skupiałem na tym. Gdy jednak doszedłem do dziwnej nazwy czegoś ezoterycznego lub kwantowego, której niestety też nie zapamiętałem, miałem zamiar zacząć od początku z większym skupieniem. Zauważyłem na górze był ozdoby szlaczek. Moją uwagę rozproszyli ludzie w korytarzu. Nagrywano tam film, pewnie horror. Kobieta w czerni powiedziała, że coś mrocznego i niepokojącego zauważyła za rogiem korytarza. Reszta się przestraszyła. Podpowiedziałem im, że może to starożytna zła istota tu straszy zza ścian. Chyba mnie nawet nie zauważyli.
Widzę kilka osób, chyba ta aktorka i inne osoby. Obraz był ciemny, czarny. Słychać było metaliczny hałas. Wydawało się, że padał deszcz, ale to nie był deszcz, to był poziomy "szum". Ktoś powiedział, że zasłona między naszym światem a astralem robi się cienka, więc wysiliłem się i tam wskoczyłem do nich. Szum zniknął i rozjaśniło się. Oni się chyba mnie przestraszyli czy coś i pobiegli w prawą stronę. Znalazłem się, gdzieś na chodniku. Nie wiem czy to było rzeczywiste miejsce czy stworzone przez sen. Wydawało mi się, że oni biegają pomiędzy zaparkowanymi tam samochodami jakby oszaleli. Sen był bardzo jasny. Zastukałem w szybę samochodu. Dźwięk był bardzo realistyczny. Po za tym, ciągle słyszałem ten metaliczny, mechaniczny hałas. Zapewne niedaleko za lasem pracowały jakieś ciężkie maszyny.
Byliśmy, gdzieś na mieście z klasą. W budce dostałem jakieś ciastko czy drożdżówkę z bitą śmietaną i cukrem pudrem, składające się z mniejszych. Dobra, niech będzie, że pączek z budyniem składający się z małych pączków. Nauczycielka kupiła też innym pojedyncze, zwykłe. Idziemy korytarzem. Ktoś gadał mi o tych pączkach. Oni jakoś szybciej wyszli z budynku. Znalazłem się na niższym piętrze. Nie było schodów, ale nagle z góry zaczęły zbiegać i turlać się, małe żołnierzyki. Było ich dużo jak mrówek. Tak turlając się w dół tworzyli stopnie spiralnych schodów, aby za chwilę zamienić się w rzeczywiste schody. Przeszedłem przez nie. Wsiedliśmy do autobusu. Wspięliśmy się po drabince na tylne siedzenia. Niższe poziomy były zajęte przez tych małych żołnierzyków i jakby zasypane czarnym węglem. Znalazłem siedzenie normalnej wielkości. Kilka osób usiadło po drugiej stronie przy szybie na tych malutkich siedzonkach jak dla lalek, trzy osoby na jednym. Gdy dojechaliśmy, wysiadłem razem z jedną dziewczyną. To było chyba Monte Cassino w Sopocie. Błysnęło chwilowo światłem słonecznym. Pobiegliśmy w stronę hotelu. Pozostali niby już tam byli. Biegłem za dziewczyną. Ona mówiła, że będzie pierwsza i zarezerwuje pokój. Chyba numer 5, ale nie wiem czy dobrze usłyszałem i zawołałem do niej czy chodziło o piątkę. Nie odpowiedziała, bo już weszła do środka i do windy. Przed malutkimi, ciemnymi drzwiami, stały jakieś metalowe konstrukcje. Jakoś się przecisnąłem i wszedłem przez drzwi od razu do windy. Trochę się zdziwiłem, że winda nie poruszała się w dół, tylko w bok na lewą stronę. Kabina windy była niska i trzeba było się położyć. Całość była wyłożona lustrami, które jednak częściowo przenikały i było widać nieco co jest na zewnątrz windy, taki podgląd wnętrza budynku.
Stałem przy zakręcie jasno oświetlonego żółto-beżowego korytarza i czytałem długą kartkę albo raczej zwój. Nie pamiętam o czym był tekst, bo słabo się skupiałem na tym. Gdy jednak doszedłem do dziwnej nazwy czegoś ezoterycznego lub kwantowego, której niestety też nie zapamiętałem, miałem zamiar zacząć od początku z większym skupieniem. Zauważyłem na górze był ozdoby szlaczek. Moją uwagę rozproszyli ludzie w korytarzu. Nagrywano tam film, pewnie horror. Kobieta w czerni powiedziała, że coś mrocznego i niepokojącego zauważyła za rogiem korytarza. Reszta się przestraszyła. Podpowiedziałem im, że może to starożytna zła istota tu straszy zza ścian. Chyba mnie nawet nie zauważyli.
Widzę kilka osób, chyba ta aktorka i inne osoby. Obraz był ciemny, czarny. Słychać było metaliczny hałas. Wydawało się, że padał deszcz, ale to nie był deszcz, to był poziomy "szum". Ktoś powiedział, że zasłona między naszym światem a astralem robi się cienka, więc wysiliłem się i tam wskoczyłem do nich. Szum zniknął i rozjaśniło się. Oni się chyba mnie przestraszyli czy coś i pobiegli w prawą stronę. Znalazłem się, gdzieś na chodniku. Nie wiem czy to było rzeczywiste miejsce czy stworzone przez sen. Wydawało mi się, że oni biegają pomiędzy zaparkowanymi tam samochodami jakby oszaleli. Sen był bardzo jasny. Zastukałem w szybę samochodu. Dźwięk był bardzo realistyczny. Po za tym, ciągle słyszałem ten metaliczny, mechaniczny hałas. Zapewne niedaleko za lasem pracowały jakieś ciężkie maszyny.





