29-10-2020, 19:56
|
I losing my sanity
|
09-11-2020, 21:46
Kupa materiału do przerobienia z dobrym psychologiem.
P.S. Podziwiam, bo sam nie potrafiłbym, aż tak dokładnie spisać swojej "diagnozy". Duża część opisu pasuje też do mnie więc dzięki też za ściągę
P.S. Podziwiam, bo sam nie potrafiłbym, aż tak dokładnie spisać swojej "diagnozy". Duża część opisu pasuje też do mnie więc dzięki też za ściągę
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !
"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar
LD 8
"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar
LD 8
14-11-2020, 22:53
Mam wrażenie, że ta mapa nie prowadzi do żadnego konkretnego celu. Wizualnie jest bardzo dobrze sporządzona, ale brakuje w niej czegoś, co przekonałoby mnie do przyznania plusa. Może rozciągać się w nieskończoność, tworząc stale rozszerzający się wszechświat beznadziei, i to mnie dobija.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00
24-01-2021, 23:11
Dość niedawno dowiedziałem się, że istnieją 112 technik medytacji. Zaciekawiło mnie to i postanowiłem poszukać książki, która opisywałaby owe techniki. Padło na "Wielka Księga Sekretów" - O.Rajneesh
Przeczytałem kilkadziesiąt stron i już natrafiłem na ścianę, którą mój skromny rozumek nie potrafi ogarnąć. W następującym zaraz po sobie opisie dwóch technik są przedstawione dwie (moim zdaniem) sprzeczne koncepcje.
Oto fragmenty:
Czy tylko ja widzę tu sprzeczność? Jak zaraz obok siebie może istnieć stwierdzenie "wyobraźnia może wszystko" oraz "wszystko jest ustalone przeznaczeniem". Wytłumaczy mi to ktoś na chłopski rozum?
Przeczytałem kilkadziesiąt stron i już natrafiłem na ścianę, którą mój skromny rozumek nie potrafi ogarnąć. W następującym zaraz po sobie opisie dwóch technik są przedstawione dwie (moim zdaniem) sprzeczne koncepcje.
Oto fragmenty:
Czy tylko ja widzę tu sprzeczność? Jak zaraz obok siebie może istnieć stwierdzenie "wyobraźnia może wszystko" oraz "wszystko jest ustalone przeznaczeniem". Wytłumaczy mi to ktoś na chłopski rozum?
24-01-2021, 23:55
Nie chce mi się czytać, ale pewnie chodzi o to, że twoja wyobraźnia i poczucie kontroli z nią związane też jest związane przeznaczeniem. Myśl buddyjska nie zaprzecza samoświadomości
. Więc ta cytowana wyżej chrześcijańsko-buddyjska-hinduistyczna papka też pewnie z tego czerpie
Przeznaczenie poskutkowało tym, że w danej czasoprzestrzeni wiedza liudzka przybrała formę danej księgi i z jej pomocą daje narzędzia ludziom by zmieniali świat świadomie, ale według przeznaczenia, którego nie znają, i tego typu gadanie
. Więc ta cytowana wyżej chrześcijańsko-buddyjska-hinduistyczna papka też pewnie z tego czerpie
Przeznaczenie poskutkowało tym, że w danej czasoprzestrzeni wiedza liudzka przybrała formę danej księgi i z jej pomocą daje narzędzia ludziom by zmieniali świat świadomie, ale według przeznaczenia, którego nie znają, i tego typu gadanie
09-02-2021, 21:55
Okazało się, że dalej w książce jest to wyjaśnione i kryje się za tym słowo "metoda". Obie metody nie mają być prawdziwe czy nieprawdziwe tylko mają czemuś służyć. A naszym zadaniem jest wybranie, która jest dla nas łatwiejsza. Dla przykładu jeśli jedna religia mówi, żeby poszukać kogoś komu włożymy palec w dupę, a druga religia głosi, żeby znaleźć osobę, która nam włoży palec w dupę, to to są dwie różne metody, ale cel jest ten sam: Mieć palca w dupie.
27-10-2022, 22:53
Nawet jak nienawidzisz ludzkości
To jesteś uzależniony od ich twórczości
Przed kogoś spotkaniem ratujesz się ucieczką
W odległe światy stworzone ich własną ręką
Czemu w ich obecności tępią się zmysły
Skoro tak bardzo interesują nas ich pomysły?
Może to niedocenienie własnego słowa
Czy zaakceptuje mnie tak wizjonerska głowa?
Albo to wina niepoprawnego wyrażania
Czy aż tak jest ważne jak mam coś do dodania?
Źle się czuję, kiedy mnie ktoś pyta o zdanie
A może zależy mu tylko na moich myśli poznanie?
Co zrobić jak nie ma w głowie żadnych myśli
Przecież on sobie nie pójdzie i się rozmyśli
Gdybym tylko miał rozmawiania swobody
Byłby to początek interpersonalnej przygody
A tak to uzna mnie za osobę cichą
Nieciekawą, nudną i skrytą
To ja już wolę zostać w swoim pokoju
Konsumować treści i nie przeszkadzać nikomu
To jesteś uzależniony od ich twórczości
Przed kogoś spotkaniem ratujesz się ucieczką
W odległe światy stworzone ich własną ręką
Czemu w ich obecności tępią się zmysły
Skoro tak bardzo interesują nas ich pomysły?
Może to niedocenienie własnego słowa
Czy zaakceptuje mnie tak wizjonerska głowa?
Albo to wina niepoprawnego wyrażania
Czy aż tak jest ważne jak mam coś do dodania?
Źle się czuję, kiedy mnie ktoś pyta o zdanie
A może zależy mu tylko na moich myśli poznanie?
Co zrobić jak nie ma w głowie żadnych myśli
Przecież on sobie nie pójdzie i się rozmyśli
Gdybym tylko miał rozmawiania swobody
Byłby to początek interpersonalnej przygody
A tak to uzna mnie za osobę cichą
Nieciekawą, nudną i skrytą
To ja już wolę zostać w swoim pokoju
Konsumować treści i nie przeszkadzać nikomu
14-02-2023, 01:04
Po co stawać się lepszym?
Po co stawać się lepszym? Takie pytanie sobie zadaję, gdy coś co właśnie nadawało pęd mojemu życiu zaczęło być bez sensu. A było to właśnie rozwijanie swoich umiejętności. Jednak dotarłem do pewnej ściany, ściany która kazała mi zadać pytanie, ale to nie jest pytanie z tytuły tego tekstu. Ta zagwostka to "gdzie mogę bez przeszkód stawać się lepszym?". Lecz zacznijmy od tego czym była ta ściana. Gram w pewną grę mmorpg i dodali tam arenę 3v3 z systemem rankingowym. Postanowiłem, że poświęcę czas, będę trenował i spróbuję osiągnąć top20 w swojej klasie postaci. Widząc ranking to nie był zbyt odległy cel, a nawet jak z czasem te top20 podskoczyło w rankingu to za cel ustawiłem sobie pewien próg. No to zaczynam. Nie idzie mi zbyt dobrze, ale jestem dobrej myśli. Wiem gdzie popełniam błędy, trenuję combosy i uczę się jak nie dać się zaskoczyć klasom postaci, z którymi miałem mało do czynienia. Im lepszy się stawałem tym częściej dochodziły "błędy", których nie byłem autorem. Desync, lag i za chwilę jestem martwy. Pewnego dnia, pełen zapału, że to będzie ten dzień, gdzie wespnę się na wymarzony stopień rankingu, odpalam gierkę i... ginę. Kolejna runda, jestem bardziej ostrożny, ale to nic nie daje, przeciwnicy się teleportują, moje polecenia nie docierają do serwera. Sprawdzam ping i jest koszmarny, cóż, dziś sobie nie pogram. Następny dzień, nauczony poprzednimi wydarzeniami, zanim wchodzę do kolejki sprawdzam ping: 50, 51, 200, 49, 130. Nie da rady, frustracja zaczyna narastać. Bywają dni, że wszystko wygląda dobrze i zaczynam grać, żeby po jakimś czasie znowu doświadczać rzeczy typu "przecież użyłem niewrażliwości, nie powinienem być ogłuszony", "użyłem dwóch obronnych umiejętności pod rząd, jakim cudem zostałem oszołomiony" "złapałem przeciwnika i moja postać kontynuowała animacje, żeby się okazało, że jednak go nie złapałem". To nie wina moich umiejętności, moje połączenie internetowe mnie ogranicza, napotykam ścianę. Co robić? Nie poddam się, chcę grać w tą grę, to jest mój czas wolny i spróbuję rozwiązać ten problem nawet jak będzie to oznaczała inwestycji w domową infrastrukturę internetową czy płacenie więcej za abonament. TLDR najpierw dostaję w jeden policzek, a potem w drugi - nie udaje się.
Skoro nie udaje mi się przeskoczyć muru, to spróbuję pójść inną drogą. Przecież są gry offline. W złości postanawiam, że rzucę się w gatunek bullet hell. Będę tam ginął i powtarzał i stawał się lepszy. Instaluję jedną grę, przechodzę kilka poziomów i... nie da się grać. Wysyłam polecenie do palców, palce wciskają, ale przycisk się nie wciska. Napotykam kolejną ścianę - klawiaturę. Shift nie jest wystarczająco responsywny, a w grze nie można zmienić przycisków. Mógłbym poszukać innej gry, ale pomyślałem, że i tak przydałoby się zmienić klawiaturę. Jednak, że nie jestem osobą, która kupuje rzeczy pochopnie zaczynam research o klawiaturach. Powoli zdobywając informacje w tej studnii bez dna dotyczącej przełączników i ich producentów, zniechęcony do grania i znudzony zaczynam oglądać anime. Typowe dla nastoletnich chłopców o stawaniu się potężniejszym wojownikiem. I jak to bywa w tych anime, oprócz treningów i krzyczenia więcej, żeby wydobyć dodatkową moc, jest jeszcze coś. Powód dla którego stają się lepsi. Jednym jest prześcignięcie swojego rywala, a drugim ochrona rodziny/przyjaciół. I właśnie zdałem sobie sprawę, że nie mam obydwu tych rzeczy (nie, że niby nie mam rodziny, ale wątpię, że ochronię ich przez napier****** w klawiaturę). Nie mam z kim rywalizować, z kimś bliższym, gdzie często byśmy się sprawdzali i napędzało by mnie bym stawał się lepszym. I nie mam też nikogo kogo bym "ochraniał", komu bym doradzał, imponował i napędzało by mnie to, że moje doświadczenie może komuś pomóc. Dochodzą dwie dodatkowe ściany. Jestem sam, zamknięty w czterech ścianach małego pokoiku i zastanawiam się: Po co stawać się lepszym, skoro nie ma dla kogo?
Zatraciłem się. Gry nawet jak są trudne to mają określone zasady i dają nieograniczoną ilość powtórzeń. Uciekałem do nich od czegoś co ma kompletnie inne zasady. Od ludzi, którzy są nieprzewidywalni i nie można cofnąć pierwszego wrażenia czy naprawić błędów. W grze jak zaryzykuję i zrobię coś głupiego, bo może zadziała to zmarnuję trochę czasu. W życiu coś takiego może doprowadzić do spalenia mostu, nieodwracalnej zmiany, stracenia kogoś. Dlatego wolałem gry i ich proste zasady. Stawanie się lepszym dawało mi satysfakcję, aż do teraz, gdy zdałem sobie sprawę, że to nie ma sensu. Nie mam nikogo z kim mógłbym dzielić się swoimi umiejętnościami.
22-11-2024, 19:16
Chciałbym wam dzisiaj napisać o moim ostatnim doświadczeniu medytacyjnym
Rozróżniam u siebie dwie praktyki: relaksację oraz medytację. Podczas relaksacji staram się jak najbardziej rozluźnić. Pływam po ciele, szukam napięć i je rozpuszczam. Natomiast w medytacji staram się skupić na jednym punkcie i trzymać umysł na wodzy, nie dać mu gdzieś odpłynąć. I gdy tak się skupiam, to zauważyłem, że ciało robi coś samo. Na przykład ręka lekko drgnie i leży trochę w innej pozycji tworząc lekkie napięcie. Albo płuca zamiast jednostajnie spokojnie oddychać to robią głęboki wdech i wydech. W takich sytuacjach nie wiedziałem co robić. Czy dalej się skupiać, czy przejść na chwilę na relaksację i tak się miotałem, co powodowało, że nie mogłem zajść dalej.
Wczoraj znowu miałem takie doświadczenie. Skupiałem się i nagle mój organizm zaczął robić płytkie szybkie wdechy i wydechy, przy czym wydechy były mniejsze. To powodowało, że coraz więcej powietrza gromadziło się w moich płucach. Znowu stanąłem przed dylematem co robić i tak się złożyło, że ostatnio czytałem o akceptacji, no i mnie olśniło. Nie będę skupiał się na napięciu i próbował się rozluźnić. Nie będę ignorował napięcia, wiedząc, że mi przeszkadzał i dalej skupiać się. Postanowiłem, że zaakceptuję to napięcie, przyjmę jakie jest. Więc dalej się skupiałem na swoim punkcie, a organizm dalej "pompował" płuca. Gdy byłem już pełny nastąpił nagły silny wydech. I ten wydech jakby pociągnął ze sobą wszystkie napięcia. Z całego ciała oraz z punktu na którym się skupiałem. Zaskoczyło mnie to, nawet świadomość się trochę zmieniła. Wychodzi na to, że czasami trzeba pozwolić ciału działać i się napiąć, zamiast wszystko kontrolować.
Rozróżniam u siebie dwie praktyki: relaksację oraz medytację. Podczas relaksacji staram się jak najbardziej rozluźnić. Pływam po ciele, szukam napięć i je rozpuszczam. Natomiast w medytacji staram się skupić na jednym punkcie i trzymać umysł na wodzy, nie dać mu gdzieś odpłynąć. I gdy tak się skupiam, to zauważyłem, że ciało robi coś samo. Na przykład ręka lekko drgnie i leży trochę w innej pozycji tworząc lekkie napięcie. Albo płuca zamiast jednostajnie spokojnie oddychać to robią głęboki wdech i wydech. W takich sytuacjach nie wiedziałem co robić. Czy dalej się skupiać, czy przejść na chwilę na relaksację i tak się miotałem, co powodowało, że nie mogłem zajść dalej.
Wczoraj znowu miałem takie doświadczenie. Skupiałem się i nagle mój organizm zaczął robić płytkie szybkie wdechy i wydechy, przy czym wydechy były mniejsze. To powodowało, że coraz więcej powietrza gromadziło się w moich płucach. Znowu stanąłem przed dylematem co robić i tak się złożyło, że ostatnio czytałem o akceptacji, no i mnie olśniło. Nie będę skupiał się na napięciu i próbował się rozluźnić. Nie będę ignorował napięcia, wiedząc, że mi przeszkadzał i dalej skupiać się. Postanowiłem, że zaakceptuję to napięcie, przyjmę jakie jest. Więc dalej się skupiałem na swoim punkcie, a organizm dalej "pompował" płuca. Gdy byłem już pełny nastąpił nagły silny wydech. I ten wydech jakby pociągnął ze sobą wszystkie napięcia. Z całego ciała oraz z punktu na którym się skupiałem. Zaskoczyło mnie to, nawet świadomość się trochę zmieniła. Wychodzi na to, że czasami trzeba pozwolić ciału działać i się napiąć, zamiast wszystko kontrolować.
23-11-2024, 19:51
Fajne doświadczenie
Naczelną zasadą medytacji jest "zachowuj spokój cokolwiek się dzieje", ale nauczyciele medytacji mają często jakieś tipy na konkretne przeszkody. Z tym, że nie wiem czy te metody czasem nie działają na zasadzie tymczasowego rozwiązania i ostatecznie lepsze efekty da pozwolenie umysłowi i ciału, coś rozluźnić, rozwiązać naturalnym dla niego sposobem, tempem i dynamiką. Są nauki wskazujące, że nie potrzebujemy żadnych dodatkowych metod, antidotów, jeśli tylko potrafimy pozostawić umysł i ciało w całkowicie naturalnym stanie. Według mnie nawet jak tego nie potrafimy to i tak umysł/ciało dąży do równowagi. Grunt to jakkolwiek mu w tym pomagać, np. przez praktykę medytacji. Tak więc według mnie jeśli znalazłeś coś co dla Ciebie działa, to super. Dopiero jeśli po np. kilku miesiącach nie będziesz czuł progresu, to wtedy warto zastanowić się nad zmianą medytacji bądź/i postawy do niej.
Być może w następnej sesji nie będzie już tych przeszkód z oddechem, albo będą mniejsze i będziesz mógł osiągnąć lepsze i też bardziej zrelaksowane skupienie
Naczelną zasadą medytacji jest "zachowuj spokój cokolwiek się dzieje", ale nauczyciele medytacji mają często jakieś tipy na konkretne przeszkody. Z tym, że nie wiem czy te metody czasem nie działają na zasadzie tymczasowego rozwiązania i ostatecznie lepsze efekty da pozwolenie umysłowi i ciału, coś rozluźnić, rozwiązać naturalnym dla niego sposobem, tempem i dynamiką. Są nauki wskazujące, że nie potrzebujemy żadnych dodatkowych metod, antidotów, jeśli tylko potrafimy pozostawić umysł i ciało w całkowicie naturalnym stanie. Według mnie nawet jak tego nie potrafimy to i tak umysł/ciało dąży do równowagi. Grunt to jakkolwiek mu w tym pomagać, np. przez praktykę medytacji. Tak więc według mnie jeśli znalazłeś coś co dla Ciebie działa, to super. Dopiero jeśli po np. kilku miesiącach nie będziesz czuł progresu, to wtedy warto zastanowić się nad zmianą medytacji bądź/i postawy do niej.Być może w następnej sesji nie będzie już tych przeszkód z oddechem, albo będą mniejsze i będziesz mógł osiągnąć lepsze i też bardziej zrelaksowane skupienie
let's worship cats
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|






