05-01-2020, 01:10
V. miał znajomą, osobę nieistniejącą w rzeczywistości. Owa dziewczyna była bardzo zdecydowaną indywidualistką, nieprzejmującą się zdaniem innych, bez wahania robiącą wszystko na co miała ochotę. Przy okazji tak wyszło, że ona od kilku miesięcy pracowała w Żmijowisku. Stwierdziłam, że mam okazję wyciągnąć od niej trochę ciekawych informacji. W praktyce w rozmowie wyszło, że obecnie ona niewiele wiedziała. Skarżyła się też, że w pracy wymagają od niej określonego stopnia znajomości angielskiego. Zdziwiłam się i powiedziałam, że w moim dziale firmy nikt nie każe mi codziennie pisać kartkówek. Ona odpowiedziała, że nawet nie to dokładnie miała na myśli.
Ta dziewczyna zamierzała brać ze swoim partnerem rodzaj fikcyjnego ślubu. Miała to być nieformalna uroczystość bez żadnych skutków prawnych, rodzaj manifestacji trwałości ich związku wobec ich grona znajomych. Ja i V. byliśmy na tej imprezie, widziałam też parę osób z klubu Nerdów. Wyglądało to tak, że bliski znajomy "młodej pary" wygłaszał krótkie przemówienie, następnie znajoma V. i jej partner złożyli sobie wzajemnie przysięgi. Później była impreza z muzyką i tańcami, jak na weselu.
Powiedziałam V., że może my też powinniśmy wziąć taki fikcyjny ślub, że w jakimś stopniu też bym tego chciała. Czułam potrzebę jakiegoś potwierdzenia naszego związku, bez ryzyka konsekwencji praw własności. Ta znajoma, bardzo ożywiona, zaczęła nam podpowiadać jakie są możliwości. Mówiła, że możemy skorzystać z pomocy kapłana któregoś z bractw rodzimowierczych - z jakiegoś powodu nazywała tych kapłanów pastorami. Doradzała też, żebyśmy zrobili imprezę w słowiańskich klimatach.
# wizja fikcyjnego ślubu prześladowała mnie kolejne kilka godzin po przebudzeniu
## Popołudniowa drzemka
Leżałam półprzytomna, odpływałam. Cały czas czułam swoje leżące na kanapie ciało. Pojawiła się wizja sufitu, jakby trochę rysunkowego. Punkt mojej świadomości skakał pod ten sufit i opadał w dół, na przemian. Co jakiś czas sufit się obniżał. Pomyślałam, że jak zaraz nie stworzy się sen i nie wejdę w niego, to skończy się miejsce.
Pojawiło się otoczenie, podobne do trochę powiększonego mieszkania mojej babci. Miałam poczucie, że jest noc i ciemno na zewnątrz, wewnątrz było żółtawe sztuczne oświetlenie. Chciałam iść a płynęłam do przodu, to był rodzaj widoku jak z kamery, jak w pierwszoosobowej grze. Cały czas czułam moje ciało, miałam wrażenie, że to powstrzymuje powstanie ciała we śnie. Próbowałam jakoś przyspieszyć ten proces, starając się przez to nie obudzić. We śnie przeszłam przez ciemny pokój i dotarłam do okna. Na zewnątrz naprawdę była noc. Widziałam jak materializują się przede mną moje ręce, to jeszcze bardziej wyglądało jak z gry, coś jak w TES: Oblivion. I cały czas czułam prawdziwe ciało. Próba poruszenia tym we śnie w końcu naprawdę mnie obudziła :/
Ta dziewczyna zamierzała brać ze swoim partnerem rodzaj fikcyjnego ślubu. Miała to być nieformalna uroczystość bez żadnych skutków prawnych, rodzaj manifestacji trwałości ich związku wobec ich grona znajomych. Ja i V. byliśmy na tej imprezie, widziałam też parę osób z klubu Nerdów. Wyglądało to tak, że bliski znajomy "młodej pary" wygłaszał krótkie przemówienie, następnie znajoma V. i jej partner złożyli sobie wzajemnie przysięgi. Później była impreza z muzyką i tańcami, jak na weselu.
Powiedziałam V., że może my też powinniśmy wziąć taki fikcyjny ślub, że w jakimś stopniu też bym tego chciała. Czułam potrzebę jakiegoś potwierdzenia naszego związku, bez ryzyka konsekwencji praw własności. Ta znajoma, bardzo ożywiona, zaczęła nam podpowiadać jakie są możliwości. Mówiła, że możemy skorzystać z pomocy kapłana któregoś z bractw rodzimowierczych - z jakiegoś powodu nazywała tych kapłanów pastorami. Doradzała też, żebyśmy zrobili imprezę w słowiańskich klimatach.
# wizja fikcyjnego ślubu prześladowała mnie kolejne kilka godzin po przebudzeniu
## Popołudniowa drzemka
Leżałam półprzytomna, odpływałam. Cały czas czułam swoje leżące na kanapie ciało. Pojawiła się wizja sufitu, jakby trochę rysunkowego. Punkt mojej świadomości skakał pod ten sufit i opadał w dół, na przemian. Co jakiś czas sufit się obniżał. Pomyślałam, że jak zaraz nie stworzy się sen i nie wejdę w niego, to skończy się miejsce.
Pojawiło się otoczenie, podobne do trochę powiększonego mieszkania mojej babci. Miałam poczucie, że jest noc i ciemno na zewnątrz, wewnątrz było żółtawe sztuczne oświetlenie. Chciałam iść a płynęłam do przodu, to był rodzaj widoku jak z kamery, jak w pierwszoosobowej grze. Cały czas czułam moje ciało, miałam wrażenie, że to powstrzymuje powstanie ciała we śnie. Próbowałam jakoś przyspieszyć ten proces, starając się przez to nie obudzić. We śnie przeszłam przez ciemny pokój i dotarłam do okna. Na zewnątrz naprawdę była noc. Widziałam jak materializują się przede mną moje ręce, to jeszcze bardziej wyglądało jak z gry, coś jak w TES: Oblivion. I cały czas czułam prawdziwe ciało. Próba poruszenia tym we śnie w końcu naprawdę mnie obudziła :/






Aż wywaliło mnie z tego stanu.
Przy wyjściu na zewnątrz, pustym łuku drzwiowym, miałam wrażenie, że zrobiło się lepiej. Wyszłam przed budynek, stanęłam boso na trawie. Wyrzuciło mnie chwilę później.