15-08-2017, 12:26
Scena z czegoś pomiędzy filmem a grą. W komnacie w zamku z kamiennymi ścianami siedziała czarodziejka w granatowej szacie. Razem z nią była druga, którą nazywali Gęsiarką, tamta była niewidzialna i co jakiś czas stawała się jakby narratorem-obserwatorem. Drzwi do komnaty były otwarte, ale zawsze przynajmniej jeden strażnik ich pilnował. Czarodziejka musiała jakoś odwrócić jego uwagę, potem rzuciła na niego urok, tak, że upadł na podłogę i zasnął. Czarodziejka wybiegła na zewnątrz i szybko zniknęła z pola widzenia. Gęsiarka stała na schodach przed komnatą. Wyglądała jak w grach - niewidzialna, ale widać było półprzezroczystą sylwetkę. Na dole chodzili mieszkańcy zamku, którzy chyba się zorientowali, że czarodziejka im uciekła.
==============================================
Oglądałam jakiś film dokumentalny o więźniach, którzy na czas jakiegoś święta zorganizowali masową ucieczkę. Grupa mężczyzn biegła przez łąki i takie ulice na pustkowiach, jakie widuje się w amerykańskich filmach. Scena, gdzie wskakiwali na motorówki z zamiarem przepłynięcia jakiegoś zbiornika wodnego, wyglądała bardziej jak gra, pod względem graficznym i proporcji. Ludzie byli ogromni w porównaniu z łódkami.
W tym momencie ją i ojciec pojawiliśmy się jakby w środku tego filmu i staliśmy nad brzegiem. Ojciec udawał przed czekającymi na swoją kolej więźniami, że jest jednym z nich. Jak któryś próbował z nim zadzierać, uderzał, wybijał zęby albo ściskał dłonie aż łamał im palce. Jeden długo bał się podać mu ręki, że też mu coś zrobi.
==============================================
Byłam w jakiejś dziwnej grze, gdzie ciągle trzeba było do kogoś strzelać albo zabijać mieczem. Albo człowieka atakowały psy, albo dziwnie rysunkowo wyglądający bandyci. Jednocześnie działo się to w lesie i na osiedlu w Warszawie. Doszłam w tej grze do poziomu, gdzie za rogiem znajdowało się rysunkowe bagno, tam czaiło się kilkunastu przeciwników. Wielokrotnie próbowałam to przejść i szukałam najlepszej taktyki, ale mi nie szło. Postanowiłam w końcu odłożyć to na później. Próbowałam tymczasowo zachowywać się normalnie, jakbym nie była w grze, ale było trudno. Kiedy próbowałam z kimś rozmawiać, ciągle pojawiały się stada psów i nas atakowały. Musiałam zamykać się na klatce schodowej, żeby dały mi spokój.
==============================================
Oglądałam jakiś film dokumentalny o więźniach, którzy na czas jakiegoś święta zorganizowali masową ucieczkę. Grupa mężczyzn biegła przez łąki i takie ulice na pustkowiach, jakie widuje się w amerykańskich filmach. Scena, gdzie wskakiwali na motorówki z zamiarem przepłynięcia jakiegoś zbiornika wodnego, wyglądała bardziej jak gra, pod względem graficznym i proporcji. Ludzie byli ogromni w porównaniu z łódkami.
W tym momencie ją i ojciec pojawiliśmy się jakby w środku tego filmu i staliśmy nad brzegiem. Ojciec udawał przed czekającymi na swoją kolej więźniami, że jest jednym z nich. Jak któryś próbował z nim zadzierać, uderzał, wybijał zęby albo ściskał dłonie aż łamał im palce. Jeden długo bał się podać mu ręki, że też mu coś zrobi.
==============================================
Byłam w jakiejś dziwnej grze, gdzie ciągle trzeba było do kogoś strzelać albo zabijać mieczem. Albo człowieka atakowały psy, albo dziwnie rysunkowo wyglądający bandyci. Jednocześnie działo się to w lesie i na osiedlu w Warszawie. Doszłam w tej grze do poziomu, gdzie za rogiem znajdowało się rysunkowe bagno, tam czaiło się kilkunastu przeciwników. Wielokrotnie próbowałam to przejść i szukałam najlepszej taktyki, ale mi nie szło. Postanowiłam w końcu odłożyć to na później. Próbowałam tymczasowo zachowywać się normalnie, jakbym nie była w grze, ale było trudno. Kiedy próbowałam z kimś rozmawiać, ciągle pojawiały się stada psów i nas atakowały. Musiałam zamykać się na klatce schodowej, żeby dały mi spokój.





