Świadome i nieświadome sny Damiana
O kurczę, dzięki za gratulacje. I dzięki za radę, postaram się do niej dostosować. :) Jak 'byłem' jeszcze w śnie to nuta wydawała mi się, że jest z reala, słyszałem słowa i w ogóle, ale po obudzeniu już nic nie pamiętałem, a szkoda. Brzmiała tak epicko. W sumie to teraz sam nie wiem czy była realna czy nie, ale raczej nie.

~~19 czerwca~~

Miałem dzisiaj fałszywe przebudzenie. :)

Obudziłem się w swoim własnym łóżku. Była noc, strasznie ciemno. Szybko łapie za telefon pod poduszkę, żeby zapisać małe streszczenia wszystkich snów. Zapomniałem, że telefon cały czas był włączony, a ja go wyłączyłem. Szybko go włączyłem bo nie chciałem ominąć żadnego snu. No i właśnie teraz się obudziłem. Chyba czas zacząć robić TR po każdym obudzeniu w nocy.

1.
Jestem w sklepie dla dziec. Było w nim dużo zabawek. Na środku było parę półek z nimi, które stały na środku sklepu, nie były zbyt wysokie, trochę niższe ode mnie (mam 183cm wzrostu). Zbudowane z jakiejś blachy pomalowanej na biało. Ściany też były białe. Podłoga tak samo, z kwadratowych kafelków. Mimo to nic się nie zlewało ze sobą. Obejrzałem się za jakimiś zabawkami. Na dole leżały jakieś wielkie, niebiesko-czerwone pudła. Wyjąłem jedno i zauważyłem na nim rysunek spidermana z łukiem obok. Otworzyłem pudełko i zobaczyłem łuk i jakieś folie. Wyciągnąłem go i szarą, plastikową strzałę. Łuk też był plastikowy, kiedyś miałem taki w realu, ale musiałem go oddać do sklepu, bo strzelałem w siostrę. Umieściłem strzałkę na cięciwie i ją zaciągnąłem. To było dość trudne, ale udało mi się strzelić przed siebie. Strzała poleciała tylko parę centymetrów i od razu zniżyła swój lot. Upadła na końcu sklepu. Kolejna pojawiła mi się w rękach. Do sklepu weszły jakieś dziewczyny. Twarze kojarzyłem ze szkoły w realu. Ustały tam gdzie spadła ostatnia. We dwie trzymały kartkę, w którą miałem trafić. Na niej było małe kółeczko. Włożyłem strzałę, zaciągnąłem cięciwę i strzeliłem. Chyba trafiłem w kartkę, ale nie w kółko. Nie pamiętam. Przejrzałem też inne zestawy, także z serii spidermana. Na jednym była kobieta-kot. Coś ala z batmana, czarny, obcisły strój, maska na twarzy. Także miała łuk i wielkie cycki. Wybiegłem ze sklepu. Okazało się, że jestem w szkole. Wyglądała jak w realu, korytarz był dość pusty. Pobiegłem przed siebie, tam gdzie są schody. Wbiegłem po nich. Na wyższym piętrze skręciłem na kolejne schody i zacząłem wbiegać na jeszcze wyższe piętro. Po drodze spotkałem kumpli z klasy i jedną dziewczynę, która mieszka koło mnie w realu. W dzieciństwie razem się bawiliśmy. Wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Szedłem przez korytarz. Przy sali siedziała jakaś inna klasa. Na końcu widziałem moją klasę. W drodze do niej wpadłem na jakąś cygankę, kojarzyłem ją z podstawówki, gruba i w ogóle. ;-; Doszedłem do klasy, zacząłem z ziomalami hehe przybijać piątki. i się obudziłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Chciałem wczoraj spróbować WBTB 6+1, ale jak obudziłem się w nocy pomyślałem, że to wszystko wale i poszedłem spać.

~~21 czerwca~~


1.
Byłem na podwórku przed domem. Wczesny wieczór. Słoneczna pogoda, parę chmurek na niebie. Słońce świeci na pomarańczowo-żółto-czerwony kolor. Obróciłem się i zauważyłem, że przed moim blokiem stoi wielka góra. Była wielkości budynku. Złożona z gruzu, piachu, jakiś śmieci, reklamówek. Coś ala 'śmiecie z budowy'. Wspiąłem się na nią. Na samej górze leżał asfalt. Jakby ktoś wyciął kawałek ulicy i go tam położył. Były też części ścian z cegły. Poniszczone. Rozejrzałem się wkoło i zobaczyłem dość epicki widoczek. Patrzyłem przed siebie, podwórko wydawało się wyglądać tak jak w realu, ale w tle i dalej widziałem ogromne, niekończące się miasto, im dalej tym było coraz więcej budynków. Po lewej stronie było ich najwięcej. Zabytkowe, stare, poniszczone zabudowania, niektóre żółte, kremowe. Nad tym wszystkim, tylko po lewej stronie, wisiała czarna, burzowa chmura, a u mnie nadal było słonecznie. Zjechałem z górki i pospacerowałem po podwórku. Postanowiłem wejść na dach garażu. Łokcie i ręce opierałem na dachu, a nogami próbowałem się wspiąć po ścianie. Postanowiłem sprawdzić czy dach jest stabilny, wyciągnąłem przed siebie rękę i zacząłem go macać. Nagle cały dach się zawalił..

2.
Pamiętam tylko widok telefonu. Zadzwonił do mnie Karol, mój kolega. Patrzyłem w ekran i zastanawiałem się czy odebrać. Przestał dzwonić, ale po sekundzie znów zadzwonił. Gdy już przestał na jakimś czacie napisałem do niego 'O, dzwoniliście do mnie'. Udawałem zaskoczonego.

3.
Razem z 4 kolegami przechadzaliśmy się chodniczkiem, koło jakiegoś domku. Wydawał się być trochę kreskówkowy, miał biały, czysty kolor farby. Trawa wokół niego była bardzo jaskrawa. Ganialiśmy się. Od jednego uciekaliśmy, a we 3 siedzieliśmy w ciężarówce. Nadal byliśmy koło domku. Ciężarówką objechaliśmy domek, potem wróciliśmy na miejsce, z którego wyjechaliśmy, zaparkowaliśmy, wspięliśmy się na ciężarówkę, a z ciężarówki wskoczyliśmy na dach. Zeskoczyliśmy z dachu na trawę, gdzieś na środku całego placyku z domkiem. Przez dziurę, na kucaka weszliśmy do domku. Byłem środkowym, przede mną był kumpel. Wszedł do domku i zaczął alarmować wszystkich, że szukający jest tutaj. Uciekliśmy..
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dobra, trza kopnąć się w dupę i zmotywować!


~~29 i 28 czerwca~~


1.
Wieczór. Ładna, słoneczna pogoda. Przechadzałem się po placu, obok galerii handlowej. Spojrzałem na dziewczynę, blondynkę, którą często widywałem w szkole. Szła po mojej prawej stronie. Ona też spojrzała na mnie. Przeszła obok mnie, przywitała się z koleżankami. Czas jakby się cofnął. Stałem w miejscu gdzie dopiero zauważyłem dziewczynę, reszta ludzi była w tym samym miejscu, przed moim cofnięciem. Szedłem przed siebie dalej. Jak byłem już blisko dziewczyny i jej koleżanek, one postanowił zawrócić i prawie na mnie wpadły. Jak to w snach, nie wiem dlaczego, nogi miałem jak z gumy. Stałem w miejscu i zapomniałem jak chodzić. Dalej, koło jakiegoś ceglanego budynku zauważyłem swoich kolegów z klasy z dziewczynami. Zawołali mnie, więc do nich podszedłem. Odzyskałem czucie w nogach. Przywitałem się ze wszystkimi. Czas przyśpieszył i zrobiła się pół-noc. Staliśmy i rozmawialiśmy. Koło nas pojawiła się piłka i paru cyganów. Zaczęli kopać tą piłkę, odbijała się od budynku. Prawie nią dostałem, ale nic sobie z tego nie robiliśmy. Kumpel jeszcze do nich ją podawał. Cygan gdzieś ją wywalił i sobie poszli. Był już ciemno, noc, nic nie było widać. Kumpel poszedł szukać piłki, zniknął w ciemnościach. Z dupy pojawił się w moich rękach taboret, podszedłem do dziewczyn i usiadłem obok nich. Pogadaliśmy trochę, starałem się być samcem alfa i w ogóle. Była też dziewczyna kumpla, który poszedł po piłkę. Zapytałem ją pół żartem czy nie boi się puszczać swojego chłopaczka w nocy.

2.
Byliśmy w lesie, wbiegliśmy do drewnianego domku. Jakaś rudera, w środku nic nie było. Ustaliśmy koło okien. Były 2 dziewczyny, których już prawie nie pamiętam. Wiem, że były ładne, hę. I jeszcze chyba dwóch, albo jeden chłopak. Powiedzieli, że muszę zdjąć spodnie, bo nie mamy co jeść. Cóż mogłem zrobić, oddałem im swoje spodnie i stałem z gołym tyłkiem. Czułem się trochę nieswojo. Cały ten domek był jednym wielkim pomieszczeniem, ale na końcu miał jeszcze jedne drzwi. Poszedłem tam. Wisiało lustro i były torby podróżne. Pogrzebałem w nich trochę i znalazłem swoje spodenki z reala. Nie wiem czy je założyłem czy z poszedłem z nimi do reszty grupki. Chyba chciałem się wymienić: spodenki za spodnie. [..] Potem pamiętam jakieś urywki. Biegaliśmy po mieście, od kogoś uciekaliśmy, może się bawiliśmy. Nie wiem.

3.
Byłem w szkole. Stałem na środku korytarza z plecakiem kolegi. On poszedł do sklepiku i poprosił mnie, żebym przypilnował jego rzeczy. Podszedłem do kolumny i oparłem się o nią plecami. Podszedł do mnie nauczyciel z reala, dość gruby i zaczął chwalić moją klatkę piersiową. Oo, niezła sylwetka, co Ty robisz milion pompek? Mówił coś w tym stylu. Ja zawstydzony dziękowałem mu za pochlebstwa.. Potem spotkałem innego kolegę i opowiedziałem mu o tej sytuacji, a ten zażenowany powiedział mi, że jak zdjąłem bluzkę i skarpetki to nie było nic ciekawego widać. No cóż.. dziwne te sny.

4.
Przechadzałem się po mieście. Szedłem w stronę podstawówki, w której kiedyś się uczyłem. Było strasznie ponuro, szarawe kolory, niebo pełne chmur. Przeszedłem przez ulicę i zaatakował mnie człowiek bałwan. Zaczęła się walka. Nieźle mi szło, dostawał po łbie, ale mnie też parę razy dostało się w głowę. Koleś był prawdziwym bałwanem ze śniegu. Patyczki odpowiadały mu za ręce. Po czasie jego twarz zaczęła przypominać ludzką, ale jakby nie za bardzo się wczytała, jak w grze. Była strasznie kwadratowa. Nagle cały widok się oddalił i pojawiło się okienko z yt, a w oknie filmiku leciał mój sen, nadal biłem się z bałwanem. Poprzewijałem filmik o jakieś 2 sekundy w przód i w tył, dla zabawy, a wszystko zaczęło szwankować. Obraz przemieniał się na dziewczyny w bikini. Blondynki. Nawet nie zauważyłem jak zacząłem przeglądać stronkę z filmikami pornograficznymi. Razem z siostrą. Szukaliśmy jakiegoś filmiku. Nagle zamiast widzieć samą stronkę widziałem cały komputer i swój pokój. Była noc i żadne światło w naszym domu nie było zapalone. Odszedłem od komputera, zmierzałem w stronę łazienki. Telefon użyczył mi za latarkę. Szedłem tak i oświecałem sobie drogę. Potem zacząłem mieć jakby wizje. Zobaczyłem swoje miasto, wyblakłe kolory. Latałem niczym mucha. Przy schodach do bloku siedziała jakaś kobieta. Chyba uważałem ją za swoją żonę. Siedziała na wózku inwalidzkim, prawie cała w gipsie. Patrzyła się przed siebie, zostawiłem ją samą? Koło niej pojawił się wielki wóz, z dźwigiem.. coś takiego. Na samochodzie stał bóbr, coś planował zrobić z moją żoną. Przyczepił ją dźwigiem do wózka.. dalej nie pamiętam co z nią było.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnio mam mały problem. Budzę się po prawie każdym śnie i przez to rano nie pamiętam ich wszystkich, albo nie do końca wiem co się w nich działo.

Tutaj będzie zapis snów z dzisiejszego dnia i paru poprzednich. O boże, to ja nic nie zapisywałem od 29 czerwca?

~~5 lipca~~


Biegłem przez tunel, korytarz. Możliwe że ze mną były jeszcze 2 dziewczyny. Po prawej stronie wisiały rury. Na końcu były schody na górę i drzwi. Przeszliśmy przez nie i znaleźliśmy się w mieście. Biegła ulica z kostki brukowej, po jej dwóch bokach były chodniki. Deszczowa pogoda, wszystko było ponure. Przy chodniku stały szarawe budynki, nie było nawet przerwy pomiędzy nimi. Wydawało mi się, że stoimy w bramie, ale nie takiej zwykłej. Jakby nad nami wznosił się jeszcze jeden budynek, połączony z tymi obok nas, na dole. Spojrzawszy w prawo zauważyłem dalej biegnącą ulicę i bloki, ale na jej końcu, na skrzyżowaniu, które było oddalone o jakieś 200m było więcej miejsca. Było tam na pewno jaśniej. Pobiegliśmy w lewo, gdzie ulica lekko się wznosiła. W głowie mam prześwity, że nas zaatakowali, ale terroryści? Najprawdopodobniej tak. Widziałem ludzi z bronią i kamizelkami kuloodpornymi. Dobiegliśmy do skrzyżowania. Pobiegliśmy w prawo i znaleźliśmy się pod budynkiem, w bramie, takiej kwadratowej. Zmierzałem w stronę gdzie byliśmy na początku, ale oczywiście w innym miejscu. W bramie ominąłem parę kartonów. Na jej końcu stał malutki murek, na wysokość uda, coś takiego. Spojrzałem w dół, było dość wysoko. Jakieś 4 metry. Pod nami był 'plac' z ziemi. Zauważyłem, że można łatwo zejść, bo murek po drugiej stronie jest dość zniszczony i spokojnie można na nim ustać. Spuściłem się na dół, trzymając się rękami góry murku. Puściłem się i byłem na drugiej 'półce' i z niej już mogłem zeskoczyć. Zrobiłem to. Było tutaj dużo ziemi, piachu i tylko trochę trawy. Plac miał kształt prostokąta, jakieś 100 x 60m? Nie jestem dobry w wymiarach. Z każdej strony otaczał go budynek, podobnie jak na ulicy nie było nawet szpary pomiędzy nimi. Wszystkie połączone ze sobą. Na środku placyku było też miałem zbiorowisko płaskich kamieni. Pochodziłem po placyku i zauważyłem terrorystę idącego w naszą stronę w tym samym miejscu co my z niego przyszliśmy. Wystraszyłem się i schowałem za murkiem na dole. Dziewczyny pobiegły okrężną drogą, do kamieni. Trochę się scykałem, że je zobaczy. Pobiegłem prostą na koniec placyku, a dokładniej tam gdzie budynki tworzyły kąt prosty. Była tam brama, dość wysoka, znowu kwadratowa. Wlazłem w nią. Na końcu stała wielka brama wjazdowa, ze stali, dość ładnie przyzdobiona swoimi kształtami. I właśnie mam jakieś przebłyski, że pomyślałem, iż to sen, pamiętam też, że zrobiłem TR z nosem, który wyszedł pomyślnie, ale nie wiem w jakim momencie. Wskoczyłem na bramę, tzn. 'wskoczyłem'. Leciałem w powietrzu jakieś dobre parę metrów. Doleciałem do jakiegoś środka bramy, wtedy skoczyłem jeszcze raz i znalazłem się za bramą, na mieście. Magicznie pojawiłem się w swoim realnym mieście. Pogoda się zmieniła, świeciło ciepłe słoneczko. Rozglądałem się. Było dużo ludzi, strasznie dużo. Oglądałem ich. Pomyślałem, że gdzieś pobiegnę. Ruszyłem przed siebie. Głowę skierowałem w stronę lodziarnio cukierni, która stoi też w realu. Zatrzymałem się. Zauważyłem, że w środku coś się dzieje, chodzą jacyś ludzie. A co, może coś przekonszę Wbiegłem do lodziarni. Wyglądała trochę inaczej. Naokoło stała lada, a na niej kasa, wokół były szafki z ciastami itp. Podbiegłem do miejsca gdzie najprawdopodobniej zamawia się ciasta i płaci. Położyłem ręce na blacie jak prawdziwy luzak. W sklepie kręcił się same kobiety, no to ładnie trafiłem, hehe. Niektóre miały na sobie fartuszek. Zainteresowałem się jedną. Była bardzo miła, fajnie mi się z nią rozmawiało. Uśmiechała się. W międzyczasie zauważyłem ciasto, które stoi obok mnie. A się poczęstuje, pomyślałem i wbiłem rękę prosto w ciasto. Było całe z bitej śmietany, na górze miało różne kawałki owoców. Zjadłem całe, nikt się nie przyczepił. Potem pojawiło się drugie, bardziej wyrafinowane. Było kształtu walca. Obłożone milionem malutkich kółek, tzn. tych cukrowych, wiecie takie jadalne cukrowe kółeczka. Ciasto miało kolor niebieski, może fioletowoniebieski, ale bardziej niebieski. Znów wbiłem w nie rękę i posmakowałem. W środku było całe z bitej śmietany. I.. było przepyszne, ten smak, ah. Teraz już w ogóle go nie pamiętam, szkoda. Szkoda też, że w ogóle nie pamiętam dialogu z panią, która stała obok mnie, za ladą..bym wszystko opisał, wiem jedynie, że walnąłem jej suchy komplementów mówiąc 'jesteś bardzo ładna'. To tyle.


:) Czy to był LDek czy nie, sam nie wiem.

~~4 lipca~~


Jestem w swoim domu. Ponure kolory i w ogóle wszystko jakby martwe, oczywiście.. tak jest prawie w każdym śnie. Nie za bardzo pamiętam tego snu. Biegałem po mieszkaniu, po całym bloku jakbym czegoś szukał. Mam wrażenie, że to jakaś apokalipsa, ponownie. Pamiętam mojego psa, który miał na sobie bombę, która zdjąłem a potem wyrzuciłem. Wybuchła jakieś 50m od naszego bloku. Pamiętam ten wybuch. Zamknąłem nasz dom. Siedziałem w salonie razem z siostrą i mamą. Do domu weszli bandyci. Nie pamiętam ich wyglądu. Najpierw wszedł jeden. Skierował się na moją prawą stronę, ja stałem na łóżku. Miał coś w ręce, groził nam, jakiś kołowrotek. Potem weszło jeszcze dwóch, którzy stali po mojej lewej. Niewiele myśląc, działając pod adrenaliną zacząłem biec. Gdy już skakałem z łóżka rzuciłem czymś w pierwszego bandytę, który był po prawej. To go zatrzymało na parę sekund. Biegłem nadal przed siebie i ominąłem kolejnych dwóch bandytów. Wskoczyłem na okno i wyszedłem przez nie na parapet, byłem po drugiej stronie. Zbliżali się do mnie. Chyba będą chcieli wybić szybę, nie pozostało mi nic innego jak skoczyć. Na podwórku stała nasza drabina. Tylko trochę większa, wyższa od bloku i na pewno szersza, takie tam. Skoczyłem i jak w poprzednim się, jakbym leciał, do przodu. Serce podeszło mi do gardła, dziwne, że się nie obudziłem. Chciałem złapać się drabiny, ale nie udało m się. Czas się cofnął i znów stałem na kanapie obok bandytów. Po krótkim czasie stałem na parapecie. Drabina znów tam była, więc skoczyłem. Leciałem i nagle się obudziłem.

~~3 lipca~~


Było zakończenie roku szkolnego. Wszedłem do dziwnego budynku, który miał kształt litery 'L'. Wyglądał w środku trochę jak kościół. Sufit był strasznie wysoko. W środku było dużo okrągłych stolików z białym obrusem i krzesłami obok. Naprzeciwko zauważyłem koleżankę mojej mamy i jej syna, więc do nich podszedłem. Przywitałem się z nimi, ale nikt mi nie odpowiedział. Odszedłem od nich. Później spotkałem swojego kolegę z klasy, który stał z jakąś dziewczyną. Przywitałem się z nimi i porozmawiałem trochę. Zapytałem się ich jak lepiej wygląda. Byłem ubrany na galowo, ale miałem dylemat czy wsadzić biała koszulę do spodni czy zostawić na 'zewnątrz'. Pojawiła się znikąd kolejna koleżanka, która znam tak 2/10. Nie rozumiałem co mówi, ale coś o tym, że lepiej jakbym zostawił jeden guzik rozpięty pod szyją. Zakończenie się zaczęło. Wszyscy się skierowali do drzwi, było w uj ludzi. Na samej sali nawet nie widziałem pięciu osób. Postanowiłem napić się jeszcze w drodze na salkę. Korek od picia mi wypadł, musiałem go podnieść. Był czerwony. W końcu tam weszliśmy. Wyglądało trochę jak kościół. Pomieszczenie w miarę odległości się zniżało. Były kościelne ławki. Usiadłem koło kolegi, z którym rozmawiałem wcześniej. No i tyle.
"Lets suppose that you were able every night to dream any dream you wanted to dream, and you would naturally as you began on this adventure of dreams, you would fulfill all your wishes. "
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wygląda na LD, może potem straciłeś świadomość, skoro pamiętasz to odlegle ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Czekam na opinię ekspertów, co to dokładnie było, bo według mnie na początku miałem świadomość, ale po krótkiej chwili ją straciłem. Ogólnie to ten sen mnie trochę zmotywował do jego zapisania, bo był dość fajny.


~~6 grudnia~


Przed tym wszystkim miałem fałszywe przebudzenie. W środku nocy, leżąc na łóżku rozmawiałem z mamą. Teraz, jakbym drugi raz się przebudził, stałem w moim pokoiku i zdałem sobie sprawę, bez żadnych tr'ów, że to musi być sen. Ucieszyłem się co niemiara. Kilka sekund porozglądałem się po domu i pomyślałem "Co ja będę tutaj robić, szybko wychodzimy na zewnątrz!" Biegnąć do drzwi niemal z ekscytacji poleciałem. Wybiegłem na klatkę schodową. Zbiegając na dół wszystko zaczęło się rozmywać, sen się rozpadał. Prawie oślepłem, na jedno oko już nie widziałem, a wszystko inne było strasznie rozmazane. Pomyślałem o stworzeniu pokręteł do jakości snu i takich tam (Ostatnio o tym czytałem). Ale to było dość trudne, do tej pory nie mogę powiedzieć czy mi się udało, czy nie. Nie mogłem sobie ani tego zwizualizować, a na rozkazy też nic nie przychodziło. Na szczęście wszystko się uspokoiło, a ja w końcu wyszedłem na zewnątrz. Miasto jak miasto, wygląda prawie tak samo jak w realu. Jest ładna, słoneczna pogoda, a niebo jest błękitne, bez żadnej skazy chmurką. Stojąc na środku ulicy, prawie zostałem rozjechany przez samochód. Nie wiedziałem co robić, bo jak zrobiłem krok w przód to auto też skręcało. W ostatniej chwili wyskoczyłem w górę, mając nadzieje, że dość wysoko. I tak było, samochód przejeżdżał pode mną, a czas jakby dla mnie zwolnił. Powoli opadłem na ziemię. Pamiętam, że chwilę pokręciłem się w kółko po mieście, obserwując projekcje i od czasu do czasu rzucając w nie niewidzialnymi piłeczkami. Nie wychodziło mi to za dobrze. Gdy obejrzałem się za siebie, zauważyłem, że zza rogu wychodzą miliony ludzi, w moim kierunku. Zajęły całe miasto, każda kierując się w swoją stronę. Ja, jak ryba płynąca w przeciwną stronę niż rzeka, biegałem wśród ludzi. Nawet udało mi się pierwszy raz zabić jakąś projekcję, i to chyba trochę przez przypadek. Machnąłem w nią ręką, a ona osunęła się na ziemię. Czarna magia, chyba czytam za dużo książek fantasy. Pobiegłem w głąb miasta. I wtedy oślepiły mnie szczegóły. Każda projekcja, była po prostu inna, wydawało mi się, że każda ma jakieś zadanie do zrobienia. Każda inaczej ubrana, i to było takie wyraźne. (Myślę, że tutaj już straciłem świadomość) Spostrzegłem ukrytego skrytobójce, który śledził kogoś. Rękę miał za plecami, jakby trzymał tam ukryty nóż, ale nic tam nie było. Jakieś moje wymysły. Biegłem za nim, próbowałem go zabić, ale nie wiem co z nim się stało. Po prostu zniknął. Ja pobiegłem dalej oglądając miasto pełne projekcji. Moją uwagę przykuły sklepy, zacząłem obserwować budynki, były pełne szczegółów. Przez szklane szyby widziałem manekiny z ubraniami, wieszaki, półki. W tym momencie sen, zamienił się po prostu w arenę. Nie chodzi o zmianę otoczenia, tylko bardziej o zmianę myśli. Wiedziałem, że będzie się tutaj coś działo, walka. Uciekając przez ulicę coś mnie złapało. I zaczęła się wspominana walka. Musiałem walczyć z człowieko-drzewokonarem. Przenieśliśmy się na pustkowie, wokół nic oprócz ulicy, na której walczyliśmy. Pojawił się znowu ten samochód, który pędził prosto na nas. Razem z człowieko drzewem złapaliśmy się za ręce i zaczęliśmy skakać w górę, mając nadzieję, że uda nam się go przeskoczyć. Niestety, nasze skoki były dość małe. W ostatnim momencie, mając siłę 500x większą od Hulka, rąbnąłem moim towarzyszem w nadjeżdżający samochód. To było super. Zacząłem się z tego śmiać, a niewzruszony konar także. Zawiązaliśmy sojusz. Sceneria cały czas się zmieniała, teraz staliśmy na tej samej ulicy, ale pustkowie zamieniło się w moje miasto, tylko trochę inne. Rozmawiałem z konarem. Nagle mówię do niego: -Ej, ja znam ten budynek!. Na co on odpowiedział: -Ja też!. I rzeczywiście, był to budynek z mojego miasta, nawet nie zauważyłem zmiany otoczenia. Spojrzałem w niebo i nagle.. zobaczyłem jedną z najpiękniejszych rzeczy w moich snach, a tą rzeczą było słońce. Było taakie piekne, wielkie, wokół siebie miało smugi czerwieni, które wokół wirowały. Po chwili podziwiania, na moich oczach zaczęły pojawiać się piękne, puszyste chmurki. I olśniło mnie, pomyślałem "Zaraz, przecież zaraz obok tego budynku jest jezioro". Musiałem zobaczyć tą piękną kompozycje, jezioro+ te piękne słońce. Ruszyłem pędem przed siebie myśląc, że muszę się pośpieszyć, bo jeszcze się obudzę. Próbowałem biec z zawrotną prędkością, rzucając zaklęcia na przyśpieszenie biegu, wizualizując prędkość, ale nic z tego. Nie umiem za dobrze kontrolować snu. Dotarłem miejsce o wiele szybciej, niż się spodziewałem, bo okazało się, że jezioro jest wyżej, niż w realu. Gdyby było takie jak w śnie, to całe miasto by się znalazło pod wodą. Ja za to stałem na trawniku, obok były piękne lodziarnie. Biegały sobie psy, jeden był nawet fajny. Miał ze 3 metrową szyje. Parę metrów dalej, nagle zaczynało się jezioro. I było piękne. Zachodzące słońce rzucało piękne promienie na taflę wody, a piękne refleksy słońca odbijały się od wody.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
No bardzo ładnie, bardzo wcześnie uzyskałeś jasną świadomość, więc w trakcie snu trochę jej wytraciłeś, najważniejsze, że nie popadłeś całkiem w sen o LD. To z pewnością był też sen, który nazywam wizyjnym - rozległe, piękne i przede wszystkim upstrzone drobiazgami widoki. Wyłącznie dla takich snów interesuje mnie LD.

Co do utraty świadomości podejrzewam, że nastąpiła w momencie, kiedy osunął się ten pierwszy przechodzień. Pomyślałeś wtedy o fantazji, że możesz zabijać magią, skojarzenia spowodowały, że scenariusz potoczył się w stylu jakiejś gry komputerowej. Widać jednak, że z tyłu głowy została ci wiedza, że to sen.
Co do kontroli - nie możesz próbować wpłynąć na sen z obawą, że nie wpłynięcie na niego przyniesie jakieś niekorzystne skutki. Kiedy w LD myślisz, że musisz się spieszyć - bieg staje się powolny, kiedy boisz się, że nie dojdziesz do jakiegoś miejsca, to nie będzie go tam gdzie powinno być, i co najważniejsze - kiedy pomyślisz, że możesz się obudzić, to tak się stanie, w najlepszym wypadku FA.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Tak btw. FielX także miał dzisiaj sen wizyjny i także jego wizja zakończyła się na widoku jeziora odbijającego nieboskłon. Intrygujące :)
let's worship cats
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Może po prostu oglądali ten sam film? ;)
Wysłane z mojego Commodore 64


Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzięki incestus za jakże, zawsze dobre, rady i wyjaśnienia. I rzeczywiście, ta sprawa z FielXem jest dość intrygująca. D:

Dzisiaj też miałem dość krótki i spontaniczny LDek.

~~8 grudnia~~


Stałem u siebie na podwórku, przed blokiem. Niebo znowu zupełnie czyste, bez żadnej chmurki. i podwórko wydawało się też czystsze. Ogólnie, była piękna, słoneczna pogoda, a ja od razu byłem świadomy. Przebiegłem kawałek, i pomyślałem, żeby zrobić mały trik. Wyciągnąłem ręce przed siebie i zacząłem zakładać niewidzialne okulary na oczy. Podziałało. Wszystko stało się meega wyraźne. Widziałem każdy detal. Super. Biegnę przed siebie i rzucam się na powietrze. Ręce przed siebie, proste ciało. Poleciałem jak liść na wietrze i upadłem na łokcie. Ale było dość fajnie. Minąłem jakąś kobietę. Okolica się zmieniła. Byłem w średniej wielkości uliczce. Rzuciłem się na powietrze i.. udało mi się! Leciałem w górę, coraz wyżej, coraz więcej metrów w górę. Lęk wysokości dał o sobie znać. Jak byłem już nad dachami obleciał mnie wielki strach. Upadłem na dach jednego z bloku i obudziłem się.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Moje świadome i nieświadome sny 1jokowy 5 1,250 15-08-2025, 09:26
Ostatni post: 1jokowy

Skocz do:

UA-88656808-1