26-05-2015, 01:34
Witam. Jestem nowy i nie będę ukrywał że założyłem konto w celu uzyskania wskazówek w sprawie tego co spotkało mnie kilka dni temu. Do rzeczy.
Nigdy nie zajmowałem się świadomym snem, czy opuszczaniem ciała. Również nie wspomagam się żadnymi holenderskimi czy innymi specyfikami. Ale to co przeżyłem ostatnio po prostu mnie zszokowało. Często przed snem zakładam słuchawki i słucham muzyki. Czasami zapętlam jedną piosenkę. Tym razem było to The Prodigy - Climbatize. Jak posłuchacie sami uznacie że jest dosyć specyficzna. Generalnie po jakimś czasie zaczęła mnie ogarniać senność i wtedy się zaczęło. Przy normalnym śnie widzę obrazy, słyszę głosy itp. Wtedy nie miałem konkretnych obrazów przed oczami ale wyczuwałem wszystko całym sobą. Lub raczej tym czym byłem. Sam siebie odczuwałem jako małą świetlistą "kulkę". Tak jakby cała moja świadomość i umysł zostały ściśnięte w taką małą masę. Bardziej jasno tego nie mogę opisać. Kiedy zacząłem to odczuwać wydawało mi się że lecę przez jakąś gęstą dżunglę i co kilka chwil odbijam się od gałęzi by nabrać prędkości. Momentami spadałem by po wylądowaniu przyspieszyć i lecieć jeszcze szybciej. Nie wiedziałem gdzie zmierzam ale czułem że coś mnie ciągnie w danym kierunku. Momentami "nurkowałem" Tu przypomnę że nie widziałem ani dżungli ani wody tylko po prostu do czułem. Co chwila odczuwałem obecność podobnych do mnie istot które też kierowały się w tą samą stronę. Jedne wolniej inne szybciej. Ale im dalej leciałem tym więcej ich było wokół. W pewnym momencie przestałem czuć ten las czy nurkowanie a poczułem że zbliżam się do jakiejś gigantycznej budowli. Czegoś niewyobrażalnie potężnego i monumentalnego. Po chwili znalazłem się wraz z innymi przy tym obiekcie i wleciałem do niego. Wyczuwałem potężne filary oraz sklepienie. Całość wydawała się bardzo stara. Tak jakby stworzona przez inną cywilizację lub coś tego typu. W pewnym momencie na środku tej budowli wyczułem to do czego mnie tak ciągnęło. Masywna, powoli wirująca kula energii. Porównując wielkości to czułem się jak mrówka na stadionie narodowym. A budowla w której byłem była kilkaset razy większa od tej kuli. Im bliżej byłem tym coraz wolniej leciałem. Tak jak inne istoty wokół mnie których teraz już były setki tysięcy. Miałem z nimi jakąś specyficzną łączność. Tak jakbym miał razem ze wszystkimi połączyć się w jakąś sieć. Czułem jak ta kula zarówno zasysa jak i promieniuje ogromne ilości jakiejś energii. Zatrzymałem się w pewnej odległości i orbitowałem wokół tej masy. Odczucie ciepła i spokoju pomimo tego że wydawało się że ta masa energii którą to coś promieniuje rozsadzi tą budowlę. Po chwili takiego orbitowania obudziłem się. Muzyka grała dalej a wg zegarka nie minęło więcej jak 2 godziny. Tyle że wydawało mi się że cały lot trwał co najmniej 7-9 godzin.
Gdyby to był zwykły sen w którym bym to zobaczył to po prostu bym to olał. Wiele razy miałem dziwne sny. Ale to wszystko co opisałem powyżej odczuwałem całym sobą. Nie umiem tego jakoś inaczej opisać. Próbowałem potem znów wywołać ten stan ale nie udało mi się to. Nie oczekuje jakiejś konkretnej diagnozy co to było ale mam nadzieję przynajmniej na jakąś wskazówkę.
Nigdy nie zajmowałem się świadomym snem, czy opuszczaniem ciała. Również nie wspomagam się żadnymi holenderskimi czy innymi specyfikami. Ale to co przeżyłem ostatnio po prostu mnie zszokowało. Często przed snem zakładam słuchawki i słucham muzyki. Czasami zapętlam jedną piosenkę. Tym razem było to The Prodigy - Climbatize. Jak posłuchacie sami uznacie że jest dosyć specyficzna. Generalnie po jakimś czasie zaczęła mnie ogarniać senność i wtedy się zaczęło. Przy normalnym śnie widzę obrazy, słyszę głosy itp. Wtedy nie miałem konkretnych obrazów przed oczami ale wyczuwałem wszystko całym sobą. Lub raczej tym czym byłem. Sam siebie odczuwałem jako małą świetlistą "kulkę". Tak jakby cała moja świadomość i umysł zostały ściśnięte w taką małą masę. Bardziej jasno tego nie mogę opisać. Kiedy zacząłem to odczuwać wydawało mi się że lecę przez jakąś gęstą dżunglę i co kilka chwil odbijam się od gałęzi by nabrać prędkości. Momentami spadałem by po wylądowaniu przyspieszyć i lecieć jeszcze szybciej. Nie wiedziałem gdzie zmierzam ale czułem że coś mnie ciągnie w danym kierunku. Momentami "nurkowałem" Tu przypomnę że nie widziałem ani dżungli ani wody tylko po prostu do czułem. Co chwila odczuwałem obecność podobnych do mnie istot które też kierowały się w tą samą stronę. Jedne wolniej inne szybciej. Ale im dalej leciałem tym więcej ich było wokół. W pewnym momencie przestałem czuć ten las czy nurkowanie a poczułem że zbliżam się do jakiejś gigantycznej budowli. Czegoś niewyobrażalnie potężnego i monumentalnego. Po chwili znalazłem się wraz z innymi przy tym obiekcie i wleciałem do niego. Wyczuwałem potężne filary oraz sklepienie. Całość wydawała się bardzo stara. Tak jakby stworzona przez inną cywilizację lub coś tego typu. W pewnym momencie na środku tej budowli wyczułem to do czego mnie tak ciągnęło. Masywna, powoli wirująca kula energii. Porównując wielkości to czułem się jak mrówka na stadionie narodowym. A budowla w której byłem była kilkaset razy większa od tej kuli. Im bliżej byłem tym coraz wolniej leciałem. Tak jak inne istoty wokół mnie których teraz już były setki tysięcy. Miałem z nimi jakąś specyficzną łączność. Tak jakbym miał razem ze wszystkimi połączyć się w jakąś sieć. Czułem jak ta kula zarówno zasysa jak i promieniuje ogromne ilości jakiejś energii. Zatrzymałem się w pewnej odległości i orbitowałem wokół tej masy. Odczucie ciepła i spokoju pomimo tego że wydawało się że ta masa energii którą to coś promieniuje rozsadzi tą budowlę. Po chwili takiego orbitowania obudziłem się. Muzyka grała dalej a wg zegarka nie minęło więcej jak 2 godziny. Tyle że wydawało mi się że cały lot trwał co najmniej 7-9 godzin.
Gdyby to był zwykły sen w którym bym to zobaczył to po prostu bym to olał. Wiele razy miałem dziwne sny. Ale to wszystko co opisałem powyżej odczuwałem całym sobą. Nie umiem tego jakoś inaczej opisać. Próbowałem potem znów wywołać ten stan ale nie udało mi się to. Nie oczekuje jakiejś konkretnej diagnozy co to było ale mam nadzieję przynajmniej na jakąś wskazówkę.





