Odkopuję temat, jako że od jakiegoś czasu próbuję WILDa (po WBTB, ale też przed zaśnięciem koło północy).
Zazwyczaj słucham do tego nagrań Adama Byhofa lub przeróżnych nagrań z YT synchronizujących fale Theta.
Bardzo szybko pojawiają się delikatne, lecz występujące z dużą częstotliwością zrywy miokloniczne. Czuję też po jakimś czasie drętwienie ciała, szczególnie rąk. Nigdy nie sprawdzałem, czy gdybym chciał, byłbym w stanie nimi poruszyć, czuję że tak, ale to może być tylko złudzenie.
Najciekawsza sprawa tyczy się hipnagogów. Mianowicie, odkąd pamiętam, gdy tylko zamykałem oczy, pojawiały się przed nimi kolorowe, nierzadko jaskrawe do bólu wzory. Regularne, kręgi, trójkąty, gwiazdy, coś jak w kalejdoskopie. Gdy byłem mały, "bawiłem się" nimi nawet w kościele na nudnych kazaniach

Za to odkąd dowiedziałem się o LD i zacząłem próbować WILDa, nie mam ich prawie wcale. Jedynie przy dziennym świetle jestem w stanie częściowo manipulować jakimiś plamami i ich kolorem. Po ciemku nie widzę prawie nic. Żadnych szarych chmur, wyraźniejszych kształtów. Jedynie niewyraźne błyski i coś jakby prążki przed oczami. Nawet teraz, gdy już wiem, że nie powinno się wypatrywać hipnagogów, mam z nimi spory problem. Być może podświadomie nastawiłem się na oczekiwanie na nie?
Jedynym przełomem była sytuacja około dwóch tygodni temu, gdy przy WBTB doświadczyłem nad ranem czterokrotnego fałszywego wybudzenia - mój umysł balansował na granicy jawy i snu, co chwila budziłem się i zasypiałem ponownie, całkiem zapomniawszy o LD i wszystkim z nim związanym. Wstawałem, patrzyłem na zegarek, który pokazywał np. 12 w południe, robiłem jakieś rzeczy, które we śnie wydawały mi się normalne, po czym kładłem z powrotem do łóżka, pod pretekstem chwilowego odpoczynku. Po chwili takiego leżenia otwierałem oczy i okazywało się, że jest dopiero 6 rano.
W pewnym momencie tego snu-niesnu, ujrzałem przed oczami niezwykle wyraźne, regularne i kolorowe wzory, własnie takie, jakich wypatruję już od prawie dwóch miesięcy. Ucieszyłem się jak dziecko, pamiętam niesamowitą euforię i uczucie osiągniętego sukcesu.
Jednak trwało to tylko przez chwilę i mogło mi się po prostu przyśnić.