i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia
Światy Avallac'ha - Wersja do druku

+- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl)
+-- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--44)
+--- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--14)
+--- Wątek: Światy Avallac'ha (/Temat-Swiaty-Avallac-ha--3053)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13


RE: Światy Avallac'ha - Avallac'h - 27-04-2015

Nie wchodziłem tu przez weekend bo byłem na Pyrkonie :D I niestety nie pamiętam zbyt wiele snów, właściwie to tylko jeden krótki.

24.04.2015


--- Bańkobicie ---


Jestem w Wadowicach, u swojego kuzyna. Siedzimy w pokoju wyglądającym identycznie jak pokój mojej babci (ten, który już się przewijał w poprzednich snach). Ja zajmuję fotel najbliżej okna balkonowego, kuzyn siedzi na kanapie, po drugiej stronie stołu ojciec rozmawia z ciocią. Po chwili w drzwiach zjawia się kuzynka, która również zajmuje miejsce na kanapie. Żadne z nas się nie odzywa, czekamy aż wreszcie zostaniemy sami we trójkę (na połowę wakacji :D ).
Nudzi mi się, więc patrzę przez firanę za okno. I nagle dostrzegam coś dziwnego. Zaczyna sypać grad, kulki o średnicy ok. 3 cm lecą z bezchmurnego nieba, bębniąc głośno o parapet. Są dziwne, jakby przezroczyste. Podchodzę do okna, by przyjrzeć się im bliżej, i wtedy okazuje się... że to bańki mydlane! Nagle stają się większe, teraz mają kilkanaście centymetrów średnicy i nie spadają już w dół, lecz unoszą się swobodnie w powietrzu. Odwracam się i wołam wszystkich, żeby również popatrzyli na to dziwaczne zjawisko, ale gdy z powrotem spoglądam za szybę, czeka mnie rozczarowanie. W powietrzu unosi się tylko jedna, malutka bańka, która zresztą po chwili pęka.

PS. Cały sen był bardzo realistyczny, strasznie się dziwię że nie zrobiłem TR-a widząc lecące z nieba bańki mydlane...


RE: Światy Avallac'ha - Avallac'h - 29-04-2015

29.04.2015


Dobra, wielki powrót :D Ostatnio bardzo mało pisałem w dzienniku, ale myślę że to była jedynie cisza przed burzą. Dzisiaj miałem totalnie po***dolone LD... Uświadomiłem się we śnie wewnątrz snu. Incepcja :P

--- Oko Izy ---

Zaczyna się, gdy jestem w Śremie u swojej babci (teraz już wiem na pewno, że jej mieszkanie jest moim symbolem snu, powtarza się w każdym moim LD). Leżę, próbując zasnąć. Patrzę przy tym na drzewo, które rośnie u wezgłowia łóżka (!). Jest chude i powyginane, ma szarą, wyschniętą na kamień korę. Co najciekawsze, w pewnym miejscu zieje dziura, przez którą można dostrzec zamknięte oko. Panuje powszechny przesąd, że każdy, kto zobaczy jak oko się otwiera, będzie zgubiony (chodzi o sam moment otwierania powiek, zresztą oko zawsze otwiera się o tej samej godzinie, więc łatwo przestrzegać tej reguły). Ja oczywiście zapominam o tym i w pewnym momencie oko się otwiera. Przez chwilę czuję strach, ale zaraz potem słyszę głos dobiegający z wnętrza drzewa. Głos młodej dziewczyny.
Cieszy się, że nareszcie ktoś spojrzał na nią gdy otwierała oko. Czekała na to całymi latami. Podczas krótkiej rozmowy zdradza mi, że ma na imię Iza i jest wielką fanką "Gry o Tron" xD
Następnie oko zamyka się, a ja zasypiam.

Rankiem razem z mamą wychodzimy z domu, by udać się na nadmorską plażę, parę kilometrów od domu (!). Jak zwykle jest piękny, słoneczny dzień, idealny na kąpiel. Chcę opowiedzieć mamie przygodę z drzewem i okiem, ale nie udaje mi się. Ona bowiem idzie pieszo, a ja udaję się inną drogą na przystanek. Stwierdzam, że opowiem jej na miejscu. Czekam na autobus, wsiadam i jadę parę przystanków. Po drodze mogę przyjrzeć się bliżej miasteczku, które przypomina wielki kurort letniskowy, z białymi budynkami i szerokimi ulicami.
Wysiadam na przystanku kilkaset metrów od morza. Gdy próbuję postawić parę kroków na chodniku, ze zdumieniem widzę, że mam na nogach rolki (!). W tym momencie następuje przebłysk świadomości.
Odruchowo stosuję derealizację, ADA, robię TR z nosem. Wynik pozytywny wiąże się z niemałym zaskoczeniem. Nie chce mi się wierzyć że to sen, wszystko jest zbyt realne, prawdziwe. To nie może być sen.
No ale... Jak nie, jak tak :P Ponawiam TR-a z nosem, mam co prawda trudności ze wciąganiem powietrza, ale mogę oddychać. Super. Idę więc dalej, myśląc, co by tu można zrobić. Przy okazji zauważam, że dzień nagle zmienił się w ciemną noc.
Dochodzę do zakrętu, i chcę żeby droga przede mną się wyprostowała. Zamykam na moment oczy i wyobrażam sobie prostą drogę (wiem, błąd :P). Rzecz jasna nic się nie dzieje. Mimo tego nie czuję się w żaden sposób zrażony. Idę dalej. Mijając grupę jakichś typków spod ciemnej gwiazdy, wołam do nich: "To jest sen!", z niejakim wahaniem, gdyż wiem jak to idiotycznie brzmi. Skręcam na kolejnym zakręcie i wchodzę na ulicę biegnącą wzdłuż brzegu morza. Myślę sobie, że dobrze by było zrobić z powrotem dzień. I tu znajduję dość ciekawy sposób: Zamykam oczy i wizualizuję sobie zwiększającą się jasność pod powiekami (światło słońca przebijające się przez cienką skórę powiek). Faktycznie, jest coraz jaśniejsze. Gdy otwieram oczy, z satysfakcją stwierdzam, że jest świt. Zamykam oczy jeszcze na chwilę, i gdy je otwieram, jest już piękne, słoneczne południe.
Teraz zamierzam sobie polatać. Na początku wzbijam się w powietrze, machając komicznie rękami i nogami. Latać można, ale bardzo powoli i trzeba się nieźle namęczyć. Dochodzę do wniosku, że o wiele łatwiej będzie po prostu... popłynąć żabką w powietrzu. Udaje się! W tej chwili mogę latać szybko, i dość sprawnie manewrować nad ziemią. Lecę w stronę wielkiego drzewa rosnącego na brzegu, pod którym kąpie się moja koleżanka z liceum. Widząc mnie, wydaje okrzyk zdumienia (nic dziwnego ;)). Ja napotykam problemy z lataniem wśród gęstych gałęzi, co skutkuje chwilową utratą kontroli. Spadam w dół, ląduję w wodzie obok koleżanki.
Dopływam do brzegu, myślę, co by tu jeszcze zrobić...
W tym momencie orientuję się, że mam zamknięte oczy. Próbuję je otworzyć, ale wiem, że tym razem otworzę je naprawdę.
I tak też się dzieje. Nie jestem już nad morzem, tylko... U babci w Śremie (!!!!!). I wydaje mi się, że to już realny świat. Wykonuję TR z nosem, który daje dziwaczny wynik, bo jednocześnie mogę oddychać i nie mogę. Całkiem jakbym miał 2 ciała. Dopiero po dłuższej chwili czuję momentalne uczucie "zasysania" i budzę się naprawdę, u siebie w domu. Zdziwienie nie do opisania :D


RE: Światy Avallac'ha - incestus - 29-04-2015

No kurde, kolejna osoba, u której masę LD zaczyna się w domu babci. Moja mieszka w Cieszynie i pokój w tym mieście jest u mnie notorycznym punktem wyjścia świadomych snów.

Nie istnieje podział snów na poziomy, tak jak w Incepcji. Powodem takiego przebiegu snu była twoja senna uważność i pamięć snów - podczas całego snu o zasypianiu pamiętałeś o poprzedniej pobudce, więc kiedy pojawił się motyw fałszywego wybudzenia naturalnie przyjąłeś, że musisz obudzić się u babci.

Bardzo dobry pomysł z prześwitywaniem przez powieki, na takim kombinowaniu polega właśnie kontrola snu, ja jednak nie odważę się zastosować nic związanego z zamykaniem oczu we śnie, zbyt głęboko się zraziłem :)


RE: Światy Avallac'ha - wampia - 29-04-2015

Super :D Gratulacje, jak widać "praktyka czyni mistrza". Masz o wiele wiekszą kontrolę niż we wcześniejszych LD, to wróży dobrze na przyszłość ;)

A wgl to zazdroszczę, że Ty znowu miałeś LD, a ja znowu nie :( :)


RE: Światy Avallac'ha - Avallac'h - 01-05-2015

01.05.2015


Pamiętam jeden bardzo długi sen (po części o LD) z naprawdę dobrą fabułą :D
Czytając, możecie się pogubić w geografii snu, więc na samym dole zamieszczam mapkę z zarysami świata i zaznaczoną trasą wędrówki ;)

--- Średniowieczna Incepcja ---

Jestem razem z paroma osobami na wakacjach w Wielkiej Brytanii (na pewno są tam moja mama i babcia). W trawiastej kotlince, otoczonej zewsząd stromymi skałami, odbywa się własnie jakiś wielki festyn czy inna uroczystość. Musimy przepychać się przez tłum ludzi. Po lewej zauważam też między skałami dziwaczną, kamienną płytę, wyglądającą jak zamknięte drzwi.
Na początku fabuła jest szczątkowa, biorę autograf od obecnego na festynie Jarosława Grzędowicza i szukam jakiegoś plakatu przedstawiającego Sansę Stark z Gry o Tron w towarzystwie wielkiego niedźwiedzia (!). Później idziemy dalej na południe, ku granicy z Danią....
Tutaj warto opisać dziwaczną geografię świata snu. Wielka Brytania jest tu bowiem przedstawiona jako półwysep (podobny do Półwyspu Jutlandzkiego), gdzie na północy znajduje się Walia, poniżej Anglia, a na samym dole Dania!
Duńczycy okazują się bardzo agresywnym, koczowniczym ludem, jesteśmy zmuszeni uciekać z powrotem na północ. Tym razem jednak wybieramy drogę samym brzegiem, wąskim skrawkiem lądu między morzem a pasmem gór (we śnie wszystko jest zminiaturyzowane, każdy z krajów mierzy wszerz kilkaset metrów). Podróż, pomimo rozmiarów półwyspu, zajmuje nam tydzień. Wreszcie z powrotem docieramy do Anglii.
Tym razem Anglicy są na nas wściekli. Ostatnio obiecaliśmy ponoć, że już nigdy nie postawimy stopy w ich kraju. Na dodatek uważają nas za czarowników, gdyż po raz kolejny przybywamy z północy, choć widzieli, jak ostatnio odchodziliśmy na południe... Pytają, jak to możliwe. Widocznie nie wiedzą o tym, że istnieje przejście na wschodzie, za pasmem gór.
Tak więc podchodzę do ich wodza (wielki brodaty blondyn, wygląda jak archetypiczny Wiking :P) i wchodzę na smartfonie w aplikację Google Earth. Pokazuję mu mapkę, tłumacząc, że Duńczycy nas przepędzili z powrotem na północ i pokazuję, którędy dokładnie szliśmy. On jednak nadal nie rozumie.
W tym momencie zaczyna się naprawdę dobra fabuła, żywcem wyrwana z "Incepcji". Dosłownie.
Chcemy zabrać wodza w podróż, by sam obszedł półwysep. Jesteśmy jednak tak zmęczeni i wykończeni... Że postanawiamy zrobić to we śnie! Tworzę w swoim LD świat identyczny jak ten "prawdziwy" i wciągam do niego swoich towarzyszy oraz angielskiego wojownika. Oni wszyscy wiedzą, że to sen, oprócz wodza oczywiście :P
Na próbę robię TR z nosem, na moment podrywam się w powietrze. Mama i babcia są zachwycone światem snu, ale nie mogą tego zbytnio okazywać, by wojownik się nie zorientował, że coś jest nie tak.
Tak więc ruszamy w podróż na północ, wzdłuż gór. Towarzyszy nam wielki niedźwiedź, ten sam co na plakacie z Sansą Stark xD Mijamy po drodze jakieś małe miasteczka i wioski, śpimy pod gołym niebem... W pewnym momencie stwierdzam, że nie chce mi się iść przez tydzień, i skoro to mój LD, sprawię, że tydzień minie w mgnieniu oka. Mama jednak oponuje. Mówi, że wówczas wojownik zacznie coś podejrzewać. No cóż, idziemy więc dalej.
Po jakimś czasie wchodzimy do wielkich podziemi. Idziemy dość długo ciemnym tunelem, aż w pewnym momencie po lewej stronie widzę wielką szybę i znajdujące się za nią pomieszczenie. Jest białe i sterylne, przypomina coś w rodzaju biura. Kilkunastu ludzi pracuje tam przy komputerach. Zastanawiam się, czy jest tam jakaś ładna dziewczyna, i prawie natychmiast zauważam śliczną blondynkę (w końcu to LD :D), która patrzy na mnie i się uśmiecha. Natychmiast stwierdzam, że jednak przewinę te parę dni, bo niby dzięki temu będę mógł spędzić z dziewczyną więcej czasu (!). Niestety, towarzysze znów oponują.
Na końcu tunelu znajduje się gładka, kamienna płyta. Rozpoznaję w niej dziwną bramę, którą widziałem z zewnątrz na festynie. Oznacza to, że jesteśmy już w Anglii... Nagle słyszymy z drugiej strony stukanie. Ktoś krzyczy coś po niemiecku.
Wpadamy w panikę. Wiemy, że Duńczycy nie mogą nas tu znaleźć. Na szczęście jeden z moich towarzyszy zna niemiecki i zaczyna rozmawiać z ludźmi po drugiej stronie. Okazuje się, że chcą oni jedynie zaprosić nas na wybory nowego króla (!).
Tu niestety sen się kończy.

Link do mapki snu, na czerwono zaznaczyłem trasę, jaką przeszliśmy w "niby LD" razem z angielskim wodzem. Zielony punkt to kamienna płyta:
http://i.imgur.com/nt1WYjq.jpg?1


RE: Światy Avallac'ha - wampia - 01-05-2015

Trochę pokręcone, ale sen ciekawy :D Wiedziałam, że podróż z wikingiem się pochrzani i albo trasa się zmieni albo coś wam przeszkodzi w trasie :p


RE: Światy Avallac'ha - Pozmieniacz - 04-05-2015

jesteś tak zakręcony, spróbuj raz się wcielić w jakąś postać :D i opisz odczucia oczywiście :)


RE: Światy Avallac'ha - Avallac'h - 05-05-2015

Ostatnio mało piszę i będę nadal pisał mało, gdyż własnie mam matury... I trza się uczyć zamiast przesiadywać na Internetach i wypisywać dziesiątki stron snów :P Ale akurat mam trochę czasu, więc opiszę to, co śniło mi się przez parę ostatnich dni. Mam nadzieję, że lektura będzie miła, bo ostatnio mam naprawdę niezłe schizy... :D

02.05.2015


--- Obiad na wieży w AC ---

Gram w Assassin's Creed, widzę i czuję oczywiście to samo co bohater, po prostu wcieliłem się w postać z gry. Jest ciemna noc, łażę po ścianach budynków w jakimś mieście z licznymi kanałami, chyba Wenecji. Idę przez miasto, przeskakując z dachu na dach, aż wreszcie docieram do podnóża gigantycznej, wąskiej i wysokiej jak wrzeciono wieży z białego metalu. Wspinam się po niej, podpierając dłonie i stopy na malutkich szczebelkach, które wyglądają tak, jakby w każdej chwili miały się złamać pod moim ciężarem :P
Wreszcie docieram na szczyt (widok absolutnie nie dla osób z lękiem wysokości), przynajmniej 100 metrów nad ziemią. Jest tam mała platforma, na której siedzi Bronn z Gry o Tron (!). Własnie kończy coś jeść, wskazuje mi talerz z mięsem i ziemniakami, mówi, że to obiad dla mnie XD

--- Zasmarkany kolega ---

Jestem w swojej starej szkole, mam na sobie biały garnitur. Jeden z kolegów cały czas ma katar, gdy wysmarkuje się w chusteczkę, widzę na niej mnóstwo krwi... Następnie wręcza mi tą własnie chusteczkę, a ja chowam ją do kieszeni facepalm i chodzę tak z nią przez resztę dnia.
Następnie razem z tym samym kolegą idę ścieżką dookoła swojego osiedla. W pewnym momencie zauważamy wielkie jak słoneczniki, czerwone kwiaty. Stwierdzamy, że to muszą być lilie. Gdy podchodzimy bliżej, dostrzegamy latające między kwiatami kolibry. Śpiewają tak pięknie (do teraz pamiętam z grubsza melodię), że stoimy we dwójkę, nic nie mówiąc przez dobre parę minut, jedynie wsłuchani w ptasi śpiew. W końcu dociera do mnie, że to bardzo dziwne, bo przecież kolibry nie śpiewają, a jedynie piszczą... W tym momencie kolega pokazuje mi dziwaczny, drewniany flet, i mówi, że to on grał piękną melodię (?!). Dodatkowo, okazało się, że ma ona przyciągnąć do nas stado wilków, z którymi kolega kiedyś się zaprzyjaźnił. Rzeczywiście, po chwili widzę, jak przez ciągnące się do horyzontu trawiaste pagórki biegnie ku nam wilcza wataha.

03.05.2015


--- Zając i miś ---

Bardzo ciekawy i filmowy sen, całkiem inny od dotychczasowych :)
Głęboka noc. Rysunkowy (bajkowy) zając postanawia wybrać się w podróż do Sydney. Idzie chodnikiem wzdłuż szerokiej ulicy, przez całkowicie wymarłe miasto. Przeskakuje przez stojące na chodniku samochody, przewrócone latarnie... W pewnym momencie przypadkowo potrąca leżącego wśród nich wielkiego białego misia (wygląda jak pluszowy lub kreskówkowy), raniąc go w jakiś sposób. Misiu wścieka się, chwyta jakieś widły (kosę?), i rzuca się w pogoń za zajączkiem.
Ten ucieka szybko (wcielam się w niego), świecąc przed siebie latarką. Ulica zmienia się też w szeroki, pustynny kanion. Zając idzie szybkim krokiem, co pół metra zostawiając w piasku dziurkę (robi je patykiem). Idzie tak nieprzerwanie przez tydzień (!!!), a potem skręca w prawo, ku otwierającemu się w skalnej ścianie kolejnemu wąwozowi, bardzo wąskiemu, na około 2 metry. Idzie nim kolejny tydzień (!!!) (cały czas jest ciemna noc).
Jest bardzo zmęczony, ale nie może zwalniać, bo miś jest całkiem niedaleko za nim, może widzieć światło latarki zająca i słyszeć jego głośny oddech. Ja orientuję się, że to wszystko to film, który kiedyś już oglądałem (oczywiście to nieprawda), i teraz oglądam go drugi raz, siedząc przed telewizorem u babci. Dziwaczne, jakbym się rozdwoił, zarówno oglądam bajkę o zającu, i jestem zającem! W każdym razie od tego momentu wiem dokładnie, co wydarzy się później.

Wreszcie zając dociera do Sydney. Miasto jest niewielkie, położone na wielu malutkich, płaskich wyspach, na skraju morza. Zając mija parę ulic, aż nagle spotyka... białego misia! Miś ciągnie jakąś wyładowaną taczkę, ale gdy dostrzega zająca, rzuca się na niego z widłami i nożem. Siłują się jakiś czas, w pewnej chwili miś stwierdza, że walka jest nie fair i daje zającowi nóż. Po chwili obaj dochodzą do wniosku, że walka nie ma sensu, przecież znają się od dawna i są przyjaciółmi (!). Misiu mówi, że musi pracować tu, w porcie, za marne pieniądze, bo i tak nie może pójść nigdzie indziej. Ludzie rozpoznaliby w nim pluszową zabawkę, gdyż cały czas ma przyklejoną do pleców kartkę z kodem kreskowym XD XD XD
Zając postanawia mu pomóc i z trudem zdrapuje z pleców karteczkę i resztki kleju. Teraz obaj są wolni i mogą iść gdzie tylko chcą....
Później działo się jeszcze trochę w Sydney, ale nie będę przesadzał z długością tekstu :P


05.05.2015


Dzisiaj miałem strasznie realistyczne i szczegółowe FA, ale przede wszystkim... męczące. Mianowicie, musiałem iść na maturę do szkoły pieszo przez całe miasto, a zostało mi tylko 20 minut! Na dodatek zgubiłem się wśród małych uliczek... Koszmar. Ulga, gdy obudził mnie budzik na 2 godziny przed egzaminem była nie do opisania :D


RE: Światy Avallac'ha - Avallac'h - 07-05-2015

06.05.2015


--- To nie są ludzie... ---

Najstraszniejszy sen od wielu lat... Przy okazji na 90% obudziłem się z paraliżem, przez co miałem dziwaczne omamy związane z FA. Super :D

Jestem w chacie na jakimś odludziu, patrzę przez brudne okno, obserwując słońce znikające za granicą lasu. Gdy robi się ciemno, zaczynam chodzić w tę i z powrotem po izbie, oświetlonej jedynie blaskiem świec. Na krześle przy stole siedzi moja mama, tuląc do piersi małe dziecko. Śpiewa przy tym dziwnie znajomą piosenkę... Której teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć.
W pewnym momencie gubię się (xD) wśród szafek, krzeseł, skrzyń i wszystkiego innego, czym zawalone jest wnętrze chaty. Chodzę wręcz po omacku, aż wreszcie wracam do stołu... Przy którym widzę małe dziecko z odciętą głową! Mama stoi nad nim, jej twarz jest biała a oczy całkowicie czarne... Nagle leżę na łóżku w rogu izby, a ona siedzi obok mnie, i czuję, jakby jakaś siła wgniatała mnie pod ziemię.
Teraz dzieje się dziwna rzecz. Nie wiem, czy to był prawdziwy przebłysk świadomości, ale mówię sobie: "To sen, chcę się znaleźć gdzie indziej". W tym momencie przenoszę się nagle do swojego starego mieszkania na 7 piętrze. Jest tam oprócz mnie parę osób (w tym babcia). Jest chyba jakaś uroczystość, jedzą ciasto. Babcia bez przerwy mówi o maturze, i o tym, jak się mną przejmuje. Oczywiście doprowadza mnie to do szału, więc mówię jej: "Cicho bądź, i tak nie jesteś prawdziwa."
Babcia rzeczywiście milknie, ale nagle zauważam coś dziwnego. Choć na pierwszy rzut oka wszystko jest z nią w porządku, widzę, że siedzi w nienaturalnej pozycji, jest dziwnie powykrzywiana i z każdą chwilą zmienia się wyraz jej twarzy... Coś w jej wyglądzie mnie przeraża, tak więc wmawiam sobie, że chcę się obudzić.
I teraz najlepsze. Momentalnie całe otoczenie rozmywa się, zamienia w szaro-czarne smugi, jak atrament wlany do szklanki z wodą. Babcia i pozostałe osoby (chyba 3) zmieniają się nie do poznania... Teraz są to wychudłe, wysokie postacie o opalizująco czarnej skórze, stoją nade mną bez ruchu. Nawet nie jestem pewien, czy widziałem ich ręce i nogi, ale na pewno mieli głowy - małe i pozbawione oczu. Ogarnia mnie kompletny strach, dociera do mnie że tak właśnie wyglądają naprawdę postacie w snach.
Orientuję się, że leżę u siebie w łóżku. Nie próbuję się ruszyć, bo pamiętam, że nie wolno tego robić podczas paraliżu. Staram się też nie patrzeć na ciemne postacie, więc zwracam wzrok za okno, skupiam się na prześwitującym przez rolety świetle latarni...
Z tym, że za moim oknem nie ma żadnej latarni o.O
Z każdą chwilą światło staje się coraz większe i jaśniejsze, w końcu zalewa całe moje pole widzenia. Dopiero po dłuższej chwili okazuje się, że już się obudziłem (naprawdę) i ta jasność to po prostu światło słoneczne przebijające się przez moje zamknięte powieki.
Krótko mówiąc, schiza jakiej jeszcze nie było :D

Na dokładkę wiersz zainspirowany powyższym snem:

Zaszło słońce, słowik umilkł,
Światło już się mroczy.
Księżyc wpełza zza okiennic,
Sypie piaskiem w oczy.

Coś dobija się do okien,
Raz za razem, stuka.
Czy to wiatr? To wiatr, mamusiu?
Może przyszła buka!

Czemu, czemu nie odpowiesz?
Czemu się uśmiechasz?
Dłonie zimne masz jak metal,
Twarz białą jak z mleka.

Przytul mnie, mamusiu, przytul,
Tak właśnie, jak miło...
Oby tylko to stukanie
Mi się nie przyśniło...

Czemu ściskasz coraz mocniej,
Palce w gardło wbijasz?
Czemu, mamo, powiedz, czemu
Krew mi z gardła spijasz?

Zaszło słońce, słowik umilkł,
Światło już się mroczy,
Noc w swej szacie z gwiazd utkanej
W mroku przez wieś kroczy.


RE: Światy Avallac'ha - wampia - 07-05-2015

No ładna schiza. Wyobraziłam sobie siebie na Twoim miejscu i jak pewnie sama bym była przerażona. Brr :D