![]() |
|
Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--44) +--- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--14) +--- Wątek: Dziennik snów Sennego Spacerowicza (/Temat-Dziennik-snow-Sennego-Spacerowicza--2877) |
RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Isabela - 02-04-2024 Plus za: - te stare rury i rozciągnięte okno - pisk sennego paraliżu - bujanie się między snem a jawą - ścianę z białych cegieł - kulki śnieżne - testowanie techniki relaksacyjnej we śnie - Awokado Adasia - przywoływanie psychologa - wodę święconą pitną - przeistoczenie gotówki w wyrób cukierniczy. W Gangu Ajseniaków do zdobycia Inteligentny Inces, Sadystyczny Sławek, Tragiczny Traveler, Introwertyczna Iza, Krynżowy Kys oraz Nieodgadniony Neuro. RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Dream Walker - 03-04-2024 Noc 02/03 kwietnia 2024
Spontaniczne WBTB ~5h snu. Zapamiętałem 2 dłuższe fragmenty snów nieświadomych kiepskiej jakości.
Robię MILD'a, mam problem z zaśnięciem. Po ~10 minutach wizualizacji uświadomień i znaków sennych odpuszczam, bo nie mogłem zasnąć. Relaksuję się koncentrując się na punktach na ciele (61 points relaxation).
Mam jeden sen nieświadomy, potem uświadamiam się w trakcie paraliżu sennego.
Po paraliżu wstaję z łóżka, jestem w domu rodzinnym. Wołam ex, chciałem z nią porozmawiać.
Mój tata wychodzi z łazienki i mówi
- Tej nocy jej nie wezwiesz
Pytam dlaczego - twierdzą, że ma urodziny i z tego powodu mi się nie uda. Przechodzę do innego pokoju, wołam dalej. Siostra mówi
- Odpuść sobie.
Ja mówię:
- Ale ona nie ma urodzin, mamy kwiecień. Pamiętam, że ma urodziny dnia ...
Całkiem szybko przypomniałem sobie kiedy ma urodziny w rzeczywistości. Senne postacie dalej się upierały i mówiły, abym odpuścił, więc odpuściłem. Przechodzę do pokoju z komputerem, chciałem na niego wejść i poszukać inspiracji. Obok komputera stoi wielka puszka z napisem "MENTOS". W tej puszce jest mnóstwo mentosów. Biorę kilka, jem. Mają smak owoców leśnych, całkiem przyjemne. Potem zdaję sobie sprawę, że mają nikotyne. Przez następne kilkanaście sekund czuję przypływ energii jak po wzięciu potężnego bucha e-fajki. Zmysły mam wyostrzone, czuję orzeźwienie. Stoję i pomyślałem
- Koniec czasu na pierdoły.
Przypominam sobie, że chciałem wykonać obrzęd duchowy w swoim śnie, pytam więc taty
- Tato, poszukuję maski starożytnych ludów, chcę wykonać obrzęd.
Dostaję maskę, jest bardzo podobna do kominiarki, ma szary kolor. Gdzienigdzie ma wszyte dodatkowe pomponki, dzięki czemu maska wygląda na straszną. Ubieram maskę, mój wzrok jest ograniczony, fragment mojej wizji jest przysłonięty przez materiał. Poziom mojej uważności spada. Przyglądam się sobie w lustrze, wyglądam jak rabuś. Zaczynam krzyczeć i tańczyć. Do mieszkania z kopniaka wbiega jakiś bandyta z kałachem. Orientuję się, że mam pod ręką broń. Zaczynamy strzelanine, jest jeszcze kilku jego towarzyszy. Strzelają do mojej rodziny, ja ich po kolei wyklikuję z mojej giwery. Po wszystkim ostrożnie obserwuję mieszkanie i szukam nieścisłości. Widzę, że telewizor jest inny niż w rzeczywistośći
Doszedłem do wniosku, że ciężko jest mi znaleźć coś, co może mnie we śnie zaskoczyć. Sen był calkiem stabilny.
Wychodzę na parapet, otwieram okno, chcę wykonać skok. Robię ADA i testy rzeczywistości. Wszystkie są fałszywe, jestem zaskoczony, ale jakaś część mnie mówi, że to sen. Zeskakuje, ląduje pod blokiem. Robię sobie spacer, mijam auto, myślę
- Może spróbuję się nim przejechać?
Gdy wchodzę do auta, teleportacja
Jestem w tramwaju, mrugam do jakiejś laski, ona mi odmruguje. Potem widzę, że obok stoi moja młodsza siostra, rozgrywa się fragment snu nieświadomego. Potem w tramwaju sięgam po książkę. Czytam jej treść, ale literki mi przeskakują. Jestem zaskoczony, bo treść wydaje mi się rozsądna. Z tego co zapamiętałem to treść książki podkreślała rolę rozsądku w teraźniejszości w kształtowaniu swojej przyszłości. Było w niej coś jeszcze o jakichś filozofach. W skrócie to o czym czasem myślę za dnia.
Zamykam książkę, szukam autora i tytułu: "NULBI NULBI" - tytuł książki. Szukam autora, nie ma. Okładka książki była dosyć specyficzna - miała trzy wytłuszczone paragrafy, jedynie tytuł był na środku, a dwa pozostałe paragrafy nijak rozmieszczone. Na okładce książki były jakieś rozciągnięte plamy na zielonym tle. Obserwuję książkę, obracam ją kilka razy, zamienia się w pudełko. Obracam pudełko po raz kolejny i widzę na nim obrazek na czarnym tle, który jest animowany. Jest to obrazek mężczyzny w stroju Stalkera z bronią. Stój jest z powieści Metra Dmitriego Glukhowskiego. Za bohaterem widzę białe paski, jakby deszcz kul, które lecą w lewy dolny róg okładki, wszystko się rusza, ma utopijny charakter. Widzę prawy górny róg, czerwony, tłusty napis:
- "Metro 2934, Dmitry Glukhowski"
Obracam pudełko po raz kolejny, widzę drugi obrazek, zupełnie inny niż pierwszy. Również jest animowany, jednak gdy go obserwuję, stwierdzam, że ciężko mi będzie to spamiętać, więc rzucam magiczne pudełko za siebie.
Znowu jestem w paraliżu, tkwię w nim chwilę. Próbuję oobe. Podnoszę lewą nogę do góry, czuję opór jakbym pchał worek foliowy. Obracam się, udaje mi się wstać z ciała.
Widzę ciało na łóżku, z którego wstałem, przypomina mnie, jednak ma płaską twarz bez oczu. Siedzę na łóżku, w mieszkaniu (to nie było miejsce, w którym zasnąłem) jest szaro i ciemno. Wszędzie są zasłonięte okna. Za oknem słyszę rozmawiających ludzi. Mówię na głos
- Czy to jest oobe?
Wykonuję ruch ręką i udaje mi się wypchnąć kulę światła, która leci przez mieszkanie, by potem zgasnąć. Próbuję to powtórzyć, nie udaje mi się. Gdy wstaje z łóżka słyszę szelest, widzę w kącie pokoju Slendermana, krzyczy, jest cały najeżony. Biegnie w moim kierunku, ja się wycofuję. Czekam, aż sobie pójdzie, jednak bezskutecznie. Zaczynam się obawiać, czy jest jakimś demonem z zza światów. Próbuję wrócić do "ciała", (które mocno przypominało manekin) leżę na nim. Zamykam i otwieram oczy, połowę mojego obrazu wypełnia "rzeczywistość", w której jest jasno i widzę jakby inne łóżko, a druga połowa obrazu to dalej jest ten senny świat. Próbuję wcisnąć się do ciała, nie wiem jak się obudzić. Slenderman mija przejście do pokoju, rozgląda się, ja tylko mam nadzieję, że mnie nie widzi. Nagle patrzy w moim kierunku, otwiera usta i krzyczy, rzuca się na mnie, a ja się budzę.
Ogólnie jest dobrze. W samym LD było łatwo mi się utrzymać, badałem stabilność snu i poczucie zanurzenia, które były przyzwoite. Poza spadkami świadomości chociażby podczas tego obrzędu z kominiarką, jest okej. Ten obrzęd to nie było to czego poszukiwałem, szukałem czegoś mistycznego, a to była tylko senna fabuła narzucona przez luźne skojarzenie z kominiarką. Trzy rzeczy mi się spodobały - książka, karton z animowanymi obrazkami (te obrazki były na prawdę ciekawe) oraz końcówka LD z "oobe". Oobe to nie było, myślę, że zwykłe LD, ale poczułem delikatny dreszczyk w trakcie tego snu. Trochę niepotrzebnie uciekam przed sennymi postaciami, ale one zawsze mnie gonią i atakują...
RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Dream Walker - 19-04-2024 Noc 18/19 kwietnia 2024
Swiadomy sen po WBTB - 5h snu i 50 minut medytacji z relaksującą muzyką i techniką relaksacyjną "61 points relaxation".
Gdy po WBTB leżałem, zacząłem wpadać w stan relaksu. Na słuchawkach miałem relaksującą muzykę. Doznałem paraliżu sennego. Wypróbowałem technikę, o której wspominał Robert Monroe, dzięki której można opuścić ciało. Technika polega na wyobrażeniu sobie w trakcie paraliżu, że się unosi lub lata. Zauważyłem też, że pomogło mi to w pogłębieniu paraliżu. Ja dodatkowo zauważyłem, że ta technika działa lepiej jak wyobrażę sobie, że wpadam w poślizg, np na lodzie i koncentruję się na doznaniu "upadku na plecy". Gdy sobie wizualizowałem wznoszenie się, nagle wyrzuciło mnie z ciała i to była ciekawa sprawa, bo kilka razy jako "duch" przenikałem przez ściany i nie byłem w stanie opanować lotu. Zdarzyło się to kilkukrotnie i było to dla mnie nowe doznanie - wypadłem z ciała i coś ciągnęło mnie w dół przez piętra, przenikałem ściany i przed oczami widziałem jakby mgłę. W jednym z takich epizodów wypchnęło mnie do przodu i przeniknąłem przez firankę, ale coś mnie zatrzymało kilka metrów dalej. Wpadałem w lęk - obawiałem się widoku swojego ciała, na które ostatecznie nie spojrzałem. Czułem jednocześnie ciało astralne i fizyczne. Dodatkowo obawiałem się astralnych duchów i demonów. Nie wiedziałem też w jaki sposób mogę wrócić do swojego ciała, gdy już dojdzie do dłuższego czasowo oddzielenia. Jeszcze na wpół czując swoje ciało zaczynałem machać rękami i palcem u ręki, aby wrócić do ciała. Paraliż nie chciał ustąpić, był głębszy niż w LD. Machając intensywnie przez jakieś 30 sekund, dopiero potem zaczął ustępować. W jednym momencie miałem wrażenie, że podnoszę rękę o pół metra do góry, a podniosła się jedynie o kilka centrymetrów. Widziałem to przez przymróżone oczy, nie do końca zrozumiałem dlaczego. Po zabawach z "OOBE" spróbowałem wtopić się w świat snu i pojawiłem się w swoim pokoju. Ogólnie jeszcze będę próbował eksplorować ten temat. Jestem jednak zdania, że OOBE to takie LD z nutką autosugestii, która może wpływać na jego jakość. W tym świadomym śnie większość czasu próbowałem znaleźć odpowiedź na moje pytanie "Jak mogę porozmawiać z moją ex w realu". xD Przyzwałem ją - wyglądała inaczej niż w rzeczywistości, miała rudawe włosy. Zadałem jej pytanie, dlaczego wyglądasz inaczej? Była w tym śnie nieuchwytna, zadawałem jej pytania jak mogę się z nią skontaktować, nie uzyskałem odpowiedzi. W LD próbowałem również czytać książki z instrukcją "jak odzyskać swoją ex". Goddamn desperate... Tak na prawdę spostrzegłem, że były to wiersze, które dobrze się czytało i fajnie się rymowały. Pomyślałem wtedy - "Fajna inspiracja do pisania" Gdybym chciał zapamiętać cały wiersz (zastanawiałem się nad tym), raczej nie byłbym w stanie, ale obróciłem głowę na chwilę, by ponownie spojrzeć i cały tekst się zmienił w inny wiersz. Dodatkowo, gdy stałem na przedpokoju domu pomyślałem, że przecież mam telefon i że mogę zadzwonić do mojej ex. Próbowałem wyczuć, gdzie mam swój telefon, jednak nie miałem go przy sobie. Zapytałem senne postacie, gdzie mogę znaleźć mój telefon. To było ciekawe, bo kilka różnych postaci sugerowało mi gdzie go znajdę. Gdy go znalazłem, zacząłem go przeglądać. Pamiętam, że próbowałem przejrzeć messengera oraz smsy, ale nie pamiętam zetknięcia z interfejsem telefonu. Ostatecznie też dzwoniłem do byłej, ale nie pamiętam treści rozmowy. W jednym z momentów w LD próbowałem wykonać teleportację. Nie bardzo pamiętam gdzie chciałem się przeteleportować. Zakryłem oczy (zamiast ich zamykać, nauczony poprzednimi LD. Zazwyczaj obracanie się z zamkniętymi oczami w moim wypadku powoduje wybudzenie), zacząłem się kręcić. Kręcę się i jakoś po 10 obrotach zacząłem się unosić do góry, oderwałem nogi od podłoża. Nie pamiętam gdzie mnie ostatecznie przeniosło. Pamiętam jeszcze, że w LD zaczepiła mnie kobieta z dużym biustem. Dalsza część LD zrobiła się niezwykle płytka. Kilka razy wyrzucało mnie ze snu, a ja utrzymywałem się we śnie trąc ręce o siebie i koncentrując się na doznaniach kinestetycznych. Momentami też to poprawiało jakość snu. Trochę błądziłem we śnie i próbowałem znaleźć sposób na stabilny sen. W końcówce snu stałem na schodach, dookoła mnie było dużo sennych projekcji. Już zrezygnowany wołam do nich - Moje drogie senne projekcje, wiem, że jesteście mną, ale może wiecie coś, czego ja nie wiem. Jest was sporo, czy mogę liczyć na waszą pomoc? Czy macie może pomysł w jaki sposób mogę odezwać się do swojej ex, by chciała ze mną porozmawiać? - Może spróbuj poprosić o szczerą rozmowę Następnym razem chyba przeprowadze egzorcyzmy w LD by zapomnieć o niej. Dalej nie pamiętam co się działo. Opis tego LD jest po 9h snu (w międzyczasie były też sny nieświadome). RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Dream Walker - 02-05-2024 Noc 01/02 maja 2024
W nocy zapamiętałem jeden sen nieświadomy, spałem około 6h. Po tych 6h pobudka 9:30-11:15, bo byłem u fryzjera i w sklepie. Jak wróciłem to zasnąłem koło godziny 12 i spałem 2,5h - okna zostawiłem odsłonięte i otwarte przez co w mieszkaniu było jasno i głośno. Od jakichś dwóch tygodni śpie dziwnie. Dużo drzemię w ciągu dnia.
Gdy się położyłem to czułem, że będę miał paraliż senny. Po 15 minutach leżenia wpadłem w niego dosyć naturalnie.
Towarzyszyły temu liczne hipnagogi dźwiękowe: pisk, szelesty i trzaski w pokoju. Przez moje ciało przechodził ciepły prąd. Chwilę leżałem w tym stanie i mu się przyglądałem, miałem wrazenie, że moje mięśnie jeszcze troche są napięte. Zacząłem się zastanawiać dlaczego w przeszłości stan paraliżu sennego powodował u mnie tyle strachu i lękowych hipnagogów - obecnie nie doznaję lęku. Spróbowałem rozluźnić ręce i tułów, przez moje ciało przeszła fala ciepła, miałem wrażenie, jakbym bardziej się zatopił w łóżku. Po kilku minutach leżenia zauważyłem, że odpływam w myśli, więc zatrzymałem się i skoncentrowałem na oddechu. W pewnym momencie już granica między jawą, a snem się zatarła - czułem połowę sennego ciała - gdy podnosiłem prawą dłoń do góry to przez chwilę była lekka jak piórko, jednak po chwili uderzałem w "barierę" i spowrotem czułem fizyczne ciało. Eksperymentowałem chwilę i zauważyłem, że bardzo subtelne ruchy umożliwiają mi swobodne poruszanie się. Potem przypomniałem sobie o OOBE, jednak czułem lęk. Wizualizowałem sobie, że robię salto w tył i że zapadam się na plecy, ale nie wyrzuciło mnie z ciała.
Sen był bardzo płytki, stałem w swoim pokoju. Ruchy były ograniczone, oczy zamknięte. Próbowałem je dotykać, przemywać, zapalać światło, zdejmować gogle. Ogólnie wszystkie sztuczki jakie mi przyszły do głowy, jednak bez skutku, obraz nie chciał się pojawić. Momentami otwierałem fizyczne oczy, albo mi się zdawało, ale widziałem swój pokój z pozycji leżącej na łóżku. Potem gdy obraz snu już się pojawił przejrzałem się sobie w lustrze. Momentami przed oczami miałem poduszkę na której spałem. Następne co zrobiłem to zeskoczyłem przez balkon do sąsiadów, byłem ciekaw co tam znajdę. Dalej pamiętam, że pojawiłem się w szkole (miejsce, które często mi się śni) i rozmawiałem z jakąś atrakcyjną kobietą - rozmawiałem z nią o stosunku. Powiedziała, że się zgodzi, jak udamy się do sklepu. Pojawiliśmy się w sklepie, ale potem to już zapadłem w słodki n-rem i nic ciekawego się nie działo.
RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Dream Walker - 27-05-2024 Noc 26/27 maja 2024
Zebranie huliganów
Siedziałem w domu rodzinnym przy komputerze, który znajdował się przy oknie. Grałem w gry ze znajomymi, a dokładniej w counter strike'a. Pamiętam mapy, które ogrywałem i to co na nich robiłem. Komunikowałem się ze znajomymi poprzez Discorda. W pewnym momencie wstałem od komputera i podszedłem do okna, które było kilka kroków ode mnie. Była ciemna i zimowa noc. Coś w tej nocy było, bo miało głębie i krystaliczną czerń. Czułem się w tym śnie trochę jak dziecko, które wygląda przez okno w trakcie zimy z nadzieją, że pada śnieg. Moją uwagę przykuły gwiazdy, które mieniły się na ciemnym niebie. Nagle usłyszałem krzyk i zauważyłem, że pod oknem na placu zabaw jest potężna grupa blisko 40 huliganów. Krzyczeli, puszczali race, świętowali. Natychmiast się schyliłem, nie widziałem już co jest za oknem, ale dalej patrzyłem w szybę. Widziałem przez nią blask pomarańczowej racy, który padał na ścianę obok parapetu. Nie spodobało mi się to co działo się na zewnątrz, a jeszcze bardziej to, że nikt w mieszkaniu nie zwrócił na to uwagi. Nie byłem sam, było nas blisko 5 osób. Szybko wstałem i zacząłem zwijać żaluzje, które były zielone. Walczyłem z nimi, nie chciały się opuścić, co chwilę sznurki się zawijały. Pierwsze okno poszło mi łatwo, teraz blaski rac widziałem jedynie przez zasłony. Biegnę do kuchni do drugiego okna i robię to samo - zwijam żaluzje. Było to bardziej problematyczne niż za pierwszym razem. Powoli ciągnę sznurki. Bum żaluzja się zrywa. Zauważyłem też, że jest ona za oknem. Musiałem otworzyć okno, zrobiłem to szybko z nadzieją, że nie rzucę się w oczy huliganom. Poczułem zimowy chłód i krystaliczne powietrze. Naprawiłem żaluzję, zamykam okno, zasłaniam widok. Wracam do komputera, uchylam okno i słyszę syreny alarmowe. Podchodzę do okna i pytam taty:
- Tato jak myślisz, o co chodzi?
Ponownie otwieram okno, wychylam przez nie jak najbardziej mogę, byleby nie wypaść. Jest zimno, ta pogoda i noc przypomina mi jak przejrzyste były kiedyś zimowe noce, kiedy było się dzieckiem. Słyszę syreny, już teraz wyraźnie. Widzę, że po wielkiej grupie kiboli nie ma ani śladu, jest pusto i cicho, echo dudni. Widzę samolot, brzmi jak helikopter. Zastanawiam się, czy to bombowiec.
Wiadomość od nauczycielki
Śniła mi się moja nauczycielka od fizyki. Zadzwoniła do mnie przez telefon i powiedziała mi, że jest bliska śmierci, ale chciałaby mi przekazać coś, co dotarło do niej kilka dni temu. Miałem wtedy paraliż senny, balansowałem na skraju jawy i snu, ale nie byłem świadomy, że to sen. Temat, o którym ze mną rozmawiała dotyczył subiektywnej perspektywy. Powiedziała, że to co mi zaraz powie, odmieniło jej patrzenie. Nagle zaczęła mówić bardzo szybko i nie załapałem o co jej chodzi. To co zrozumiałem i podłapałem nie było dla mnie niczym odkrywczym.
Tej nocy zapamiętałem jeszcze 3 inne sny. Spałem około 6h.
RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Isabela - 27-05-2024 Plus za: - głębię i krystaliczną czerń - komunikację poprzez discorda - mieniące się gwiazdy na niebie - 40 hooliganów - racę pomarańczową - zerwanie żaluzji RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Dream Walker - 22-06-2024 Noc 21/22 czerwca 2024
Miałem jeden z wyraźniejszych snów w pierwszej fazie, gdzie niektóre fragmenty miały miejsce wewnątrz paraliżu sennego.
Był to koszmar:Jestem w nieznajomym mi budynku, jakby hotelu, w pokoju podobnym do mojego, w którym mieszkam. Jest ciemno i noc, w pokoju żadnego światła. Wyglądam przez drzwi ze szklanym okienkiem, słyszę płacz dziecka, nie rozumiem dlaczego. Wyglądam przez te drzwi, widzę jedynie czerń. Niecałe 20 metrów dalej słyszę dźwięki spadających naczyń i patelni, uderzają o podłogę i robią echo. Dziecko płacze dalej, nagle słyszę śmiechy, jakby chochlików. Wracam do pokoju, zamykam drzwi, nie wiem co zrobić. Mam wrażenie, jakby z prawej strony drzwi prześwitywało światło padające z plaży, na której widzę fragmenty palm i błękitną wodę. Śmiech chochlików się wzmaga, jest ze mną osoba, z którą kojarzy mi się widok tej plaży. Mówię do niej, żeby poszła sprawdzić co z tym dzieckiem, bo ja się boję. Nagle gaśnie jakiekolwiek światło, chochliki pojawiły się w pokoju i zaczęły mnie atakować, jednak nie czułem ich fizycznie, tylko dręczyła mnie ich obecność, dźwięki i poczucie zagrożenia, jakbym nie mógł się wydostać.
Spaceruję po skwerze, takim jakby parku. Jest noc, nie widzę gwiazd ani księżyca. Z lewej strony stoi wysoki żywopłot, z prawej widzę pomniki z żywopłotów, między nimi były fragmenty wolnej przestrzeni. W niektórych miejscach widzę też kamienne pomniki. Przede mną idzie mój ojciec i siostry. Patrzę na nich, jestem trochę smutny. Ten sen był wyraźny, czułem się inaczej niż w rzeczywistości, wszystko było żywsze i bardziej rześkie. Myślę o perspektywie doświadczenia, myślę o tym, że oni nie zrozumieją, kiedy im opowiem. Dalej się zastanawiam nad perspektywą, wiedziałem, że jest inna niż w rzeczywistości, ale nie przyszło mi do głowy, że to sen. Zastanawiam się nad tym, jak będę się czuł, kiedy oni znikną. Patrząc z sennej, czyli obecnej w danej chwili perspektywy, poczułbym ból straty, ale patrząc chwilę potem z perspektywy rzeczywistości, tej wyobrażonej, doszedłem do wniosku, że pogodziłbym się ze stratą, ale nie byłoby to łatwe. Robiłem te rachunki perspektyw we śnie. Porównując spojrzenie ze snu, dominowałaby w nim nostalgia i uniknalność doświadczenia, przepełniona rześkością i kolorami. Spojrzenie z rzeczywistości było bardziej chłodne, jednolite. Dalej we śnie zakręcam w jedną z bocznych uliczek na skwerze, ale nie pamiętam czy sam, czy z rodziną. Tutaj pojawił się w mojej głowie wniosek, który już kiedyś do mnie dotarł, że często doświadczenie w chwili obecnej różni się od tych, które sobie wyobrażamy jeszcze zanim dotrze do tego doświadczenia. Czasem jednak wyobrażone doświadczenie jest na tyle silne, że może nam zniekształcić chwilę obecną.
Sen pamiętam średnio. Spaceruję po nieznanym mi osiedlu, umówiliśmy się ze znajomymi w kawiarni. Dotarłem, siadam z nimi, zastanawiamy się co zamówić. Podchodziłem do lady, oglądałem co jest do wybrania. Potem chyba wybiegłem z kawiarni i pobiegłem do żabki zrobić zakupy, bo miałem wrażenie, że o czymś zapomniałem. Potem wybiegłem z żabki i zacząłem się zastanawiać nad tym, że chyba zapomniałem o czymś z awiteksu. Wracam tam do znajomych, witają mnie zadowoleni. Następne co pamiętam to jakieś dziwne sceny na balkonie w tym budynku. Był tam balkon, zwisałem na nim rękami, chyba to było drugie piętro. Padał deszcz, widzę twarz jakiejś kobiety. Za moimi plecami ludzie zjeżdżali w takich jakby metalowych wózkach, które się wykorzystuje w kopalniach.
Nad ranem miałem krótki LD.
Sen płytki, co chwilę mnie z niego wybudzało. Spaceruję po swoim osiedlu, znika mi obraz, jedyne co czułem to doznania kinestetyczne, podbiegłem do drzewa, dotykam go rękami i wczuwam się w jego fakturę. Po jakimś czasie obraz wrócił i idąc kawałek pod blokiem, widzę czarny samochód, a w niej kobieta i mężczyzna. Obraz stał się wyraźny, czułem też, jakby mój umysł był klarowny. Słyszę opady deszczu i burzę, we śnie też pada i pogoda jest podobna do tej z momentu mojej pobudki. Była dosyć gwałtowna burza i padał intensywny deszcz. Kobieta z auta mnie woła, zaczynamy rozmawiać. Pytam ich, gdzie jadą i co mają w planach, w sumie to nie miałem pomysłu na LD, więc pomyślałem, że mogę się z nimi przejechać, pytam czy mogę wsiąść. Wsiadam, zapinam pasy, staram się być uważnym, kobieta i mężczyzna rozmawiają. W pewnym momencie wjechaliśmy w drzewo, auto się rozbiło, wysiadłem. Podszedłem do tego drzewa i zacząłem je oglądać, wyglądało, jakby się wywróciło przez wichurę. Sen się spłyca i balansuje na skraju jawy i snu, przeniosło mnie do domu rodzinnego, rozmawiam z ojcem, potem się budzę.
RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - DariuszWix - 28-06-2024 Cześć, może trochę nie od tej strony zaczynam i wpycham się w temat ale nie mogłem sie oderwać od śledzenia tego dziennika. Nie wiem co powiedzieć, dopiero sie zarejestrowałem i już takie wrażenia mazzani.waw.pl RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Dream Walker - 20-08-2024 Noc 19/20 sierpnia 2024
Dzisiaj w pierwszej części nocy miałem dosyć ciekawe sny. Ciekawe, bo ich faktura była wyjątkowo wyraźna, a afekt emocjonalny zrobił na mnie wrażenie.
Nowe drzwi w mieszkaniu
W śnie byłem w posiadaniu dosyć ładnego mieszkania o sporym metrażu. Na środku mieszkania była kanapa i telewizor, obok aneks kuchenny, a w jeszcze następnym krańcu był balkon. Na zewnątrz panowała noc. W tym mieszkaniu zorganizowałem domówkę i towarzyszyło mi sporo osób, które poznałem na etapie swojego życia. Najwięcej osób było z mojej obecnej pracy. To co zrobiło na mnie wrażenie w tym śnie to drzwi w tym mieszkaniu. Otóz nijak nie pasowały do wystroju lokum. Otwór na drzwi miał 3 metry wysokości i jakieś 4 metry szerokości. Na górze był jeden metr luzu, który ogrodzony był ruchomą, metalową kratką. Ta kratka co chwilę wypadała, a ja próbowałem ją wsadzić spowrotem. W pewnym momencie na klatce zacząłem słyszeć krzyki i przekleństwa huliganów, zaraz mięli minąć moje piętro. Nagle przez kratkę u góry przeskoczył jeden z moich kolegów z pracy i ostrzegł, że się zbliżają. Kiedy mijali moje piętro zaczęli mówić:
- E patrzcie jakie drzwi. Może wejdziemy do środka?
Ja tak stałem i trzymałem te drzwi, ludzie, którzy byli na domówce mnie wspierali mentalnie i się patrzyli. To co było fajne w tym śnie to to, że nie czułem się samotny. Gdy trzymałem drzwi to zauważyłem, że wypadły z zawiasów i do trzymania drzwi przyłączyło się jeszcze kilka innych osób. Nagle spostrzegłem, że wokół drzwi ściana zaczyna się wywracać, a kostki ceglane zaczęły przypominać poduszki, które sypały się jak domek z kart. Z czasem sytuacja się uspokoiła, huligani zniknęli, a ja kopnąłęm ścianę z poduszek i rzuciłem drzwiami. Stałem na klatce schodowej i obserwowałem stare ściany, kamienne schody. Myślałem nad tym, że może mógłbym naprawić kratkę u góry trytytkami. Ale dalej pozostawał problem niepasujących drzwi, które wypadły z zawiasów.
Błąd programistyczny
Szedłem ze znajomymi z pracy, którzy zaczęli się ze mną przedrzeźniać i mówili, że nie zaakceptują mojej zmiany kodu źródłowego aplikacji, bo wprowadza błędy. Zapytałem jakie są to błędy. Rzuciłem ręcznikiem o ziemię (nie wiem skąd się pojawił w moich rękach) w ramach podkreślenia tego jak bardzo jestem zdenerwowany. Powiedzieli co jest nie tak. Przejechaliśmy kawałek tramwajem po starym mieście, a gdy wysiadłem to ujrzałem, że w jednym z kątów kamienicy stoi moje biurko na którym zazwyczaj pracuję. Na tym biurku stał laptop i wielka książka związana z programowaniem, pełna karteczek i notatek. Usiadłem do komputera i zacząłem sprawdzać kod źródłowy, we śnie rzeczywiście popełniłem błąd, który naprawiłem, ale senny kod źródłowy nijak nie przypominał tego z czym pracowałem na codzień.
RE: Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Dream Walker - 21-08-2024 Noc 20/21 sierpnia 2024
Dzisiaj spałem bardzo dobrze, w sumie nie pamiętam kiedy ostatnio się tak wyspałem. Opiszę dwa sny z pierwszej części nocy. W sumie zapisałem 4 sny.
Areszt i wybuch wojny
Stałem nocą na rondzie tramwajowym. Spostrzegłem jednego ze znajomych, który jest moim znakiem sennym. Nagle zerwał się do biegu, spieszył się na autobus. W trakcie biegu na jego drodze pojawiły się barierki, przez które przebiegł jak biegacz płotkarz. Zaskoczyła mnie jego technika. Gdzie taką opanował? Dalej stałem i obserwowałem jego bieg, sprintował i ostatecznie dobiegł na autobus. Przestałem się nim martwić, obserwowałem pomarańczowe lampy i wsiadłem do tramwaju. Pamięć snu kontynuuje się na następnym przystanku. Wysiadam z tramwaju, przy ulicy stał wielki budynek, który podobno był przedszkolem. Patrzę w szyby i zauważyłem, że w niektórych salkach świecą się różowe lampy. Był to intensywny róż, mocno mnie zaintrygował. Kontrastował na tle nocy i cichej okolicy. Odczuwałem chęć włamania się do tego budynku i eksploracji. Nagle zauważyłem, że mam supermoce. Strzelałem z palców zielonym glutem, który działał jak pajęczyna - byłem spidermanem. Chwilę później nastał już dzień. Pojawiłem się w domu rodzinnym, wystrzeliłem pajęczynę w stronę drzewa i bujałem się. Rozbujałem się na tyle, że wskoczyłem na dach budynku. Gdy się obróciłem, to na balkonie ujrzałem moją matkę. Dalej się dowiedziałem, że skacząc po drzewach złamałem prawo. Goniła mnie policja, której próbowałem uciec. Skakałem jak królik i dzięki temu nabierałem prędkości. Pomyślałem, że gdybym chciał to mógłbym uciec policji, ale po co? Policja odprowadziła mnie do więzienia, lokalizacja się zmieniła - z typowo osiedlowego krajobrazu z blokami w wielki spacerniak, który nie był ogrodzony, ale na jego krańach była przepaść. Byłem gdzieś w górach, widok był piękny, a słońce zachodziło na horyzoncie. Nagle na niebie ujrzałem setki paralotniarzy. Niebo iskrzyło jak kryształ, były na nim małe chmury, a paralotniarze fruneli w kierunku miasta. Miasto było widać ze spacerniaka. Rozległy się syreny alarmowe. Panował straszny chaos i panika, uznałem, że mogę to wykorzystać do próby ucieczki. Spacerniaka pilnował jeden funkcjonariusz z którym się policzyłem - dalej byłem w posiadaniu mocy spidermana. Uciekłem. Ludzie mówili, że ci paralotniarze to początek wojny. Poczułem potrzebę chronienia ludzi swoimi mocami. W okolicy spacerniaka pojawił się tunel z metrem, ludzie stali w kolejkach, by wyjechać jak najdalej. Wszędzie były tłumy, uznałem, że ucieczka metrem jest niemożliwa. Następnie co pamiętam to to, że przelewałem jakieś pieniądze bankowe. Potem spotkałem Hulka i byliśmy w mieście - skakałem z budynku na budynek i niszczyliśmy budynki.
Tornado i świątynia Azteków
Byłem w mieście, w którym było mnóstwo Azteckich świątyń - przypominały ogromne schody z komnatą na szczycie. Były tak powszechne, że walały się po nich śmieci. Wszedzie rósł mech, a między świątyniami znajdowały się wąskie szczeliny. Panowała deszczowa pogoda i było dosyć ponuro - ale rześko. Motywem przewodnim tego snu były tornada, które nawiedzały miasto. Jedno z tornad zbliżało się w moim kierunku. Szukałem schronienia i wszedłem do jednego z budynków. Zbiegałem po schodach w głąb ziemi, gdy nagle zatrzymała mnie drewniana kratka. Próbowałem ją zniszczyć, ale bezskutecznie. Spostrzegłem, że tornado ma rozmiary człowieka i wtedy przypominałem sobie miejską legendę, że żywią się one duszami ludzi. Tornado wleciało we mnie, było to bardzo nieprzyjemne. Trzymałem się kratki i mówiłem, że zaraz sobie pójdzie, że muszę wytrzymać jeszcze chwilę. Spostrzegłem gwiazdki, które wirowały wokół tornada, a może były to pluszaki, potem tornado zniknęło. Wybiegłem z budynku i widziałem, że na horyzoncie jest jeszcze kilka innych tornad, ale większych rozmiarów. Na ziemi było dużo mchu. Następne co pamiętam to fakt, że stałem na korytarzu ruin budynku. Spotkałem tam pewnych ludzi z mojego życia. Zauważyłem w kącie fotel, usiadłem na nim. Fotel miał kółka, więc sobie na nim jeździłem. Potem zacząłem śpiewać Eda Sheerana ze swojej ulubionej płyty.
|