![]() |
|
Dziennik snów Sennego Spacerowicza - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--44) +--- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--14) +--- Wątek: Dziennik snów Sennego Spacerowicza (/Temat-Dziennik-snow-Sennego-Spacerowicza--2877) |
RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 10-06-2021 Noc 10 czerwca 2021
Dzisiejsze sytuacje w LD to był totalny mindfuck. Doznałem niezliczonej ilości FA i kilku paraliżów sennych we śnie. Ciężko mi się w tym wszystkim połapać co się działo. Sny były bardzo realistyczne, ale miałem problem z rozróżnieniem i zrozumieniem, że to sen. W snach znajdowałem się w starym mieszkaniu i dopiero jak się obudziłem to wrócił mi krytycyzm.
Przed snem afirmacja i medytacja. Obudziłem się po 5,5h snu, o 6:30. zapisałem jeden dłuższy sen i dwa strzępy. Ponownie afirmacja. Przed snem włączyłem sobie biały szum, ale słuchawki mi się psują i byłem sfrustrowany, bo finalnie słuchałem krócej niż chciałem. Dodatkowo moją intencją na najbliższe LD to była konfrontacja z moimi lękami. O 7 ponownie się położyłem i długo trwałem chyba w N-REMach, bo nie pamiętam, co się działo, a byłem mocno zrelaksowany. Potem ponownie się obudziłem, wyłączyłem biały szum. Zasnąłem koło 8:45.
Byłem w mieszkaniu rodzinnym. Do mieszkania przyszła niska azjatka będąca w ciąży. Dowiedzialem się, że to nowa dziewczyna mojego brata. [...]
Potem wspólnie wszyscy zjedliśmy obiad przy wielkim stole. Gdy odszedłem na chwilę przeniosło mnie na ciemną ulicę, gdzie działa się jakaś akcja pościgowa. [...] Pod koniec spowrotem byłem w mieszkaniu rodzinnym i w swoim pokoju. Chwyciłem za nos i wykonałem TR. Był pozytywny. Gdy chciałem się skoncentrować na sennej rzeczywistości i na obecności Tu i Teraz, było to niemożliwe i z każdą sekundą sen stawał się coraz płytszy. Zacząłem podejrzewać, że uświadomiłem się pod koniec REMu i się zawiodłem. Potem mnie wyrzuciło. Doświadczyłem FA. Leżałem na łóżku w tym samym pokoju. Wstałem z niego i odruchowo wykonałem TR z dłońmi, ale był negatywny. Przeszedłem się po pokoju obserwując co się dzieje i chwilę porozmawiałem z bratem. Sen był bardzo realistyczny. Potem wróciłem do łóżka i zasnąłem. Doświadczyłem kolejngo FA. Wstałem z tego samego łóżka. Przeszedłem się po pokoju i dalej się zastanawiałem, czy to może być sen. Wszystko było strasznie realne. Idąc podszedł do mnie mój kot. Pogłaskałem go i wziąłem na ręce. Zwróciłem uwagę na fakt, że jest to bardzo naturalna i rzeczywista sytuacja. Kot niejako rozwiał moje wątpliwości. Byłem pewien, że to jawa. Potem wróciłem do pokoju z łóżkiem. Rozejrzałem się przez okno i w pewnym momencie usłyszałem moją siostrę. Gdy się obróciłem, była czarnym, gadającym kotem.
- Czemu ty jesteś kotem? Co się dzieje? Ja dalej śnię?
Zacząłem forsować TRy z dłońmi i derealizację. Bałem się, że to jawa i że wywołuję derealizację zbyt intensywnie.
Dalej śniłem. Po dłuższej koncentracji widziałem 6 palców. Rozejrzałem się po pokoju i przypomniałem sobie plan na LD. Gdy zacząłem myśleć o konfrontacji z podświadomymi lękami nie musiałem nic robić, bo od razu poczułem lęk i obawę. Gdy przeszedłem przez drzwi na przedpokoju ujrzałem trzy postacie. Jedna na wprost mnie miała białą, kwadratową maskę z plastiku. Połączenie maski Annonymous i twarzy tej lalki z Piły. Była okropna. Miała w ręce długi nóż. Po lewej stronie stała niewyraźna postać, której nie rozpoznałem. Trzecia postać unosiła się nad dwoma pozostałymi. Nie byłem w stanie zawrócić i kiedy zbliżyłem się do postaci po otwarciu drzwi, ta niewyraźna postać powiedziała.
- "No witamy".
Nagle bez zastanowienia mnie podniosły i obróciły tak, że głowa mi zwisała do dołu, mocno rzuciły mną o podłogę i wtedy zacząłem obawiać się kosy w plecy. Zacząłem forsować pobudkę.
Pamiętam jakieś doznania paraliżowe i próby poruszania przeze mnie jednym palcem. Bałem się, ale wiedziałem, że to tylko sen i jedyne co mnie czeka to nieprzyjemne doświadczenia. Chciałem wrócić.
Obudziłem się 3 raz na tym samym łóżku i wiedziałem, że śnię. Wiedziałem też, co mnie czeka za drzwiami i doświadczyłem tego samego. Postać tym razem powiedziała rozgniewana
- "Przecież na to liczyłeś to nie uciekaj!!"
Faktycznie. Chciałem pozostać dłużej ale i tak się bałem skrętu kiszek od kosy. Pozostałem chwilę dłużej i walczyłem by się nie budzić. Potem straciłem świadomość i obserwowałem wszystko jako niewidzialna postać. Do pokoju weszła dwójka detektywów i wzięli moje ciało. Przeniosło nas do laboratorium. Detektywi czekali pod gabinetem jakiegoś lekarza. Bałem się, że lekarz nie znajdzie mojego mózgu w czaszce i że trzy postacie wyciągnęły go by wsadzić go do machiny podtrzymującej życie, by mnie torturować przez resztę wszechświata. Zdarzało się, że myślałem o takiej koncepcji za dnia. Ciekawiło mnie, czy mózg posiada mechanizm autodestrukcji w stresujących sytuacjach, nawet jeśli ktoś próbowałby forsować podtrzymanie życia przez impulsy elektryczne i jakieś biologiczne czynniki. Nie usłyszałem diagnozy lekarza, ale miał zawiedzioną minę.
Potem doznałem kolejnego FA. Leżałem na łóżku w tym samym pokoju i pamiętam, że chciałem uzyskać LD. Byłem w trakcie paraliżu. Pamiętam, że podnosiłem ręce, najpierw prawa, potem lewa. Gdy je podniosłem zacząłem się przekręcać by wstać z łóżka i obserwowałem, czy są ciężkie. Były lekkie i wiedziałem, że jestem we śnie. Potem jednak, gdy oparłem się na prawej ręce i chciałem otworzyć oczy poczułem duży ciężar i upadłem na łóżko. Uznałem, że to jawa. Wstałem z łóżka i zacząłem pytać mamę o LD. Nie chciała o tym ze mną rozmawiać i uznała, że to jawa. Ja byłem przekonany, że to rzeczywistość, bo była bardzo realna. Na ścianie ujrzałem zegar. Był w niestandardowym miejscu. Spojrzałem na niego i odwróciłem wzrok na dłuższą chwilę. Godzina nie zmieniła się. Miałem problemy z zapamiętaniem godziny. Potem poszedłem do pokoju do brata i rozmawiałem z nim. Kolejne testy rzeczywistości z zegarem i były pozytywne, ale i tak nie byłem w stanie skojarzyć, że to sen i że TRy na to wskazują. Wróciłem do pokoju i tym razem godzina na zegarze była totalnie odmienna. Zacząłem się nad tym zastanawiać i to mnie uświadomiło. Moja świadomość i tak była niska. Pamiętam, że spojrzałem na drzwi, za którymi były 3 postacie i tym razem wpadłem na pomysł, by wyjść przez okno. Gdy wychodziłem coś złapało mnie za nogę, ale to zlałem. Bałem się i wiedziałem, że nie ucieknę przed tą trójką. Potem straciłem strzępy świadomości. Jechałem autokarem z rodziną. Moja siostra wkręcała rodzinę, że rozmawia z kimś przez telefon. Ja widziałem, że to tylko wkręta, bo na telefonie nie miała połączenia aktywnego. Potem gdy wysiadliśmy z autobusu śmiała się ze mnie, że obserwowałem jej telefon, a zachowywałem się, jakby mnie wkręciła. Zacząłem się zastanawiać "kurcze, faktycznie, czemu ja tego nie zauważyłem". Uznałem, że zauważyłem, ale nie chciało mi się o tym wspominać. Po dojechaniu weszliśmy do mieszkania. Usiadliśmy na tarasie. Była prawie cała moja rodzina z babcią. Siedzieliśmy, była piękna pogoda i na prawdę piękny widok. Na wprost tarasu rozciągały się zielone, niziutkie pagórki, za nimi na lewo była wieś, na wprost daleko było miasto. Niebo z kilkoma chmurkami, chłodny, przyjemny wiaterek. Nagle moja babcia zadała pytanie
-"Gdzie jest kosmos?".
Uśmiechnąłem się i zacząłem zastanawiać.
-"Wiesz co babciu, trudne pytanie. W zasadzie to kosmos to może być to, co jest poza atmosferą Ziemi, czyli tam, tam i tam." Pokazywałem we wszystkie kierunki, żeby dać babci do zrozumienia, że kosmos jest też pod nami.
-"Ale w zasadzie, to my też jesteśmy kosmosem, w sumie się w nim znajdujemy. Ale czekaj. No to też zależy od interpretacji znaczenia kosmos. Myslę, że każdy może mieć inną definicję."
Nagle wtrącił się mój tata by zażartować, ale nagle na horyzoncie, daleko, z 15km na wprost ujrzałem grzyba atomowego. Był biały i ogromny. Bardzo się przestraszyłem, bo byłem pewny, że to rzeczywistość, a wybuchy jądrowe to mój znak senny. Ujrzałem, że tata wstaje i otwiera schron, ja uznałem, że nie będziemy tam bezpieczni. Zacząłem biec za budynek. Chciałem zawrócić, by wziąć butelkę wody, ale uznałem, że nie ma czasu. Biegłem, biegłem. Zbiegałem z pagórka. Nagle zobaczyłem kolegę, który biegnie na czterech łapach jak gepard i zacząłem się zastanawiać, czy to nie jest dziwne, że wybucha atomówka, a znajomy biega na czterech łapach. Byłem pewny, że to sen. Uznałem, że jeśli to sen, to wykorzystam magię ziemi i wykopię tunel. Tak zrobiłem i ograniczałem świadomość, by wyszło mi to łatwiej. Wykopałem tunel na kilka metrów i zamknąłem górę. Potem uznałem, że jestem za blisko eksplozji i wykopałem tunel na wprost. Na początku robiłem to uderzeniami pięści. Jedno uderzenie = przesunięcie tunelu o kilka metrów wgłąb. Potem uznąłem, że skoro to sen, to nie muszę tego robić. Wykonałem gest klapnięcia o dłonie i tunel przesunął się sam. Zacząłem nim biec. Potem zapaliłem płomień w lewej ręce i zacząłem skanować ciemność. Pamiętam, że widziałem zielone drzewa i powierzchnię. Miałem wtedy myśl, że może dalej jestem na powierzchni. Ta myśl pojawiła się, bo kontrola we śnie lubi wątpić. Sama idea wykopania tunelu była bardzo subtelna i działa się jakby w mojej wyobraźni. Odsunąłem skojarzenie bycia na powierzchni tym, że po prostu powiechnia odbiła się na mojej siatkówce oka i że to zwykłe omamy. Podziałało. Po dłuższej chwili zorientowałem się, że jestem w piwnicy swojego mieszkania. Na lewo było wyjście, drzwi były zamknięte. Obróciłem się i ujrzałem trzy postacie idące w moim kierunku, przeraziłem się, starałem się zachować jasność umysłu. Zapytałem, czego chcecie? Zatrzymajcie się i odpowiedźcie! Nic to nie dało. Pierwsza postać przeze mnie przeszła, druga wyciągnęła nóż i wtedy straciłem świadomość. Rozmawiałem z przyjacielem. Pamiętam, że opowiadał mi, że nie wyszło mu na zawodach sportowych. Pocieszalem go, on był smutny, ale w pewnym momencie zaczął mi opowiadać o tym, że w zasadzie jest zajebisty i o jego osiągnięciach sportowych. Cieszyłem się, że się nie smuci. Jego zdania potwierdzała konfabulacja senna.
Potem czułem paraliż senny. Pamiętam, że im bardziej się relaksowałem, tym bardziej w*k*r***cie coś mnie wierciło w lewą nerkę. Walczyłem ze sobą, by na to nie reagować. Myślałem też nad trzema postaciami i obawiałem się, że się pojawią, gdy będę w trakcie paraliżu. Pamiętam, że byłem jedną nogą we śnie, bo myślałem, że jestem na łóżku we śnie, tym, na którym doznałem 3 razy FA. Połowę sennego ciała mogłem podnieść, druga była przyklejona do ciała fizycznego. Myślałem też wtedy o oobe. Po kilku minutach walki odpuściłem i się obudziłem. Okazało się, że w nerę wiercił mnie jeden z wierzchołków poduszki. Było to bardzo delikatne, ale przesunąłem poduszkę i niemal natychmiast zasnąłem. Miałem wizje ucieczki przed trzema postaciami. Po wizjach sen nabrał głębokości. Był bardzo rzeczywisty. Byłem tym razem na zewnątrz i była piękna, jesienna pogoda. Dotarłem pod jakiś większy sklep i wtedy zacząłem wykonywać TRy z dłońmi. Były negatywne i forsowałem, by były pozytywne. Po chwili wynik testu był pozytywny. Rozejrzałem się i pamiętam, że ujrzałem zakapturzoną postać. Skierowała się w moją stronę. Zacząłem do niej krzyczeć i wymierzyłem w nią ręcę na kształt pistoletu. Nic to nie dało, bo moje ręce były tylko rękami. Potem pamiętam, że doznałem kolejnego FA. Obudziłem się w tym samym mieszkaniu co 4 razy wcześniej i od razu wbiegłem do pokoju dużego. Chciałem wyskoczyć przez zamknięte okno, ale biegnąc uderzyłem o szybę. Za sobą czułem czyjąś obecność. Otworzyłem okno i za mną stała moja koleżanka. Powiedziała mi, że moje lęki reagują na zimno i zamieć śnieżną. Uzasadniła to tym, że mogę ich łatwo zgubić w burzy śnieżnej. Klasnąłem dłońmi i powiedziałem,
- "Mróz i intensywny śnieg".
Tak się stało i potem wziąłem rozbieg i zacząłem lecieć przed siebie. W trakcie lotu próbowałem podnieść uważność i poczucie Tu i Teraz i niestety nieslużyło to kontroli. Upadłem na murek, zacząłem iść przed siebie. Na pewnym skrzyżowaniu obróciłem się za siebie i z krzaków wyszedł mężczyzna z maską i nożem. Potem ze śniegu wynurzyła się zaspa, z której coś wystawało i pamiętam, że było to ucieleśnienie dwóch pozostałych postaci. Gdy koncentrowałem się na poczuciu tu i teraz, czułem ogromne zakłopotanie. Probowałem się obrócić, ale nie mogłem. Przesuwałem się w prawo w kierunku przeciwnym do postaci, które szły w moją stronę i mówiły na prawdę dziwne rzeczy. Pamiętam, że w pewnym momencie skoncentrowałem się na maksa i usłyszałem dźwięk zapalającego się reflektora. Świecił na gadającą zaspę śnieżną. Ujrzałem też, że śnieg, który padał, zaczął zamieniać się w obraz "białego szumu", który można czasem ujrzeć na kanałach, które nie odbierają sygnału. Był jednolity i dalej przypominał śnieg, ale płatki miały kolor biało-czarno-szary. Probowałem ogarnąć co się dzieje i jakoś to zracjonalizować, ale wiedziałem, że senna rzeczywistość ma prawo działać w taki sposób, bo to sen. Potem na chwilę się obudziłem. Pamiętam, że byłem bardzo zmęczony, ale obecny. Ponownie zamknąłem oczy , pamiętam, że w swoim pokoju ujrzałem latający mebel. Gdy się z tego wybudziłem, spojrzałem na zegar w telefonie i była godzina 11:30. Stwierdziłem, że spałem 10,5h i moje sny były w płytszych remach.
Potem jednak się finalnie obudziłem w tym samym miejscu i była godzina 10. Spałem koło 9h.
Bardzo ciężko mi jest ułożyć sobie w głowie to co się działo. Głównie chodzi o chronologię wydarzeń, bo to co się działo, pamiętam w miarę dobrze, zwłaszcza momenty świadome i te w snach o LD. Nigdy raczej nie doświadczyłem tylu FA. Zakłopotanie w snach czy to sen czy jawa też było duże, nawet jeśli teraz wiem, że to było pewne, bo znajdowałem się w innym budynku niż aktualnie. Słabo też trochę z tym ostatnim epizodem, bo mocno przypominał jakiś ostry zjazd. RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 11-06-2021 Noc 11 czerwca 2021
Dzisiaj szybki wpis.
Ostatnio czuję się słabo, mam dużo wyrzutów sumienia i masakrycznie niski poziom energii i motywacji. Typowo obawiam się o stan zdrowia i staram się godzić negatywne myśli nie oceniając siebie. W ciągu ostatnich kilku dni więcej ataków paniki niż zwykle, bogatsze we wrażenia somatyczne, niestety tych, których najbardziej nie lubię. W ciągu dnia mam momenty powrotu energii, motywacji i akceptacji. Są one chwilowe. Z optymizmem patrzę w przyszłość i mam nadzieję, że to jedynie okres stabilizacji nastroju, bo już przez takie wahania przechodziłem. Zobaczymy za kilka miesięcy. Z tego co mi mówił lekarz, dużo osób jest wrażliwych na działanie paroksetyny. Gorzej, że mam problem z rozróżnieniem efektów ubocznych paroksetyny, efektu psychiki na mój stan zdrowia i rzeczywistego stanu mojego zdrowia. Jeden z niewielu plusów takiego samopoczucia to to, że staram się dbać o swoje zdrowie pilnując diety i wysiłku fizycznego, dodatkowo bardziej doceniam każdy dzień.
W nocy dosyć intensywny atak paniki. Obudziłem się koło 2 w nocy, moja percepcja była mocno rozszarpana. Przez moment miałem problem z otwarciem drzwi, bo nie wiedziałem, w którą stronę przekręcić zamek. Przypomniałem sobie, że dzień wcześniej miałem tę samą sytuację i przekręciłem raz w jedna stronę, raz w drugą. Poszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro z myślą "Znowu to samo". Towarzyszyło mi uczucie, które ciężko opisać. Porównałbym je do białego szumu z tyłu głowy, który jest bolesny, a płynął do mnie po prostu z otaczającej rzeczywistości. Kojarzy mi się mocno z parestezjami, a same parastezje, wywołują u mnie intensywny lęk. Momentami czułem się, jakbym był o krok od pustki. Zauważyłem, że ostatnio przy atakach paniki nie myślę o śmierci, ale czasem po prostu towarzyszy mi odczucie, które kojarzy mi się ze śmiercią. Troszkę się trząsłem, ale starałem się nie myśleć o całej sytuacji i włączyłem sobie relaksującą muzykę. Zamknąłem oczy i gdy zacząłem podsypiać ze słuchawkami, odłożyłem je i zauważyłem, że czuję się lepiej. Potem zasnąłem.
Cholera, liczę na to, że to tylko chwilowe. Ataki zdarzają się rzadziej, ale są poprzedzone fatalnymi i bezsilnymi dniami.
Pobudka o 7, jeden dłuższy i wyraźny sen, który zapisałem. Dodatkowo dwa strzępy. Jeden sen wywołał u mnie płacz. Nie płakałem od ponad 3 lat. Za dnia próbowałem, ale nie mogłem. Nie chciało mi się odtwarzać w pamięci strzępów więc je zostawiłem. Potem szybko zasnąłem, więc teoretycznie takie randomowe WBTB.
Dzisiejsze sny były bardzo długie. Widzę, że moja pamięć snów z dnia na dzień jest coraz lepsza. Gdybym miał opisać każdy sen, musiałbym poświęcić na to pewnie koło 2-3h.
Jeden sen opiszę pokrótcę. Szedłem wzdłuż pięknej, wąskiej ulicy, idącej przez pagórki. Niosłem na plecach jakiegoś chłopaka.
Zbliżała się burza i szukaliśmy schronienia. Wiem, że towarzyszyły nam inne osoby. [...]
Gdy dotarliśmy do mieszkania, chłopak zszedł mi z pleców , otworzył drzwi. Zająłem miejsce [...]. Chwilę później doszło do wypadku, ulicą jechał sportowy samochód i potrącił jakiegoś innego chłopaka. Zobaczyłem, że potężny odłamek samochodu owinął się wokół mojej prawej stopy. Pamiętam, że miałem wtedy wizję, jakoby samochód wjechał do mieszkania i zatrzymał się tuż przy mojej stopie. Uznałem wtedy, że zabrakło mm, by samochód przejechal mi po stopie. [...]
W szpitalu przykuto mnie do łóżka i badano stopę. Dotykaną ją i pamiętam, że sprawiało mi to ból. Potem doznałem potężnych skurczy palców i został mi wstrzyknięty jakiś specyfik. Straciłem przytomność. Gdy ją odzyskałem, spojrzałem na monitor aktywności mojego tętna i ciśnienia. Mocno się wahał, a ja się bałem. Badano aktywność mojego mózgu w momencie smierci, a moment mojego powrotu był nieplanowany. [...] Wgrano wyniki badań na kartę pamięci. [...] Próbowałem się wydostać z łóżka i mi się to udało. Zabrałem tablet z kartą pamięci i zacząłem uciekać na jednej nodze. [...] Ujrzałęm chlopaka na rowerze, który miał schowany tablet. Był ścigany przez personel szpitalu. Pod koniec snu tablet został zniszczony. Ja znajdowałem się na pięknej plaży niedaleko rzeki. Były tam różne osoby, jedna była moją rodziną, która nie była prawdziwa, ale pamiętam, że czułem do nich sympatię, pozostałe osoby na swój sposób wzbudzały we mnie pozytywne emocje [...]
Pierwsze uświadomienie miało miejsce u mnie w bloku rodzinnym na klatce schodowej. Pierwsze co czułem to lęk i z góry zaczęły zbiegać straszne postaci, jedna po drugiej przeze mnie przenikały. Potem zaczęły zbiegać zwierzęta. Nie mogłem się ruszyć. Ujrzałem jakieś straszne postaci, które mnie do siebie przywołały. Straciłem świadomość. Potem miałem sen nieświadomy.
Kolejne uświadomienie miało miejsce na przystanku tramwajowym w jakimś słonecznym miejscu. Pamiętam, że TRy z nosem były negatywne, ale udało mi się zmienić treść ogłoszenia na przystanku. Zacząłem spacerować po przystanku i koncentrowałem się na obecności Tu i teraz. Zadawałem pytania, gdzie jestem, co czuję, jaka sytuacja zdarzyła się wcześniej. Pamiętam, że wtedy przypomniałem sobie wcześniejszą część snu. Potem sen miał wątki snu o LD, gdzie co jakiś czas w akcji snu wspominałem, o tym, że to sen.
Ostatnie uświadomienie miało miejsce w muzeum. Sen szybko przemienił się w sen o LD, a ja bawiłem się magią ziemi. Pamiętam, że odkryłem, że im szerzej rozstawię ramiona przy geście podnoszenia bloku skalnego, tym szerszy podniesiony blok skalny będzie. Próbowałem zamknąć senne postacie w klatce kamiennej. Potem próbowałem przywołać magiczne krzesła. Pamiętam, że na klapnięcie dłoni pojawiał się fotel. Wpadłem na pomysł, by przywołać tron z "Gra o Tron". Nie udało mi się. Potem zorientowałem się, że to co robię jest dziwne i zrobiłem TRy z dłońmi. Podszedłem do okienka sklepowego i próbowałem poprosić ekspedientkę o coś do jedzenia. Straciłem uważność i zobaczyłem, że odszedłem od okienka. Potem próbowałem przywołać swoją świadomość, bym czuł się jak Tu i Teraz. Senna rzeczywistość falowała, raz byłem obecny, raz nie. Potem koncentrowałem się na moim sennym ciele. Gdy koncentrowałem się na prawej dłoni i na każdym wykonywanym przez nią ruchu, zacząłem czuć swoje senne ciało w czasie paraliżu i im mocniej się koncentrowałem, tym ciężej mogłem poruszać ręką. Potem pamiętam, że próbowałem uprawiać seks z jakąś senną postacią, ale wrażenia podczas tego aktu mnie wybudziły.
W sumie tej nocy miałem 3 długie i pełne sny, 2 dłuższe, ale niepełne sny i 3 strzępy. Wśród 3 najdłuższych snów - w jednym doszło do uświadomienia, w 2 dłuższych snach - w dwóch doszło do uświadomienia. Dwa strzępy pochodzą z pierwszej części nocy, jeden strzęp jest z drugiej części nocy.
RE: Dziennik snów Tymoteusza - Isabela - 13-06-2021 (11-06-2021, 18:12 )Tymoteusz napisał(a): Momentami czułem się, jakbym był o krok od pustki. Zauważyłem, że ostatnio przy atakach paniki nie myślę o śmierci, ale czasem po prostu towarzyszy mi odczucie, które kojarzy mi się ze śmiercią.Plusuję. (11-06-2021, 18:12 )Tymoteusz napisał(a): Jeden sen wywołał u mnie płacz. Nie płakałem od ponad 3 lat. Za dnia próbowałem, ale nie mogłem.To ciężkie doświadczenie. Szukam czegoś, co mogłoby zastąpić płacz i uwolnić zgromadzone we mnie napięcie. Na razie niebo nade mną płacze i to mi musi wystarczyć. (11-06-2021, 18:12 )Tymoteusz napisał(a): Badano aktywność mojego mózgu w momencie smierci, a moment mojego powrotu był nieplanowany.Podoba mi się to. Życzę powrotu do zdrowia i sukcesów w dalszej grze o TRon. RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 19-06-2021 Noc 19 czerwca 2021
We wtorek miałem dłuższy LD przeplatany snami o LD i chwilami nieświadomości. Chciałem dodać wpis, ale zrezygnowałem z tego.
Wczoraj w ciągu dnia spałem przez 2-3h. Zapamiętałem jeden drobny strzęp snu. Spałem od 17 do 20. Potem normalnie funkcjonowałem przez 4h. Zasnąłem koło 0:30 i standardowo obudziłem się po godzinie. Nie miałem ataku paniki, ale mój umysł był mocno zajęty. Miałem wrażenie, że myślę o kilku rzeczach na raz. Próbowałem rozwiązać kilka problemów programistycznych, dodatkowo myślałem o problemach dnia codziennego. Co jakiś czas zerkałem, czy myśli słabną. Po jakichś 90 minutach zasnąłem. Po jakimś czasie doznałem paraliżu. Pamiętam, że byłem mocno obecny i myślałem jak za dnia, dlatego zastanawiałem się, czy gdy pojawię się we śnie, to jaka będzie jakość snu. Słyszałem różne dźwięki, co jakiś czas coś mnie kuło w ciało. Starałem się relaksować. Samego momentu wejścia w sen nie pamiętam.
Pojawiłem się w mieszkaniu, wstałem z łóżka. Co ciekawe, zorientowałem się, że to nie jest mieszkanie w którym zasnąłem. Dodatkowo zwróciłem uwagę na jakość snu i była bardzo dobra. Sen dał się odczuć jako bardzo dobra kopia rzeczywistości. Byłem w nim tu i teraz, odczucia były naturalne i nie było żadnych wahań. TRy z nosem i dłońmi były pozytywne, natomiast te z zegarkiem negatywne. Myślałem nad lękami, ale nie miały wpływu na senną rzeczywistość. Przypomniałem sobie plan na LD, były w nim cztery rzeczy - Kofeina, magiczne tabletki, Hey google i przywołanie pewnej osoby. Wszedłem na parapet okienny i przed skokiem zrobiłem TR. Jednak gdy miałem skakać, zatrzymała mnie senna postać i mówiła do mnie dziwne rzeczy. W rezultacie pamiętam, że skończyłem w paraliżu. Słyszałem wiatrak, który był obok mnie. Po pewnym czasie wróciłem do snu. Znalazłem się w łazience aktualnego mieszkania. Stałem przed lustrem. W lustrze zobaczyłem, że po prawej stronie stoi moja kopia. Byłem nagi. Potem poczułem się trochę jak w pułapce. W rezultacie zacząłem się obawiać, że ktoś zacznie pukać do drzwi łazienki, no i tak się stało. Ktoś zaczął walić w drzwi łazienki, a ja się mocno zestresowałem. Doznałem FA. Byłem w swoim mieszkaniu, ale w innym pokoju. Zdziwiłem się, że spałem w innym pokoju. Potem wyjrzałem przez okno i zobaczyłem, że widok mojego okna nie pokrywa się z rzeczywistością. Przeszedłem się po mieszkaniu i tutaj zaczyna się cyrk. Wykonywałem wszystkie TRy, wszystkie były negatywne. Myślałem nad tym, czy to może być sen, ale w głowie pojawiła się myśl, która mówiła, że przez sen zmieniłem mieszkanie xD. Wykonałem multum TRów, żaden nie dał wyniku pozytywnego. Porozmawiałem z senną postacią i zapytałem gdzie jestem. Generalnie czułem się troszkę nietrzeźwy w tym śnie i myślałem, że może za dużo wypiłem na jakiejś imprezce i wylądowałem w obcym mieszkaniu. Takie myślenie wydało mi się całkiem realne, więc przestałem wykonywać TRy i uznałem, że troszkę zahlałem. Potem się dowiedziałem, że wziąłem jakieś narkotyki i odleciałem. Senna postać zaproponowała mi dokładkę. Odpowiedziałem
- "Nie powinienem, ale dalej jestem pijany, więc nie umiem odmówić"
Wziąłem od niej specyfik. Potem wyszedłem z mieszkania i pamiętam bardzo dziwną rzecz. Zacząłem widzieć rzeczy, których nie ma, słyszeć dźwięki i doświadczać intensywnych emocji. Stałem na skwerku, była głęboka noc. Wszędzie w polu mojego widzenia pojawiały się postacie. Czułem, że tracę kontrolę nad swoją percepcją. Doświadczenie było bardzo ciekawe. Pamiętam, że próbowałem uciekać w kierunku rodzinnego mieszkania, jakby to miejsce miało mi dać poszukiwany w moim życiu spokój.
Potem miałem długi sen, liczny w konfabulacje. Troszkę żałuję, że nie wykorzystałem potencjału pierwszego LD. Tej nocy miałem jeszcze jedno spontaniczne i chwilowe uświadomienie. Uświadomiła mnie jakaś atrakcyjna kobieta, z którą próbowałem uprawiać seks.
RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 23-06-2021 Noc 23 czerwca 2021
Mój nastrój jest stabilny, zdarzają się "wpadki" w ciągu dnia, że wkraczam w błędne koło złych nawyków myślowych, by potem wpaść w koło tych nawyków myślowych, które chciałbym kształtować. Od kilku dni mam więcej motywacji i czuję pasję w tym co robię. Ciekawe jest to, że gdy zgubiłem poczucie pasji i motywacji, to nie zastanawiałem się nad tym, ale gdy ono wróciło, to zdałem sobie sprawę, że tego mi brakowało.
Niestety wraz ze stabilnym nastrojem, moje sny, zwlaszcza te w drugiej części nocy, są znacznie płytsze i mniej namacalne. Dodatkowo moja koncentracja w ciągu dnia i uważność wydają się gorsze, życie wydaje się gładsze i przyjemniejsze. Jakbym jadąc na rowerze po kamieniach, nagle wjechał w gładki asfalt. Odpływasz w gładką jazdę, nie zastanawiając się, jak jechać, by nie wjechać w duży lub chwiejny kamień. Teoretycznie cel jazdy jest ten sam, dojechać do punktu. W obu przypadkach dojedziesz, zaliczając podrodze mniej lub więcej wywrotek.
Może to tylko mój dorastający umysł, a może sny faktycznie wydają się mniej namacalne. Kiedyś czułem, że faktycznie mogę się w nich zatrzymać, zorientować, że to tylko sen. Teraz to częściej tylko potok skojarzeń i wizji. Może potrzebuję więcej praktyki.
Ostatnie 4 dni - trzy spontaniczne LD. Zdecydowanie za krótkie i za szybko w nich odpływałem. Opiszę wczorajsze i dzisiejsze.
Leżałem na podłodze. Pamiętam, że moim celem było wejście w sen. Miałem otwarte oczy i patrzyłem w sufit. Co ciekawe, im bardziej się relaksowałem, to zaczynałem wirować wokół własnej osi, coraz szybciej. W pewnym momencie wstałem i w zasadzie zdziwiłem się tym co robię, bo przecież to już jest sen. TRy z nosem pozytywne. Szczerze to zadowoliła mnie jakość snu i zacząłem się zastanawiać nad moimi planami na LD. Na początku chciałem wypić kofeinę, więc poszedłem do kuchni i zacząłem szukać w lodówce energetyka. Niestety, nie znalazłem go. Spróbowałem drugi raz, tym razem nie patrząc na lodówkę i macając ręką półki, licząc na złapanie zimnej puszki. Prawdopodobnie, gdybym za pierwszym razem nie patrzył, miałbym większą szansę na znalezienie energetyka, bo nie wiedziałbym co tam jest. W między czasie pytałem ojca, który stał za mną, czy widział jakieś energetyki. Zaczął mówić coś o piwie. Wyciągnąłem z lodówki piwo. Gdy je otworzyłem, liczyłem na to, że będzie smakować jak energetyk, ale smakowało jak ciemne, gorzkie piwo. Bardzo mi niesmakowało i wyplułem wszystko, jednocześnie wylewając piwo sfrustrowany. Na tym się skończył LD, bo się obudziłem, próbowałem fiksację oczu, ale czułem, że chyba faza REM dobiegła końca. Swoją drogą, ciekawy jest fakt, że im bardziej się czuję zrelaksowany po pobudce, tym szybciej wracam do snu. Czasem idzie wyczuć, że jest się w trakcie REMu, a czasem, że to koniec.
Drugi LD z dzisiaj był poprzedzony wybudzeniem. Zasnąłem o 1, obudziłem się o 2:40. Opiszę swoje mentalne odczucia po pobudce, bo są ciekawe.
Pamiętam, że wybudziło mnie otwarte okno i wiatrak, które wywołały u mnie niepokój. Miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje przez okno i że okno próbuje mi coś przekazać. Potem to samo czułem dla wiatraka, jakby na mnie patrzył i chciał mi coś powiedzieć. W między czasie towarzyszyło mi odczucie konfabulacji, jakby ta sytuacja wydarzyła się w przeszłości nieskończoną ilość razy, ja nie byłem w stanie określić kiedy. Taka sytuacja powtarza się dosyć często u mnie, po wybudzeniu w nocy, po pierwszych fazach n-remu. Odczuwam zakłopotanie przez konfabulację, jest to nieprzyjemne.
Potem wstałem do ubikacji, gdy wróciłem do łóżka, czułem duży niepokój, włączyłem sobie muzykę i doznałem delikatnego ataku paniki. Próbowałem się oswoić z nim i z każdą wizją jaka towarzyszyła mi w jego trakcie. Standardowo, najbardziej mnie uderzyła świadomość tego jak płytkie jest życie i jak blisko nam do śmierci. Aktualnie te doznania wywołują u mnie fascynację i je akceptuję. Gorzej jak mam zjazd, wtedy to mnie przeraża i jestem zakłopotany. Finalnie to wszystko to tylko funkcjonowanie umysłu, a śmierć temu położy kres.
Siedziałem na swoim łóżku w aktualnym mieszkaniu i pamiętam, że patrzyłem ślepo przed siebie. W pewnym momencie złapałem za nos i TR był pozytywny. Miałem wrażenie, że od momentu zaśnięcia minęło niedługo. Ucieszyłem się, bo liczyłem na to, że pobudka z głębokiego N-REMu może być użyteczna w uświadomieniu. Jakość snu była dobra, ale czułem się zakłopotany. Przechodząc przez drzwi przez umysł przemkło mi skojarzenie, w którym wychodząc zza jakiejś ściany, wpadam na jakąś osobę. Wpadłem na atrakcyjną dziewczynę, która wydawała się być życzliwa. Poszedłem z nią do pokoju i w pokoju ujrzałem kobietę, która była w przeszłości stanowiskiem nade mną i ze względu na ten fakt, czułem do niej pociąg (IRL). Potem straciłem świadomość i nie pamiętam co bylo dalej.
Zastanawia mnie, co ma wpływ na jakość snu.
Czy sny same w sobie faktycznie są nierozróżnialne od rzeczywistości i zaniżone funkcje poznawcze kory przedczołowej powodują konfabulacje, niejasności, zakłopotania, niską jakość itp. Czy może po prostu sen się tym charakteryzuje, że nie jest idealną kopią jawy?
Pytam o to, bo zastanawia mnie, czy produkcja sennej rzeczywistości może być bardziej wymagające dla umysłu, niż samo odbieranie jej w rzeczywistości. We śnie dodatkowo musimy jeszcze odebrać to co jest kreowane przez nas umysł. Zauważyłem, że dużą rolę w moich LDkach odgrywa nastawienie do jakości snu. Im bardziej czuję, że miejsce w którym jestem w LD ma prawo być jak jawa, tym LD ma lepszą jakość, ale jak mam nastawienie w stylu "to tylko sen", tym sen bardziej przypomina głębszą wizję niż doznanie.
Zastanawiam się też, czy gdy we śnie myślimy, że sen jest jak jawa, to czy tylko to nie jest chwilową iluzją. Np. jeśli jesteśmy świadomi, ale mimo wszystko aktywność naszej kory przedczołowej nie jest taka sama jak na jawie (bo to sen), to może po prostu by nas usatysfakcjonować wymagamy mniejszej realności snu i myślimy "wow czuję się jak na jawie"?
RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 24-06-2021 Noc 24 czerwca 2021
Siedziałem ze znajomymi u kogoś w mieszkaniu i piliśmy alkohol. W pewnym momencie zauważyłem, że zbiera się na burze. Poczułem parcie na pęcherz, w mieszkaniu nie było ubikacji. Wyszedłem po schodkach z budynku, stałem na betonowej, prostokątnej strukturze, która na krańcach krawędzi miała barierki, po środku była dziura ze schodami, z której wyszedłem. Zacząłem się rozglądać i szukać krzaczka na zrobienie pee pee. Było ciemno i zielono. Jeden krzaczek mi nie podpadł, poszedłem do drugiego, słyszałem grzmoty i obawiałem się piorunów. Obracając głowę i obserwując okolicę ujrzałem koleżankę. Ostatecznie się nie wysiurałem i wróciłem do pomieszczenia. Przez okno ujrzałem widok na miasto i 4 leje trąby powietrznej. Widok był ładny. Burza i trąby powietrzne to mój znak senny, dlatego siedząc na parapecie i obserwując burzę w pewnym momencie krzyknąlem "Czy to nie sen??", złapałem za nos i zrobiłem TR z nosem, ale robiłem go nieuważnie i nie uświadomiłem się. Pamiętam, że czułem zażenowanie po tym jak krzyknąłem na głos "czy to nie sen". Potem wyciągnąłem telefon i próbowałem nagrać żywioł, ale jak to w snach bywa, mój telefon nie działał, a ja się stresowałem tym faktem. Biegałem po budynku, który z czasem zaczął przypominać zamek z długim korytarzem i licznymi oknami. Gdy wystawiłem głowę przez okno zacząlem słyszeć potężny ryk i myślałem, że to trąba powietrzna. Zacząłem uciekać do kondygnacji położonych niżej i krzyczałem wszystkim by się chowali. Miałem wtedy wizję, w której mój ojciec jest trąbą powietrzną i wybiera sobie ofiary. Chodził po domu rodzinnym i wybrał mnie, ja trzymałem się mebli, by mnie nie porwał. Gdy wizja się skończyła, przechadzałem się po zamku i było w nim dużo ludzi, wszyscy szukali schronienia. Ujrzałem małą trąbę powietrzną, która kierowała się w naszym kierunku, ale była niegroźna. Wraz z innymi ludźmi komentowaliśmy, że zjawisko jest niestabilne i nie zrobi nam krzywdy. Na samym końcu stałem na tarasie i widziałem, że trąby powietrzne znikły, po czym wyszło słońce.
Siedziałem w ciasnym pomieszczeniu z 4 znajomych, byliśmy zamknięci. Za nami był balkon, przed nami były drzwi i okno, przez które widziałem innych ludzi. Była jakaś wojna. Nagle ktoś zaczął rzucać do naszego pokoju granaty, najpierw się schowaliśmy na balkonie, granaty eksplodowały, potem jakieś pojawiły się na balkonie i jak biegliśmy przez pokój to również w pokoju. Szybko wybiegliśmy z pokoju i rzucano nam pod nogi granaty, cokroć jakiś eksplodował. Cała sytuacja dostarczyła mi tylu emocji, że się uświadomiłem. Na początku wskazywałem palcem na ludzi, którzy mi się nie podobali i zakłócali spokój snu no i ich pousuwałem. Stałem w jakiejś galerii, dookoła były stoliki. Pamiętam, że przy stolikach siedzieli ludzie, którzy jedli żelki. Podchodziłem do ludzi i wskazując palcem sprawiałem, że z powietrza sypały się paczki żelków. Potem sam zacząłem jedną jeść. Byłem zakłopotany we śnie. Pamiętam, że ujrzałem wielką maskotkę jakiegoś zajączka. Wtedy próbowałem przywołać świadomość do Tu i Teraz, koncentrowałem się na sennej rzeczywistości. Chciałem by przez moment moja kora przedczołowa błysnęła, a sen dał się odczuć jak jawa. Nie udało mi się to. Chmura wokół mojego umysłu była zbyt duża. LD trwał kilka minut.
Znajdowałem się na pustyni. Pustynia była jak puzzle. Jeden fragment miał inny kolor i inne środowisko, dało się zobaczyć linię przedzielającą dwa puzzle. W zasadzie to były 4 wielkie puzzle i każdy się od siebie różnił, głównie kolorem piasku. Było tam ładnie. Martwiłem się, że nie będę miał co jeść i pić, wtedy pojawił się mój tata i powiedział, że musimy hodować warzywa. Pokazywał mi dzikie marchewki, kapuste, kalarepy, rzodkiewki i wiele innych warzyw. Odgrzebywał łopatą warzywa i chwalił się co udało mu się już zasadzić. Z piasku wyrastały kolorowe liście z warzyw, które dawały do zrozumienia "tak, rosnę i mam się dobrze", potwierdzające słowa ojca. Warzywa skojarzyły mi się z babcią i przeniosło mnie do mieszkania babci. Były tam moje kuzynki i pamiętam, że próbowaliśmy rozwiązać jakiś problem, chyba hodowli warzyw na pustyni. Kuzynka wyciągnęła coś z puszki, która była przymocowana do drzwi wejściowych. Obróciłem się do telewizora i leciały skoki narciarskie. Zapytałem babci czy mogę je oglądać i zacząłem jej tłumaczyć pojęcia programistyczne. Zacząłem mówić, że kanały sportowe należą do wspólnego "namespace'a", różnią się jedynie definicją, i że mnie interesują skoki narciarskie. Babcia zabroniła mi oglądania ich, a ja się na nią zdenerwowałem i uznałem, że jest nadętym boomerem.
Znajdowałem się na skoczni narciarskiej. Wraz z jakimiś chłopami staliśmy na skoczni i obserwowaliśmy skaczących zawodników. W pewnym momencie jakiś gość podłożył nogę jednemu zawodnikowi jak zjeżdżał na nartach. Zaczęła się gównoburza, jeden z zawodników zaczął tłumaczyć, żeby tak nie robił, bo to może się zakończyć jakąś tam kontuzją. Zawodnik sam w sobie się nie przejął tym, że ktoś podłożył mu nogę i ponowił skok. Rozglądałem się i pamiętam, że za mną były dwie inne skocznie, padał śnieg i było zimno. Gdy zszedłem ze skoczni, znalazłem się w wielkim hangarze. Każda ze skoczni kończyła się w hangarze i zawodnicy skakali w hangarze. Zastanawiałem się, czy nie j**ną głową o sufit lecąc. Jeden zawodnik przeleciał ładny dystans. Ujrzałem Piotra Żyłę, ale nie robiłem sobie z tym nic. Gadałem z gościem o tym, że oglądanie skoków na żywo jest niesamowite i że zdarzyło mi się to tylko dwa razy. Teraz i w przeszłości. Zacząłem się wtedy zastanawiać, czy moment w przeszłości to nie był tylko sen, ale to olałem. Byłem święcie przekonany, że to rzeczywistość i że mam szczęście obserwując skoki narciarskie. Gość zniknął za bramą garażową, która była w jednym krańcu garażu. Gdy zniknął, zacząłem się przechadzać po hangarze i jakis gość rozdawał cukierki, wziąłem dwa. Potem ujrzałem starszą babkę z koszykiem słodyczy i rozdawała je. Gdy chciałem wziąć, powiedziała, że to nie dla mnie tylko dla dzieci i żebym spieprzał. Ale zaproponowała mi trejda. Powiedziała, że za dwa cukierki, które dostałem, mogę wziąć kawałek czekolady. Potem podszedłem do kiosku, w którym sprzedawcą była moja nauczycielka ze świetlicy z czasów podstawówki. Zaczęła mówić coś o basenie i dała mi medal.
Byłem na dużej, dwujezdniowej ulicy. Jezdnie przedzielał wielki, zielony pas zieleni. Trawa na nim była wysoka, zielona i pamiętam, że bardzo przyjemnie się kołysała. Pogoda była piękna i było ciepło. Poza jezdniami była wysoka trawa i drzewa. Niebo było błękitne. Wiedziałem, że się śpieszę na autobus, bo chciałem jechać na basen. Chciałem biec, ale byłem mocno zmęczony i cały obolały. Szedłem chodnikiem, który był obok pasa zieleni, który przedzielał jezdnie. Szedłem jak tylko szybko mogę, stałem na światłach. W miejscu, którym byłem, była przerwa pasa zieleni i była tam jezdnia do zawracania. Na wprost widziałem przystanek autobusowy, ale światło bylo czerwone. Jechał jakiś autobus. [...] Gdy do niego wsiadłem, był niewłaściwym. Szybko z niego wysiadłem. Podrodze sprawdziłem dojazd. Mój autobus miał mieć numer 416. Znalazłem autobus i był on schowany w przystanku tak, że wystawały tylko lusterka pojazdu. Dojechałem na basen i pani sprzedawca z poprzedniego snu pokazał mi gdzie mogę się przebrać. Gdy wszedłem na basen, jedna kobieta zadławiła się wodą i doznała ataku padaczkowego. Próbowałem jej pomóc, ale zamieniła się w dmuchany materac, przez który prześwitywała jej sylwetka. Wiedziałem, że jest zamknięta w materacu i muszę jej pomóc. Z materaca wypadł telefon, który wpadł do wody, powiedziałem ratowniczce, by wyjęła z wody telefon, zanim przemoknie, a ja reanimowałem materac. Robiłem różne dziwne rzeczy z tym materacem, by uratować życie. Potem Materac zamienił się w kurczaka i kurczak zaczął niewyraźnie mówić, że czuje się dobrze. Potem kurczak zamienił się w kobietę. Gdy wychodziłem z basenu, znalazłem swoje rzeczy i zgubiłem jednego buta. Byłem sfrustrowany i się śpieszyłem. Gdy wyszedłem z basenu, okazało się, że zapomniałem wszystkie moje rzeczy.
RE: Dziennik snów Tymoteusza - incestus - 24-06-2021 Cytat:Zastanawia mnie, co ma wpływ na jakość snu. Odbiór rzeczywistości też wymaga procesu stworzenia. Zmysły odbierają bodźce, ale to co percepujemy jest ostatecznie spreparowaną sceną zbudowaną na podstawie interpretacji tych bodźców przez mózg Na jawie mnogość bodźców ciągle aktualizuje i podtrzymuje tą scenę, nadając jej etykietę realności. Tam gdzie zmysły sięgają słabiej - umysł korzysta z wiedzy ogólnej, nawyków lub emocji, żeby dopełnić percepcję. Podczas snu korzysta wyłącznie z tych cech umysłowych, które często chcą przedstawiać sprzeczne sceny. I właśnie to jest moim zdaniem powodem wrażenia zwiewności sennego otoczenia i jego nierealności. Jest to też analogiczne do niewyraźnego snu w czasie jego spłycenia, kiedy budząca się zewnętrzna percepcja zaczyna przeczyć realności sennych wydarzeń. U często śniących świadomie niestety wyrabia się nawyk rozpoznawania snu jako nierealnego i podległego woli, co odbija się osłabieniem jakości nie tylko świadomych, ale też tych lepiej pamiętanych snów. Pierwsze kilka moich LD było niesamowicie namacalnymi doświadczeniami, kolejne kilkadziesiąt trochę mniej, a po kilku latach wszystkie straciły znamiennie na odbiorze zmysłowym. Teoretycznie więc, gdyby ocknąć się kiedyś w głębokim śnie z pełnym przekonaniem, że jest się w innym wymiarze niż sen - to byłby perfekcyjnej jakości i realności. RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 24-06-2021 (24-06-2021, 20:00 )incestus napisał(a): Odbiór rzeczywistości też wymaga procesu stworzenia. Zmysły odbierają bodźce, ale to co percepujemy jest ostatecznie spreparowaną sceną zbudowaną na podstawie interpretacji tych bodźców przez mózg To ma sens. Cytat:U często śniących świadomie niestety wyrabia się nawyk rozpoznawania snu jako nierealnego i podległego woli, co odbija się osłabieniem jakości nie tylko świadomych, ale też tych lepiej pamiętanych snów. Pierwsze kilka moich LD było niesamowicie namacalnymi doświadczeniami, kolejne kilkadziesiąt trochę mniej, a po kilku latach wszystkie straciły znamiennie na odbiorze zmysłowym. Teoretycznie więc, gdyby ocknąć się kiedyś w głębokim śnie z pełnym przekonaniem, że jest się w innym wymiarze niż sen - to byłby perfekcyjnej jakości i realności. Może najwyższa pora, bym zaczął wyrabiać w sobie nawyk przekonania o realności sennego otoczenia. Pamiętam, że gdy we śnie czułem, że sen ma prawo być tak rzeczywisty jak jawa i że moje przekonania kształtują otoczenie, to sen miał bardzo fajną jakość. Może osiągnięcie mistrzostwa w LD to byłoby kilka dobrych LDków na noc, nierozróżnialnych jakościowo od rzeczywistości. Pytanie tylko, czy praktyka może mieć realny wkład w spełnienie tego założenia, a fizjonomia snu to byłaby tylko taka ciekawostka dla śniącego przebijająca się jako zachwianie otoczenia. Oczywiście wiadomo, że jesteśmy ograniczeni do tych 1-2h REM na noc :p. Podejście, by kształtować senną rzeczywistość jakościowo na miarę jawy wydaje mi się realne. Zawsze jednak w moich LD taki prawdziwy przebłysk realności sennego otoczenia trwał nie dłużej niż kilka sekund, a potem uważność mocno spadała. No i jak w tym wszystkim się odnajdzie umysł. Czy istnieją jakieś biologiczne przeciwskazania, by dążyć do tego założenia i takie, które by wskazywały na to, że to niemożliwe? Czy obudzenie percepcji na dłużej może prowadzić do wybudzenia? RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 04-07-2021 Noc 3/4 lipca 2021
Mały update. Od tygodnia czuję się stabilnie i dobrze. Mam dużo motywacji i energii, funkcjonuję sprawnie i zdrowo, moja koncentracja jest w końcu na normalnym poziomie. Czuję się tak, jak chciałbym się czuć. Ostatnio co noc o tej samej porze budzi mnie wrażenie bycia obserwowanym przez balkon, owe wrażenie znika po trzech minutach od wybudzenia się. Potem doświadczam lekkich wrażeń dysocjacyjnych i łagodnego ataku paniki. Dzisiaj w nocy przy uspokajaniu się muzyką zasnąłem po 10 minutach i pojawiłem się we śnie, ale się zestresowałem i się wybudziłem. Było to ciekawe doświadczenie. Poza tym no, niestety moje LD ostatnio to kicha nie LD, trwają maks 2 minuty. Dzisiaj w LD zacząłem szukać adderallu w szufladach, ale obudzenie uważności było problematyczne, nie znalazłem w szufladach nic ciekawego, a po pewnym czasie straciłem świadomość. Wczoraj było to samo.
Poza tym przed wczoraj za dnia siedziałem na kompie 3h i próbowałem rozwiązać pewien problem, moja koncentracja była nie zachwiana. Było to pod koniec dnia i byłem już padnięty. Jak podniosłem głowę od laptopa to w moją percepcje zaczęły wkradać się wrażenia iscie podejrzane. A tu jakiś przedmiot wyglądał podejrzanie, a tu myśli głośne w głowie. Potem miałem wrażenie, że moje ręcę są w innym miejscu niż powinny i że są mniejsze. Lęku w tym nie było. Cały tydzień był wymagający, spałem po 5-6h, zajęcia 6h z programowania, treningi, potem kłótnia w naszej grupie na zajęciach (pracowaliśmy nad pewnym projektem). Bang, lekka psychoza.
RE: Dziennik snów Tymoteusza - Dream Walker - 05-07-2021 Noc 4/5 lipca 2021
Dzisiaj w nocy nie miałem pobudki, więc spoko.
WBTB po 5h snu, obudziłem się w trakcie fazy REM. Zauważyłem, że moje sny się normalizują, tj. zaczynają przypominać rzeczywiste doświadczenia i odczucia. Sny są gładsze, jak sama rzeczywistość za dnia. Niestety WBTB nieskuteczne. Zauważyłem, że najskuteczniejszy WBTB to taki, kiedy budzimy się w NREM przed fazą REM.
Obudziłem się o 9:52, spałem około 9h, miałem spotkanie online o 10, o którym nie wiedziałem, ale się udałem na nie. O 10:30 się położyłem, bo czulem się troszkę senny i miałem przeczucie, że mogę jeszcze zasnąć. Po 15 minutach wiercenia się zacząłem odpływać i uświadomiłem się w trakcie paraliżu.
Gwizd w uszach, który nasilał się z postępującym relaksem. Starałem się w nic nie ingerować. Co jakiś czas próbowałem wizualizacji miejsca, w którym mogę się pojawić, ale było to nieskuteczne. Postanowiłem sobie przed LD, że zanim zacznę szukać magicznych tabletek, to ustabilizuję się we śnie, zorientuje się gdzie jestem i obudzę krytycyzm.
Po pewnym czasie pojawiłem się na łóżku w moim rodzinnym mieszkaniu. Sen był bardzo niestabilny i ciemny. Wiedziałem, że to sen, spałem w innym budynku niż we śnie. Czekałem, aż sen się ustabilizuje na tyle, bym mógł podnieść rękę do TRa. Gdy podniosłem i chwyciłem za nos stała się zabawna rzecz, bo poczułem jak ciągne powietrze przez usta i chrapnąłem w rzeczywistości, przez co sen się spłycił i spowrotem musiałem czekać aż nabierze głębi. Potem poczułem chęć przełknięcia śliny, sen się nie spłycił, ale poczułem gardło na jawie. Gdy wszystko się ustabilizowało, do pokoju weszła moja matka i zaczęła coś gadać. Powtarzałem sobie wtedy
- "To jest sen. W nim mogą się dziać dziwne rzeczy, ale nie ingeruj w to, tylko obserwuj z ciekawością."
Matka gadała, a ja macalem łóżko, by uruchomić zmysły. Miałem chrypę, co jakiś czas coś powtarzałem i koncentrowałem się na słuchu. Pamiętam, że słuchałem też tego co mama mówi, bo chciałem slyszeć sen. Na łóżku leżał mój plecak, otworzyłem go i wysypałem wszystko co w nim było. Były tam różne leki, w znajomych pudełkach. Jakiś magnez, paroksetyna i dwa pudełka miały bardzo dziwne nazwy, jeden zaczynał się na "add" i ucieszyłem się, że może to być adderall, ale było to coś w stylu "adderexliaisdnsubtus". Gdy zacząłem gadać o lekach na głos, poczułem w gardle jak odchrząkuję flegmę i się zadławiłem. Spłyciło to sen, bo poczułem moje gardło na jawie. Jak sen się ustabilizował, zacząłem przeszukiwać szuflady z nadzieją na znalezienie czegoś ciekawego. W połowie tej czynności pomyślałem sobie
-"Twoje LD są tak krótkie, bo zamiast koncentrować się na sennej rzeczywistości, to szukasz czegoś i tracisz świadomość"
To był fakt, bo poczułem jak moja świadomość ulatuje w trakcie tej czynności. Wybiegłem z pokoju i szedłem do kuchni. Spotkałem tatę i go odepchnąłem z całej siły, bo stwierdziłem, że moge. W kuchni było kilka osób, a ja otworzyłem lodówkę, bo szukałem energola. Nie znalazłem tam nic ciekawego, myślałem nad tym, czy by nie wziąć sera i go zjeść, by pobudzić zmysł smaku. Starałem się uważnie obserwować co się dzieje. Sen był ciemny i za oknem wiało, trochę burzowa pogoda. Potem poszedłem do pokoju siostry,
-"Może będą tam jakieś koleżanki? Hehe"
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem, że moja siostra siedzi oparta o okno, słucha muzyki i jest jakaś taka niemrawa. Jak wszedłem to powiedziała,
-"Nie umiesz pukać? Widzisz, że to niewłaściwy moment"
Wtedy pomyślałem, że to dziwne, że tak siedzi, ale to sen, więc ma prawo tak być.
Potem poszedłem do pokoju, w ktorym siedział brat i podszedłem do jego kompa i w trakcie całego procesu starałem się być obecny. Wpisałem w wyszukiwarkę "porn", jednak wyniki to były jakieś dziwne rzeczy. Popatrzyłem na pasek zakładek i zobaczyłem, że nazwa tego co wpisałem się zmieniła, i to 3 razy. Brat krzyczał, bym na jego laptopie służbowym nie oglądał pornoli.
Po tej sytuacji stanąłem na parapecie, zrobiłem TR z nosem i powiedziałem:
- "To sen, koncentruj się na tym co się dzieje. Nic ci się nie stanie jak skoczysz z 2 piętra"
Skoczyłem z 2 piętra budynku. Czułem dokładnie jak spadam, swój ciężar i jak nabieram prędkości. Gdy walnąłem o ziemię poczułem potężne uderzenie, ale nie było bolesne, jednak spłyciło sen. Pamiętam, że gdy wstawałem to się rozejrzałem i widziałem kilka samochodów i zastanawiałem się czy się którymś nie przejechać. Ale powiedziałem sobie, że muszę podejść do apteki po specyfiki. Gdy szedłem zacząłem liczyć kroki, przyglądałem się swoim butom i starałem się czuć beton po którym idę. Sen był jednak na tyle płytki, że stwierdziłem, że lepiej będzie, jak podniosę głowę i będę się rozglądał. Przez całą drogę do apteki byłem obecny i uważny, przeszedłem koło 130m. Zauważyłem, że brakowało jednej ulicy na osiedlu. Gdy wszedłem do apteki, był to chyba sklep spożywczy, ale na półkach były leki. Starałem się być uważny i obecny tu i teraz.Zacząłem rozmawiać z kasjerką
- "Dzień dobry, ja przyszedłem kupić adderall, można prosić?"
Obok stał za kasą jakiś gość, który był podobny do jakiegoś managera. Dostałem od kasjerki butelkę z sokiem jabłkowym, na którym było napisane "Rozpuszczone drażetki leków"
- "Ale ja chcę tabletki, nie rozpuszczone"
Dostałem lek, który opakowaniem wyglądał jak mój lek, który biorę na deprechę, tylko miał inną nazwę, "Tirident". Coś takiego. Poprosiłem o soczek do popicia tabletek, no i się obudziłem. Obudził mnie delikatny mioklon w nogach. Leżałem jeszcze chwilę, ale czułem, że REM dobiegł końca.
|