![]() |
|
Dziennik Lorellai - Wersja do druku +- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl) +-- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--44) +--- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--14) +--- Wątek: Dziennik Lorellai (/Temat-Dziennik-Lorellai--4491) |
RE: Dziennik Lorellai - Dreamer - 21-08-2019 (21-08-2019, 15:16 )Lorellai napisał(a): Cholerni Chorwaci... Jeżdżą tym swoim czerwonym autobusem po snach innych ludzi i jeszcze trąbią w nieodpowiednich momentach. Tydzień temu mnie przejechali, a przedprzedwczoraj w moim nieświadomym śnie rozjeżdżali ludzi w mojej rodzinnej miejscowości .
RE: Dziennik Lorellai - Isabela - 21-08-2019 (21-08-2019, 15:16 )Lorellai napisał(a): Całujemy się hardo i wpadamy do garażu gdzie robi się gorąco. Siadamy na skrzynkach i rozbieramy się, wciąż całując się łapczywie. Podoba mi się ten fragment. Jest pełen namiętności. RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 29-08-2019 Dzisiejszy sen:
W końcu mi się śnił Trevor Phillips. Już myślałam, że ta błogosławiona chwila nigdy nie nastąpi... <3
Pierw byłam na dole u siebie w domu i nagle usłyszałam, że ktoś wbija na chatę. Patrzę, a to mój pies. Wyprosiłam go, ale po chwili, kiedy podeszłam do okna tarasowego, zauważyłam jak moja RIP babcia i dziadek cisną mi się na chatę. W przedpokoju postawili worek ze śmieciami. Spytałam ich po co przynieśli mi do domu worek ze swoimi śmieciami, w odpowiedzi usłyszałam, że dziś jest dzień Kolumba i każdy zabiera z domu swój worek śmieci i daje innym do domów. Moja siostra miała w szafie z ubraniami słodycze, które jej podpierdalałam i zjadałam. Następnie dziadkowie magicznie zniknęli, za to w domu pojawił się Michael i Franklin, ale bez Trevora. Kazałam im zadzwonić po mojego daddy'ego i Franek złapał za telefon. Zadzwonił dwa razy i dwa razy Trevor odmówił. Za trzecim razem w końcu się zgodził a na tarasie pojawił się telewizor, na którym było widać, z monitoringu, jak Trevor szykuje się do wyjścia. Był odziany w sukienkę, którą zamienił na garnitur i wyszedł. Czekamy na niego. I nagle w telewizorze widzę Trevora, który wbija do mojego domu i daje mi kwiaty, po czym się całujemy. Nagle Trevor pojawia się faktycznie obok mnie i całuje po karku i szyi. Odwracam się i śpiewam mu romantyczne piosenki w tym piosenkę z 'Titanica'. Nagle BUM. To sen! Mówię kochaneczkowi, że wychodzimy na dwór. W myślach sobie powtarzam, że to sen, że będzie super, że w końcu spróbuję mieć całkowitą kontrolę. Byłam jednak w pośpiechu, i chyba to mnie zgubiło. Chciałam zrobić to co zwykle - stać się smokiem i lecieć przed siebie. Schodzę z tarasu i patrzę na swoją dłoń, wszystko z nią okej, paluszków mam pięć, pazurki pomalowane na biało. Aby się zakotwiczyć we śnie, skupiam wzrok na lampie ulicznej, ale zamiast tego czuję, że sen się spłyca. Ups. Zamieniam się w smoka, trevor siada mi na karku. Czuję jego ciężar na sobie, wzbijam się w powietrze. Czuję powietrze pieszczące moje smocze ciało, czuję trzepot skrzydeł i wysiłek jaki muszę włożyć w czynność latania. Lecę szybko, niestety mało widzę, brak wyobrażenia co do krajobrazu.
Notatki: - znowu fail w kontroli snu, - próba skupienia wzroku na obiekcie nie działa jak powinna,
- dobre, realistyczne odczucia jako smok,
- kiepskie odczucia wizualne,
- Trevor <3.
RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 02-09-2019 Dzisiejszy sen:
Wraz z resztą wolontariuszek z organizacji Lab Rescue idziemy gdzieś jakimś osiedlem, ktoś nas wezwał do złapania kreta, który buszuje i robi podkopy na osiedlu. Gadamy o tych kretach i o tym jak humanitarnie można się ich pozbyć, przeganiając je w pizdu za pomocą zgniłej cytryny wsadzonej do ich kanałów. W oddali widzę jak właśnie kret kopie i wciska się w glebę by po chwili pojawić się za mną nie już jako kret a jako ogromny, wielkości bernardyna, jeż. Właściwie wyglądał on jak niedźwiedź porośnięty kolcami. Odwróciłam się, wystawiając ku niemu rękę, dał się pogłaskać. Idziemy z wolontariuszkami go wykąpać, wbijamy do budynku, wsadzamy to... coś pod prysznic i puszczamy nań wodę. Czuję mokrość na stopach, patrzę w dół, moje buty są zmoczone wodą. Kąpiąc bydlę, rozmawiamy o makijażu. Mówię im, że nie używam makijażu często, tym bardziej, że reszta z wolontariuszek nie maluje się, dlatego wyglądałoby to kiepsko, gdybym tylko ja jedna z nich się malowała. Obok stoi piekarnik, odrywam się od czynności mycia tego kolczastego kloca i podchodzę do piekarnika. Odwracam się, widzę jak parę dziewczyn wyrabia ciastka, patrzę do piekarnika, w nim studzą się inne. Wyjmuję je, wołam jedną loszkę by podała mi talerz. Inna uważa, że te nowe, świeżo wyrobione ciastka są twarde i pewnie robił je jej chłopak. Mówię, że te wystudzone są miękkie i kruche i daję im do spróbowania. Sama próbuję, ale wisi nad piekarnikiem skład owych ciasteczek i widzę, że w składzie mąka pszenna i cukier. No masz... Zamiast odłożyć trujące i splugawione cukrem i oczyszczoną mąką ciastko, żrę je w dalszym ciągu i nagle wiem, że mogę te ciastka jeść, bo to sen i nic mi nie grozi. Wychodzę z łazienko-kuchni, pędzę przez budynek, skaczę prosto w ścianę i przechodzę przez nią, wizualizując sobie plażę z klifem za ścianą. Pojawiam się tam, ale za mną wciąż obecne jest wnętrze tego budynku. W oddali widoczne są kamienne skały, patrzę na nie, skupiam wzrok, by sen się wyostrzył. Odwracam się, widzę że wolontariuszki wciąż siedzą gdzie siedziały. Staję się smokiem, z mojej paszczy wydobywa się donośny, smoczy ryk po czym wzbijam się w powietrze i lecę, jednak wiatr jest dosyć mocny, dodatkowym utrudnieniem staje się burza piaskowa. Na jawie mój pies wskakuje na łóżko i budzi mnie z kolejnego, chujowego snu świadomego.
Notatki:
- jedzenie słodyczy stało się swego rodzaju w tym śnie testem rzeczywistości, czymś, co uśmiadomiło mnie, że to sen. Nie był to pierwszy raz, kiedy we śnie uświadomiłam sobie, że to sen, jedząc coś, co jest dla mnie zakazane na jawie.
- sen, jak wspomniałam, chujowy, ponieważ znów słabo kontrolowany.
- słaby zmysł wzroku, utrudnienia w postaci burzy piaskowej, a ja znowu na tyle głupia, by po prostu nie nakazać umysłowi usunięcia wiatru i burzy piaskowej,
- stale ten sam błąd - podświadomy pośpiech, chęć wykorzystania LD jak najlepiej, zanim się obudzę, przez co nie wykorzystuję go wcale. Lepiej przez chwilę mieć kontrolę, niż mieć długi, ale do dupy świadomy sen, wiedzieć to wiem, ale kiedy moje "senne ja" to zrozumie?
- /summon desert storm - no what the fuck z tą pieprzoną burzą piaskową?
- lucid_dream.exe denied to work. Try again later.
RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 04-01-2020 Dzisiejszy sen:
Zostałam złapana przez Boltonów (tych chujków z GoT) i przetrzymywana w ich Klanie. Nie byłam tym z początku szczególnie przejęta, wręcz czułam, że z tego wyjdę cało. Kiedy przechadzałam się po ich zamku, napadło na mnie jakieś murzyńskie dziecko, właściwie nastolatek, z nożem. Nie wystraszyło mnie to, wręcz miałam w dalszym ciągu dosyć olewcze podejście. Oboje z murzynem w tym samym czasie przystawiliśmy sobie do gardła noże. Zapytałam go: „I co, teraz zabawa w „kto pierwszy wbije nóż?”” – wtem na dziedziniec wszedł prawdopodobnie ojciec murzyna, pytając go podenerwowany: „Co robisz dziewczynie?!” Murzyn nie odpowiedział nic, za to szybko cofnął nóż z mojego gardła i prysnął. Poszłam dalej, przed siebie, kontynuując przechadzkę i wtem przede mną pojawił się ten, który to mnie we własnej osobie porwał i był odpowiedzialny za uprowadzenie i przetrzymywanie mnie. Powiedział mi, że mam się zmierzyć z nim na miecze, a jeśli przegram, stracę życie. Wtedy odczułam we śnie emocje – strach i zdeterminowanie. Miałam przygotować się do walki. W pobliżu mnie stał wbity w ziemię krzyż ze sztandarem na nim, na którym to sztandarze widniał obdarty ze skóry człowiek – symbol Boltonów. Chwyciłam krzyż. Wyszłam na arenę, trzymając w rękach owy krzyż, a za pasem spodni, z tyłu, miecz. Porywacz stał naprzeciwko mnie. Na jego oczach, powoli krocząc ku niemu, pierw obróciłam miecz do góry nogami, a potem przełamałam krzyż na pół, drąc tym samym sztandar, i odrzuciłam dwie części zniszczonego już krzyża na bok. Wyjęłam miecz zza siebie i skierowałam go ostrzem na przeciwnika. Obok mnie było lustro, odwróciłam głowę, by przejrzeć się jeszcze przed walką – miałam włosy związane w wysoki kucyk i obcisły kostium na sobie. Odwróciłam głowę z powrotem, mierząc się z porywaczem. Trzymając miecz w prawej dłoni, lewą dłonią wykonałam ruch jakbym przejechała nią po ostrzu miecza, które zaczęło płonąć (to także motyw z GoT). Czułam, że rękojeść miecza oraz moja prawa dłoń trzymająca ją także płoną – spojrzałam na tę płonącą dłoń i doskonale byłam w stanie dojrzeć nawet najdrobniejsze płomyki, które wcale nie raniły, a delikatnie pieściły skórę. Byłam w końcu Alfą Ognia, ogień nie mógł mnie zranić, za to mógł dodać mi sił. Rozpoczęła się walka. Oboje wykonaliśmy atak, nasze miecze z brzdękiem uderzyły o siebie. Przeciwnik zawahał się chwilę, po czym chwycił po swoją tarczę, z logiem Boltonów na niej. Powiedziałam „Tak, to dobry pomysł, bo z Tobą nic nigdy nie wiadomo”, po czym także sięgnęłam po swoją tarczę – czerwoną, z logiem Klanu Ognia (czarny smok na czerwonym tle). Czułam bardzo dobrze tarczę w dotyku, czułam każdą wibrację tarczy i jej odbicie, kiedy miecz przeciwnika w nią uderzył. Oddałam atak. Pudło – tarcza. Jeszcze raz. I on i ja jednocześnie. Oboje spudłowaliśmy – tarcze. W końcu uderzyłam swoją tarczą o tarczę przeciwnika tak, że ta wypadła mu z rąk. Skorzystałam z chwili dezorientacji porywacza i wbiłam miecz w jego tors. Zrobiłam to jednak na tyle delikatnie, że miecz nie przebił go na wylot. Jednocześnie zrobiłam to na tyle mocno, że poczułam pod ręką opór kości żebrowej, a w uszach zagrzmiał mi chrupot. Okazało się, że trafiłam prosto w obojczyk. Przeciwnik przeraził się nie na żarty, po czym padł na kolana, panicznie zawodząc. Pytam „co teraz?” acz odpowiada mi tylko szloch. Ponawiam więc pytanie: „jeszcze nie wbiłam miecza do końca, zatem pytam, co teraz?”, acz odpowiada mi wciąż głuche, histeryczne zawodzenie. W tej chwili rozumiem, że ciemiężca tak naprawdę wcale nim nie był, a został zmuszony do porwania mnie i walki ze mną przez kogoś wyżej rangą od niego. Cofam miecz. Klękam przy nim, dotykając ranę palcami i oceniając na ile poważna ona jest. Budzę się, bo mój kolega-ciota postanowił o 4:30 nad ranem powysyłać mi serię SMS-ów.
Notatki:
- odczuwanie emocji,
- możliwość dostrzeżenia nawet drobnych szczegółów, co zwykle w snach nie jest u mnie mozliwe,
- świetny sen z rozbudowaną, fajną fabułą i rozbudowanym trybem walki,
- odczuwanie bodźców fizycznych z dokładnością,
- reflekcje we śnie, które nachodziły mnie bez poparcia dowodami czy doświadczeniem (jasnowidzenie?)
RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 04-01-2020 UWAGA, BONUS! NOWOŚĆ, HIT ROKU 2020!
PIERWSZY W ŻYCIU...
DZIWACZNY, CREEPY I TOTALNIE POPAPRANY...
PARALIŻ SENNY:
Śniło mi się że ja i moja siostra chodziłyśmy z ojcem po parku, gadaliśmy, za chwilę mieliśmy iść ciuchy kupować i on mnie swatał ze swoim kolegą. WTF. Prawił mi o nim, jaki to z niego Belmondo i w ogóle. Wtem nagle sen zniknął a ja miałam fałszywe przebudzenie. Czasami jak się obudzę to jeszcze mam takie hipnagogi posenne, tj. halucynacje, które polegają na tym, że drzemię sobie a np. słyszę jeszcze głosy ze snu i śnię urywki snów ale czuję, że nie śpię tylko właśnie płytko drzemię i nie jestem zakotwiczona w tym śnie, mam świadomość, że wtedy wystarczy jedno poruszenie powieką czy ciałem a te halucynacje i półsen znikną. Lubię ten stan i specjalnie co jakiś czas otwieram oczy, by się wybudzić i znowu tak przysnąć. Czuję się wtedy jak na fazie, jak naćpana czymś zajebistym i co najlepsze, najlepiej mi jest wejść w Świadomy Sen z takiej drzemki. No i miałam właśnie podczas tego całego paraliżu takie coś, tyle że fałszywe. Tzn. Obudziłam się, ale we śnie i myślałam, że obudziłam się na serio. Słyszałam głosy tak jakby ojciec do mnie w dalszym ciągu coś pierdolił. To były jakieś porady życiowe. Niektóre całkiem zastanawiające, inne absurdalne. Pomyślałam sobie: „Dobra, specjalnie się jeszcze nie zbudzę i zostanę w tym stanie, bo aż mnie ciekawi co te głosy mi jeszcze powiedzą. Będę się mogła pośmiać za dnia…” I nagle słyszę „Twoja pewność siebie to coś co powinno za Toba chodzić krok w krok", następnie „Dobrzy ludzie będą Twoją dobrą karmą, którą spotkasz na drodze do szukania dziadka" (dziadek nie żyje na jawie), i w końcu „obudź się, już przyszedł" i pomyślałam, ale przypał, przyszedł do pokoju z tym swoim kolegą a ja śpię! Otwieram oko, nikogo nie ma. Oczywiście to cały czas sen, oko otworzyłam we śnie. Leżałam na plecach, jedna ręka za głową, druga wzdłuż ciała. I ten ojciec dalej coś gada i nagle znowu otwieram oko... A tu pluszak który siedzi na szafie, nagle sam się przesuwa i upada na podłogę. A ja nagle panika i krzyczę w myślach „kuuurwaaa duchyyy!!! Zaraz idę do mamy (akurat wiedziałam, że już nie spi), powiem jej że misiek spadł, kurwa on spadł!!!!" i pokazałam palcem na tego miśka po czym sama zsunęłam się z łóżka i upadłam na podłogę. Jak tylko uderzyłam o podłogę plecami to nagle nastała ciemność i zrobił się jakby reset, znalazłam się znowu na łóżku w tej samej pozycji i tu się zaczęło robić coraz dziwniej. Mianowicie czułam, że nie mogę się ruszyć! Cały czas w myślach, tak jakbym sobie to wyobrażała, wierzgałam i wymachiwałam rękami, próbując ściągnąć z siebie kołdrę i wstać, ale jednocześnie czułam że moje ciało pozostaje totalnie bez ruchu. Chciałam za wszelką cenę się podnieść i zobaczyć czy pluszak leży na podłodze, machałam rękami i się trzepałam w wyobraźni, czując w rzeczywistości że jestem sparaliżowana. Jednocześnie towarzyszyły temu dziwaczne odgłosy, jakby dudnienia. Myślę sobie „dobra może zamiast się tak trzepać, spróbuję wolniej, może się uda" i jeszcze raz, już wolniejszymi ruchami, podnoszę ręce w myślach, wyobrażam sobie jak wierzgam nogami żeby odepchnąć kołdrę... Ale nic z tego. Dalej faktycznie leżałam nieruchomo. I nagle NAPRAWDĘ się obudziłam, otworzyłam oczy, poruszyłam rękami, pluszak był na swoim miejscu.
Co czułam? Strach? O dziwo właśnie nie. Bynajmniej nie paniczny, jedynie lekki niepokój, możliwe, że dlatego, że był już ranek. W środku nocy pewnie bym się bardziej obsrała. Byłam nawet lekko podekscytowana – coś czego tak bardzo się obawiałam, stało się… I było jedynie bardzo dziwne, ale nie straszne. Pomyślałam sobie: „WOW, a więc to jest właśnie ten paraliż senny?” Myślę, że przydarzyła mi się bardzo łagodna postać paraliżu sennego. Następnym razem może być gorzej… Odpukać, oby, kurwa, nie było kolejnego razu. Albo niech sobie będą, byle nie w środku nocy, a już bynajmniej, o zgrozo, nie o trzeciej nad ranem, bo dosłownie wysram własne jelita ze strachu.
RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 02-09-2025 Ostatnie (najciekawsze) sny:
W tym śnie jakoś na początku była dziewczyna, która miała takie włochate spodnie. I ona sobie te spodnie wyczesywała grzebieniem, spodnie były czarne i te włosy były czarne. Na grzebieniu zostawało dużo włosów, ale spodnie wciąż nie były "łyse". To była jakoś sobota rano, mieliśmy z mężem iść na spacer i byliśmy tak jakby w naszym mieszkaniu, ale trochę innym. Tu gdzie sypialnia była kuchnia, była tam ciemna kanapa ze skóry z narzuconym na nią żółtym kocem, ten koc spadał (podobnie jak u moich rodziców w domu spada koc w salonie). I z tej kuchni przenieśliśmy się z lubym do salonu na narożnik rozłożony i jeszcze chcieliśmy pospać (chyba), choć ja już zrobiłam sobie kawę, bo w tym salonie przy sofie była kuchenka indukcyjna a na niej czajnik (dziwiłam się po co nam czajnik na kuchenkę, skoro mamy już czajnik elektryczny). I na całą tą płytę indukcyjną była założona taka jakby obręcz, która mogła być podniesiona tak, by zakrywała całą płytę i trzymała ciepło. I nagle do mieszkania wparowała Paulina (koleżanka) i pytała czy idziemy z nią i z psami na spacer. Ja spojrzałam na telefon i była godzina 8:30, powiedziałam, że nie idziemy bo jest jeszcze bardzo wcześnie i jesteśmy w proszku jak widać. I Paulina sobie poszła. My wstaliśmy i nagle poszliśmy sami na ten spacer, tylko nie z Kentuckym (naszym dalmatyńczykiem) a z Arisską (naszą nieżyjącą już kundelką). Chcieliśmy wziąć ją na łąkę na spacer ale baliśmy się, że przyjedzie Straż Miejska i da nam mandat za puszczanie psa luzem. Wyobrażałam sobie jak strażnik mówi: "Jak każecie psu zostać i siedzieć przy ławce to ciekawe czy będzie siedział jak Wy będziecie biegać po polanie". A ja wiedziałam, że mój pies by siedział, bo jest wychowany. I gdzieś w tle widziałam moją siostrę, która miała dziecko i trzymała je w nosidełku. Zastanawiałam się, czy jeśli "pożyczę" od siostry nosidełko i dziecko to strażnik zlituje się nade mną, widząc, że mam niemowlę. Modliłam się tylko w duchu, że jakbym nosiła to dziecko na spacery w tym nosidełku to żeby Adrian (mąż) nie zobaczył tego, żeby nie zechciał mieć swojego dziecka ze mną. XD Była bardzo ładna pogoda i chcieliśmy wziąć psa (nie wiadomo już czy to był Kentucky czy Arisska, to był taki jakby "dwa w jednym" pies) do miejsca, które już pojawiało się w moich snach, nad takie mini jeziorko, ale bardzo piękne, z czystą wodą, coś w stylu wody w skałach na wyspie Gramvousa w Grecji gdzie byłam lata temu. Więc pogoda była super, ale trochę wiało. Byłam w krótkim rękawie i Adrian też, choć niósł ze sobą dwie zimowe kurtki w ciemnych kolorach. Szliśmy sobie. I nagle weszliśmy do takiego terenu krytego, coś jakby pod wiadukt, do jakiejś zamkniętej przestrzeni z przeszklonymi drzwiami po obu stronach. Adrian wszedł tam pierwszy, ja z psem nie wiedziałam jak tam się dostać i weszłam dopiero innym wejściem. Podeszłam do Adriana i tam była też moja mama, która chciała nam wyjaśnić jeszcze jakieś kwestie remontu i malowania klatki w naszej kamienicy. I ja nagle patrzę przez te przeszklone drzwi jedne, a tu leje jak z cebra. Nagle pogoda totalnie do bani i pomyślałam sobie: "Czy naprawdę każdego dnia musi padać?", byłam zdziwiona że z takiej pięknej pogody nagle zrobiła się taka paskudna. Uznałam, że pewnie zrobiło się bardzo zimno, nawet czułam na ramionach chłód, i wzięłam od Adriana jedną kurtkę, założyłam na siebie, była bardzo ciepła, miękka i gruba. Skapłam się, że na głowie mam też czapkę. Czapka ta była tak niewygodna i tak bardzo ściskała mi jedno ucho, że ciągle ją zdejmowałam. I nowa czapka ciągle pojawiała się na mojej głowie! Więc znowu zdejmowałam. I tak co chwila. Już miałam dosyć tych czapek. Wyszliśmy na dwór jednym z wejść i nagle byliśmy nad jeziorem. Był mega wiatr i burza a nad taflą jeziora rosły sansewierie i bardzo się kiwały od wiatru, myślałam, że się połamią. Była taka burza, że ledwie było w pewnym momencie widać te rośliny. Chcieliśmy kontynuować spacer, ale pogoda była koszmarna. Woda w jeziorze była taka szara, mętna i brudna. I nagle pojawiły się na moich plecach skrzydła i mogłam je sobie dopasować i wybrać czy chcę mieć skrzydła błoniaste czy normalne, anielskie. Wybrałam anielskie, bo uznałam, że są przyjemniejsze w dotyku i mniej creepy. Te skrzydła były tak dziwnie połączone z moimi rękami, że w locie aby lecieć to miałabym machać rękami (a nie skrzydłami na plecach). Mama mówiła, żebym teraz nigdzie nie leciała na tych skrzydłach, bo jest burza, ale ja nie posłuchałam i wzbiłam się do lotu i po prostu zaczęłam latać nad tym jeziorem, potem wróciłam i usiadłam przy barierce, tam była taka restauracja w której pracowałam, ale właśnie na taras wyszły dwie pracownice i poinformowały mnie, że zostałam zwolniona. I nagle znów szybowałam w powietrzu i śpiewałam piosenkę "ABCDEFU". I leciałam i leciałam i wylądowałam przy takiego typowego amerykańskiego pubu jak z filmów, taka przydrożna knajpka to była. Weszłam tam i facet mi powiedział, że ma właśnie jeszcze odgrzewany kawałek pizzy ale za chwilę zamykają, klienci już nic nie chcą i że to się zmarnuje. Wyjął ten kawałek z takiego pieca kamiennego. Wzięłam od niego i zaczęłam jeść. Usiadłam obok takiego innego faceta, który zaczął mnie zagadywać i wskazywać palcem na innego chłopa (który wyglądał jak wokalista The Rolling Stones) i pytać czy go znam, bo coś jest z nim nie tak, bo chodzi normalnie a udawał, że ma złamaną nogę. A ja powiedziałam, że on wcale nie udaje, bo on faktycznie miał złamaną nogę jakiś czas temu. I ten facet obok mnie zaczął mnie pytać skąd ja to wiem, i że to nieprawda, że pewnie go okłamuję. A ja mu wtedy przywaliłam w twarz z pięści, po czym wstałam i odeszłam od niego, bo już miałam dosyć jego pierdolenia. I nagle zawołała mnie siostra i mama i powiedziały, żebym się nie denerwowała i znajdziemy sobie inne, lepsze miejsce do konsumpcji. I poszłyśmy do takiej jakby wnęki, gdzie były hamburgery. Na stole leżały zrobione, gotowe hamburgery a obok na stole same bułki i inne składniki do samodzielnego zrobienia hamburgera i wstawienia do piekarnika w celu podgrzania. To była taka samoobsługa z opcją wzięcia sobie gotowego hamburgera. I na ekranie piekarnika wyświetlała się reklama z instrukcją. Było pokazane jak robić hamburgera i że jeśli w piecu ser się roztopi i wyleci poza bułkę to żeby wyjąć hamburgera i wymienić ser na nowy, nie roztopiony. Fvck logic. Wzięłam sobie jednego z gotowych hamburgerów i zaczęłam jeść, pamiętam, że był dobry, był przepyszny. Za chwilę przyszła mama z siostrą i zaczęły sobie przygrzewać w piekarniku swoje hamburgery, które już zrobiły i ja też chciałam zrobić sobie jeszcze jednego, ale bałam się, że będzie zbyt ciepły bym mogła go szybko zjeść, kiedy go wyjmę z tego piekarnika.
*
Sen o Fabianie. Ja miałam na imię Tea, tak naprawdę to Lorellai, ale tam mówili na mnie Tea. Była taka restauracja-bar o nazwie Fvcking Food i druga, taki bar, o nazwie Fvcking Drink. Jadłam hamburgera z Fvcking Food (piętrowa restauracja z tarasem) i nagle spostrzegłam, że ludziom siedzącym na dole ludzie siedzący na tarasie rzucają puszki z napojami i oblewają ich nimi. Postanowiłam zrobić porządek jako smoczyca. Stałam się smokiem i wzbiłam się do lotu, zionęłam ogniem po tarasie i zabrałam z piętra tych ludzi, którzy nie dokazywali i sprowadziłam ich na dół, zrobiłam to w taki sposób, że stałam na dole, położyłam ogon na tarasie i zrobiłam z siebie schody, ludzie schodzili po mnie ogonem, przez tułów i skrzydła i łapy aż na sam dół. Potem już jako człowiek szłam i szukałam mężczyzny odpowiedniego do uciech cielesnych, miało to dziać się w lesie na jakiejś górce, ale był to jakiś starszy dziadek, więc uciekłam. Wcześniej w telefonie miałam zdjęcia męża, ale wyszedł na nich jak dziadek. Siedzieliśmy w mieszkaniu naszym w kuchni i chciałam na tym telefonie pokazać ludziom z restauracji fotki, żeby udowodnić, że to nie ja rzucałam w ludzi jajkami. Bo krzywe lusterko było i uchwyciło figurkę jakąś (to byłam ja?) jako klepsydrę kleksa z jajka(?) ale to nie było jajko, tylko jakaś imitacja. Chciałam mieć koniecznie te uciechy wiadomego rodzaju i szukałam faceta o imieniu Fabian (w sumie to młodego chłopaka), który pracował w tej restauracji na zmianę z pewną babką. Ona tam pracowała na pierwszą zmianę i on ją przyszedł zastąpić. Szukałam, dzwoniłam do Fvcking Food, odebrał ktoś, ale był to kobiecy głos (głos mojej koleżanki Kasi). Udałam się do restauracji i Fabian siedział przy komputerze przy biurku i nabijał zamówienia. Pytał, czy wzięłam laptopa, a ja, że nie ale mogę po niego skoczyć. Obmyślałam w głowie plan teleportacji do domu i teleportacji z powrotem do restauracji z laptopem. I zapytałam: "A co, będziemy się uczyć?" I przytulałam go, miziałam (był bez koszulki) i próbowałam uwodzić. On nagle jednak wstał i oznajmił, że czeka nas robota. I mieliśmy przycinać takie plastikowe półki na książki i on przyciął a ja mówię że zrobię po mojemu i przypalałam je palcami (moc ognia) tak równo i ładnie. Tylko jak brałam w ręce te odłamki to parzyły mnie a nie powinny bo w końcu przecież byłam w tym śnie Alfą Ognia, odporną na poparzenia i ogień (motyw ze świata mojej książki fantasy, którą napisałam). Wcześniej Fabian przy kompie miał połączenie wideo na telefonie z kimś i jakiś problem był, chodziło chyba o te półki. Ja w tle machałam do kamerki i mówiłam że pomogę bo "jestem Alfą Mroku…. Yyyy Ognia!" On jednak mnie miał w dupie i ignorował. Poszedł se potem ode mnie od tych półek a ja zostałam z tą laską, z którą on pracował. Mówiłam jej że on jest wyjątkowy bo nie mam zwyczaju zapamiętywać imion ani miejsc pracy moich sympatii że snów a jego zapamiętałam i przywołałam na nowo we śnie. I nie było go a ja z tą laską krążyłam po okolicy. Były takie dni świstaka bo robiłyśmy to samo cały czas, tzn. chodziłyśmy do sklepu (cukiernia) jeść pączki z kremem i salami (WTF). Były dobre i słodkie i nie było czuć tego salami, tylko taki dobry krem śmietankowy. Dwa razy byłyśmy u baby w sklepie. Drugi raz kazała mi płacić a ja ręka do kieszeni i czuję że nie mam kasy, tylko jakieś drobniaki. Więc mówię że jej dam coś lepszego i z takich specjalnych gruczołów na dłoni wytworzyłam diament różowy taki, wyskoczył mi z wnętrza dłoni i rósł. Dałam jej i mówię że to diament i dzięki niemu będzie bogata. Nagle ten diament coraz większy aż stał się dużym na około 10 cm. I ona nie wiedziała co to, więc powtórzyłam jej, że to diament i żeby udała się do banku i wymieniła go na hajs i stanie się bogata. Płakała ze wzruszenia i szczęścia i chciała wytrzeć oczy a miała w kącikach ropę z oczu i wepchnęła ją sobie głębiej do oka, bo wkładała do oczu paluchy, ja patrzyłam i chciałam aż jej to wyjąć z tych oczu. Ale odrzuciłam ten pomysł, bo niby jak to miałam zrobić, i wyszłam ze sklepu. Wyszłyśmy więc razem z tą laską i poszłyśmy do zejścia podziemnego tak jakby na peron. Tam jacyś Arabowie i Hindusi pracowali przy komputerach. W końcu zostawiłam tam tą dziewczynę i powiedziałam, że muszę iść i odnaleźć Fabiana, bo zwariuję. Poszłam pod restaurację, drzwi miał uchylone i siedział tam. Zawahałam się. Myślałam co mu powiem jak tam wejdę - że odchodzę bo widzę że on mnie nie chce? To miało być pożegnanie i próba sprawdzenia, czy mu zależy, chciałam Fabiana odnaleźć i iść do niego żeby go skonfrontować dlaczego mnie ignoruje i nie chce bo wiedziałam że to sen i że się w końcu obudzę i się nie dowiem. Bałam się też wejść, bo sądziłam, że może się przebiera i go zawstydzę. Potem miałam wejść i kiedy byłam zdecydowana to zamknęły się drzwi i Fabian poszedł spać, bo było już późno. Zegar był na zewnątrz nad tymi drzwiami i chciałam przyspieszyć czas do rana i zaczęłam kręcić wskazówkami za pomocą woli, licząc na to że już wyspany otworzy drzwi ale nie otworzył. A w końcu zegarek zatrzymał się na godzinie 4 rano. I poczułam jak się budzę. I zdążyłam tylko wejść szybko do pokoju i powiedzieć, że idę i znikam skoro on mnie nie chce ale on siedział bez słowa i nie reagował bo sen zdążył już się rozmyć.
Zasnęłam ponownie i potoczyła się dalsza część tego snu! Ale sen był mniej wyraźny. Weszłam do systemu jako Lorellai a nie Monika (konto koleżanki z pracy) jak poprzednio i ten Fabian był już bardziej chętny. Był zjarany ziołem i w końcu przeszedł do konkretów. Był dziki i nieokiełzany. A może to były tylko moje myśli? Byłam tam też jako wilk ale akurat wtedy miałam postać człowieka. Wzięłam z półki miskę dla psa z porcelany w kształcie cycków w różowym bikini, taka biała holograficzna mieniąca się na róż i niebieski. Myłam ją w zlewie przy tym biurku Fabiana i wzięłam sobie jeszcze do niej kubek taki w orientalny wzór też holograficzny (taki sam, to był komplet do miski). I ta laska ze sklepu, o imieniu chyba Ivy zrugała mnie, że nie mogę być psem i pić z psiej miski, bo to uwłaczające. A ja jej mówiłam, że każdy ma teraz psa. Ona na to, że nie mogę jeść z podłogi ani pić. A ja jej na to: "To jak mam jeść jako wilk? Ze stołu?" Było to dla mnie nie do pomyślenia. I nagle zadzwonił budzik...
*
Sen świadomy-nieświadomy. Nieświadomy, ale ze świadomością, że mogę wszystko. Whatever. Na samym początku snu był Artur z RDR2, który coś paplał na temat Mary. Że ona by chciała z nim być, ale on nie chce, bo nic już do niej nie czuje i ona robiła go w bambuko. Szłam z nim schodami, był taki męski, napakowany i handsome, że miałam ochotę rzucić się na niego w wiadomym celu. Byliśmy u mojej babki w mieszkaniu i oglądaliśmy foty z jakiegoś campingu, tam były takie mini domki letniskowe nad jeziorem, wybieraliśmy się na urlop. Wszyscy chcieli, by dziadek jechał sam (w tym śnie żył), a ja nie chciałam by jechał sam i uznałam, że pojedziemy na dwa samochody, ja z Arturem (który przybrał postać mojego męża) i dziadkiem a reszta drugim autem. Weszłam do kuchni, gdzie Aśka (kuzynka) coś gotowała, nie byłam pewna jak zareaguje na mnie, była w piżamie (na jawie nie mamy kontaktu). Ale odwróciła się i jakby nigdy nic dałyśmy sobie buziaki w policzki. Pytałam też nie jeden raz taty czy nie będzie najlepiej wynająć mini busa, żeby każdy się zmieścił, ale on kręcił nosem na ten pomysł i jakieś tam swoje argumenty podawał przeciwko. Pytałam czy to bardzo daleko, mówili, że tak. Patrzyłam na zdjęcia jakie ktoś zrobił na fb tego campingu, chyba stałam na balkonie u babki. Nagle już byliśmy na tych wakacjach i okazało się, że jesteśmy na molo z GTA SA, byłam tam z siostrą i mężem i powiedziałam do ludzi na molo: "Witojcie", a następnie zaśmiałam się z tego i skomentowałam, że przecież tak mówią górale w my jesteśmy nad morzem. Miałam luźnego, rozwalonego warkocza i czarne wsuwki w nim, a chciałam się kąpać. Siostra już wskoczyła do wody i pływała. Ja zaczęłam wysuwać te wsuwki z włosów i kłaść je na kupkę na moim czerwonym szlafroku. Wskoczyłam do wody, dałam nura, to była taka popisówa przed jakimś kolesiem, wypłynęłam i wpadłam na pomysł, że aby trochę podszkolić się w świadomym śnieniu to będę przywoływać przedmioty. Nagle na tym molo był domek, miałam chodzić do niego, skręcać na prawo do salonu gdzie była półka z książkami. I wizualizowałam sobie, że jak wejdę do domku to na półce będzie książka taka i taka. I faktycznie one się pojawiały. Przywołałam też kamasutry (podobne do tych które mam w domu) i wtem wpadłam na jeszcze lepszy pomysł - przywoływanie moich partnerów z Dvaross (z mojej książki fantasy) i uciechy cielesne z nimi. Był nawet plan przywołania samego głównego bohatera! Przywołałam jednego z nich - Milesa, ale był brzydki i pulchny i nie chciałam z nim niczego intymnego. Wołałam go, wizualizowałam sobie jak wychodzi zza rogu. Przyjechał na motorze, zaparkował pod wejściem, przyszedł do mnie. Było tych partnerów ogólnie kilku, albo to był ten sam cały czas..? Z każdym było wiadomo-co na kanapie, nie będę wnikać w szczegóły. XD W innym pokoju przy biurku notowała coś jakaś laska, wołała mnie do siebie kiedy ja akurat znów miałam dosiąść Milesa na kanapie. Powiedziałam, że nie podejdę, bo jestem zajęta, ale ona męczyła aż w końcu do niej poszłam. Miała jakieś ciasto i kawę na biurku. Okazało się, że chciała jakąś pierdołę, więc odeszłam od niej i poszłam zabawiać się dalej z moim lubym. Ale wtem nagle okazało się, że uciechy cielesne miałam mieć z moim dalmatyńczykiem! Dla mnie było to zupełnie, najzwyczajniej normalne w tym śnie. Pytałam czy mu się podoba, ale kręcił głową, że nie, więc w końcu odpuściłam, uznałam, że walę to i od tej pory uciechy cielesne tylko z Nihilem! (inna postać z mojej książki) Wyrzuciłam za drzwi dalmatyńczyka i zawołałam jednego ze smoków (mniejszych jak Saphira z Eragona, choć z początku myślałam nad większym w stylu Drogona, ale uznałam, że nie zmieściłby się w szczelinę, w której schował się dalmat), jednak smok nie zjawił się aby zabić psa. Potem się okazało że ta laska (to widziałam jak na filmie) wzięła motor Milesa ukradła i chciała odjechać ale ja miałam w rękach dwa jabłka, jedno rzuciłam jej pod koła i ona poślizgnęła się i spadła z motoru. Miała być dla niej kara, znów był ze mną Arthur i staliśmy potem pod jakimś budynkiem i mieliśmy karabinami rozstrzelać tą babe za występek, ale nagle ona zza pleców też wyjęła swój karabin i zaczęła strzelać. Chowali się ludzie za murkami, by ich strzały nie dosięgały, ja spojrzałam na murek i też planowałam się za nim schować, ale zanim zdążyłam to ta typiara zamieniła się w mysz i zaczęła spieprzać przez jakiś pomost gdzie pociągi jeździły. Komentowała w myślach, że jej teraz nie złapią, bo ona ucieka i jest malutką myszką.
Notatki:
W ostatnim śnie mamy motyw specyficznej moralności we śnie.
Dlaczego sny bywają straszne, szokujące lub obrzydliwe? Bo sny działają w trybie „bez hamulców”, mózg w snach nie przestrzega społecznych norm ani etyki – wszystkie emocje i scenariusze są generowane w trybie eksperymentalnym. To dlatego w snach mogą pojawić się sytuacje, które na jawie byłyby nieakceptowalne lub absurdalne (jak obcowanie ze zwierzęciem w moim przypadku).
To, że sen wywołuje w nas wyrzuty sumienia czy wstręt, to mózg pokazujący emocjonalną reakcję na sytuacje, które w realnym świecie byłyby niemożliwe lub tabu.
Istnieje też kwestia braku kontroli nad ciałem i reakcjami. We śnie ciało reaguje na poziomie sensorycznym, ale świadomość i moralność nie mają pełnej kontroli, to dlatego odczucia cielesne mogą być intensywne i wywoływać poczucie dyskomfortu nawet po przebudzeniu.
Jak sobie radzić z takimi snami:
• Nie obwiniać siebie – to sen, moralność w realnym świecie nie była łamana.
• Obserwować emocje – próbować w myślach oddzielić „świat snu” od rzeczywistości.
• Zapisywać sny – opisanie ich pomaga odciążyć psychikę i przetworzyć szokujące treści.
• Świadome śnienie – kiedy mamy lucidity, możemy zmieniać nieprzyjemne scenariusze, np. odwracać sytuację w bezpieczny lub neutralny sposób. Tu w ostatnim śnie gdzieś tej świadomości zabrakło.
⸻
Takie sny to po prostu „eksperymenty emocjonalne” mózgu. Nie oznaczają pragnień ani złych intencji – często pokazują, że mózg próbuje przetworzyć trudne lub skomplikowane emocje.
RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 08-09-2025 Dzisiejszy sen:
Na początku tego snu była ciężarna koza, która miała urodzić dwa maluchy. No i urodziła jednego, łaciatego w ciemne łaty i kiedy on się urodził to jakby zza niego wyszedł drugi maluch, mniejszy od tego pierwszego, łaciaty w rude łaty. I ta koza-matka miała iść na śmierć, po prostu miała zostać pozbawiona życia, żeby ludność miasta mogła ją skonsumować. I zabrali tą kozę a ja poszłam gdzieś... I nagle znalazłam się w jakimś biurze, sekretariacie. Była tam moja koleżanka Martyna, ja chciałam coś wydrukować, jakieś swoje badania. I to było chyba też takie biuro turystyczne bo ludzie omawiali tam plany wakacyjne. I potem przyszła Doda, przywitała się z nami a ja zacytowałam jej stary opis na GG. Chciałam od niej wziąć autograf, ale zauważyłam, że mam przy sobie tylko jakiś stary brudnopis i głupio mi było, żeby Doda mi się tam wpisała. I potem ja dalej czekałam na te wydruki badań a Doda i Martyna miały iść na shopping do galerii, bo ta drukarnia była połączona z galerią. No i ja ją i tą Dodę przytuliłam, pożyczyłam im udanych zakupów i sama wyszłam już z tej drukarni. Wróciłam i były tam te małe kozy, które nagle wyglądały jak Papillony (psy). I one też miały zostać zabite na pokarm, ale było mi ich tak szkoda, uznałam, że chcę uratować chociaż jedną i wybrałam tą mniejszą. A tą większą ktoś zabrał. Ale ostatecznie żadna z nich nie zginęła, bo oto nagle ktoś zaczął podbiegać do mnie i do innych ludzi i ogłaszać, że wybuchła właśnie wojna w Egipcie (aha, okej, czyli już wiedziałam, że jestem w Egipcie) i że trzeba uciekać. No to zostawiłam tą kozę i biegnę. Razem z ludźmi biegłam przez ten Egipt, te Egipskie ulice, jakieś kanały ulepione z gliny, targowiska... I nagle OLŚNIENIE - to przecież sen! No to niewiele dłużej myśląc, uznałam, że zrobię porządek jako smoczyca. Zwizualizowałam sobie swoją przemianę, widziałam jak robię się coraz większa a moje dłonie zamieniają się w łapy ze szponami i upadają ciężko na trawnik (stałam na dużym, trawiastym polu) i wielkie pazury wbijają się w ziemię. Tak naprawdę tego nie widziałam, tylko tak jakby.... Wyobraziłam to sobie w tym śnie? No ale byłam tym smokiem i stanęłam na dwóch łapach tylnych, ryknęłam po czym wzbiłam się w powietrze i lecę. Zionęłam ogniem i faktycznie ten ogień pojawiał się i uderzał o budynki i ulice. Wiedziałam, że ogień to potężny żywioł i nie zawsze władanie nim działa w snach, dlatego starałam się być maksymalnie skupiona. No i nagle byłam z powrotem człowiekiem i pojawiłam się obok takiej jakby komórki, małego budynku z dużymi, przeszklonymi drzwiami. Tam w tym budynku byli "wrogowie", zbiłam szybę w górnej części przeszklonych drzwi i wskazując palcem na róg pokoju, podpaliłam go. Pojawił się płomień i fragment tego pokoju zajął się ogniem. Ludzie, którzy tam byli, trochę spanikowali, jeden z nich rzucił we mnie petardą, a ktoś inny krzyczał, że to wybuchnie i mnie spali i żebym uciekała. Ja wiedziałam, że ogień nie zrobi mi krzywdy. Widziałam jak jakaś osoba przydeptuje tą petardę, żeby stłumić wybuch, ale petarda i tak wybuchła i faktycznie moje ubrania i ciało zajęły się ogniem, jednak płomienie nie robiły mi krzywdy. Podniosłam ręce w górę, żeby wszyscy widzieli, że jestem piromaniakiem odpornym na ogień i podziwiałam jak płomienie tańczą mi na skórze. Czułam, że ci ludzie panikują, bo wcześniej w międzyczasie wskazałam palcem na również inne miejsca w pokoju, które zapłonęły. Tym razem odwróciłam się w kierunku tego budynku i uznałam, że dość już nastraszyłam tych ludzi i pora zgasić płomienie. Więc wykonałam szybki ruch ręką i jeden płomień zgasł. Potem znowu ruch ręką i kolejny zgasł. A potem coś się zepsuło. Kolejne machnięcie ręką i kolejny płomień zgasł, ale za chwilę pojawił się na nowo, kiedy ja gasiłam kolejne. Jedne gasły, a poprzednie znów się pojawiały. Czułam, że nie panuję już nad tym ogniem. I próbowałam od nowa, bardziej się skupiając, wykonując wolniejsze ruchy ręką. Pamiętałam, że we śnie nie mogę się frustrować na żywioł ale spróbować nad nim zapanować w sposób wolniejszy, delikatniejszy i łagodniejszy. Jednak to nie działało i w dalszym ciągu te płomienie nie chciały zgasnąć. W końcu uciekłam stamtąd i znów byłam smokiem. Leciałam nad budynkami, ale już nie podpalałam niczego w obawie, że mój ogień nie zadziała. Wleciałam na szczyt budynku, gdzie przebywała jakaś dziewczyna. Nagle byłam znów człowiekiem i ta dziewczyna opowiadała mi o perfumach. Pokazała mi jedne (wyglądały jak Andaleeb) i pytała mnie, czy znam tą wersję, czy ją mam. Dała mi przy tym korek tych perfum do powąchania. Miały bordową butelkę i złoty korek.. Powiedziałam, że nie znam tego zapachu i spojrzałam na jej szafkę z perfumami, gdzie stała ta moja wersja, którą mam. Powiedziałam jej więc, że tej wersji nie znam ale znam i mam tą, która jest w szafce. Poczułam żal, bo wiedziałam, że zrobiłam tej dziewczynie odlewki perfum i właśnie użyłam też tych, które ona miała w szafce, więc je znała. I ta dziewczyna uznała, że podzieli się ze mną połową tych swoich perfum, które trzymała w ręce. I nagle zaczęła je pić. Pomyślałam sobie, okej, może wypija swoją połowę a drugą mi odda... Ale dziwiło mnie, że ona pije perfumy. Zapytałam jej czemu to robi a ona odpowiedziała, że bardzo chce się jej pić. Więc jej powiedziałam, by napiła się wody. Ale ona dalej piła te perfumy. I potem się obudziłam.
Notatki:
1. Klasyczny trigger świadomego śnienia - nagła nieprawdopodobna sytuacja, która uświadamia, że wszystko jest możliwe. Oznacza to potencjał do świadomego wchodzenia w sny i doświadczania w nich sytuacji z pełną kontrolą. Moment uświadomienia można wykorzystać jako „punkt startowy” do eksperymentów w śnie.
2. Wizualizacja przemiany (łapy, pazury, unoszenie się w powietrze) świadczy o tym, że moje wyobrażenie fizyki i anatomii działa w śnie, ale na moich zasadach. Oznacza to, że umiem eksperymentować ze swoją cielesnością i zdolnościami w świecie snu. To dobry moment, by ćwiczyć kontrolę nad emocjami, siłą i przestrzenią w śnie – czyli np. zbliżać się do trudnych miejsc lub rzeczy, które w rzeczywistości budzą lęk.
3. Ogień w tym śnie jest potężnym symbolem władzy, siły, emocji i transformacji. Najpierw ogień działa zgodnie z moją wolą – płonie tam, gdzie wskazuję, a ja obserwuję jego efekt. Potem przestaje się całkowicie podporządkowywać – niektóre płomienie gasną, a inne pojawiają się znowu, mimo moich ruchów. Moja reakcja – spokój, wolniejsze i delikatniejsze ruchy – to typowa strategia świadomego śnienia przy trudnych żywiołach: w snach ważne jest, aby nie walczyć z energią, tylko ją „prowadzić” i akceptować. 4. Powtarzające się przejścia: smok → człowiek → obserwowanie innych → interakcja → smok. To klasyczna technika w świadomych snach: zmiana perspektywy lub postaci pozwala badać różne aspekty własnej świadomości i władzy w śnie. Moje działania w snach – wybór, co podpalić, co zgasić, komu pomóc – są aktywnym eksperymentowaniem z rzeczywistością snu. RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 09-09-2025 Dzisiejszy sen:
Śniło mi się, że przyjechałam do pracy, ale to była taka jakby szkoła. Przyszłam spóźniona, na "15 po", bo wcześniej musiałam zaparkować samochód, wysiąść i wrócić po chwili do tego auta po lunch i napój, które zabrałam w plastikowej siatce a o których zapomniałam. Ten napój to była taka herbata w stylu Iced Tea. Marzena (z pracy koleżanka) ściągała monitoring z parkingu bo chciała zobaczyć jakąś akcję sprzed kilku dni. Jak byłam już w tej szkole to na korytarzu czekaliśmy aż nauczycielka otworzy klasę i zobaczyłam Ilonę (koleżankę z pracy) na korytarzu trochę dalej i jej pomachałam. Odmachała mi. Inni ludzie patrzyli na mnie a ja czułam się, że mam otuchę i mam tu koleżankę. Jeszcze gadałam na Teams ze Sławkiem (kolegą z pracy), ale odczułam jego niechęć i że dał mi kosza i odpuściłam. Była opowieść na początku zajęć o jakimś facecie, który uratował młodą dziewczynę, mówił o niej, że "jest jego" i dawała mu ona buziaki z wdzięczności. Czytałam to w książce i czułam zazdrość o tą młodą dziewczynę. On tą dziewczynę uratował jakby z takiej "głębokiej" dziury, jakby z kopalni. Ponoć zatrudniony był duży ptak w typie harpii do tego. No i siedzieliśmy w sali i rysowaliśmy. Ilonie szło lepiej. Narysowałyśmy koguty. Nauczycielka siedziała w osobnym pokoju, na krześle, pijąc kawę. To był pokój w starym stylu, wyglądał jak pokój Babci Wieśki (mojej babci, która mieszkała na wsi). Weszłam do tego pokoju i zastanawiałam się jak ta nauczycielka ogarnia to wszystko, tu praca, tu dom, tu inne zajęcia. Na jej biurku były bardzo ładne obrazki namalowane przez nią. Uznałam, że pewnie ta praca to jej wielka pasja, bo widać, że naprawdę umie malować. Nauczycielka mówiła mnie oraz Ilonie, żebyśmy pokazały jej swoje dzieła plastyczne. Ilona stworzyła koguty, które pokazywały "fakera" i były zrobione z gumy, takie gumowe przywieszki-breloki. Miały wyjmowane części ciała, jak puzzle. Ja miałam swoje koguty narysowane w zeszycie. Nauczucielka wzięła je wszystkie i podziwiała. W pokoju panował zaduch, ale bałam się o tym wspomnieć, i Ilona powiedziała w końcu, że w tym pokoju strasznie śmierdzi, po czym otworzyła okno. Nauczycielka pytała mnie, po tym jak Ilona wyszła, jak skuteczne są gryfy w walce. Zdziwiło mnie to pytanie, ale starałam się coś odpowiedzieć - że są całkiem skuteczne, bo są duże, mają ostre dzioby i szpony. I wtedy okazało się, że jest druga, ciemniejsza strona życia tej nauczycielki. Mieszkała ona bowiem z dwiema upośledzonymi kobietami, matką i córką. Widziałam tą scenę jakby ja filmie w telewizji. Mieliśmy analizować ich zachowania. I ta nauczycielka coś się żaliła, że te dziewczyny "przechodzą bokiem" i to jest creepy. Ukazana była scena z łazienki jak te dwie dziewczyny, ta matka i córka szykowały się na imprezę. Ale weszła ta nauczycielka i rozgoniła je, powiedziała, że nie mogą iść na imprezę. To było z powodu ich upośledzenia. One obie nie umiały mówić. Matka odpuściła, córka jeszcze trochę wojowała. Pytamy tej córki co by zrobiła jakby jej mama umarła czy ogólnie zginęła na takiej imprezie czy ogólnie. Młoda na to pokazuje jak wyciera ręce w ręcznik, czyli pokazuje, że "pozbyła się problemu" albo nawet sama pozbyła się swojej matki. Uznajemy to za przerażające. I wtedy dzwoni mój budzik.
Notatki:
Nieświadomy, ale o bardzo bogatej symbolice i znaczeniu sen.
RE: Dziennik Lorellai - Lorellai - 10-09-2025 Dzisiejszy sen:
Jakoś najpierw w tym śnie było takie zdarzenie, które oglądałam jakby w telewizji. Ludzie lecieli na smoku i ten smok porzucił/wyrzucił tych ludzi na środek morza. Było pokazane jak ten smok uderza o taflę wody a następnie odbija się i odlatuje bez ludzi. I ci ludzie znajdują sobie prowizoryczną łódkę i zmierzają do brzegu. W międzyczasie budują podwodną strukturę, ni to dom, ni to budowlę, z takich klocków dużych. W końcu jest ukazane jak docierają na brzeg morza i są w takim ładnym miejscu z palmami, coś jakby Kalifornia. Zadowoleni i bezpieczni wychodzą na brzeg i idą przed siebie. Następnie byłam u siebie w domu, ale to był jakby inny dom. Myłam okna na golasa a potem obsypywałam się różowym brokatem i chciałam zrobić sobie selfie jak całą twarz mam w tym brokacie i to selfie chciałam wysłać do Patryka (mojego ex). Przez przypadek zmieniłam swoje zdjęcie profilowe na moje stare zdjęcie z moim starym wyglądem, kiedy miałam jeszcze duży i garbaty nos (przed operacją nosa) i kiedy miałam jeszcze swój naturalny ciemny blond zamiast platynowego jaki mam teraz, i chciałam jak najszybciej to zdjęcie zmienić na nowe. Robiąc sobie selfie w tym brokacie przypadkowo zmieniłam profilowe. Potem byłam w salonie kosmetycznym, który mieścił się w budynku mojego dawnego miejsca pracy, był tam gdzieś w tle mój dawny przełożony i inni ludzie. Otrzymaliśmy wypłatę i jedna dziewczyna zapytała mnie dlaczego ja zarobiłam 43 zł a reszta ludzi 37 zł, skoro wszyscy robiliśmy to samo. Powiedziałam tej dziewczynie, że przepraszam, że nie dosłyszałam jak mówili ile kto zarobił i że za chwilę pójdę to wyjaśnić i wyrównać sprawiedliwość. Poszłam szukać mojej babci, która to była naszym szefem. Po drodze spotkałam mamę, zapytałam o babcię, powiedziała, że nie wie gdzie ona jest. Ale w końcu ją znalazłam. Zapytałam o to, na co ona odpowiedziała, że ja mam większą wiedzę i lepsze predyspozycje, bo mam zeszyt z logo jej kremu do twarzy (w tym momencie spojrzałam na zeszyt, który miałam w rękach i faktycznie był to firmowy zeszyt z logo kremu marki babci). Uznałam, że to nie fair, że dostałam więcej hajsu za głupi zeszyt i zastanawiałam się co powiem tym ludziom i jak to zrobić, żeby nie byli źli i nie wykluczyli mnie z grupy przez to. Poszłam do kuchni i zajęłam się przygotowaniem pstrąga do pieczenia, miałam go zamiar upiec na jednym ruszcie z piersiami z kurczaka. Nagle zadzwoniła moja fryzjerka, która zaczęła mi snuć opowieści i opowiadać o sytuacji, przez którą ostatnio nie mogła mnie przyjąć na wizytę, tłumaczyła się i bardzo przepraszała. I sen się rozmył.
Notatki:
Ten nieświadomy sen pokazuje podróż od chaosu i braku kontroli (smok, morze) do odbudowy i bezpieczeństwa (brzeg, palmy). Zawiera też bardzo mocny wątek obrazu siebie – jak postrzegam się teraz, a jak w przeszłości. Jest w nim też temat sprawiedliwości, uczciwości wobec innych i poczucia winy. Końcówka z pstrągiem i fryzjerką sugeruje, że jestem w procesie przemiany – zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej.
|