08-07-2017, 10:38
Witam
Tej nocy miałem bardzo dziwny sen. Piszę tutaj tylko te ,,dziwne", te, które są takie bardziej naturalne omijam bez szczególnego zainteresowania.
Zaczął się w jakimś budynku. Było bardzo zimno. Była moja koleżanka i były kolega z klasy (z którym na szczęście nie mam kontaktu
) i moja rodzina. Spali w pomieszczeniu, ja ich pilnowałem. Była wojna. Wyszedłem na zewnątrz, mróz był bardzo ostry a ja byłem w jakimś swetrze i zwykłych jeansach. Widziałem siebie raz z pewnej odległości a raz ze swoich oczu. Ludzie strzelali do siebie na zewnątrz, wybiegła Ania, ta koleżanka i zaczęła płakać.
Później taka jakby retrospekcja. Widziałem, że to już było. Stałem z innym kolegą w kolejce do okienka na stołówce. W drodze do wydawki wziąłem bułkę i ją rozerwałem. Wylała się z niej krew, nie powiem, troszkę mnie to zdziwiło ale wydawało mi się to normalne. W okienku dostaliśmy grochówkę i widziałem jak na około każdy się nią zajada. Gdy wróciłem wzrokiem do Pani przy okienku, ta zniknęła i stał murek z bochenków chleba. Takich bardzo dużych i jasnych. Wszyscy na około mnie zniknęli po tym jak je zobaczyłem.
Nagle usłyszałem strzały. Pobiegłem do jakiejś klasy i okazało się, że ta klasa to tzw. deserownia u mnie w pracy. Stała moja rodzina i jakiś facet, groził, że ich zabije. Wiedziałem, że on wybuchnie, że ma bombę, że cały budynek i moi bliscy wtedy umrą. Grałem na zwłokę. Cały czas go zagadywałem o coś innego aż przyszedł ,,drugi" ja i od tyłu poderżnął gardło. Wtedy wiedziałem, że stało się inaczej niż powinno być i nagle wybuchła ,,wojna". Przybiegła po mnie moja koleżanka, z którą coś teraz ,,tworzymy" powolutku i zabrała mnie do parku/lasu, było pełno drzew i powiedziała, że nic nam już nie grozi. Wtedy się obudziłem
Dziękuję z góry za kolejną pomoc z interpretacją
Pozdrawiam,
tylkoja
Tej nocy miałem bardzo dziwny sen. Piszę tutaj tylko te ,,dziwne", te, które są takie bardziej naturalne omijam bez szczególnego zainteresowania.
Zaczął się w jakimś budynku. Było bardzo zimno. Była moja koleżanka i były kolega z klasy (z którym na szczęście nie mam kontaktu
) i moja rodzina. Spali w pomieszczeniu, ja ich pilnowałem. Była wojna. Wyszedłem na zewnątrz, mróz był bardzo ostry a ja byłem w jakimś swetrze i zwykłych jeansach. Widziałem siebie raz z pewnej odległości a raz ze swoich oczu. Ludzie strzelali do siebie na zewnątrz, wybiegła Ania, ta koleżanka i zaczęła płakać.Później taka jakby retrospekcja. Widziałem, że to już było. Stałem z innym kolegą w kolejce do okienka na stołówce. W drodze do wydawki wziąłem bułkę i ją rozerwałem. Wylała się z niej krew, nie powiem, troszkę mnie to zdziwiło ale wydawało mi się to normalne. W okienku dostaliśmy grochówkę i widziałem jak na około każdy się nią zajada. Gdy wróciłem wzrokiem do Pani przy okienku, ta zniknęła i stał murek z bochenków chleba. Takich bardzo dużych i jasnych. Wszyscy na około mnie zniknęli po tym jak je zobaczyłem.
Nagle usłyszałem strzały. Pobiegłem do jakiejś klasy i okazało się, że ta klasa to tzw. deserownia u mnie w pracy. Stała moja rodzina i jakiś facet, groził, że ich zabije. Wiedziałem, że on wybuchnie, że ma bombę, że cały budynek i moi bliscy wtedy umrą. Grałem na zwłokę. Cały czas go zagadywałem o coś innego aż przyszedł ,,drugi" ja i od tyłu poderżnął gardło. Wtedy wiedziałem, że stało się inaczej niż powinno być i nagle wybuchła ,,wojna". Przybiegła po mnie moja koleżanka, z którą coś teraz ,,tworzymy" powolutku i zabrała mnie do parku/lasu, było pełno drzew i powiedziała, że nic nam już nie grozi. Wtedy się obudziłem
Dziękuję z góry za kolejną pomoc z interpretacją

Pozdrawiam,
tylkoja





