20-02-2018, 19:21
Wszystko działo się podczas przypadkowej drzemki w godzinach poźno popołudniowych/wczesnych wieczornych.
Szedłem pomiędzy jakimiś budynkami z wysokim mężczyzną o niskim głosie, który miał kaptur i cały czas był odwrócony do mnie plecami, w pewnym momencie zapytał mnie o imiona dwóch dziewczyn, jednego nie kojarzyłem, aczkolwiek drugie tak, i nie kojarzyło mi się dobrze, więc odpowiedziałem mu że to było raczej coś czego szczególnie nie wspominam i nic wartego uwagi. W tym momencie byliśmy już w jakiejś klatce, ten człowiek powiedział mi, że aktualnie z nią kręci, pomyślałem że to absurdalne słysząc jego ton głosu jak i rozmiary, zapytałem go, ile w takim razie ma lat, odparł że 17.
Nie wierzyłem mu, więc rozkazałem mu się pokazać, gdy się odwrócił jego twarz była zupełnie młoda i bez żadnej zmarszczki, i po części widziałem jak się transformuje, zoorientowałem się, że jestem we śnie. Przypomniało mi się że były jakieś metody sprawdzania godziny, więc wziąłem telefon z kieszeni i go włączyłem. Na ekranie załączyła mi się przednia kamerka, nie przestraszyło mnie to wtedy, ale czułem przy tym dziwne uczucie 'odrzucania' jakkolwiek miałbym to określić, na ekranie była moja twarz z całymi czarnymi białkami, i niezależnie od kątu ustawienia telefonu względem mojej twarzy zajmowała ona cały ekran. Wyłączyłem telefon jednocześnie stwierdzając do osoby z którą konwersowałem: "TO JEST SEN!" W tym momencie znowu pojawiło się te specyficzne uczucie odrzucania, z dodatkowymi efektami wizualnymi, postać jak i wszystko wokół zaczęło się zakrzywiać, jakbym źle uderzył w fikcyjną 'rzeczywistość' co skutkowało występowaniem tzw. Errorów. Co też zauważyłem, to nie była jedyna sytuacja, a za każdym razem gdy 'bugowałem' rzeczywistość, uczestnicy nagle znikali z fabuły, o czym teraz opowiem. Byłem przed drzwiami swojego mieszkania, na klatce, była tam moja mama i jeden z moich dobrych przyjaciół, mama powiedziała że idzie na dół porozmawiać z moim bratem a ja zacząłem rozmawiać z przyjacielem o tym że śnie, w pewnym momencie, stwierdziłem że zapytam go, czy jest prawdziwy, przy czym pojawiło się znowu to uczucie odrzucenia, a ja chcąc to zatrzymać powiedziałem, że naprawdę nie szkodzi, bo i tak jest moim przyjacielem. (przy okazji, śmieszny motyw z pytaniem ludzi czy są prawdziwi, bo odpowiedź jest zapewne cały czas w podświadomości) Zacząłem biec schodami na dół, bo strasznie chciałem zobaczyć się z bratem, wybiegając z klatki zobaczyłem, że niebo mieni się kolorem fioletowym, podobny widok jak bycie pod wpływem substancji psychodelicznych. Wybiegłem z klatki, i widziałem jak moja mama rozmawiała z bratem, który siedział w gigantycznych rozmiarów samochodzie, zacząłem biec do samochodu, ale w momencie gdy już dobiegłem moja mama pożegnała się z moim bratem zbijając piątke (takie żegnanie się z rodzicami raczej jest niecodzienne) po czym odjechał. Byliśmy przy pewnym markecie, wokół którego było duże pole-trawnik, nie wiem jak to trafnie określić, uczestnicy akcji to ja, moja mama, mój inny przyjaciel i dwa psy. Wspomnę teraz, że często jak śnią mi sie psy, to panika i strach w nich górują, od dziecka do dzisiaj, choć miałem wiele zjaw w koszmarach, jak i w normalnym życiu w ogóle nie boję się psów, to w snach zawsze się ich boje. Przyjaciel chyba rzucał psom patyki do aportowania, a jeden z nich wyglądał dla mnie na agresywnego, przemyślałem chwile sytuacje, i nie podobało mi się to że moja mama znajduję się w pobliżu, cały czas miałem świadomość że śnię, więc stwierdziłem że zamknę oczy i spróbuje wyobrazić sobie kota. (błąd, wiem) Po tym się obudziłem.
Ten sen odbył się kilka miesięcy temu z całkowitego przypadku, aczkolwiek ostatnio postanowiłem się bardziej zagłębić w LD gdyż chciałbym wypróbować wiele rzeczy, o których w powyższym w ogóle nie pomyślałem. Chciałbym też usłyszeć wasze interpretacje, ciekawi mnie czy ktoś ma podobny 'lęk' przed psami w świecie snu, jak i ciekawi mnie czy ktoś oprócz mnie też doprowadził do błędów świata.
Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.
Szedłem pomiędzy jakimiś budynkami z wysokim mężczyzną o niskim głosie, który miał kaptur i cały czas był odwrócony do mnie plecami, w pewnym momencie zapytał mnie o imiona dwóch dziewczyn, jednego nie kojarzyłem, aczkolwiek drugie tak, i nie kojarzyło mi się dobrze, więc odpowiedziałem mu że to było raczej coś czego szczególnie nie wspominam i nic wartego uwagi. W tym momencie byliśmy już w jakiejś klatce, ten człowiek powiedział mi, że aktualnie z nią kręci, pomyślałem że to absurdalne słysząc jego ton głosu jak i rozmiary, zapytałem go, ile w takim razie ma lat, odparł że 17.
Nie wierzyłem mu, więc rozkazałem mu się pokazać, gdy się odwrócił jego twarz była zupełnie młoda i bez żadnej zmarszczki, i po części widziałem jak się transformuje, zoorientowałem się, że jestem we śnie. Przypomniało mi się że były jakieś metody sprawdzania godziny, więc wziąłem telefon z kieszeni i go włączyłem. Na ekranie załączyła mi się przednia kamerka, nie przestraszyło mnie to wtedy, ale czułem przy tym dziwne uczucie 'odrzucania' jakkolwiek miałbym to określić, na ekranie była moja twarz z całymi czarnymi białkami, i niezależnie od kątu ustawienia telefonu względem mojej twarzy zajmowała ona cały ekran. Wyłączyłem telefon jednocześnie stwierdzając do osoby z którą konwersowałem: "TO JEST SEN!" W tym momencie znowu pojawiło się te specyficzne uczucie odrzucania, z dodatkowymi efektami wizualnymi, postać jak i wszystko wokół zaczęło się zakrzywiać, jakbym źle uderzył w fikcyjną 'rzeczywistość' co skutkowało występowaniem tzw. Errorów. Co też zauważyłem, to nie była jedyna sytuacja, a za każdym razem gdy 'bugowałem' rzeczywistość, uczestnicy nagle znikali z fabuły, o czym teraz opowiem. Byłem przed drzwiami swojego mieszkania, na klatce, była tam moja mama i jeden z moich dobrych przyjaciół, mama powiedziała że idzie na dół porozmawiać z moim bratem a ja zacząłem rozmawiać z przyjacielem o tym że śnie, w pewnym momencie, stwierdziłem że zapytam go, czy jest prawdziwy, przy czym pojawiło się znowu to uczucie odrzucenia, a ja chcąc to zatrzymać powiedziałem, że naprawdę nie szkodzi, bo i tak jest moim przyjacielem. (przy okazji, śmieszny motyw z pytaniem ludzi czy są prawdziwi, bo odpowiedź jest zapewne cały czas w podświadomości) Zacząłem biec schodami na dół, bo strasznie chciałem zobaczyć się z bratem, wybiegając z klatki zobaczyłem, że niebo mieni się kolorem fioletowym, podobny widok jak bycie pod wpływem substancji psychodelicznych. Wybiegłem z klatki, i widziałem jak moja mama rozmawiała z bratem, który siedział w gigantycznych rozmiarów samochodzie, zacząłem biec do samochodu, ale w momencie gdy już dobiegłem moja mama pożegnała się z moim bratem zbijając piątke (takie żegnanie się z rodzicami raczej jest niecodzienne) po czym odjechał. Byliśmy przy pewnym markecie, wokół którego było duże pole-trawnik, nie wiem jak to trafnie określić, uczestnicy akcji to ja, moja mama, mój inny przyjaciel i dwa psy. Wspomnę teraz, że często jak śnią mi sie psy, to panika i strach w nich górują, od dziecka do dzisiaj, choć miałem wiele zjaw w koszmarach, jak i w normalnym życiu w ogóle nie boję się psów, to w snach zawsze się ich boje. Przyjaciel chyba rzucał psom patyki do aportowania, a jeden z nich wyglądał dla mnie na agresywnego, przemyślałem chwile sytuacje, i nie podobało mi się to że moja mama znajduję się w pobliżu, cały czas miałem świadomość że śnię, więc stwierdziłem że zamknę oczy i spróbuje wyobrazić sobie kota. (błąd, wiem) Po tym się obudziłem.
Ten sen odbył się kilka miesięcy temu z całkowitego przypadku, aczkolwiek ostatnio postanowiłem się bardziej zagłębić w LD gdyż chciałbym wypróbować wiele rzeczy, o których w powyższym w ogóle nie pomyślałem. Chciałbym też usłyszeć wasze interpretacje, ciekawi mnie czy ktoś ma podobny 'lęk' przed psami w świecie snu, jak i ciekawi mnie czy ktoś oprócz mnie też doprowadził do błędów świata.
Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.





