Od zera do Dominika Cobba
#41
16-17.06.2K18
Czas snu ok. 8h


1) Przechadzałem się po lesie. Nagle znalazłem mały betonowy budyneczek do którego wszedłem. Przeszedłem przez dwa długie korytarze które nie miały prawa znajdować się w takim małym budyneczku #SNY. Na końcu drogi była dość duża sala na środku której zbudowane było pomieszczenie z desek z wielkimi oknami. Gdy się przyjrzałem doszedłem do wniosku ,że to lustra wenecki. Usłyszałem kogoś idącego po korytarzu. Postanowiłem schować się w tym pomieszczeniu i trochę potrollować gościa. Gdy podszedł do jakiegoś okna ja robiłem to samo i wykonywałem te same ruchy co on. Bardzo go to rozśmieszyło. Po kilku minutach wyjawiłem prawdę uradowanemu gościowi. Wyszedł a ja zacząłem słyszeć dźwięki kolejnej zbliżającej się osoby. Byłem na sto procent pewien ,że to jeden z moich kolegów. Postanowiłem go przestraszyć. Zgasiłem wszystkie światła i czekałem aż podejdzie do jakiegoś okna. Gdy to zrobił wyskoczyłem i zacząłem drzeć ryja. I przestraszyłem ... 5 letnią dziewczynkę ,która natychmiast zaczęła płakać. Próbowałem ją jakoś uspokoić ale się nie dało. Nagle podbiegł do mnie jej ojciec. Napakowana kupa mięśni. Tzn. ja też nie jestem byle chuderlaczkiem ale i tak wyglądałem przy nim jak Dawid przy Goliacie. Zaczął mi grozić ,że jeśli to się powtórzy zabije mnie. Postanowiłem czym prędzej się ulotnić. Po wyjściu z budynku wsiadłem do autobusu. Po chwili jazdy nadjechaliśmy na przystanek gdzie było multum ludzi którzy chcieli wejść. Przekląłem pod nosem. Wszyscy obecni w pojeździe ścisnęli się żeby zrobić miejsce dla mającej nieuchronnie nadejść masy ludzi. Lecz o dziwo nikt nie wsiadł. Odjechaliśmy ...


2) Uniwersum Tolkienowskiego Hobbita. Podróżowałem wraz z grupą elfów ,krasnoludów i innych dziwadeł przez las. Z rozmów z postaciami dowiedziałem się ,że niedawno przegraliśmy jakąś dużą bitwę i teraz musimy nieść różnorakie żelastwo przez bezdroża ,by wykonać z tego broń ,której użyjemy za 15 lat w kolejnej bitwie. Powiedziałem ,że 15 lat to szmat czasu i spytałem czy nie da się wcześniej rozegrać tej bitwy. W odpowiedzi powiedziano mi iż tylko durnie nie wiedzą ,że krasnoludy wykuwają swoją broń przez 15 lat. Wziąłem szczątki miecza od jakiejś babki by do czegoś się przydać ,bo widziałem ,że niesienie tego sprawia jej trudność natomiast dla mnie była to bułka z masłem. W pewnym momencie drogi na środku błotnistej ścieżki stały dwie wielkie balie z wodą. Każdy musiał przez nie przejść pomimo ,że bez trudu dało by się je ominąć. Jednak takie były zasady. Gdy już wszyscy się przepłukali spostrzegliśmy na niewielkiej polance biegające małe wilki ,które wyglądały jak szczenięta owczarków niemieckich tylko całe w kolorze kremowym. Strasznie słodziutkie. Postanowiliśmy je złapać ,zabić i zjeść. Ja za swoją upatrzoną ofiarą latałem kilka dobrych chwil. Jednak ostatecznie złapałem szczeniaczka. Poszliśmy dalej ...


3) Ja oraz kilkudziesięciu polskich szlachciców z ok. XVII w. walczyliśmy o mały zameczek na jeziorze do którego prowadził jedynie niewielki drewniany mostek ,z przeważającymi siłami nie wiem czyimi. Broniliśmy się dzielnie i zaciekle ,lecz nasze szanse były marne. Po jednej z potyczek gdy wróciłem do warowni na odpoczynek jakiś stary szlachcic pokazał mi recepturę na słynnego drinka. Uwaga podaję. 1/3 kieliszka wódki ... a potem wlewaj synek wszystko co tam jest w barku. Nalewaj do pełna z tych różnokolorowych butelek ile wlezie. A sam drink był  \:D/ 8-} zaje*bisty. Poszedłem spać. Gdy się obudziłem okazało się ,że załoga zamku zdążyła się w nocy poddać i obecnie jestem tu sam. Podjąłem w tym miejscu ważną decyzję ,której w prawdziwym życiu nie powstydziłby się żaden bohater ... Zacząłem pić tego zaje*istego drinka  8-} \:D/ cóż więcej mogłem zrobić ? Gdy opróżniłem cały barek sen się skończył ...


4) Pojawiłem się w jakiejś grze mulitplayer ,gdzie każdy ma za zadanie zabić jak najwięcej innych graczy ,typowy deadmatch. Do odbierania życia używano tylko broni białej. Miejsce wyglądało tak: góra na której stało coś jakby połączenie zamku oraz świątyni Majów ,dalej ścieżka przez niewielki lasek do wybrzeża na którym była niewielka plaża oraz pomost ,reszta otoczona przez gęsty las. Pojawiłem się przy świątynio-zamku i od razu ruszyłem w stronę wybrzeża gdyż nie za bardzo miałem ochotę na walczenie z ludźmi. Gdy dobiegłem do plaży jakaś gruba babka która opalała się na trawie w wielkiej kałuży zwróciła mi uwagę żebym nie biegał ,bo jej to przeszkadza w opalaniu się. Olałem to. Zacząłem się zastanawiać nad tym czy ja już tej plaży przypadkiem kiedyś nie widziałem. Olśniło mnie. Powiedziałem sobie iż jest to plaża w Międzyzdrojach i to przeświadczenie towarzyszyło mi do końca snu. Pomimo ,że to ewidentnie nie była nawet okolica Międzyzdrojów. Wtem spostrzegłem Kota w butach(w wydaniu DreamWorks[D R E A M works ,postać z uniwersum fabryki snów w śnie ... przypadek nie somdze ;) ]). Wyzwał mnie na pojedynek. Męska duma nie pozwoliła mi odmówić. Zaczęliśmy walczyć szpadami. Po jakichś 10 minutach zaciętej potyczki nadal nie było zwycięscy. Nagle ktoś nam przerwał i wpierniczył się w walkę. Gdy już sobie poradziłem z tą osobą spostrzegłem ,że nigdzie nie ma mojego głównego przeciwnika ,Kota w butach. Sprawdziłem na tabeli serwera ,że zdążył z niego już wyjść. Zasmuciło mnie to bo chciałem sprawdzić kto wygra walkę. Szlajałem się jeszcze przez kilka minut po sennym świecie dopóki się nie skończył ...

Postanowiłem sobie ,że od dzisiaj będę...ekchem...spróbuję robić mapy snów ale pomimo iż miałem dziś ich aż cztery to nie było w nich raczej nic ciekawego wartego większej uwagi
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
20-21.06.2K18
Czas snu ok. 8h 

A więc tak. Przez dwa dni pamiętam ,że miałem sny ... niestety mój kochany sąsiad zaszczycał mnie przez owe dwa dzionki dźwiękiem wiertarki o poranku przez co jak się pewnie domyślacie niczego nie zapamiętałem. Dzisiaj również wiedziałem ,że zostanę wyrwany gwałtownie ze snu więc oprócz zwykłej afirmacji z zapamiętywaniem snów ,mówiłem do podświadomości formułkę żeby pamiętać sny pomimo gwałtownego obudzenia się. I wiecie co ? Wstałem gwałtownie ,tak jak zakładałem i gdy mocno się skupiłem ,przypomniałem sobie cały sen. Oto on.

1) Pojawiłem się w biedronce(w takim sklepie nie owadzie ;) ). Wziąłem sobie jedno piwko i już miałem się kierować do kasy kiedy zobaczyłem obok alkoholi stoisko ze striptizerkami. Wziąłem jedną wydawało mi się najładniejszą i skierowałem się do kasy (3 zdanie a już robi się dziwnie ,ale cóż ja na to poradzę). Blondynka ubrana jedynie w czerwone botki ,czerwone stringi oraz wielki naszyjnik przystrojony w korale ... też czerwone. Ciągnąłem ją za sobą trzymając za wisiorek. Gdy pani w kasie skasowała moje zakupy poprosiła mnie o dowód. Z powodu kupna alkoholu do kurtyzany za mną nic nie miała. Posłusznie spełniłem jej polecenie później zapłaciłem i skierowałem się do wyjścia. Gdy minąłem rozsuwane drzwi zobaczyłem dwóch policjantów na motorach ,którzy gdy tylko mnie spostrzegli wyjęli broń i celując do mnie zaczęli krzyczeć "na glebę , na glebę !". Postanowiłem nie sprawdzać o co im chodzi i wskoczyłem w trymiga na mojego czarnego Harley-a i ruszyłem by jak najszybciej opuścić owe miejsce. Gliniarze ruszyli za mną w pogoń. Jechałem drogą wzdłuż wybrzeża która prowadziła do portu. Nagle zrobiło się ciemno. Obudziłem się na statku na pełnym morzu. Statek wyglądał jak wielkie ,szare typowe pudełko do lodów. Miał może z 50 metrów długości. Otoczony barierką ,na środku stał wielki masz który był chyba tylko dla ozdoby gdyż statek nie poruszał się przy użyciu siły wiatru. Gdy się przebudziłem rękę podał mi przystojny gość(no homo :D ) w niebieskim garniaku i pomógł wstać. Powiedział ,że w porcie pomógł mi uciec przed policją za co zgodziłem się dla niego pracować w roli ochroniarza. W sumie nie miałem nic przeciwko. Poznałem dwóch pozostałych ochroniarzy ci byli w czarnych garniturach. Jeden z nich wyglądał jeden do jednego jak Jason Statham ,twarzy drugiego natomiast kompletnie nie zapamiętałem. Rozmawialiśmy przez chwilę do czasy gdy podpłynęliśmy do innego wyglądającego jak nasz statku ,tylko ,że dwa razy mniejszego. Zeskoczyliśmy na niego razem z naszym szefem. Zaczął rozmawiać z kapitanem mniejszej jednostki w sprawach zaległego długu czy coś. Jak to zwykle bywa nie dogadali się i musieliśmy walczyć z jego ochroną którą były dwie wysportowane ,skąpo ubrane wojowniczki. Przez chwilę dawały nam w kość ciosami karate ale przewaga liczebna zrobiła swoje. Tak więc gdy wrogi przemytnik zobaczył jak związujemy jego strażniczki dał za wygraną i się poddał. Opróżniliśmy co cenniejsze bagaże i popłynęliśmy dalej. Dopłynęliśmy do opuszczonej fabryki która znajdowała się zaraz przy brzegu. Ogromna ,czarna ,kwadratowa hala pusta w środku. Tym razem chodziło o haracz. I znowu chwila rozmowy i perswazji słownej nie wystarczyła do uiszczenia opłaty. Tym razem także rzuciły się na nas wysportowane kobiety ochroniarz ,wyglądające prawie identycznie jak te na statku. Z tym ,że obecnie były trzy a nie tylko dwie jak ostatno. Tak więc każdy ścierał się z oddzielną. Rozdzieliliśmy się. Po kilku długich minutach zażartej walki nagle rozległ się alarm. Moja przeciwniczka powiedziała ,że to jakieś niebezpieczne dla życia chemikalia wyciekają czy coś w ten deseń i trzeba uciekać ,bo zginiemy. Odpowiedziałem ,że to pewnie jej szef włączył to jako podpuchę która ma spowodować naszą ucieczkę. Zaakceptowała moją teorię i walczyliśmy dalej. Po kolejnych seriach ciosów udało mi się ją pokonać. Zostawiłem ją nieprzytomną na podłodze i ruszyłem do pozostałych. Zobaczyłem ich w nienajlepszym stanie siedzących w czarnym aucie. Powiedzieli mi ,że ten alarm był na serio. W tym momencie zaczęły mnie boleć brzuch oraz głowa ,miałem odruchy wymiotne. Na szczęście po jakimś czasie wszyscy poczuli się lepiej i mogliśmy ruszać dalej. Podczas wjeżdżania na autostradę stało się coś od czego oniemiałem. Otóż jechaliśmy jakieś 150 km\h. Przy tej prędkości wyprzedził nas czerwony Cinquecento (co już jest dziwne) ,którego po chwili wyprzedził gość na rowerze. Popierdzielał tak szybko ,że gdy otrząsnąłem się z pierwszego szoku i chciałem nagrać to telefonem ,to nie miałem jak ,bo jechał zbyt szybko. Jechaliśmy więc dalej gdy nagle teleportowaliśmy się z samochodu na pobliską ścieżkę rowerową i dalej jechaliśmy tymże dwukołowym środkiem transportu. Nikogo to nie zdziwiło. Po przejechaniu może stu metrów znowu teleportowaliśmy się tym razem do białego Vana w środku Warszawy. Dojechaliśmy do pięknego Zamku Królewskiego który w moim śnie był cały biały. Chcieliśmy coś ukraść ze znajdującej się aktualnie w zamku wystawy historycznej. Moim zadaniem było odwracanie uwagi jakiegoś profesora sprawującego pieczę nad zabytkami. W środku w tłumie odszukałem gościa i zacząłem go zagadywać. Pytałem go o eksponaty i związane z nimi historie. Pokazał mi np. na papierze rysunek katapulty ,która oprócz miejsca na ładunek miotający posiadała również siedzenie operatora owej broni ,które wyrzucało w górę podczas każdego jej użycia. Nie miało to sensu ale czemu by nie #SNY. Zaciekawiła mnie rozmowa z nim i chciałem jeszcze go posłuchać ,lecz dostałem cynk od współtowarzyszy ,że czas się zmywać. Opuściliśmy zamek i udaliśmy się do wana którym pośpiesznie odjechaliśmy. Podczas odjazdu byliśmy scykani ponieważ nasz szefuńcio oznajmił nam iż policja już wie o napadzie i szuka sprawców. Minęliśmy Wóz policyjny pomalowany tak by imitować samochód z lodami(tak po prostu wiedzieliśmy ,że to auto Smerfów pod przykrywką). Jadąc dalej natrafiliśmy na dwa policyjne motocykle które po bokach miały tekturowe obrazki mające imitować zwykły motor. Wyglądało to jednak tak żałośnie i śmiesznie ,że nikt by się na to nie nabrał. Minęliśmy ich ,następnie rondo i sen się sko...

Teraz tak jak obiecałem ... głównie sobie. Stworzyłem mapę snu oraz naniosłem na papier kilka sennych postaci które spotkałem. Dodam ,że daleko mi do absolwenta ASP oraz do stworzenia tych "dzieł sztuki" używałem tego co miałem pod ręką ,czyli głównie wygrzebane gdzieś z szafy kredki z przedszkola. 

Mapa miejsc jakie odwiedziłem we śnie. Czerwone kreski to trasa mojej podróży.
   

Moja ekipa
   

Kolejne trzy senne postacie. Nadmienię ,że w śnie panie te wyglądały o wiele ładnej. A i musiałem tu użyć cenzury której w śnie oczywiście nie było  :D niestety dura lex ,sed lex.
   
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
Mega, powinni puszczać w Polsacie po 22.00 :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#44
(21-06-2018, 23:15 )incestus napisał(a): Mega, powinni puszczać w Polsacie po 22.00 :P

"Dlaczego ja" "Trudne sprawy" "Pato Sny" XD
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#45
21-22.06.2K18

1) Mecz Polska Senegal. Jestem jednym z zawodników na stadionie Spartak Moskwa :3 . Wynik 0-0 gram jakieś pięć minut. W pewnym momencie walczę o piłkę z Senegalczykiem przy linii bocznej. Mój przeciwnik wybija ją na aut lecz zarzeka się przed sędzią iż to ja to zrobiłem. Dochodzi między nami do sprzeczki słownej. Sędzia przez chwilę próbuje ustalić do kogo należy rzut z autu jednak w pewnej chwili od tak sobie odchodzi od nas i biegnie do naszego pola karnego ,gdzie dyktuje rzut karny dla Senegalu. Teraz już cała drużyna protestuje przy sędzim. W świecie snu trwa to jakieś 20 minut. Gość jest jednak nieugięty i nie zmienia zdania. Senegalczyk stawia piłkę na jedenastce. Szykuje się do strzału ...


22-23.06.2K18

1) Zostaję przydzielony do Zakonu Krzyżackiego. Z tego co wywnioskowałem to akcja snu rozgrywała się w teraźniejszości ,gdyż było w nim wiele nowoczesnych rzeczy jak ubrania czy telefony. Doszliśmy w grupce ok. 50 rekrutów którym przewodził brat zakonny do wielkiego  ,pięknego hotelu w kształcie prostopadłościanu. Z zewnątrz niektórymi elementami przypominał zamek. Na recepcji przydzielono nam pokoje. Dostałem numer na drugim piętrze wraz z czterema chłopakami z którymi zakumplowałem się już podczas trasy do hotelu. Gdy znaleźliśmy się już na naszej kwaterze zaczęliśmy żywo rozmawiać na różne tematy. Jednak nie dane mi było dłużej tam siedzieć ponieważ w pewnym momencie przyszedł brat zakonny i powiedział ,że mam się przenieść do innego pokoju na trzecim piętrze. Posłusznie wykonałem polecenie. W środku nowego miejsca zakwaterowania zastałem tylko kolegę z podstawówki z którym także nawiązałem od razu koleżeński kontakt. Jednak i w tym pokoju nie przesiedziałem wiele czasu ponieważ zaczynały się zajęcia na które musieliśmy obowiązkowo się stawić. Zostaliśmy zabrani na polanę jakiś kilometr od naszego hotelu. Brat zakonny który nas prowadził powiedział tylko ,że teraz sprawdzi nasze umiejętności zdobywania zamków. Ruszyliśmy więc do ataku na nasz hotel który w jednej chwili zmienił się w warownię obsadzoną setkami obrońców natomiast z do naszej pięćdziesiątki rekrutów dołączyły kilkutysięczne posiłki które wyszły z lasu po naszej prawej stronie. Jeszcze przez chwilę patrzyłem na to wszystko z widoku pierwszej osoby po czym nagle spoglądałem już na pole bitwy z lotu ptaka. Wyglądało to epicko ,lecz trwało tylko kilka sekund ...


23-24.06.2K18
Czas snu ok. 9h

1) Znalazłem się w jakowejś ogromnej wsi. Była wielka tudzież rozległa. Spotkałem na pewnej wiejskiej ,błotnistej drodze trzech kolegów z klasy. Podczas rozmowy zaprosiłem ich do siebie. Zgodzili się lecz chcieli przed tym podskoczyć jeszcze do dilera po zioło do jarania. Ruszyliśmy więc. Owy człowiek z narkotykowego półświatka znajdował się w polu pszenicy niedaleko jednej z wiejskich chat. Gdy moi znajomi załatwili od niego to co chcieli poszliśmy do mojego domu. Samego powrotu nie pamiętam możliwe ,że się teleportowaliśmy. Usiedliśmy przy suto zastawionym różnorakim niezdrowym żarciem stole i zaczęliśmy konsumpcję oraz rozmowę. Dwaj z nich zaczęli prawie natychmiast kręcić skręty. Gdy kończyli jedną końcówkę fajka podpalali natomiast drugą wkładali do czegoś w rodzaju pompki do balonów i wciągali w nią dym ,po czym wyciągali peta i zaciągali się przez otwór w pompce wypuszczając z niej dym. Mnie także namówili na zajaranie. Skręcili mi mniejszego skręta ,bo miał być to mój pierwszy w życiu i nie chcieli żebym im tam zezgonował. Odczucia przy zaciąganiu się mogę porównać do tych z e-papierosów. Niby coś tam jest przyjemnie ale d*py nie urywa. Próbowali mnie namówić na więcej ale jakoś nie miałem ochoty. Po jakiejś (sennej) godzinie zadowoleni i najarani opuścili moje domostwo. Zabrałem się za sprzątanie resztek jedzenia oraz marihuany ...


2) Przypomniałem sobie dosłownie przed chwilą jeszcze jeden sen jednakże pamiętam go jak przez mgłę. Dworzec kolejowy ,strzelanina ,ucieczka z kolorowego pociągu razem z kimś przed czymś\kimś ...


3)  Koniec roku szkolnego. Wręczyłem mojej nauczycielce kwiaty i odebrałem świadectwo. Pożegnałem się i wyszedłem ze szkoły. Wracając chodnikiem przez jakieś osiedle zobaczyłem w oknie bloku na czwartym piętrze męża nauczycielki z którą niedawno się żegnałem. Wyglądał jak połączenie Majami z "Pitbulla" granego przez Piotra Stramowskiego oraz Ragnara z serialu "Wikingowie" (Travis Fimmel). Pokazywał do mnie jakieś gesty ,nie mogłem zrozumieć o co mu chodzi po minucie przyglądania się podeszła do niego żona i zabrała go z okna. Poszedłem dalej. Wróciłem do domu który częściowo wyglądał jak dom mojej babci. Zacząłem coś czytać natomiast obok mnie siedzieli moi dwaj młodzi bracia cioteczni którzy oglądali telewizję. Na początek nie zwracałem na nich uwagi ,lecz gdy zobaczyłem ,że bajka na którą patrzą to "Bojack Horseman" i ,gdy na ekranie zaczęły pojawiać się treści erotyczne takie jak benisy czy sceny kopulacji postanowiłem zmienić im kanał. Próbowałem poszukać czegoś odpowiedniego dla ich wieku lecz jedyne na co natrafiłem to serwisy informacyjne. Dalszą część snu pamiętam jak przez mgłę. Działy się jakieś dziwne rzeczy byłem w jakimś ciemnym miejscu ,sam. (...) ...


4) Znowu koniec roku szkolnego. Wychodzę ze szkoły bardzo przypominającej moją obecną ,na zewnątrz które nie wygląda kompletnie jak to przed moją placówką oświaty. Mam przy sobie piłkę którą co chwila kozłuję lub odbijam od ścian. Po wyjściu kieruję się do grupki znajomych żeby porozmawiać o końcu roku szkolnego ,wakacjach itp. Jednak gdy podchodzę wszyscy zaczynają sobie ze mnie żartować ,śmiać się. Postanawiam to zignorować i poodbijać piłę od murów szkoły jednak słysząc coraz większą ilość żartów postanawiam opuścić to miejsce. Przy bramie zastępuje mi drogę chłopak w śnie wyglądający na 2x większego ode mnie. zabiera mi piłkę i wykopuje ją daleko aż na szkolne boisko. W pierwszej chwili mam ochotę kazać mu po nią zapie*rzać albo od razu przywalić mu w mordę ,bo i tak już byłem mega wkur*iony. Odstępuję od tego zamiaru gdy widzę innych rosłych chłopów(w tym jeden z nich to chłopak którego ugościłem w pierwszym dzisiejszym śnie) podchodzących do mnie ,którzy spuściliby mi manto gdybym to zrobił. Ze spuszczoną głową i przy dźwiękach drwin wychodzę i idę na boisko na którym bawią się dwie 10 letnie dziewczynki. Podchodzę do piłki i klnąc KU*WA kopię ją z całych sił w stronę bramki ...
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#46
25-26.06.2K18
Czas snu ok. 7,5h


Morfeusz nie przestaje mnie zaskakiwać. Zabrał mnie dziś w podróż do dziwnego sennego świata ... po co ja wam gadam takie truizmy ekchem kontynuując Widziany przeze mnie obraz świata raz był normalny(trójwymiarowy świat na który patrzyłem własnymi oczyma) a innym razem jakbym grał w grę ,platformówkę(np. Mario) czyli w 2D. W opisie snu postaram się wszystko wyjaśnić co jak gdzie i kiedy.


1)  Duże miasto gdzieś na bliskim wschodzie ,przyjmijmy ,że Irak ,czemu by nie. Widzę normalnie. Załatwiłem tam niedawno jakąś sprawę. Wraz z kilkoma ,żołnierzami i chyba jakąś reporterką wpakowaliśmy się na dwie ciężarówki i pojechaliśmy w stronę nieodległej dość wysokiej góry. Gdy tylko do niej dojechaliśmy zostaliśmy zaatakowani przez irackich terrorystów. Po krótkiej walce nie było już czego z nich zbierać. Dziennikarka powiedziała nam ,że dostała cynk iż niedługo wybuchnie albo wulkan albo jakaś ogromna bomba dlatego musimy udać się do wnętrza góry. Pobiegliśmy więc w stronę szybu ,którego wyjście było na szczycie. Nagle obraz stał się 2D a ja przeniosłem się do czegoś co wyglądało jak sala kinowa pełna ludzi. Grali oni w grę platformówkową której do niedawna bylem bohaterem. Po chwili patrzenia na innych widok przybliżył się do ekranu tak ,że widziałem jedynie obraz gry. Pomimo iż sen był nieświadomy zacząłem czuć ,że to ja teraz kieruję swoją postacią a nie ktoś inny. Do wybuchu zostało jeszcze trochę czasu dlatego też ruszyłem w lewą stronę ekranu. Na czarnym tle zobaczyłem jakiegoś gościa którego twarzy nie było widać ,który kopulował z leżącą Chinką lub Japonką ,może Wietnamką ... na pewno była Azjatką. W porównaniu do mnie byli ogromnie ,lecz w ogóle nie zwracali na mnie uwagi. Ruszyłem dalej. Na następnej growej planszy trafiłem na wielkiego ,niedziałającego robota z przyszłości. Skacząc po platformach wymontowywałem z niego potrzebne mi części. Poczułem ,że zbliża się wielki wybuch ,pobiegłem więc z powrotem w stronę góry. Minąłem nadal zajętą sobą parę i znalazłem się obok wzgórza. Skacząc po stopniach znalazłem się na szczycie gdzie czekali już na mnie żołnierze oraz dziennikarka. Udaliśmy się w głąb góry. Gdy znaleźliśmy się już w środku znowu wszystko widziałem z pierwszej osoby w trzech wymiarach. Weszliśmy do windy górniczej i zaczęliśmy jechać w dół. Usłyszeliśmy przytłumiony wybuch a po chwili poczuliśmy wstrząsy ... obudziłem się 


Jestem prawie pewien ,że podczas tego snu działo się coś jeszcze ale nie będę pisał "w ciemno".
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#47
27-28.06.2K18
Czas snu ok. 10h

Powiem tak: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO KU*WA ,cytując klasyka "CO TO SIĘ STANĘŁO" to ja nadal nie wiem. Najdłuższy sen mojego cholernego życia. Miewałem już długie sny ,nawet bardzo ,długie ale tej nocy po raz kolejny pobiłem swój rekord i to o sporo. Do rzeczy. Poszedłem smacznie spać o 3 w nocy ,miałem sen i zostałem obudzony prawdopodobnie o 8 przez kochanego sąsiada czuwającego bym zrobił WBTB. Żeby mieć 100% pewność iż już nie śpię szanowny pan sąsiad używał w tym celu niezawodnej wiertarki ... przez cholerne 15 minut. Tak więc obudziłem się w akompaniamencie drżących ścian i hałasu tak wielkiego ,że myślałem iż to w mojej głowie wierci zamiast w ścianie. Przewidziałem taką możliwość dlatego afirmowałem się żeby zapamiętać sny pomimo gwałtownej pobudki i stało się ,zapamiętałem. Gdy już miałem wstać z łóżka i rozpocząć dzień ,gość przestał wiercić. No to ja hops do łózia i śpimy dalej. Kiedy zasnąłem pojawiłem się w początkowej lokacji snu i zacząłem robić to co opiszę niżej. Co ważne niestety miałem fałszywe przebudzenie. "Obudziłem się" leżąc w łóżku przypomniałem sobie o czym przed chwilą śniłem ale mówiłem sobie "nie zapamiętuj tego Paweł ,bo to wytwór twojej wyobraźni a nie sennych marzeń" Myślałem wtedy ,że nie śpię tylko leżę w łóżku i do snu który miałem przed WBTB dopisuję sobie w myślach kolejne sceny. Przez to w sekundę po prawdziwym przebudzeniu się straciłem wiele wspomnień o które niestety będzie uboższy mój opis. Jednak jestem sto procentiko pewien ,że tam były. Podsumowując mój wywód ,opis snu najprawdopodobniej nie odda wielkości i długości mojego snu gdyż po prostu części zapomniałem a część mogłem poplątać. A właśnie dodam jeszcze ,że sen był taki długi także z tego też powodu iż prawie wszystkie czynności wykonywane były w czasie rzeczywistym a nie tylko pamiętane ,że zrobione(mam nadzieję ,że wiecie o co mi chodzi). No i nie podam każdego szczegółu jakiego bym chciał bo musiałbym pisać kilka godzin.


1)  Pojawiłem się gdzieś na trakcie w lesie. Jechałem na koniu. Przemierzałem leśne drogi co chwila rozmawiając z jakimiś wieśniakami. W pewnym momencie dojechałem do wybrzeża. Woda była piękna ,turkusowa. (...) Wskoczyłem na ogromny żaglowiec nienaturalnych rozmiarów. Zacząłem nim nieudolnie sterować pośród portowych zakamarków ,co rusz się o coś ocierałem albo w coś uderzałem. Gdy w końcu jakimś cudem wypłynąłem z portu zszedłem pod pokład. Jak wspominałem statek był ogromny ,cały z drewna. Pełen korytarzy pokoi ,kajut a na środku znajdowała się wielka sala ,do której wpierw się udałem. Była zapełniona masą ludzi i stworów. Pamiętam iż znajdowały się tam postacie z różnych filmów i bajek animowanych jak na przykład Mike i Sulley z "Potwory i spółka" z którymi zamieniłem nawet parę zdań. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. Coś robiłem. (...)

WBTB

Pojawiłem się znowu na koniu w lesie w tym samym miejscu koło znaku drogowego. Ruszyłem znaną mi już trasą w stronę portu. Jednak podróż zajęła mi więcej czasu ponieważ coś musiałem robić po drodze. Coś mi świta ,że jedną z tych czynności było ubicie kilku potworów które stanęły mi na drodze(wczoraj grałem w Wieśka). (...) Dojechałem do portu ,wskoczyłem na ten sam statek którym kierował już ktoś inny ,więc od razu skierowałem się do wielkiej sali pod pokładem. I tym razem była tam masa ludzi ale trochę bardziej niepokojąco się tam czułem niż wcześniej. Widać było ,że niektórzy zmienili się w stereotypowych psychopatów. Ze śmiesznej ,przyjaznej gromadki ludzi i stworów z bajek stali się szarzy ,poranieni ,brudni i straszni. Dodatkowo nagle weszła jakaś odrażająca babka. Zniekształcona ,pełna implantów i ran. Miała okularki i próbowała naśladować ruchy chodzenia dostojnie na szpilkach. Powiedziała ,że ona tu szefuje i potrzebuje kilka osób do swoich eksperymentów. Jej przydupasy wyglądający jak żołnierze z Half-Life 2 kazali nam stanąć pod ścianą. Nie mieliśmy wyboru więc to zrobiliśmy. Wybrała kilka osób i poszła gdzieś z nimi w eskorcie swoich ludzi. Zaczynało być mrocznie. Ktoś powiedział ,że statek zrobił postój i można wyjść. Po dużej rampie zszedłem na ląd. Trafiłem do Dość dużego miasteczka gdzie wszystko było szare nawet trawa. Po dojściu na rynek spotkałem na nim kilka młodych osób w tym moją koleżankę z podstawówki. Robili jakiś pokaz pirotechniczny czy coś w ten deseń. Po miłym przywitaniu spytali czy nie chciałbym im pomóc. Zgodziłem się. Musieliśmy się śpieszyć. Ktoś powiedział ,że nie jesteśmy mile widziani w tym mieście ,przechodnie dziwnie się na nas patrzyli. Ja ustawiałem jakieś kabelki i miniaturowe rakietki. Rozmawialiśmy o czymś.

Fałszywe przebudzenie 

"Obudziłem się" nie chciało mi się wstawać z łóżka ponieważ byłem zmęczony. Postanowiłem przypomnieć sobie sen żeby po wstaniu zapisać go. Zacząłem więc przypominanie jednak w jego trakcie zacząłem dodawać do fabuły różne elementy ,zmieniły się również szczegóły różnych obiektów oraz ich kolory. Na prawdę czułem jakbym sobie coś przypominał. Chciałem przestać zmieniać fabułę aby zapamiętać sen takim jakim był pierwotnie lecz nie mogłem pomyślałem sobie ,że jeśli opiszę sen z dodanymi przez siebie rzeczami i wpiszę go do dziennika snów na iSEN-ie ludzie od razu się połapią i uznają mnie za kłamcę oraz wyrzucą z forum. Pomimo tego przypominanie trwało dalej aż doszedłem do wyjścia ze statku. Przestałem czuć ,że przypominam sobie fabułę. 
Wyszedłem po tym samym trapie i poszedłem jak mi się wydawało do miasta lecz przejście okazało się tunelem samochodowym na końcu niego była polana także cała na szaro. Stała tam ta sama grupka ludzi co w mieście. Okazało się ,że już skończyli przygotowania do pokazu i tylko na mnie czekali. Obejrzałem to "wspaniałe" widowisko składające się z odpalenia kilku malutkich fajerwerków. Po skończonym pokazie Szefująca tam dziewczyna powiedziała iż teraz trzeba wszystko zniszczyć ,żeby nie było śladów. No więc ruszyliśmy do rozgniatania całego sprzętu nogami i kopania wypalonej pirotechniki. W przypływie emocji skoczyłem i zniszczyłem leżącego na ziemi laptopa którym sterowano wszystkimi wystrzałami. Po chwili zorientowałem się ,że zniszczyłem dobrze działający sprzęt i zrobiłem buraka na twarzy. Żeby nie zostać wziętym do odpowiedzialności zwiałem do tunelu samochodowego wraz z grupką jakichś przypadkowych osób.
(...)
Byłem na szczycie jakiejś góry na pustyni. Nie pamiętam skąd tam przyszedłem ani co tam robiłem.
(...)
Wróciłem na statek. Spotkałem dwóch kolegów z gimbazy. Jeden z nich był we śnie niepełnosprawny. Nie miał jednej nogi a reszta ciała była ostro zdeformowana. Zamiast na wózku inwalidzkim jeździł w dziecięcym zielonym plastikowym samochodzie z tylko jednym żółtym kołem. Gdy wyszliśmy razem z wielkiej sali znaleźliśmy się na długim korytarzu gdzie były inne niepełnosprawne dzieci ,także zdeformowane. Mój kolega w samochodzie zaczął zachowywać się w tej chwili jak psychopata ,rzucać się ,krzyczeć. Odpychając się jedną nogą pojechał do świetlicy dla tych dzieci. Z tym drugim kolegą chcieliśmy mu jakoś pomóc zawieść do szpitala czy coś lecz ten stawiał opór darł się i krzyczał ,że on tu zostaje. Gdy zaczął toczyć pianę z ust odpuściliśmy i uciekliśmy. Wróciliśmy do wielkiej sali w chwili gdy wróciła ta babeczka od eksperymentów. Tym razem miała także na sobie poplamiony krwią fartuch. Znowu ustawiła nas pod ścianą i wybrała kilka osób oraz stworów które pośpiesznie zabrała. Wraz z kolegą opuściliśmy pośpiesznie salę idąc w inną stronę niż ta kobieta. I dalej pamiętam jak przez mgłę. Coś zaatakowało mojego kompana. Odpędziłem to lecz i tak umarł. Coraz bardziej strasznie i przerażająco. Więcej trupów i żywych wyglądających jak zoombie. Może to dobrze ,że tej części nie pamiętam...


Tak sobie przeczytałem to co napisałem i to nawet w połowie nie oddaje tego co tej nocy przeżyłem. No ale cóż lepszy rydz niż nic. 

Aha no i skąd wiedziałem ,że to fałszywe przebudzenie a nie prawdziwe ? Otóż po tym prawdziwym czułem ,że to fałszywe to jednak fałszywe ... + moja kołdra jest fioletowa a ta w śnie była łososiowa.
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#48
No intensywnie, gratulacje :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#49
(29-06-2018, 07:07 )incestus napisał(a): gratulacje :)

Dzięki 

28-29.06.2K18
Czas snu ok. 8,5h

1) Znalazłem się w szkole ponieważ kolega który w tym roku nie zdał chciał przetestować nową placówkę oświaty i w tym celu poprosił mnie o pomoc. Udałem się więc z nim w dzień przed nowym rokiem szkolnym ,do wielkiego ,białego ,kwadratowego i czteropiętrowego budynku. Od razu skierowaliśmy się do sali lekcyjnej w której odbywały się zajęcia zapoznawcze z jakąś miłą nauczycielką. Nie zmieniało to jednak faktu ,że były cholernie nudne zwłaszcza iż nie wybierałem się do tej szkoły. Po dzwonku wyszedłem na korytarz i zacząłem rozmawiać z różnymi kolegami którzy znaleźli się w tym śnie. Po dzwonku na lekcje zauważyliśmy ,że toalety męskie zamieniają się na żeńskie i na odwrót. Gdy później na lekcji o tym zagadnąłem i powiedziałem iż jest to bezsensu co chwila tak zmieniać wychodki ,zostałem zruzgany ,ponieważ tak musi być i kropka. Udaliśmy się do innej sali gdzie ta sama babeczka omawiała podręczniki itp. rzeczy. Uznałem ,że moja misja spełniona i na przerwie stąd spadam. Jednakże na przerwie zajęty byłem czymś innym ,może rozmawiałem z kimś. Pod jej koniec udałem się do szaletu za potrzebą. Panował tu duży ruch ,lecz jakoś przecisnąłem się do upragnionego miejsca. Ku mojemu zniesmaczeniu klozet był cały brudny oraz obsrany. Jednak nie byłem tam by bawić się w perfekcyjną panią domu tylko za potrzebą. Zacząłem się odlewać gdy nagle wbił do mojej kabiny ziomek i spytał się czy może się dołączyć. Nim zdążyłem coś powiedzieć ten już miał zdjęte spodnie i robił to co ja. Próbowałem się nie rozpraszać. Po skończonej "robocie" chciałem umyć ręce i wyjść ale w przedsionku toalety stały dwie dziewczyny które się przebierały. Zaczęły krzyczeć i wrzeszczeć ,że to teraz damska toaleta i mam się wynosić. Dostałem gaciami jednej z nich po głowie. Czym prędzej udałem się do wyjścia. Chciałem normalnie po ludzku wyjść z budynku. Natomiast jakiś inny gość uznał ,że przed wyjściem trzeba spalić całą recepcję oraz przedsionek przed drzwiami. Co kilka sekund zioną ogniem z miotacza płomieni podpalając rzeczy przed wyjściem. Wybiegłem przez płomienie w momencie gdy ładował swoją broń. Od razu chciałem o tym napisać na facebook-u kolegom ale uznałem ,że lepiej najpierw znaleźć się na przystanku z którego zabierze mnie autobus do domu(w śnie 517). Spytałem się jakiejś babci o drogę i poszedłem w stronę którą mi wskazała i rzeczywiście natrafiłem na przystanek ... z którego nie odjeżdżał mój autobus. Gdy sprawdzałem przystankową tablicę podeszło do mnie 6 bądź 7 kiboli. Jeden z kijem bejsbolowym inny z krwawiącym nosem. Stanęli wokoło mnie i jeden z nich groźnie zapytał "Czego chcesz ?". Poprosiłem o wskazanie kierunku do przystanku z którego odjadę autobusem 517. Zaczęli się śmiać ,nie czekając na odpowiedź ruszyłem dalej. Dodam ,że od wyjścia ze szkoły cały czas była noc. Minąłem rondo w ursusie na ul. Jagiełły i w końcu znalazłem się na przystanku przy Forcie Wola na ul. Połczyńskiej w Wawie. Usiadłem na ławce obok jakiegoś staruszka ,który siedział na wózku inwalidzkim i czekałem na autobus. Nagle dziadek zaczął się krztusić. Charczącym głosem powiedział ,że mysi dostać chusteczkę. Wyciągnąłem więc szybko jakąś z plecaka ,lecz powiedział ,że ta jest zła i poprosił o sok. Odparłem iż nie mam i zaproponowałem wodę. Ten wziął ją szybko i upił kilka łyków. Przestał się krztusić ,już uspokojony podziękował mi. Rozmawialiśmy przez chwilę o jakichś bzdetach. Wstałem by sprawdzić na tablicy o której przyjedzie mój autobus gdy nagle za moimi plecami pojawił się kolega. Ucieszony przywitałem go po chwili nadjechał również autobus do którego po pożegnaniu z dziadkiem wsiadłem wraz z kolegą. On siedział ja stałem. Ruszyliśmy ...
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#50
Masz fajne, wręcz psychodeliczne sny, podoba mi się :D
Może herbatki?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1