Niestety, zeszłej nocy nic nie zapamiętałam. To dziwne, bo jakoś cały tydzień pamiętałam swoje sny, dzisiaj wraz z otwarciem oczu umknął mi, że nawet nie zdążyłam go sobie przypomnieć >.>.
Poszłam spać ok 22.30, wstałam dziś o 7.00.
Niestety 2 kwietnia nie miałam dostępu do internetu, więc nie zdążyłam przeczytać kolejnej notki dot. kursu.
Z tej nocy pamiętam tylko "przebłyski". Wiem że miałam chyba i 3 sny, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć więcej niż informacje poniżej.
Trudno mi określić, kiedy poszłam spać i ile spałam. Zdarza się.
1. Wiem że coś mi się śniło z kotami, a konkretnie kotem mojej kuzynki (ta, przed snem gadałam z nią o nim.)
2. [bardzo głupie i żenujące] Było coś o tym że jestem strasznie gruba. Tyle. Może to dlatego że wcześniej miałam cięższy w-f w szkole.
Niestety, nie zdążyłam przeczytać kolejnej notki dotyczącej działania w owym dniu z okazji braku dostępu do internetu (i w ogule że nie jestem na bieżąco ). Obiecuję poprawę!
poszłam spać o 4.00 (najwyżej 20 minut później zasnęłam) i pobudka po 12.00
nie miałam dostępu do mojego zeszytu snów, więc napiszę to co pamiętam
jestem na 100% pewna że tej nocy miałam 3 sny, ale jak zwykle umykają mi.
1. Ten sen śnił mi się wcześniej. Jedyne co zapamiętałam to postać Gandalfa z Władcy pierścieni (ta, przed zaśnięciem zrobiłam sobie maraton tego więc było to powiązane z moją ostatnią czynnością tej nocy). Nie widzę tu głębszego sensu, po prostu od jakiegoś czasu zdarzają mi się sny nawiązujące do ostatnich czynności przeze mnie wykonywanych (lub ważniejszych rzeczy w minionym dniu). To dziwne, bo nie przypominam sobie abym miała takie coś wcześniej. Whatever.
2. "Nocna eskapada" (nie lubię wymyślać tytułów do snu, ale wiem że powinnam, dlatego będą one tandetne. Przepraszam za tandetę.)
Było coś wcześniej, lecz nie pamiętam co. Mały biały pokój, a może i nawet to była ubikacja (świetny początek). Później wyszłam z tamtąd przez białe drzwi. Wszystko niby białe, ale ściany bardziej przypominały takie "kartonowe" a drzwi byle jakie, z drewna, z lekko już odchodzącą od nich [białą] farbą. Po wyjściu zagościłam w bardzo wąskim pokoju, w którym ściany były takie jak w poprzednim pomieszczeniu. To chyba była kuchnia. ale bardzo wąska, przy ścianie jakieś blaty, kuchenka idt, przejście i ściana z otwartym oknem. Dalej, za mną lub w pobliskich pokojach byli ludzie, jakby moja grupka przyjaciół. Cały budynek zdawał się być blokiem mieszkalnym, wąskim, dla niezbyt bogatych ludzi. Usłyszałam ich głosy, i dotarli do mnie, cali roześmiani, wiedzieliśmy że robimy coś niedozwolonego, ale to było właśnie fajne. Podejrzewam nawet że to było jakieś swego rodzaju "zwiedzanie mieszkań obcych ludzi", ale bez zamiarów kradzieży itp (tak sobie myślę... chyba nigdy moje sny nie będą normalne). Wychyliłam się przez okno, zorientowałam się, że jesteśmy na parterze, jest noc. [Jakoś urwał mi się film, czy coś] i nagle znalazłam się na ziemi. Po szybkim rozeznaniu się w terenie okazał się że jestem pod balkonem mojej babci (ta, też mieszka na parterze). Zaczął się robić lekki zgiełk, chyba ktoś już chciał nasłać na nas policję, więc grupka sobie poszła w jedną stronę, a ja w drugą (szkoda, ale nie widziałam twarzy nikogo z nich, ciężko mi nawet określić ich płeć, wiek itp.). Zaczęłam iść w głąb osiedla, był tam o wiele ciemniej, z dala od lamp ulicznych. Usłyszałam kogoś, jakoś zdawało mi się że to matka z dzieckiem, lub dwoma. O dziwo bałam się jej, może i to dlatego że jakimś cudem nie powinnam być w tym miejscu. Więc zaczęłam uciekać, a te mnie goniły (coraz dziwniej). tak trochę uciekałam... i się obudziłam. (w końcu.)
położyłam się spać ok. 12.00, pobudka o 9.00 (chciałam zrobić tak jak miałam, że 15 minut przed odpowiednią porą nastawić sobie budzik, ale robiłam to w nocy, i jak to ja nie nastawiłam na 8:45 tylko na 9:15 O.o )
Był dzisiaj dłuższy sen ale nie pamiętam go za bardzo, tylko końcówkę.
1. "Noc" (kolejny super kreatywny tytuł, bardzo nawiązujący do snu.)
Była noc, a ja znajdowałam się w okolicy mojego domu... chyba była jakaś impreza... ja się spotkałam z jakimś znajomym i miałam odprowadzić jakąś dziewczynę do domu, nie wiem w sumie czemu (ha, pewnie temu że najprawdopodobniej w tym śnie byłam chłopakiem, ok. 17 czy więcej nawet. ). I jak tak szłam, byłam koło mojego boku z nią, i chyba podtrzymywałam[/łem?] ją ramieniem, albo lekko obejmowałam. Nagle zauważyłam moją mamę. Lekki szok, a ta zaczęła mnie opieprzać, co ja tu robię i czemu szlajam się po nocy. Ja powiedziałam że odprowadzam koleżankę do domu, a ta dalej swoje. Odwróciłam głowę w stronę dziewczyny... a jej nie było, pozostała po niej tylko bluza O.o
koniec
________
Wydawało mi się że mam dość dobrą zapamiętywalność snów, choć jak weszłam na to forum lekko w to zwątpiłam. Jednak chyba robię postępy, kiedyś miałam nie częste okresy gdzie pamiętałam cokolwiek przez kilka nocy pod rząd, a teraz są chociaż przebłyski. Mimo to nie satysfakcjonuje mnie to tak bardzo bo nie mam teraz jakiś dłuższych, czy ciekawszych snów.
Poszłam spać ok 23.00
nie mogłam zasnąć przez conajmniej 30 minut.
pobudka o 7.30
1. Tylko przebłysk. Albo raczej urywek, bo znowu zapomniałam mój sen. Jedyne co pamiętam to to, że znalazłam 2 dodatkowe emblematy (przyczepiane do mojego mundurka). Były one w jakiejś szkrzyneczce, czy szafce... nie wiem.
Prawdopodobnie znaczyło to że znajdę coś fajnego, albo coś co dawno szukałam.
____________________
Powinnam napisać o czym bym chciała śnić. Mam dość dużą wyobraźnię, ale jak przychodzi co do czego to mam pustkę w głowie O.o
Dzisiaj planuję bardziej się przyłożyć co do kursu. Zrobię myk ze szklanką wody, jutro pobawię się w technikę relaksacyjną, dzisiaj też "wchłonę energię LD", a nazajutrz poprzeplatam sobie rzeczywistość ze snem. *będę lepsza, obiecuję*
Będę śniła o tym...
Jestem w warszawie razem ze swoją znajomą, z którą niestety nigdy się nie widziałam. Ma Ona bląd włosy, ścięte do ramion, mocno pocieniowane. Ma bluzkę z długim rękawem, o specyficznym kroju, shorty i długie, białe glany (aby urozmaicić sen postaram się narysować kilka tych miejsc, osób itd). Ja jestem ubrana w podobnym stylu, krótkie czarne włosy i tak dalej. Najpierw idziemy do japońskiej restauracji na shushi i makaron ramen. Mam platynową kartę kredytową, więc nie dbamy o pieniądze ^ ^ . Chodzimy sobie po złotych tarasach, kupujemy pełno książek, ubrań, biżuterii świetnie się przy tym bawiąc. (Bla bla bla. Wejście do sklepu wystarczy, wtedy stracę zmysły i pójdę na żywioł. )
Wczoraj zrobiłam myk z wodą, "wmawianie sobie" że zapamiętam sny ten nocy i wizualizacja energii LD.
Mimo to żadnej rewelacji nie było O.o (TRy robię, ale jakoś trudno mi to idzie. Bleee)
Budzik to zło, ot co. W dodatku wszyscy mnie budzili i nie mogłam zasnąć. (Chwalcie boga, kilka dni wolnego przede mną)
Mało pamiętam. Wiem że miałam 2, a może i 3 sny ale przepadły . Chociaż ten jeden, ostatni pamiętam. Dobra, pamiętam tylko kilka rzeczy *upadam coraz niżej*
Spałam od 22:30 - 6:45
_________________________________
1. "Nawiedzony dom"
A więc, to jest mniej więcej początek snu. Jestem w dużym, dziwnym domu. Jest on w kształcie kwadratu, wysoki, jak jakaś wieża, i to dziwaczna. Schody są dookoła ścian, szerokie, z ciemnego drewna. Tapety chyba fioletowe, ogólnie mówiąc to wystrój w klimacie nawiedzonego domku w Disneylandzie. Od razu idę po tych schodach, za jakąś staruszką na wózku inwalidzkim (nie pytajcie mnie jakim cudem można wjeżdżać na schody wózkiem inwalidzkim, bo nie mam pojęcia, ale jak teraz o tym myślę to musiało to wyglądać komicznie). Ta kobieta była właścicielką tego domu. Miała siwe włosy, takie krótkie loki, typowo babciowe. Miała jeszcze chyba błękitny sweterek i białe spodnie (o tak, kreacja wręcz perfekcyjnie dopasowana do wystroju domu). Szłam za nią po schodach, coś chyba do mnie mówiła, i ja miałam odziedziczyć po niej spadek, czy coś (ale nie byliśmy rodziną). Zdawało mi się że ktoś za mną idzie. W końcu znalazłam rozbity słoik z pieniędzmi. Różne, groszaki, 2 zł, 5 zł ... i one tak sobie leżały na schodach. Korzystając z okazji zaczęłam je zbierać. Wtedy babcia się odwróciła, spojrzała na mnie przerażająco, chyba powiedziała, że nie można tego dotykać, czy coś takiego. Na dole coś się zaczęło dziać, więc zaczęłyśmy szybko schodzić. Okazało się że tam był jakiś duch, trochę fioletowo-przeźroczysty, i to była jakaś dziewczyna chyba. Zanim owa zjawa zdążyła mi coś zrobić przyszedł inny duch, (większy) i zabił tamtego. (Wychodziło na to że większy duch to swego rodzaju strażnik tego budynku o.o) .
Następnie, jakby tydzień później babcia umarła, ja wszystko odziedziczyłam, i zrobiłam z tego domku wielką dyskotekę, a duch-strażnik pilnował tego miejsca. Amen.
(jak tak teraz myślę to to chyba jest cały sen.)
Miałam dzisiaj jakiś sen, w końcu porządnie zapisałam go sobie, ale za bardzo się rozpisałam, i nie bardzo mi się go chce dziś przepisywać T^T ,
dlatego jest to małe podsumowanie.
Wczoraj próbowałam tej techniki relaksacyjnej (dziś też, ale nawet nie w połowie musiałam przestać, bo mnie siostra rozproszyła a później to już nie było sensu >.>).
Biorę też tabletki z witaminami i w ogóle prowadzę nieco zdrowszy tryb życia (nie tylko na sny, od tak).
Próbuję w nocy powtarzać sobie że obudzę się pamiętając moje wszystkie sny, ale jakoś nie potrafię do siebie przemówić zrozumiale.
Niby zastanawiam się nad snami, ale jakoś nie mogę się do końca skupić. prawdopodobnie to ze względu na stres, bo ostatnio często on mnie nawiedza ;| .
TR'y jakoś robię, ale zazwyczaj jest tak że robię często, a później o tym zapominam i nie robię przez dłuższy czas. Zapamiętywanie snów... cóż ... jak widać moje wyniki nie są powalające ale ja osobiście widzę różnicę, i to znaczną. Rzadko kiedy miałam tak, że tydzień z rzędu pamiętałam jakiś sen, poza tym to nawet jednej nocy przebłysk i sen to była rewelacja. Teraz zachowuję większą świadomość. Praktycznie od kursu codziennie coś przeżywam nocą, a wczoraj nawet czułam podświadomie że były inne sny... taka sytuacja jak z dalekimi wspomnieniami. Pamiętamy że nastąpiło jakieś zdarzenie ale nie możemy odtworzyć owego wspomnienia.
Nawet jeśli "zawalę" ten kurs to na pewno się nie poddam, i będę szła w swoim mozolnym tempie.
Super! Bardzo mi się podba, jak się starasz i ogólnie, całokształt . Pamiętaj, że jak nam na czymś bardzo, bardzo zależy, to to prędzej czy później dostaniemy. Życzę Ci powodzenia i jak najwięcej LD! xD
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Dzięki bardzo za wsparcie ^ ^
Dzięki mojemu niedbalstwu mam do przepisania ok 5 kartek formatu A5. No cóż, zatem od teraz będę pisać na bieżąco (i poprawniej).
Najpierw mój najfajniejszy sen. Miałam wiele ciekawych snów, ale ten najbardziej mi się wrył w pamięć, chociażby dlatego że on zapoczątkował moją miłość do snów. Był bardzo realistyczny, w sumie to był pierwszym takim "mocnym" snem. No i też lubię takie klimaty, wampiry wilkołaki itd.
Miałam go na początku stycznia zeszłego roku.
Jasne, białe pomieszczenie. Dalej lustro weneckie, na całej ścianie. Przypomina to salę przesłuchań dla psycholów. Jestem tam z siostrą, stoimy przy ścianach, na przeciwko siebie.Nie jestem pewna czy to jest ta moja prawdziwa siostra, zdaje się że w śnie jest ode mnie młodsza (bo naprawdę jest starsza o 2 lata). Z miejsca gdzie jest lustro w naszą stronę lecą pociski (ale nie takie zwykłe, miały one jakąś nazwę ale ciągle ją zapominam. Średnica jest w miarę normalna, ale są długie, ok. 10 cm). Wtedy chowam się za komodą, a siostra za starym zegarem (nie wiem z kąt się one tam wzięły). Koniec strzałów. Pytam czy siostrze nic nie jest, odpowiada że nie. Ja też jestem cała. Albo i nie. Zauważam że mam przestrzeloną prawą nogę, później jeszcze widzę ranę na brzuchu. Odwracam się, za mną jest lustro. Mam pocisk w gardle. Krew mi napływa do ust. O dziwo, czuję jej smak i wcale nie jest taki jak zawsze (przypominająca rdzę). Ma świetny smak, więc wnioskuję że jestem wampirem. W końcu odnajduję drzwi, wywalam je kopniakiem, w mgnieniu oka , w furii zabijam 2-5 strażników. Rozglądam się. Jest dzień, ale jest ciemno. Znajduję się w salonie mojej babci. Wychodzę do przedpokoju, i widzę że właśnie wróciła z zakupów. Jest ubrana inaczej, bardziej elegancko, trochę jak jakaś stara aktorka. Ma czerwoną szminkę, okulary przeciwsłoneczne, chustkę pasującą do zielonego płaszcza i rękawiczki (czarne albo czerwone). Kładzie 2 siatki z zakupami na stół w kuchni. Mówi coś do mnie, ale ja się odwracam, tak aby nie zauważyła mojego stanu, bo nie wiem jak bym wyjaśniła tą całą krew. Wtedy za mną pojawia się jej lokaj (którego oczywiście ona nie ma). Mówi mi coś, jedno zdanie. Musi brzmieć jak jakaś życiowa mądrość, powinnam to zapamiętać ale jedyne co wiem to coś w stylu "To ciekawe...", czy "Interesujące, jak... ", i smutno się na mnie spojrzał. Chciał mnie ostrzec. Wtedy do mnie dociera że to niemożliwe aby w babci domu było coś takiego, jak ten pokój. Coś jest z nią nie tak. Nagle zmienia się w obrzydliwego, skrzydlatego demona. Ryczy przerażająco, zaczyna mnie gonić, więc uciekam rozbijając okno, w locie chwytając biednego lokaja. Od razu znajduję się na budynku na przeciwko. Nie wiem co jest z mężczyzną, ostatnie co pamiętam to chwila gdy siedzę na dachu wielkiego biurowca (nawet wiem jakiego konkretnie ^ ^ ), patrzę na zachód słońca i dociera do mnie myśl że muszę uciec z tego miejsca.
____________________________
Spałam od 22.00 do 7.00
(Tej nocy też średnio mogłam zasnąć, bo był mecz Lechii i czegośtam. Nasza drużyna wygrała, więc kilkoro panów musiało to oznajmić całemu osiedlu. Szkoda tylko że wtedy bardziej interesowało mnie spanie, ale ich to średnio obchodziło :| )
1. "Uciekinierka"
Byłam w jakimś zakładzie dla psycholi, czy więzieniu. Znajdowałam się na tyłach budynku, między ścianą a murem oddzielającym obiekt od reszty świata. Pamiętam że w ścianie było małe, zakratowane okienko (jak tak myślę to od zewnątrz są takie od szatni). Gdy się tam bawiłam usiadłam na murku, mając nogi poza zakładem. Nagle zaszłam z murku. Okazało się że był on nawet niższy ode mnie. Tylko takie "cacko" dzieliło mnie od wolności ! Za murem był chodnik, ulica i dalej jakieś krzaki, czy las. Nieopodal na widoku był przystanek autobusowy. Nie wiem czy padał deszcz, ale było mokro, a niebo było pochmurne. Zaczęłam się oddalać od zakładu i powędrowałam sobie lasem jako zbieg. Później trafiłam do jakiegoś osiedla z domkami jednorodzinnymi. Szłam sobie przez nie i wszystko było udekorowane jak na Boże Narodzenie. Znalazłam się przy domku moich rodziców (oczywiście w śnie jacyś ludzie odgrywali taką rolę). Najpierw gadałam z tatą, że jestem uciekinierką i potrzebowałabym kilku rzeczy do dalszej wędrówki. Ojciec wydawał się bardzo podejrzany, źle mu z oczu patrzyło, jakby się mnie bał, albo chciał mnie wydać. Wtedy też dostrzegłam że dookoła jest śnieg. Ale nie... to była jakby stwardniała wata cukrowa ^ ^ (w śnie sobie pomyślałam że to bita śmietana). Wzięłam trochę i świetnie smakowała (tak, od tego mojego ulubionego snu zdarza się że czuję smaki różnych rzeczy, nie wiem czy to normalne). Później doszła mama. Weszliśmy do domu, ojciec coś ględził ale ja go nie słuchałam. Dał mi jakąś swoją bluzę, ale ona też była po części z tej waty, więc zaczęłam ją trochę jeść. Później podarował mi jeszcze jakiś koc i alkohol. Był w szklanej butelce przypominającej kształtem piersiówkę. Napój był przeźroczysty z jakimś brokatem w środku. Z wyglądu to bardziej był jakiś żel do kąpieli niż coś co można wypić. Miał on też dwuczłonową nazwę, coś z elfem.
Za domem był stos jabłek pokrytych watą cukrową, więc zaczęłam je zbierać do reklamówki z tesco. Wtedy zeszło się jeszcze kilkoro innych ludzi i też zaczęli brać te owoce. Zabrałam 3 i wycofałam się do lasu.
Później była krótka scenka, bez mojego udziału ale dotycząca mojego snu. Są wysokie półki na książki, takie drewniane, klasyczne. Mają po 4 metry wysokości. Wyglądało to na jakąś bibliotekę. Dookoła ludzie patrzący na książki. Nad regałami lewituje coś w sytlu maleńkiego statku kosmicznego, a na nim siedział jakiś człowiek, policjant poszukujący zbiega.
Możliwa interpretacja: Znowu nawiązania do zdarzeń w poprzednim dniu.
Psychopata- Tak mnie wczoraj nazwał ksiądz, ale ogólnikowo, bo nic takiego złego nie zrobiłam. Miał w tym trochę racji, bo jestem dziwna czasami.
Więzienie - Ostatnio ten temat pojawił się w moim żuciu... no i raczej nie chcę się o tym rozpisywać.
Fałszywy ojciec to pewnie znaczy że nie ufam czy nie lubię bliskich mi osób, bo tak jakoś się teraz dzieje.
Był dużo słodyczy, dlatego że mi ich teraz brakuje bardzo :<
Nie jestem pewna czy dobrze to interpretuję, bo jakoś nie wiem co można ulepić z tej dziwnej całości.
Tak sobie myślę że w snach mój mózg działa na poziomie kretyna. W sensie że działam bardzo prymitywnie, bo w poprzednim śnie, w nawiedzonym domu widziałam kasę, to ją podniosłam, tu jest żarcie, to jem, a co się będę oszczędzać ...