Witaj Kenshi

Na wstępnie muszę się przyznać, że moja wiedza z dziedziny świadomego śnienia jest niewielka. Jeszcze do niedawna myślałem, że coś tam wiem, ale poczytałem kilka wpisów na tym forum i już tak nie uważam

Moja wiedza o LD, w porównaniu z osobami, które tu piszą jest malutka. Mam natomiast za sobą kilka przeżyć natury duchowej i chciałbym zaproponować spojrzenie na świadome śnienie z tej właśnie perspektywy

Ostatnio opisywałem krótko moje doświadczenie z LD pewnej osobie w innym miejscu w internecie, więc żeby nie pisać od początku, posłużę się tamtym opisem.
Spróbuję w wielkim skrócie przedstawić mój punkt widzenia sprawy, może coś pomoże, chociaż obawiam się, że zbyt wielu osobom może nie przypaść on do gustu. Dlatego na wstępie proszę wszystkich – nie gniewajcie się jeśli mój wpis nie spodoba się wam, ale spróbuję w nim troszkę przestrzec was przed świadomym śnieniem. Gdyby ktoś kilkanaście lat temu chciał mnie przed tym przestrzec, na pewno bym się wkurzył

Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że naprawdę szczerze z serca chcę podzielić się moją perspektywą.
Otóż kilkanaście lat temu odkryłem świadome śnienie. Byłem zachwycony

Znalazłem drzwi do magicznego świata, który mogłem eksplorować, odkrywać i poznawać. Gdyby ktoś w tamtym okresie odradzał mi LD, na pewno bym go nie posłuchał

Zagłębiałem się w świadome śnienie kilka lat i byłem nim zafascynowany. Co prawda zaczęły pojawiać się drobne problemy, które powinny budzić moje wątpliwości, ale zwyczajnie je olewałem. Np. zdarzały mi się paraliże senne, ale nauczyłem się z nich wychodzić, a plusów wciąż było więcej niż minusów. Wątpliwości jednak zaczęły kiełkować. Chyba przełomowa była jedna rozmowa z pewnym księdzem. Nie miał on co prawda pojęcia o świadomym śnieniu, ale opowiedział mi o pewnej pani z jego parafii, której właśnie starał się pomóc. Otóż ta pani zajmowała się pewną praktyką spirytystyczną (inną niż LD). Podobno dopóki wchodziła coraz głębiej i głębiej w tą praktykę, wszystko pozornie dobrze się układało. Nie wiem z jakiego powodu postanowiła się wycofać, ale kiedy zaczęła się wycofywać, wtedy zaczęły się prawdziwe i poważne komplikacje natury duchowej. Przemyślałem sprawę i wtedy również postanowiłem się wycofać. Nie chcę skłamać, ale wydaje mi się, że wtedy też u mnie pojawiły się największe „efekty uboczne”. Napisałem „nie chcę skłamać”, bo tak naprawdę nie pamiętam daty i momentu, a te efekty uboczne trwały wiele lat i ich nasilanie się było pewnym procesem. Na pewno zaczęły się jeszcze przed moją decyzją o rezygnacji ze świadomego śnienia, ale chyba po tej decyzji nastąpiło ich pogorszenie. W każdym razie przez kolejne lata (po wycofaniu się z LD), bardzo, ale to bardzo żałowałem, że kiedykolwiek te praktyki rozpocząłem. Zmagałem się z olbrzymim, przeszywającym i paraliżującym lękiem. Miewałem koszmary demoniczne, z których co do niektórych uważam, że nie były zwykłymi snami. Nie będę tu wszystkiego opisywał, bo i tak już widzę, że dużo tego wyszło, ale naprawdę nie było kolorowo. Ostatecznie zostałem z tych lęków i problemów uwolniony podczas pielgrzymki do Częstochowy, do Maryji

Otrzymałem nowe życie, w którym na nowo pojawiła się radość
A więc chciałbym przedstawić do rozważenia taką myśl czy nie jest czasem tak, że świadome śnienie otwiera nas na świat duchowy, który tylko z pozoru jest wesołym miasteczkiem. W rzeczywistości oferując nam różne atrakcje, demon stara się niezauważony podejść jak najbliżej nas. Często dopiero, kiedy zaczynamy się wycofywać, możemy lepiej zobaczyć prawdziwe oblicze tego, co nas zapraszało do zabawy. W tej wiadomości opisałem wszystko w kolosalnym skrócie, ale w razie pytań zapraszam śmiało do kontaktu pod adresem mailowym
baltazarr007@wp.pl. Polecam też do obejrzenia filmik Marcina Modrzyńskiego, który opowiada o swoich doświadczeniach ze świadomym śnieniem. Są to doświadczenia bardzo podobne do moich. Oto link to filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=dxH9RbbEryE
Wiem, że póki jest dobrze, nie chcemy nawet myśleć, że może być inaczej

Jeśli jednak ktoś z was znajdzie się w sytuacji, w której okazuje się, że nie mamy już kontroli, gorąco polecam zawołać do Jezusa. On pomoże

Albo do Maryi, jak do mamy

Jestem przekonany, że chociaż często pozory świadczą inaczej, to w jakiejkolwiek sytuacji się nie znajdziemy i jakkolwiek będzie ona koszmarna i bez wyjścia, zawsze możemy wezwać Jezusa na pomoc. Nie ma takiego czarnego miejsca, w którym On by kogokolwiek z nas zostawił samego. Może nie zawsze od razu tą pomoc będzie widać i może będzie trzeba najeść się trochę strachu, ale ostatecznie będzie happy end

Szczególną moc w uwalnianiu mają Sakramenty Spowiedzi i Eucharystii. Również gorąco polecam

Mówię z doświadczenia bo naprawdę w moim życiu Bóg zdziałał przez te Sakramenty wspaniałe rzeczy

Na koniec przepraszam z góry wszystkich, którzy będą wkurzeni na mnie za ten wpis. Ja przed laty pewnie bym się wkurzył i potraktowałbym taki wpis jako bzdury pisane przez kogoś, kto chce mi popsuć zabawę. Moja intencja była jednak inna. Trzymajcie się wszyscy, życzę samych bezpiecznych przygód

Pozdrawiam was wszystkich łobuzy i do zobaczyska w Niebie