Motyw motywacyjny
#1
Patrząc z perspektywy czasu i trochę wspominając to jak byłem jeszcze beztroskim bachorem, którego jedynym zmartwieniem było pójście do rozwydrzonych przedszkolaków, miałem ciekawą zajawkę. Mianowicie miałem w domu taki atlas 'świat wiedzy'. Można tam było znaleźć najróżniejsze informacje odnośnie najnowszej medycyny, przez rewolucje historyczne, po odkrycia archeologiczne. Oczywiście jako dzieciak interesowały mnie przede wszystkim zdjęcia, różnych egzotycznych miejsc. Nie wiem jak na to wpadłem ale pomyślałem sobie że wspaniale by było gdyby można by przedostać się przez ilustracje do miejsca, które przedstawia. Później ta myśl towarzyszyła mi bardzo długo. A oglądane gazety i książki tylko jeszcze bardziej podsycały moje urojone marzenie. Wizje tą wkręciłem sobie do takiego stopnia, że pewnego dnia przeglądając piękne zdjęcia mieszkań w katalogu IKEA, postanowiłem że w końcu tego dokonam. Wejdę do cudownego pokoju z obrazka.
Rozłożyłem gazete przed sobą, usiadłem po turecku i zamknąłem oczy. Nie wiem ile to trwało. Nie pamiętam co sobie wtedy myślałem. Jednak w końcu zwróciłem na siebie uwagę mojego brata. Kiedy zapytał co robie, wytłumaczyłem mu szybko i powiedziałem żeby nie przeszkadzał. Oczywiście mnie wyśmiał i powiedział że to nie możliwe. Jednak ja byłem uparty i się z nim kłóciłem. W końcu dał mi spokój a ja mogłem dokonać swojego przełomowego, magicznego przejścia w zdjęcie. Teleportacji jak na filmie Jumper. Mimo że pragnąłem tego bardzo rozsądek brata wziął za wygraną. Ani o centymetr nie drgnąłem z łóżka.
To był dla mnie cios w plecy. Zabójstwo marzeń oraz totalna rezygnacja. Świadomość że nie wystarczy chcieć, że niektóre rzeczy są nie do zrobienia, była jak ciemne chmury zasłaniające Słońce. Każde spojrzenie w jakąkolwiek ilustrację budziło we mnie smutek i rozgoryczenie. Do czasu. Do czasu aż dowiedziałem się o LD.
Kiedy dowiedziałem się, że jednak da się przeżyć wszystko o czym marzyłem a co było nie do wykonania w realu, byłem podjarany jak kominek w święta. Okazało się że nie wszystko stracone, że zobacze jeszcze piekny świat i doświadczenia niemożliwego. Jednak z każdym dniem, a raczej z każdą nocą entuzjazm gasł. Ponieważ sny były dalej snami a życie życiem. Może pamiętałem je wyraźniej ale nie kontrolowałem ich w żaden sposób. Wszystkie techniki, teksty które przeczytałem wydawały mi sie fikcją. A jednak po jakimś czasie zdobyłem LD i przekonałem się że to możliwe. Wyobrażenia na ten temat okazały się znacząco wygórowane. Mała kontrola i szybka pobudka. A dzisiaj? Może nie uwierzycie ale to moje jedno z najlepszych wspomnień jakie mam.
Tak właśnie. Uświadomiło mi że wszystko jest możliwe, tylko trzeba tego pragnąć to po pierwsze, a po drugie nigdy się nie poddawać. Wiele lat minęło od mojego pierwszego LD. Gdybym bardziej się przykładał być może byłbym już ekspertem w tej dziedzinie. Dzisiaj jestem wciaż na początku drogi ale uzbrojony w oręż jakim jest optymizm i wiara. Bo mam to wspomnienie dziecka marzyciela i to mnie motywuję by ciągle pragnąć wskoczyć do krainy z obrazka.
A co was zmotywowało do poznania jak to jest świadomie śnić i co was dzisiaj motywuję? Podzielcie się doświadczeniami, być może wasze motywację pomogą komuś innemu nie tracić zapału.
Bless!
G.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Co mnie zmotywowało do poznania LD? Głównie spełnienie marzeń których na jawie nie byłem wstanie dokonać (z czasem to myślenie się zmieniło). Pierwszą rzeczą oczywiście było latanie. Często w gdy jeszcze nie wiedziałem o LD to w snach łatałem. Zazwyczaj gdy to robiłem sen był super przejrzysty, świetnej jakości. Wszystkie zmysły działały znakomicie. Czułem nawet jak przy wybiciu serce podchodzi mi do gardła. Dlatego więc w pierwszym świadomym śnie postanowiłem polatać. Oczywiście udało mi się to bez problemu, ale po kilku świadomych lot już tak nie cieszył, bo stał się standardowym "środkiem transportu". Następnie przyszła pora na skoki bez spadochronu, jazdy na ogromnej kurze itp. ale to wraz nie sprawiało mi jakiejś ogromnej frajdy. Później chciałem przenieść się do jakiegoś miejsca z książki. Postanowiłem spełnić swoje marzenie z dzieciństwa (z czasów kiedy miałem 10 lat. Wtedy miało się naprawdę bujną wyobraźnię), czyli przeniesienie się do Hogwartu. Za którymś razem się to udało, ale nie sprostało to moim oczekiwaniom. Hogwart wyglądał jak połączenie mojej szkoły podstawowej ze starym zamkiem. Wtedy zrozumiałem, że główne skrzypce w LD gra podświadomość nad którą nigdy nie będziemy mieli władzy, co automatycznie wyklucza nasze bycie bogiem. Nic tu nie będzie takie jak naprawdę chcemy, bo nasza podświadomość zawsze dorzuci swoje trzy grosze. Nie stałem się panem tego świata, lecz gościem który podziwia jego piękno. Takich widoków jakie może nam sprawić podświadomość nie wymyślił by nawet chory psychicznie architekt.
Teraz w LD'ekach biegam po nie mających końca centrach handlowych, ogromnych łąkach z pięknymi i dość dziwnymi widokami na horyzoncie, fabrykach, hotelach skacząc od drzwi do drzwi. Oczywiście w po drodze jestem świadkiem cudacznych scen z udziałem projekcji.
Dla mnie LD nie jest miejscem w którym mogę spełnić swoje marzenia, lecz bardziej kurortem wypoczynkowym do ktorego mogę się wybrać od czasu do czasu. Teraz tylko podziwianie tych miejsc motywuje mnie do starania się o LD.
[H]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Nadal nie jestem pewny, dlaczego praktykuję LD.

Kiedy chodziłem do przedszkola/podstawówki, miałem takie momenty, kiedy interesowałem się snami. Pamiętam, że założyłem nawet dziennik snów, lecz skończyło się na około pięciu snach. W każdym razie lubiłem mój świat snów, a przede wszystkim to, w jaki sposób przedstawiał pewne znane mi miejsca. Tworzyłem zabawne teorie dotyczące funkcjonowania snów. Robiłem nawet nieświadomie afirmacje. Do teraz pamiętam wiele marzeń sennych z tamtego okresu.

Co to zapoczątkowało? Domniemam, że fala dziwacznych koszmarów, których motywem był telefon stacjonarny albo przejeżdżający pociąg przez mieszkanie. :P

Były również próby kontroli snu... choć może nie do końca. Przed zaśnięciem wyobrażałem sobie mój sen i mocno pragnąłem, żeby przyśnił mi się tej nocy. Udało się po dwóch dniach, chociaż odbiegało to od moich oczekiwań. Wszystko wyszłoby świetnie, gdyby nie pewna osoba we śnie, która przeszkodziła mi w moich planach.

Jakiś czas później przypadkiem natknąłem się na kurs Bartłomieja Pietrasza na Youtub'ie. Mogłem zatem zacząć praktykę bardzo wcześnie, ale tak się nie stało. Nadal nie wiem, dlaczego nie zagłębiłem się w temat. Wydaje mi się, iż przestraszyłem się paraliżu sennego, a dokładniej tego, że jest nierozerwalnie związany z praktyką LD.

Wróciłem do tej tematyki w pierwszej klasie gimnazjum. Praktykowałem przez trzy lata z dużymi przerwami, gdzie motywacja malała do absolutnego zera. Zapominałem o LD na długi czas, by powrócić do niego znowu i poczuć magię sennego świata. Ciągnęło się to w ten sposób aż do maja obecnego roku. Nie wiem, co dokładnie zatrzymało mnie w snach. W każdym razie takiej motywacji, jaką mam teraz, nie miałem jeszcze nigdy i nie sądzę, żeby szybko minęła.

Podejrzewam, że wcześniej skupiałem zbyt dużo uwagi na samym świadomych snach, a o tych zwykłych zapominałem, odstawiałem je gdzieś na bok. Teraz moje podejście do tematyki snów jest zupełnie inne, być może zbliżone do tego na samym początku.... po prostu czerpię radość z czystego zainteresowania światem wewnętrznym... światem snów.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Cytat:Wydaje mi się, iż przestraszyłem się paraliżu sennego, a dokładniej tego, że jest nierozerwalnie związany z praktyką LD.
ok. 150 LD - 1 paraliż, i nie przydarzył mi się po LD :) Ale mnie on szczególnie omija :P

Co do mnie.. Wypadało by coś napisać.
Ale nic konkretnego nie napiszę. Nie pamiętam nawet do końca jak się dowiedziałem. Wiem że ze strony o LD (która to już nie istnieje), jednak nie pamiętam czy sam na nią natknąłem czy kolega mi ją wysłał. Podobno on. Pierwsze przeczytałem nagłówki "Jak się teleportować", "Jak przywołać jakąś osobę", przeczytałem kawałek tekstu, brzmiało to świetnie jednak nie wiedziałem o co chodzi, myślałem że o jakąś grę. Patrzę na tytuł strony "Świadome śnienie". Wielkie wow a później pytanie najbliższych kolegów, coś tam wiedzieli. Później książki o LD i forum psajko.

Dlaczego? Sam nie wiem. Za dzieciaka bawiłem się w Dragon Ball'a a kamehameha do dzisiaj nieraz próbuje jak to każdy prawdziwy fan :D Możliwość spełnienia tego marzenia była dla mnie dużą motywacją. Ale też trochę miała tu wkład chęć ucieczki od rzeczywistości. To dziwne ale nie pamiętam co ja robiłem na kompie kiedy nie siedziałem na forach o LD bo o tym nie wiedziałem, chyba grałem :P A zainteresowań nie miałem dużo więc chciałem dołożyć sobie jakieś, a to było idealne.

@Down. Również polecam :D
let's worship cats
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
W wieku dwudziestu lat miałem sen. Przepiękny ogromny sad z posadzonymi na zmianę jabłoniami o czarnej korze z białymi owocami i o białej korze z czarnymi owocami. Na środku lazurowe jezioro wypełnione kolorowymi plażowymi piłkami. Wewnątrz jeziora, pod wodą kolejne jezioro z zieloną morską wodą, oddzielone równą granicą płynów. Od tego czasu świat zewnętrzny stracił sporo na wartości :) Osiągam LD, żeby rozglądać się za takimi wizjami, podświadomość zachwyca mnie do dzisiaj. Zapraszam do przestudiowania mojego notatnika ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1