Odświeżam bo pisaliśmy w temacie dużo o CD.
Po rozmowie z Adamem Bytofem okazało się, że źle zrozumiałem termin "CD". Autorem terminu jest Ken Wilber i w jego znaczeniu CD to stan mistyczny, gdzie podczas snu (niekoniecznie z marzeniami sennymi), doświadcza się głębokiego stanu medytacyjnego, gdzie świadomość przestaje utożsamiać się ze swoim fałszywym umysłem a ze swoim prawdziwym JA (albo nie wiem czy nie z tą "wyższą Jaźnią"). Zdarza się on tylko bardzo doświadczonym medytującym, którzy doświadczają go na jawie bardzo często od wielu lat. Wilber miał ponoć ten stan non-stop przez 7 dni, także w N-REM.
Jednak stan o którym pisaliśmy jest na tyle osobliwy, że powinien mieć własną nazwę i moim zdaniem "sen uważny" jak to ujął Incestus się nadaje

Tylko mam dylemat. Mój umysł dąży do porządkowania, więc mnie to nurtuje

Wiadomo, że w FA, przynajmniej ich większości, umysł jest przytomny, jednak czy uważny? Świadomość jest tylko zbliżona do poziomu przytomności na jawie. W moim rozumieniu uważność to droga do przytomnego umysłu, ale przytomność (dyktowana przez płytkość snu) nie jest drogą do uważności. Wobec tego niepoprawne byłoby nazywanie np. FA snem uważnym

Określenie "conscious dream" było dobre, ale jak widać, zaklepane przez coś "wyższego"

Autor moim zdaniem w ogóle złe słowo dobrał.