20-07-2014, 10:59
~~Lusit Dżrim Ros~~
Legenda
- Wstęp/zakończenie (i ogółem moja paplanina na jawie)
- Sny nieświadome
- Sny świadome
- Fałszywe przebudzenia
Przed zaśnięciem myślałam nad tym, że chcę mieć Przewodnika we śnie (już któryś raz z kolei) i aby został nim mój stary wychowawca, bo bardzo często widuję go w snach. Mówiłam sobie, że jeśli tylko go zobaczę, oznacza, że to sen i mam odzyskać świadomość. Taki trochę MILD, ale z innym zamiarem. Zrelaksowałam się i pozbyłam wszystkich niemiłych myśli. Próbowałam WILD'a i nie było tak źle, zaczęłam czuć już lekkie mrowienie na całym ciele, lecz jednak straciłam świadomość.
"Niefart z Przewodnikiem"
Była noc. Znajdowałam się w moim starym gimnazjum z całą obecną klasą. Staliśmy na holu w piwnicy. Nagle wszyscy zaczęli wchodzić do jednej z sal. Ławki były poukładane jak na mojej zeszłorocznej rekrutacji do technikum tj. ułożony był z nich cały jeden długi rząd pod oknami, gdzie siedzieli nauczyciele. Na jednym ze stanowisk siedział mój wychowawca. Przez niego od razu uświadomiłam się, że jestem we śnie!
Bardzo się cieszyłam, nawet nie pomyślałam by robić jakieś TR'y tylko od razu do niego podbiegłam i jak głupia zaczęłam się chichrać i mówić mu, że to sen. Właśnie chciałam też zapytać się czy zostanie on moim Przewodnikiem, lecz nie zdążyłam. Jego reakcja była taka; "No tak, masz racje to sen, a teraz proszę idź..." i coś tam miałam zrobić. Nadal się bardzo cieszyłam ze swojego LD, chyba nawet próbowałam coś ciekawego wykombinować, lecz już po paru sekundach przerodziło się to w zwyczajny sen.
Obudziłam się w swoim łóżku, było ciemno, a za mną spała mama. Bardzo dobrze pamiętałam swój sen i zapisałam go pokrótce w dzienniku.
Chyba na prawdę się na chwilę obudziłam i zaczęłam się zastanawiać czy w końcu to zapisałam czy nie.
"Farba"
Znajdowałam się w mojej obecnej szkole na piętrze z pracowniami komputerowymi. Znowu całą klasą staliśmy na holu. Jakaś stara kobieta była na mnie bardzo zła, nie pamiętam o co. Po wejściu do sali stanęłam koło swojego stanowiska z komputerem. Znów pojawił się mój wychowawca, który siedział przy biurku koło drzwi i rozmawiał z tą starą babą. Zaczęła mnie oczerniać, a on stanął w mojej obronie. Przez ten cały czas nie wychodziłam z miejsca. Na przerwie podeszłam do pana i chciałam mu podziękować za obronę, jednak tym razem to on był na mnie zły. Pytał się, czemu nie podeszłam podczas tej rozmowy do nich, tylko chowałam głowę w piasek i zwaliłam całą robotę na niego itd. Było mi przykro, przepraszałam go. Więc aby zadośćuczynić miałam zebrać kase od całej klasy i kupić farbę na pomalowanie ławek w naszej sali. No to chyba zebrałam te pieniądze (nie pamiętam tego momentu) i poszłam z moją przyjaciółką (która akurat nie chodzi ze mną do szkoły) po farby. Sprzedawczynią była ta sama stara kobieta, która była przedtem w szkole. Wybór farb nie wyglądał na duży, jedynie żółta i zielona. Kupiłam tylko tą pierwszą, bo miałam bardzo mało pieniędzy, jedynie 10 zł. Wróciłyśmy razem na lekcje, pokazałam wychowawcy co kupiłam. Kurde, no i znowu był zły, wręcz zaczął sobie ze mnie kpić, już nie mogłam tego znieść. Mówił, że pracował kilka lat w podstawówce i nawet tam dzieci umiały malować ławki w paski i kwiatki (?), czemu nie kupiłam więcej kolorów i po prostu go zawiodłam. Znów wszyscy weszli do sali. Usiałam ze swoją przyjaciółą koło komputerów, cały czas było mi przykro jak nigdy wcześniej. W ogóle zauważyłam, że wszyscy są ubrani na galowo. Przypomniało mi się, że to ostatni dzień w roku szkolnym i naszego pana już nie będzie w kolejnych latach, bo przecież się przeprowadza (tak jak to miało niestety miejsce realnie w tym roku). Nie dałam za wygraną, musiałam sprawić aby znów odzyskał do mnie zaufanie, bo potem już nie będzie okazji. Moja przyjaciółka powiedziała mi, że przecież nie miałyśmy kasy aby kupić więcej niż tą jedną, małą farbę, bo obiboki z mojej klasy żałowali kilka groszy. No tak, przypomniała mi. Więc podeszłam do pana i mu to powiedziałam, pewnie trochę ordynarnie, bo już byłam na maksa wkurzona tymi bezpodstawnymi obelgami. On mi na to; "A no tak, mogłem się spodziewać po nich". Ostatnie co pamiętam, że spojrzałam w tą żółtą farbę i zobaczyłam swoje odbicie, jednak nie wyglądałam do końca jak ja, miałam za długie włosy.
No i się obudziłam. Jeszcze przez chwilę czułam jakiś dziwny żal, jakbym serio zrobiła coś złego.
- Wstęp/zakończenie (i ogółem moja paplanina na jawie)
- Sny nieświadome
- Sny świadome
- Fałszywe przebudzenia
~~20 lipca~~
Przed zaśnięciem myślałam nad tym, że chcę mieć Przewodnika we śnie (już któryś raz z kolei) i aby został nim mój stary wychowawca, bo bardzo często widuję go w snach. Mówiłam sobie, że jeśli tylko go zobaczę, oznacza, że to sen i mam odzyskać świadomość. Taki trochę MILD, ale z innym zamiarem. Zrelaksowałam się i pozbyłam wszystkich niemiłych myśli. Próbowałam WILD'a i nie było tak źle, zaczęłam czuć już lekkie mrowienie na całym ciele, lecz jednak straciłam świadomość.
"Niefart z Przewodnikiem"
Była noc. Znajdowałam się w moim starym gimnazjum z całą obecną klasą. Staliśmy na holu w piwnicy. Nagle wszyscy zaczęli wchodzić do jednej z sal. Ławki były poukładane jak na mojej zeszłorocznej rekrutacji do technikum tj. ułożony był z nich cały jeden długi rząd pod oknami, gdzie siedzieli nauczyciele. Na jednym ze stanowisk siedział mój wychowawca. Przez niego od razu uświadomiłam się, że jestem we śnie!

Bardzo się cieszyłam, nawet nie pomyślałam by robić jakieś TR'y tylko od razu do niego podbiegłam i jak głupia zaczęłam się chichrać i mówić mu, że to sen. Właśnie chciałam też zapytać się czy zostanie on moim Przewodnikiem, lecz nie zdążyłam. Jego reakcja była taka; "No tak, masz racje to sen, a teraz proszę idź..." i coś tam miałam zrobić. Nadal się bardzo cieszyłam ze swojego LD, chyba nawet próbowałam coś ciekawego wykombinować, lecz już po paru sekundach przerodziło się to w zwyczajny sen.
Obudziłam się w swoim łóżku, było ciemno, a za mną spała mama. Bardzo dobrze pamiętałam swój sen i zapisałam go pokrótce w dzienniku.
Chyba na prawdę się na chwilę obudziłam i zaczęłam się zastanawiać czy w końcu to zapisałam czy nie.
"Farba"
Znajdowałam się w mojej obecnej szkole na piętrze z pracowniami komputerowymi. Znowu całą klasą staliśmy na holu. Jakaś stara kobieta była na mnie bardzo zła, nie pamiętam o co. Po wejściu do sali stanęłam koło swojego stanowiska z komputerem. Znów pojawił się mój wychowawca, który siedział przy biurku koło drzwi i rozmawiał z tą starą babą. Zaczęła mnie oczerniać, a on stanął w mojej obronie. Przez ten cały czas nie wychodziłam z miejsca. Na przerwie podeszłam do pana i chciałam mu podziękować za obronę, jednak tym razem to on był na mnie zły. Pytał się, czemu nie podeszłam podczas tej rozmowy do nich, tylko chowałam głowę w piasek i zwaliłam całą robotę na niego itd. Było mi przykro, przepraszałam go. Więc aby zadośćuczynić miałam zebrać kase od całej klasy i kupić farbę na pomalowanie ławek w naszej sali. No to chyba zebrałam te pieniądze (nie pamiętam tego momentu) i poszłam z moją przyjaciółką (która akurat nie chodzi ze mną do szkoły) po farby. Sprzedawczynią była ta sama stara kobieta, która była przedtem w szkole. Wybór farb nie wyglądał na duży, jedynie żółta i zielona. Kupiłam tylko tą pierwszą, bo miałam bardzo mało pieniędzy, jedynie 10 zł. Wróciłyśmy razem na lekcje, pokazałam wychowawcy co kupiłam. Kurde, no i znowu był zły, wręcz zaczął sobie ze mnie kpić, już nie mogłam tego znieść. Mówił, że pracował kilka lat w podstawówce i nawet tam dzieci umiały malować ławki w paski i kwiatki (?), czemu nie kupiłam więcej kolorów i po prostu go zawiodłam. Znów wszyscy weszli do sali. Usiałam ze swoją przyjaciółą koło komputerów, cały czas było mi przykro jak nigdy wcześniej. W ogóle zauważyłam, że wszyscy są ubrani na galowo. Przypomniało mi się, że to ostatni dzień w roku szkolnym i naszego pana już nie będzie w kolejnych latach, bo przecież się przeprowadza (tak jak to miało niestety miejsce realnie w tym roku). Nie dałam za wygraną, musiałam sprawić aby znów odzyskał do mnie zaufanie, bo potem już nie będzie okazji. Moja przyjaciółka powiedziała mi, że przecież nie miałyśmy kasy aby kupić więcej niż tą jedną, małą farbę, bo obiboki z mojej klasy żałowali kilka groszy. No tak, przypomniała mi. Więc podeszłam do pana i mu to powiedziałam, pewnie trochę ordynarnie, bo już byłam na maksa wkurzona tymi bezpodstawnymi obelgami. On mi na to; "A no tak, mogłem się spodziewać po nich". Ostatnie co pamiętam, że spojrzałam w tą żółtą farbę i zobaczyłam swoje odbicie, jednak nie wyglądałam do końca jak ja, miałam za długie włosy.
No i się obudziłam. Jeszcze przez chwilę czułam jakiś dziwny żal, jakbym serio zrobiła coś złego.






Sen był dość płytki. Zdaje mi się, że te wszystkie negatywne obrazy i emocje mogło spotęgować notoryczne budzenie się przez szczekanie mojego psa na jawie.