Internet a życie człowieka
#11
Pięknie zauważone :)
Ja jednak wciąż widzę tylko jasne strony tej przypadłości. Namolna potrzeba rozwoju i zdobywania wiedzy jest faktycznie wyindukowana dostępem do tych internetowych bogactw, ale jej koszt - w postaci niepokoju rywalizacyjnego wyścigu szczurów, jest mierny i naturalny w porównaniu z następowymi zdobyczami cywilizacyjnymi. Podobnie porównałbym to do np zdobyczy transportu lotniczego - nieograniczony kontakt z obcymi kulturami i poznawanie świata kosztem tego, że ludzie mniej chętnie zwiedzają własne kraje...
Wszędzie słyszy się też jak to kiedyś ludzie w Afryce z nieprzeniknionym spokojem czekali kilkanaście godzin na przystanku autobusowym. Taka była kultura kiedyś, ale zmiana ma swoją cenę.

A z drugim akapitem po dzisiejszym dniu ciężko mi polemizować. Spożytkowałem wolne na internet do obrzydzenia kosztem większości planów :). Mimo wszystko mam go teraz dość i jutro się okaże jaka jest dynamika tolerancji od tej używki :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
W związku z nie poradzeniem sobie z doświadczeniami w dzieciństwie człowiek stara się zaspokoić swoje potrzeby w inny sposób niż "normalnie". Eskapizm. Można uciec w świat fantazji, ale przychodzi internet. Daje on możliwość zaspokojenia potrzeb społecznych i seksualnych. Przez co eskapizm nie rozwija się do patologicznych form. Jednak internet nie jest wystarczający. Pojawia się więc depresja. Depresja ma na celu zmienienie naszego życia, daje znać, że "coś jest nie tak" i coś należy zmienić w swoim życiu. Jednak tak samo jak z eskapizmem, depresja nie przybiera skrajnie patologicznych form, ponieważ wszystkie podstawowe potrzeby są zaspokajane. Głód i sen w realu, a wszystko inne, czyli seksualność, kreatywność, ciekawość, kontakt międzyludzki w wirtualu.

Więc dlaczego to nie działa? Czyżby brakowało spojrzeń, dotyku, intymności drugiego człowieka?

Co w takim przypadku należy zrobić? Wyłączyć internet. Wtedy się wpadnie w prawdziwą depresję i wszystkie potrzeby będą szukały zaspokojenia w świecie rzeczywistym.
Life is but a long, sad game
Drifting souls, avoiding shame

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
Macie w tym rację : do internetu nie powinno się wpuszczać młodej rozwijającej się osobowości, tak samo jak dziecka nie puszcza się na zagraniczne kolonie ani nie pozwala się mu na całkowite decydowanie o sobie. To ta sama kategoria zagrożeń i podobny mechanizm, wynikający z nadmiaru wolności, niedojrzałej obronie przed wpływami.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Pierwszy raz weszłam do internetu w piętnastym roku życia. Przedtem miałam z nim nikły kontakt, tyko w szkole i nie w celach prywatnych. Zanim uzyskałam dostęp do sieci, żyłam w świecie komiksów i książek z księgarń i bibliotek szkolnych, telewizji oraz rozmaitych czasopism takich jak "Polityka", "Bravo" czy "Chwila dla Ciebie". Dużo czasu spędzałam też zatopiona we własnych myślach lub w stanie bezmyślnej, nieruchomej koncentracji na jakimś bodźcu z otoczenia. Potrafiłam spędzić całą szkolną przerwę wpatrując się we własne paznokcie, w dzisiejszych czasach zapewne sięgnęłabym od razu po telefon.

Po wejściu do sieci moje kontakty społeczne raczej nie uległy zmianie. Myśli samobójcze miałam już dużo wcześniej, a inni ludzie coraz rzadziej inicjowali rozmowy ze mną. Jako dziecko łatwiej mi było podejść do dorosłego i czekać, aż zagada do mnie, potem jednak takie zachowanie przestało być akceptowane społecznie.
Kiedy jako nastolatka wyczytałam w sieci, że internet ułatwia komunikację osobom autystycznym, byłam w szoku. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że ktoś totalnie zaburzony społecznie może zaprezentować się w całkowicie inny sposób przy pomocy komputera, w sensie budować zdania, reagować na komunikaty, okazywać zainteresowanie drugim człowiekiem itd. Ja osobiście nie miałam nic do powiedzenia, tylko podczytywałam konwersacje kilka-kilkanaście lat starszych od siebie aspików, zarówno po polsku, jak i po angielsku. Byłam pod wrażeniem ich elokwencji. Nawet nie myślałam, że kiedyś będę pisać tak jak teraz.

Jeśli zaś chodzi o dotyk, bliskość - czasem za tym tęsknię, ale gdy tylko mam okazję, od razu się wycofuję, w najgorszym wypadku pozwalam się dotknąć, lecz popadam wtedy w stan swoistej dysocjacji, nieobecności w ciele. Pragnę się odciąć od tych doznań, są dla mnie zbyt intensywne. Czuję się wtedy, jakby ktoś zanurzał swoje niefizyczne paluchy w moim ciele astralnym, stapiał się z moim bytem energetycznie. To dla mnie za dużo. Zdarza mi się czerpać z tego przyjemność, jednak wyłącznie wtedy, gdy mam pewność, że jest to kontakt aseksualny.
Waiting for extasy
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Krótkie, a może nieskończone życie superkwasek 8 8,733 09-07-2011, 14:53
Ostatni post: Przemyslaav
  Świat, Życie, czy to bez sensu? kolkamil 38 21,109 05-03-2011, 20:08
Ostatni post: High Contrast

Skocz do:

UA-88656808-1