Dzisiaj miałem noc tak chamsko upchaną snami, że obudziłem się po 12.00 wykończony. Do teraz wszędzie gdzie spojrzę, przypomina mi się inny sen z tej nocy, czy to o kaloryferze, kroplach do nosa czy zmywaniu...
Im dalej w noc tym bardziej byłem świadomy. W pewnym śnie doszło do takiej granicznej świadomości:
Śniło mi się, że razem z masą starych znajomych z podstawówki skryliśmy się przed deszczem w opuszczonym 11piętrowym hotelu. Wszyscy chlali do śmierci, a ja wiedziałem że śnię, toteż nie mogę się upić, i muszę udawać pijanego

I tak leżałem rozwalony i chwiejnie polewałem sobie i innym słoiki pół na pół z wódą i syropem śliwkowym. Nie czułem smaku i wiedziałem, że wódka nie istnieje bo to sen, ale jakoś nie przyszło mi na myśl co jeszcze z tego faktu wynika

Na koniec puścili w TV jakiegoś pornosa i trzeba było uciekać bo deszcz strawił 6 górnych pięter
Dopiero w ostatniej godzinie miałem ulotny sen świadomy poprzedzony króciutkim przebudzeniem. Nie miałem w nim jednak ani odrobiny kontroli, z rękawów wystawała druga para rąk, która trzymała za nadgarstki moje prawdziwe ręce, a wiatr zwiewał mną z pełną prędkością po górskich drogach, żeby na koniec uderzyć mną o przystanek tramwajowy

Przez ten sen słychać było co chwilę dziwnny jednostajny dźwięk z zewnątrz, który go spłycał. Po przebudzeniu zidentyfikowałem jego źródło - oczywiście na 9 godzin snu ktoś musiał zadzwonić na wibracyjny podczas 10ciu minut snu świadomego :/