22-01-2020, 03:02
Jako, że uczę się a raczej "uczę" do sesji oczywiście na ostatnią chwilę, oczywiście o drugiej w nocy. No to naszła mnie myśl, która nie daje mi spokoju. Otóż co bym zrobił gdybym miał do wyboru albo nie musieć nigdy spać ale pomimo tego być cały czas względnie wypoczętym i zdolnym do normalnego funkcjonowania, albo musieć zasypiać tak jak obecnie z powodu narastającego zmęczenia ale za to podczas każdego snu miałbym ultra realistyczne LD.
Z jednej strony na plus dla pierwszej opcji jest to, że zyskałbym ok. 1/3 życia, którą mógłbym wykorzystać do nauki, pracy ale i zabawy w prawdziwym świecie, nigdy nie czułbym znużenia i dzięki temu miałbym czas i chęci na wiele rzeczy. Z drugiej zaś strony nigdy nie doświadczyłbym tej fajoskiej rzeczy, o której marzy (bądź marzył dopóki nie stał się zgorzkniały
) każdy iSENowicz, jaką jest świadomy sen. Ponadto nie da się przecenić wspaniałego uczucia gdy po ciężkim dniu albo wieczornym bieganku, zmęczony w trzy dupy kładziesz się w końcu pod cieplutką kołderką i przytulasz do mięciusiej poduszeczki. Rano zaś po tęgim spanku budzisz się wypoczęty i pełen błogości. Z trzeciej zaś strony nie zawsze można spać przez pół dnia i często wstaje się po dwóch godzinach i przez resztę dnia jest się zoombie. Poza tym z wielu relacji osób mających często LDeki wynika, że świadomy sen tak jak inne życiowe przyjemności na początku daje niesamowitą frajdę ale później rzeka dopaminy zwęża się do małego strumyczka i nie daje takiej samej przyjemności jak na początku. Dochodzi też aspekt tego, że będąc w np. w depresji bądź ogólnym niezadowoleniu z życia można porzucić świat rzeczywisty na rzecz tego LDekowego. Skoro i tak w każdym śnie mam LD to co mi szkodzi by w realu wegetować na socjalu, zapewniać sobie tylko najważniejsze potrzeby fizjologiczne a potem wracać do snu i być królem czy innym supermanem.
Ciężka sprawa. A wy co byście wybrali i dlaczego?
Z jednej strony na plus dla pierwszej opcji jest to, że zyskałbym ok. 1/3 życia, którą mógłbym wykorzystać do nauki, pracy ale i zabawy w prawdziwym świecie, nigdy nie czułbym znużenia i dzięki temu miałbym czas i chęci na wiele rzeczy. Z drugiej zaś strony nigdy nie doświadczyłbym tej fajoskiej rzeczy, o której marzy (bądź marzył dopóki nie stał się zgorzkniały
) każdy iSENowicz, jaką jest świadomy sen. Ponadto nie da się przecenić wspaniałego uczucia gdy po ciężkim dniu albo wieczornym bieganku, zmęczony w trzy dupy kładziesz się w końcu pod cieplutką kołderką i przytulasz do mięciusiej poduszeczki. Rano zaś po tęgim spanku budzisz się wypoczęty i pełen błogości. Z trzeciej zaś strony nie zawsze można spać przez pół dnia i często wstaje się po dwóch godzinach i przez resztę dnia jest się zoombie. Poza tym z wielu relacji osób mających często LDeki wynika, że świadomy sen tak jak inne życiowe przyjemności na początku daje niesamowitą frajdę ale później rzeka dopaminy zwęża się do małego strumyczka i nie daje takiej samej przyjemności jak na początku. Dochodzi też aspekt tego, że będąc w np. w depresji bądź ogólnym niezadowoleniu z życia można porzucić świat rzeczywisty na rzecz tego LDekowego. Skoro i tak w każdym śnie mam LD to co mi szkodzi by w realu wegetować na socjalu, zapewniać sobie tylko najważniejsze potrzeby fizjologiczne a potem wracać do snu i być królem czy innym supermanem. Ciężka sprawa. A wy co byście wybrali i dlaczego?
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.







byłem właściwie pewny, że wybrałbym bezsenność bez konsekwencji zdrowotnych zamiast wiecznych eLDeków.