04-08-2011, 11:39
Z dniem dzisiaj przyznaję sobie dyplom świadomego śnienia 
Dzięki Płomyczkowi i mojemu wczorajszemu doświadczeniu potrafię już przeciągać LD do realnego czasu półtorej godziny.
W efekcie miałem 2 ld, długi i krótszy, uświadomiony pod koniec Remu.
Dryfując głównie między ponurymi korytarzami, dziecięcymi pokoikami, przedpotopowymi stołówkami i gorzkimi bunkrami ( gorzkie bo je lizałem ) natrafiłem na dwie ciekawsze lokalizacje:
Pierwsza złożona była ze stosów kamieni i żwirków leżących w płytkiej wodzie o kryształowo czystej tafli, w której idealnie odbijało się niebo, tak, że nie można było poznać gdzie jest góra a gdzie dół lokacji. Całość okraszona bystrymi strumyczkami, wodospadzikami i kolumnami doryckimi
Niestety niebo było ubogie i mało trójwymiarowe.
Co innego w drugiej lokalizacji: położone w oddali małe miasteczko, nad którego dachami wznosiły się wieże kościelne smukłe a wysokie na kilometry. Sięgały one deszczowych chmur, które nad środkiem tego miasta
formowały się w zbiór zórz polarnych. Gdy podleciało się troche bliżej, można było zauważyć jak z tych zórz polarnych ogromne krople deszczu z niesamowitą prędkością bombardują wybrane budynki, po czym wracają już powoli w przeciwnym kierunku, bocznym strumieniem do obrzeży tych zórz
Krótszy sen był zdecydowanie bardziej zmysłowy i realistyczny.
Jedyne co mi teraz zostało, to myślenie co zrobić, żeby ld były jeszcze bardziej szczegółowe, twórcze i angażujące wszystkie zmysły

Dzięki Płomyczkowi i mojemu wczorajszemu doświadczeniu potrafię już przeciągać LD do realnego czasu półtorej godziny.
W efekcie miałem 2 ld, długi i krótszy, uświadomiony pod koniec Remu.
Dryfując głównie między ponurymi korytarzami, dziecięcymi pokoikami, przedpotopowymi stołówkami i gorzkimi bunkrami ( gorzkie bo je lizałem ) natrafiłem na dwie ciekawsze lokalizacje:
Pierwsza złożona była ze stosów kamieni i żwirków leżących w płytkiej wodzie o kryształowo czystej tafli, w której idealnie odbijało się niebo, tak, że nie można było poznać gdzie jest góra a gdzie dół lokacji. Całość okraszona bystrymi strumyczkami, wodospadzikami i kolumnami doryckimi
Niestety niebo było ubogie i mało trójwymiarowe.Co innego w drugiej lokalizacji: położone w oddali małe miasteczko, nad którego dachami wznosiły się wieże kościelne smukłe a wysokie na kilometry. Sięgały one deszczowych chmur, które nad środkiem tego miasta
formowały się w zbiór zórz polarnych. Gdy podleciało się troche bliżej, można było zauważyć jak z tych zórz polarnych ogromne krople deszczu z niesamowitą prędkością bombardują wybrane budynki, po czym wracają już powoli w przeciwnym kierunku, bocznym strumieniem do obrzeży tych zórz

Krótszy sen był zdecydowanie bardziej zmysłowy i realistyczny.
Jedyne co mi teraz zostało, to myślenie co zrobić, żeby ld były jeszcze bardziej szczegółowe, twórcze i angażujące wszystkie zmysły





