30-06-2011, 17:33
Mam natręctwa, i to sporo. Nie zwracałem nie uwagi, ot, takie małe dziwactwa. Ale czasem są denerwujące. Najczęstsze:
- odświeżanie pulpitu - nie potrafię tego wytłumaczyć, ale czasem robię to kilkanaście razy pod rząd, dopóki idealnie nie trafię kursorem od razu w "Odśwież", a zazwyczaj zaczynam się denerwować i schodzi mi np. na "Rozmieść ikony według" i nie mogę się skupić na pracy przy komputerze, dopóki tego nie "odświeżę" tak jak chciałem...
- prawidłowe trzymanie długopisu podczas pisania, np. logiem w moją stronę
- jadę samochodem i czasem muszę poprawić obrączkę (nie wiem po co, ale musi idealnie... połyskiwać?) albo patrzę się na wyświetlacz z zegarem, który miga i próbuję spojrzeć i przestać patrzeć w momencie, gdy jest wyświetlona sekunda, żeby nie zauważyć migania - nie wiem, czy ktoś rozumie o co mi chodzi, ale nie robię tak już odkąd, o mało nie walnąłem w coś
- czasem wychodzę z domu i patrzę się w lustro dopóki nie ustawię się pod odpowiednim światłem (?)
Zazwyczaj zaczynam to robić nieświadomie, jak mam bardziej wolny czas - jak gdzieś się śpieszę, to po prostu nie ma na to czasu, nie myślę o tym. I jest podobnie jak z tym strachem przed snem - im bardziej próbuję się przed tym bronić, tym więcej o tym myślę i pogłębia się to.
Mnóstwo mam takich dziwactw - począwszy od trzymania papierosa logiem w moją stroną, skończywszy na poukładaniu wszystkiego równo w pokoju, na swoim miejscu - jeden przedmiot nie tak na biurku i nie skupię się.
Próbuję z tym walczyć, bo pracuję głównie pisząc i jak te wszystkie natręctwa zaczną się pojawiać, to nie mogę napisać niczego. Nie zdarzają mi się one codziennie, ale zdarzają.
Nie zgłaszałem się z tym do nikogo, bo uważałem, że nie jest to żadna choroba i zależy to tylko od silnej woli. Ktoś mi mówił, że to od braku żelaza (?) Uważam, że wszystko jest kwestią silnej woli i to jest moim głównym problemem. Często mówię sobie "od jutra zmieniam to, nie robię tego", a na drugi dzień przekładam to na następny i tak w kółko :roll: Mam nadzieję, że nie skończę w białym kaftanie.
A przypomniało mi się jeszcze jedno - gdy idę i nic nie robię (nie słucham muzyki, nie rozmawiam przez telefon, idę sam) - to obserwuję swoje... buty. Tzn. np. cztery kroki i muszą być idealnie prosto, jak nie, robię je jeszcze raz - dopóki nie walne w kogoś albo w coś ^^
- odświeżanie pulpitu - nie potrafię tego wytłumaczyć, ale czasem robię to kilkanaście razy pod rząd, dopóki idealnie nie trafię kursorem od razu w "Odśwież", a zazwyczaj zaczynam się denerwować i schodzi mi np. na "Rozmieść ikony według" i nie mogę się skupić na pracy przy komputerze, dopóki tego nie "odświeżę" tak jak chciałem...
- prawidłowe trzymanie długopisu podczas pisania, np. logiem w moją stronę
- jadę samochodem i czasem muszę poprawić obrączkę (nie wiem po co, ale musi idealnie... połyskiwać?) albo patrzę się na wyświetlacz z zegarem, który miga i próbuję spojrzeć i przestać patrzeć w momencie, gdy jest wyświetlona sekunda, żeby nie zauważyć migania - nie wiem, czy ktoś rozumie o co mi chodzi, ale nie robię tak już odkąd, o mało nie walnąłem w coś
- czasem wychodzę z domu i patrzę się w lustro dopóki nie ustawię się pod odpowiednim światłem (?)
Zazwyczaj zaczynam to robić nieświadomie, jak mam bardziej wolny czas - jak gdzieś się śpieszę, to po prostu nie ma na to czasu, nie myślę o tym. I jest podobnie jak z tym strachem przed snem - im bardziej próbuję się przed tym bronić, tym więcej o tym myślę i pogłębia się to.
Mnóstwo mam takich dziwactw - począwszy od trzymania papierosa logiem w moją stroną, skończywszy na poukładaniu wszystkiego równo w pokoju, na swoim miejscu - jeden przedmiot nie tak na biurku i nie skupię się.
Próbuję z tym walczyć, bo pracuję głównie pisząc i jak te wszystkie natręctwa zaczną się pojawiać, to nie mogę napisać niczego. Nie zdarzają mi się one codziennie, ale zdarzają.
Nie zgłaszałem się z tym do nikogo, bo uważałem, że nie jest to żadna choroba i zależy to tylko od silnej woli. Ktoś mi mówił, że to od braku żelaza (?) Uważam, że wszystko jest kwestią silnej woli i to jest moim głównym problemem. Często mówię sobie "od jutra zmieniam to, nie robię tego", a na drugi dzień przekładam to na następny i tak w kółko :roll: Mam nadzieję, że nie skończę w białym kaftanie.
A przypomniało mi się jeszcze jedno - gdy idę i nic nie robię (nie słucham muzyki, nie rozmawiam przez telefon, idę sam) - to obserwuję swoje... buty. Tzn. np. cztery kroki i muszą być idealnie prosto, jak nie, robię je jeszcze raz - dopóki nie walne w kogoś albo w coś ^^





