14-06-2011, 20:42
Ja natomiast polecam bardzo dobrą książkę, naprawdę dobrą.. Oprócz tego, że jest świetnie napisana, to równocześnie jest tak niebanalna i uczy tak wiele, że powinna być lekturą obowiązkową dla każdego, kto ceni DOBRĄ literaturę..
"Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini
Książka opowiada o przyjaźni, miłości i zdradzie, o ogromnych wyrzutach sumienia, a to wszystko na tle historii Afganistanu, od upadku monarchii po krwawe rządy talibów. Literacka gratka. Oto próbka:
"Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini
Książka opowiada o przyjaźni, miłości i zdradzie, o ogromnych wyrzutach sumienia, a to wszystko na tle historii Afganistanu, od upadku monarchii po krwawe rządy talibów. Literacka gratka. Oto próbka:
Cytat:Hassan ? chłopiec z latawcem i z zajęczą wargą... Usiadłem na ławce pod wierzbą. Przypomniało mi się, co pod koniec naszej rozmowy powiedział jakby od niechcenia Rahim Chan: że znowu można być dobrym. Jeszcze raz spojrzałem w górę, na latawce. Pomyślałem o Hassanie. O Babie, Alim, Kabulu. O moim życiu sprzed zimy roku 1975, gdy wszystko się zmieniło. I gdy stałem się tym, kim jestem.
W naszym wspólnym dzieciństwie wspinaliśmy się z Hassanem na topole rosnące wzdłuż alejki prowadzącej do domu mojego ojca i dręczyliśmy sąsiadów puszczanymi lusterkiem zajączkami. [...] Ciągle widzę Hassana na drzewie; słońce sączy się przez liście na jego niemal doskonale okrągłą twarz, twarz chińskiej lalki wyrzeźbionej z twardego drewna, na jego płaski, szeroki nos, na oczy wąskie jak liście bambusa ? oczy, które w zależności od oświetlenia były albo złote, albo zielone, albo nawet szafirowe. Wciąż jeszcze widzę jego maleńkie, nisko przytwierdzone uszy i wystający, mięsisty podbródek, który wyglądał jak doczepiony. I przerwę w wardze, trochę na lewo od linii nosa ? może dłuto twórcy chińskiej lalki obsunęło się po drewnie, a może po prostu się zmęczył i przestał się starać.
Czasem, gdy tak siedzieliśmy na drzewie, udawało mi się namówić Hassana, by orzechem strzelił z procy w jednookiego wilczura naszego sąsiada.
Hassan nigdy nie miał na to ochoty, ale jeśli go poprosiłem, tak naprawdę, wtedy mi nie odmawiał. Hassan nigdy mi niczego nie odmawiał. A z procy strzelał jak nikt. Czasem przyłapywał nas na tym Ali, ojciec Hassana, i złościł się ? o ile ktoś tak łagodny w ogóle mógł się złościć. Groził nam palcem i ściągał nas z drzewa, i odbierał nam lusterko. Powtarzał to, czego nauczyła go jego matka, że diabeł też puszcza zajączki, by przeszkadzać muzułmanom w modlitwie.
? I się śmieje ? dodawał zawsze, surowo patrząc na syna.
? Tak, ojcze ? mamrotał wtedy Hassan, wbijając wzrok w ziemię. Ale nigdy nie naskarżył, że to wszystko moje pomysły: i zajączki, i strzelanie orzechami w psa sąsiada. [...]
Niektóre z mniejszych dzieci z naszej dzielnicy bały się twarzy Alego i jego chodu. Gorzej jednak było z dziećmi starszymi, bo te goniły za nim po ulicy i drwiły z niego, gdy przechodził. Nazywały go Babalu, straszydło.
? Ej, Babalu, kogoś dzisiaj zjadł? ? wołały ze śmiechem. ? Kogoś dzisiaj zjadł, płaskonosy Babalu?
Nazywały go ?płaskonosym? z powodu charakterystycznych dla Hazarów mongoloidalnych rysów, widocznych i u Alego, i u Hassana. Przez wiele lat wiedziałem o Hazarach tylko tyle, że są potomkami Mogołów i że wyglądają trochę jak Chińczycy. Szkolne podręczniki prawie o nich nie mówiły ? czasem tylko mimochodem wspominały o ich pochodzeniu. Aż któregoś dnia, gdy w gabinecie Baby oglądałem jego rzeczy, znalazłem stary podręcznik historii po mojej mamie. Autorem był Irańczyk o nazwisku Chorami. Zdmuchnąłem kurz z okładki, ukradkiem zabrałem książkę ze sobą do łóżka i ze zdumieniem znalazłem w niej cały rozdział o historii Hazarów. Cały rozdział o plemieniu Hassana! Przeczytałem w nim, że mój naród, Pasztuni, uciskał i prześladował Hazarów. I że w XIX wieku Hazarowie usiłowali powstać przeciw Pasztunom, ale ci ?stłumili powstanie w niewyobrażalnie okrutny sposób?. [...]
Następnego dnia podszedłem po lekcjach do nauczyciela, pokazałem mu książkę i rozdział o Hazarach. Przerzucił kilka stron, uśmiechnął się z przekąsem i oddał mi książkę.
? No, jedną rzecz szyici potrafią doskonale ? powiedział, zbierając swoje papiery. ? Potrafią robić z siebie męczenników. ? Wymawiając słowo ?szyici?, zmarszczył nos, jakby mówił o paskudnej chorobie.
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"





