13-04-2011, 09:47
12 kwiecień
Działy się różne rzeczy, których już w większości nie pamiętam, ale zaciekawiła mnie jedna rzecz. Zbliżała się do nas jakaś planeta, przez cały sen ten wątek był jakby w tle. Byłem chyba na jakimś spotkaniu, potem poszedłem coś załatwić, w każdym bądź razie, przez cały ten czas na niebie widoczna była planeta, która widocznie się zbliżała, nawet w wiadomościach o tym mówili i z tego co pamiętam mówili, że to jest Wenus. Pod koniec snu była już tak ogromna, większa od księżyca. Zbliżała się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu, kiedy była gdzieś 100 metrów nad ziemią (ja w tym czasie zwiewałem, nie wiem po co), już czułem ją na karku i... nagle znikła :?: Poczułem ulgę, jakby moje zmartwienia się skończyły. Zaraz po tym sen się skończył
Działy się różne rzeczy, których już w większości nie pamiętam, ale zaciekawiła mnie jedna rzecz. Zbliżała się do nas jakaś planeta, przez cały sen ten wątek był jakby w tle. Byłem chyba na jakimś spotkaniu, potem poszedłem coś załatwić, w każdym bądź razie, przez cały ten czas na niebie widoczna była planeta, która widocznie się zbliżała, nawet w wiadomościach o tym mówili i z tego co pamiętam mówili, że to jest Wenus. Pod koniec snu była już tak ogromna, większa od księżyca. Zbliżała się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu, kiedy była gdzieś 100 metrów nad ziemią (ja w tym czasie zwiewałem, nie wiem po co), już czułem ją na karku i... nagle znikła :?: Poczułem ulgę, jakby moje zmartwienia się skończyły. Zaraz po tym sen się skończył





