09-04-2011, 13:22
Dzięki bardzo za wsparcie ^ ^
Dzięki mojemu niedbalstwu mam do przepisania ok 5 kartek formatu A5. No cóż, zatem od teraz będę pisać na bieżąco (i poprawniej).
Najpierw mój najfajniejszy sen. Miałam wiele ciekawych snów, ale ten najbardziej mi się wrył w pamięć, chociażby dlatego że on zapoczątkował moją miłość do snów. Był bardzo realistyczny, w sumie to był pierwszym takim "mocnym" snem. No i też lubię takie klimaty, wampiry wilkołaki itd.
Miałam go na początku stycznia zeszłego roku.
Jasne, białe pomieszczenie. Dalej lustro weneckie, na całej ścianie. Przypomina to salę przesłuchań dla psycholów. Jestem tam z siostrą, stoimy przy ścianach, na przeciwko siebie.Nie jestem pewna czy to jest ta moja prawdziwa siostra, zdaje się że w śnie jest ode mnie młodsza (bo naprawdę jest starsza o 2 lata). Z miejsca gdzie jest lustro w naszą stronę lecą pociski (ale nie takie zwykłe, miały one jakąś nazwę ale ciągle ją zapominam. Średnica jest w miarę normalna, ale są długie, ok. 10 cm). Wtedy chowam się za komodą, a siostra za starym zegarem (nie wiem z kąt się one tam wzięły). Koniec strzałów. Pytam czy siostrze nic nie jest, odpowiada że nie. Ja też jestem cała. Albo i nie. Zauważam że mam przestrzeloną prawą nogę, później jeszcze widzę ranę na brzuchu. Odwracam się, za mną jest lustro. Mam pocisk w gardle. Krew mi napływa do ust. O dziwo, czuję jej smak i wcale nie jest taki jak zawsze (przypominająca rdzę). Ma świetny smak, więc wnioskuję że jestem wampirem. W końcu odnajduję drzwi, wywalam je kopniakiem, w mgnieniu oka , w furii zabijam 2-5 strażników. Rozglądam się. Jest dzień, ale jest ciemno. Znajduję się w salonie mojej babci. Wychodzę do przedpokoju, i widzę że właśnie wróciła z zakupów. Jest ubrana inaczej, bardziej elegancko, trochę jak jakaś stara aktorka. Ma czerwoną szminkę, okulary przeciwsłoneczne, chustkę pasującą do zielonego płaszcza i rękawiczki (czarne albo czerwone). Kładzie 2 siatki z zakupami na stół w kuchni. Mówi coś do mnie, ale ja się odwracam, tak aby nie zauważyła mojego stanu, bo nie wiem jak bym wyjaśniła tą całą krew. Wtedy za mną pojawia się jej lokaj (którego oczywiście ona nie ma). Mówi mi coś, jedno zdanie. Musi brzmieć jak jakaś życiowa mądrość, powinnam to zapamiętać ale jedyne co wiem to coś w stylu "To ciekawe...", czy "Interesujące, jak... ", i smutno się na mnie spojrzał. Chciał mnie ostrzec. Wtedy do mnie dociera że to niemożliwe aby w babci domu było coś takiego, jak ten pokój. Coś jest z nią nie tak. Nagle zmienia się w obrzydliwego, skrzydlatego demona. Ryczy przerażająco, zaczyna mnie gonić, więc uciekam rozbijając okno, w locie chwytając biednego lokaja. Od razu znajduję się na budynku na przeciwko. Nie wiem co jest z mężczyzną, ostatnie co pamiętam to chwila gdy siedzę na dachu wielkiego biurowca (nawet wiem jakiego konkretnie ^ ^ ), patrzę na zachód słońca i dociera do mnie myśl że muszę uciec z tego miejsca.
____________________________
Spałam od 22.00 do 7.00
(Tej nocy też średnio mogłam zasnąć, bo był mecz Lechii i czegośtam. Nasza drużyna wygrała, więc kilkoro panów musiało to oznajmić całemu osiedlu. Szkoda tylko że wtedy bardziej interesowało mnie spanie, ale ich to średnio obchodziło :| )
1. "Uciekinierka"
Byłam w jakimś zakładzie dla psycholi, czy więzieniu. Znajdowałam się na tyłach budynku, między ścianą a murem oddzielającym obiekt od reszty świata. Pamiętam że w ścianie było małe, zakratowane okienko (jak tak myślę to od zewnątrz są takie od szatni). Gdy się tam bawiłam usiadłam na murku, mając nogi poza zakładem. Nagle zaszłam z murku. Okazało się że był on nawet niższy ode mnie. Tylko takie "cacko" dzieliło mnie od wolności ! Za murem był chodnik, ulica i dalej jakieś krzaki, czy las. Nieopodal na widoku był przystanek autobusowy. Nie wiem czy padał deszcz, ale było mokro, a niebo było pochmurne. Zaczęłam się oddalać od zakładu i powędrowałam sobie lasem jako zbieg. Później trafiłam do jakiegoś osiedla z domkami jednorodzinnymi. Szłam sobie przez nie i wszystko było udekorowane jak na Boże Narodzenie. Znalazłam się przy domku moich rodziców (oczywiście w śnie jacyś ludzie odgrywali taką rolę). Najpierw gadałam z tatą, że jestem uciekinierką i potrzebowałabym kilku rzeczy do dalszej wędrówki. Ojciec wydawał się bardzo podejrzany, źle mu z oczu patrzyło, jakby się mnie bał, albo chciał mnie wydać. Wtedy też dostrzegłam że dookoła jest śnieg. Ale nie... to była jakby stwardniała wata cukrowa ^ ^ (w śnie sobie pomyślałam że to bita śmietana). Wzięłam trochę i świetnie smakowała (tak, od tego mojego ulubionego snu zdarza się że czuję smaki różnych rzeczy, nie wiem czy to normalne). Później doszła mama. Weszliśmy do domu, ojciec coś ględził ale ja go nie słuchałam. Dał mi jakąś swoją bluzę, ale ona też była po części z tej waty, więc zaczęłam ją trochę jeść. Później podarował mi jeszcze jakiś koc i alkohol. Był w szklanej butelce przypominającej kształtem piersiówkę. Napój był przeźroczysty z jakimś brokatem w środku. Z wyglądu to bardziej był jakiś żel do kąpieli niż coś co można wypić. Miał on też dwuczłonową nazwę, coś z elfem.
Za domem był stos jabłek pokrytych watą cukrową, więc zaczęłam je zbierać do reklamówki z tesco. Wtedy zeszło się jeszcze kilkoro innych ludzi i też zaczęli brać te owoce. Zabrałam 3 i wycofałam się do lasu.
Później była krótka scenka, bez mojego udziału ale dotycząca mojego snu. Są wysokie półki na książki, takie drewniane, klasyczne. Mają po 4 metry wysokości. Wyglądało to na jakąś bibliotekę. Dookoła ludzie patrzący na książki. Nad regałami lewituje coś w sytlu maleńkiego statku kosmicznego, a na nim siedział jakiś człowiek, policjant poszukujący zbiega.
Możliwa interpretacja: Znowu nawiązania do zdarzeń w poprzednim dniu.
Psychopata- Tak mnie wczoraj nazwał ksiądz, ale ogólnikowo, bo nic takiego złego nie zrobiłam. Miał w tym trochę racji, bo jestem dziwna czasami.
Więzienie - Ostatnio ten temat pojawił się w moim żuciu... no i raczej nie chcę się o tym rozpisywać.
Fałszywy ojciec to pewnie znaczy że nie ufam czy nie lubię bliskich mi osób, bo tak jakoś się teraz dzieje.
Był dużo słodyczy, dlatego że mi ich teraz brakuje bardzo :<
Nie jestem pewna czy dobrze to interpretuję, bo jakoś nie wiem co można ulepić z tej dziwnej całości.
Tak sobie myślę że w snach mój mózg działa na poziomie kretyna. W sensie że działam bardzo prymitywnie, bo w poprzednim śnie, w nawiedzonym domu widziałam kasę, to ją podniosłam, tu jest żarcie, to jem, a co się będę oszczędzać ...
Dzięki mojemu niedbalstwu mam do przepisania ok 5 kartek formatu A5. No cóż, zatem od teraz będę pisać na bieżąco (i poprawniej).
Najpierw mój najfajniejszy sen. Miałam wiele ciekawych snów, ale ten najbardziej mi się wrył w pamięć, chociażby dlatego że on zapoczątkował moją miłość do snów. Był bardzo realistyczny, w sumie to był pierwszym takim "mocnym" snem. No i też lubię takie klimaty, wampiry wilkołaki itd.
Miałam go na początku stycznia zeszłego roku.
Jasne, białe pomieszczenie. Dalej lustro weneckie, na całej ścianie. Przypomina to salę przesłuchań dla psycholów. Jestem tam z siostrą, stoimy przy ścianach, na przeciwko siebie.Nie jestem pewna czy to jest ta moja prawdziwa siostra, zdaje się że w śnie jest ode mnie młodsza (bo naprawdę jest starsza o 2 lata). Z miejsca gdzie jest lustro w naszą stronę lecą pociski (ale nie takie zwykłe, miały one jakąś nazwę ale ciągle ją zapominam. Średnica jest w miarę normalna, ale są długie, ok. 10 cm). Wtedy chowam się za komodą, a siostra za starym zegarem (nie wiem z kąt się one tam wzięły). Koniec strzałów. Pytam czy siostrze nic nie jest, odpowiada że nie. Ja też jestem cała. Albo i nie. Zauważam że mam przestrzeloną prawą nogę, później jeszcze widzę ranę na brzuchu. Odwracam się, za mną jest lustro. Mam pocisk w gardle. Krew mi napływa do ust. O dziwo, czuję jej smak i wcale nie jest taki jak zawsze (przypominająca rdzę). Ma świetny smak, więc wnioskuję że jestem wampirem. W końcu odnajduję drzwi, wywalam je kopniakiem, w mgnieniu oka , w furii zabijam 2-5 strażników. Rozglądam się. Jest dzień, ale jest ciemno. Znajduję się w salonie mojej babci. Wychodzę do przedpokoju, i widzę że właśnie wróciła z zakupów. Jest ubrana inaczej, bardziej elegancko, trochę jak jakaś stara aktorka. Ma czerwoną szminkę, okulary przeciwsłoneczne, chustkę pasującą do zielonego płaszcza i rękawiczki (czarne albo czerwone). Kładzie 2 siatki z zakupami na stół w kuchni. Mówi coś do mnie, ale ja się odwracam, tak aby nie zauważyła mojego stanu, bo nie wiem jak bym wyjaśniła tą całą krew. Wtedy za mną pojawia się jej lokaj (którego oczywiście ona nie ma). Mówi mi coś, jedno zdanie. Musi brzmieć jak jakaś życiowa mądrość, powinnam to zapamiętać ale jedyne co wiem to coś w stylu "To ciekawe...", czy "Interesujące, jak... ", i smutno się na mnie spojrzał. Chciał mnie ostrzec. Wtedy do mnie dociera że to niemożliwe aby w babci domu było coś takiego, jak ten pokój. Coś jest z nią nie tak. Nagle zmienia się w obrzydliwego, skrzydlatego demona. Ryczy przerażająco, zaczyna mnie gonić, więc uciekam rozbijając okno, w locie chwytając biednego lokaja. Od razu znajduję się na budynku na przeciwko. Nie wiem co jest z mężczyzną, ostatnie co pamiętam to chwila gdy siedzę na dachu wielkiego biurowca (nawet wiem jakiego konkretnie ^ ^ ), patrzę na zachód słońca i dociera do mnie myśl że muszę uciec z tego miejsca.
____________________________
Spałam od 22.00 do 7.00
(Tej nocy też średnio mogłam zasnąć, bo był mecz Lechii i czegośtam. Nasza drużyna wygrała, więc kilkoro panów musiało to oznajmić całemu osiedlu. Szkoda tylko że wtedy bardziej interesowało mnie spanie, ale ich to średnio obchodziło :| )
1. "Uciekinierka"
Byłam w jakimś zakładzie dla psycholi, czy więzieniu. Znajdowałam się na tyłach budynku, między ścianą a murem oddzielającym obiekt od reszty świata. Pamiętam że w ścianie było małe, zakratowane okienko (jak tak myślę to od zewnątrz są takie od szatni). Gdy się tam bawiłam usiadłam na murku, mając nogi poza zakładem. Nagle zaszłam z murku. Okazało się że był on nawet niższy ode mnie. Tylko takie "cacko" dzieliło mnie od wolności ! Za murem był chodnik, ulica i dalej jakieś krzaki, czy las. Nieopodal na widoku był przystanek autobusowy. Nie wiem czy padał deszcz, ale było mokro, a niebo było pochmurne. Zaczęłam się oddalać od zakładu i powędrowałam sobie lasem jako zbieg. Później trafiłam do jakiegoś osiedla z domkami jednorodzinnymi. Szłam sobie przez nie i wszystko było udekorowane jak na Boże Narodzenie. Znalazłam się przy domku moich rodziców (oczywiście w śnie jacyś ludzie odgrywali taką rolę). Najpierw gadałam z tatą, że jestem uciekinierką i potrzebowałabym kilku rzeczy do dalszej wędrówki. Ojciec wydawał się bardzo podejrzany, źle mu z oczu patrzyło, jakby się mnie bał, albo chciał mnie wydać. Wtedy też dostrzegłam że dookoła jest śnieg. Ale nie... to była jakby stwardniała wata cukrowa ^ ^ (w śnie sobie pomyślałam że to bita śmietana). Wzięłam trochę i świetnie smakowała (tak, od tego mojego ulubionego snu zdarza się że czuję smaki różnych rzeczy, nie wiem czy to normalne). Później doszła mama. Weszliśmy do domu, ojciec coś ględził ale ja go nie słuchałam. Dał mi jakąś swoją bluzę, ale ona też była po części z tej waty, więc zaczęłam ją trochę jeść. Później podarował mi jeszcze jakiś koc i alkohol. Był w szklanej butelce przypominającej kształtem piersiówkę. Napój był przeźroczysty z jakimś brokatem w środku. Z wyglądu to bardziej był jakiś żel do kąpieli niż coś co można wypić. Miał on też dwuczłonową nazwę, coś z elfem.
Za domem był stos jabłek pokrytych watą cukrową, więc zaczęłam je zbierać do reklamówki z tesco. Wtedy zeszło się jeszcze kilkoro innych ludzi i też zaczęli brać te owoce. Zabrałam 3 i wycofałam się do lasu.
Później była krótka scenka, bez mojego udziału ale dotycząca mojego snu. Są wysokie półki na książki, takie drewniane, klasyczne. Mają po 4 metry wysokości. Wyglądało to na jakąś bibliotekę. Dookoła ludzie patrzący na książki. Nad regałami lewituje coś w sytlu maleńkiego statku kosmicznego, a na nim siedział jakiś człowiek, policjant poszukujący zbiega.
Możliwa interpretacja: Znowu nawiązania do zdarzeń w poprzednim dniu.
Psychopata- Tak mnie wczoraj nazwał ksiądz, ale ogólnikowo, bo nic takiego złego nie zrobiłam. Miał w tym trochę racji, bo jestem dziwna czasami.
Więzienie - Ostatnio ten temat pojawił się w moim żuciu... no i raczej nie chcę się o tym rozpisywać.
Fałszywy ojciec to pewnie znaczy że nie ufam czy nie lubię bliskich mi osób, bo tak jakoś się teraz dzieje.
Był dużo słodyczy, dlatego że mi ich teraz brakuje bardzo :<
Nie jestem pewna czy dobrze to interpretuję, bo jakoś nie wiem co można ulepić z tej dziwnej całości.
Tak sobie myślę że w snach mój mózg działa na poziomie kretyna. W sensie że działam bardzo prymitywnie, bo w poprzednim śnie, w nawiedzonym domu widziałam kasę, to ją podniosłam, tu jest żarcie, to jem, a co się będę oszczędzać ...





