24-09-2026, 17:39
W podłodze była jakaś dziura. Przeszedłem przez nią i wpadłem do dużego sklepu, gdzie było porozkładanych pełno różowych rzeczy. Były też tam jakieś dziewczyny. Okazało się, że jacyś chłopacy atakowali ten sklep. Te dziewczyny były ich zakładniczkami. Znalazłem jakieś paluszki i zacząłem je jeść, ale nagle zniknęły. Ci co przetrzymywali tam te dziewczyny zdjęli kominiarki i jedli przy stole, który był ustawiony, gdzieś dalej. Te dziewczyny ich rozpoznały. To byli ich koledzy. Nagle zostałem zauważony. Dwóch z nich przyszło i mnie, gdzieś zaciągnęli. Szliśmy alejką przy mniejszych sklepach. Mieli srebrne pistolety. Jeden z nich, nie wiadomo dlaczego, dał mi swój pistolet. Strzeliłem kilka razy w podłogę. Oddałem pistolet pani ze sklepiku po prawej stronie. Powiedziałem, że nie ma już naboi. Tych dwóch kazało mi włożyć sobie zatyczki do uszu. Tak zrobiłem, ale jak nie patrzyli wyjąłem je i rzuciłem na ziemię. Któryś z nich to zauważył i to powiedział, ale nie kazali mi już wkładać zatyczek do uszu. Dalej była jakaś bramka pilnowana przez ochroniarzy. Tych dwóch czy trzech co mnie tam prowadzili, teraz zamiast pistoletów mieli strzykawki z jakimś lekiem. Wbili je ochroniarzom. Tamci, nie wiem co się dokładnie z nimi stało, ale chyba jeszcze weszli do ich pomieszczenia po lewej stronie i padli na ziemię. Tak się chyba skończył sen. Pamiętam jeszcze, że na stołówce, czy gdzieś tam rozdawali darmowe lody w wafelku. Na ławce były lody, ale jakieś małe, więc nie chciałem ich. Ktoś je jadł. Jeszcze widziałem jak pani sprzedawczyni wyciąga rękę z dużym miętowym lodem. Chcę tam do niej podejść, ale budzę się.





