28-12-2025, 17:33
Byłem na jakimś pustkowiu. Po mojej lewej leżał na ziemi jakiś mężczyzna. Był chory, miał gorączkę. Chyba spał. W oddali widziałem jak biegały nosorożce, jeden duży i jeden mały. Nagle ten większy przybiegł. Miał czarną kulę wyburzeniową na łańcuchu. Machał nią kilka razy, ale na szczęście nie trafił nią we mnie. Próbowałem obudzić chorego, ale nadal spał. Podłączyłem do niego jakieś druciki i urządzenie. Przez chwilę grała muzyka. Kilka utworów w skróconej wersji. Ten duży nosorożec powiedział, żebym go nie budził. Nadal jednak próbowałem go obudzić, ale nic nie działało. Zostawiłem go tak i poszedłem, gdzieś dalej. Była tam chyba mama i jeszcze jakieś dziecko. Kopaliśmy dziury w piachu. Wykopałem drążek z czerwonego kryształu. Na końcu miał gwint. Wkręciłem go w piach i oparłem o ścianę. Dziury były tak głębokie, że można było wejść pod ziemię. Pamiętam jeszcze jak ślizgałem się po lodzie, tam gdzie były wykopane rowy.





