09-11-2025, 16:36
Gdzieś na dworze były porozstawiane stoły i krzesła. Byłem tam z siostrą. Mieliśmy dwa torty. Jeden jasny waniliowy stał na jednym stole, a drugi ciemny czekoladowy stał dalej na innym stole. Nagle przyszli jacyś robotnicy i chcieli zjeść ten tort czekoladowy. Powiedzieliśmy im, że nie mogą, bo zaraz przyjdą goście i nie wystarczy dla nich. Poszli sobie. Za chwilę była mama i różni goście. Miałem przygotowany kawałek tego waniliowego tortu i nalaną kawę do kubka. Chciałem jednak najpierw spróbować tort czekoladowy. Spojrzałem na niego i tam był już tylko mały kawałek. Po coś jeszcze poszedłem do mamy chyba i wracam do tego tortu, a tam teraz nie ma już nic. Pytam się gości, gdzie ten kawałek tortu co tu był, a ktoś odpowiedział, że to jego miał być. No to skoro tak to jeszcze miałem ten kawałek waniliowego. Coś mi się wylało na podłogę i miałem to zetrzeć papierowym ręcznikiem. Wszedłem pod stół i starłem plamę. Po lewej stronie coś jeszcze było, ale była to kogoś ekierka (chyba) i ktoś ją sobie wziął. Idę między stołami i wstając prawie zrzucam coś ze stołu obok. Siedzący obok tego stołu pan mówi coś o tym czy jeszcze te dywany są sprzedawane. Ja odpowiadam, że to o ścierki, a nie o dywany chodziło. Chociaż nie wiem skąd to wziąłem. Wychodzę spomiędzy stołów i znajduję się w jakimś innym miejscu. Nie ma tu nigdzie gości. Pytam się siebie "gdzie ja jestem?". Mam do wyrzucenia brudny papierowy ręcznik. Szukam śmietnika. Widzę dwa. Idę do jednego, ale ten wydaje się daleko chociaż jest dosyć blisko. Ktoś tam stoi. Idę do drugiego śmietnika, który jest rzeczywiście bliżej. Docieram do niego. Tam stoi jakaś kobieta z niezbyt dużym psem. Pies za chwilę biegnie za mną. Skaczę i próbuję lecieć, ale się nie udaje. Biegnę i chcę wskoczyć na ścianę bloku i przebiec po niej, ale to też mi się nie udaje. Pies chwyta moją rękę w zęby. Raczej nie czuję bólu. Pies trzyma się mojej ręki. Podchodzę z psem do tej kobiety i ona go bierze. Jakoś udaje mi się wyciągnąć rękę. Biegnę gdzieś trawnikiem. Trafiam do jakichś sklepów, które znajdują się jakby na takim statku. Przechodzę pomiędzy różnymi towarami. Słyszę głos "tylko nie idź na strych". Nie wiem o jaki strych chodzi, ale idę teraz w inną stronę. Przechodzę przez płotek i dochodzę do burty. Dalej jest na dole trawa.





