08-11-2025, 00:03
"Nie jesteś swoimi myślami".... klasyk. To czym jesteśmy? Pewnie wielu (wszyscy?) słyszało, że świadomością. Pogląd tego typu przybiera przeróżne wariacje, a za samo oświecenie często uważa się całkowite przejrzenie natury świadomości, bądź zupełne jej "odsłonięcie". To raczej dość intuicyjne, logiczne myślenie. Są zjawiska, więc muszą pojawiać się na jakiejś przestrzeni. Albo coś musi je "widzieć". A może wcale nie? Może prawda jest mniej intuicyjna?
Jest taki świetny cytat Dogena. Mistrza zen.
"To carry yourself forward and experience myriad things is delusion. That myriad things come forth and experience themselves is awakening."
Miriady (niezliczona ilość) rzeczy przychodzi i doświadcza sama siebie. Oznacza to, że zjawiska są samoświadome. Nie potrzebują żadnego tła, obserwatora, aby się jawić i aby być doświadczane. Przebudzenie, stan niedualny, w wielu nurtach buddyjskich jest rozumiane jako doświadczenie nie tylko bez "ja", ale bez centrum i bez tła. Zjawiska nie są ani scalone, ani oddzielone. I tylko w ten sposób mogą być całkowicie wyzwolone gdyż przejawiają się bez punktu odniesienia.
Proponuję Ci w następnej medytacji, jakakolwiek by nie była (bo myślę, że można to wdrożyć w każdej medytacji), patrzeć w ten sposób na doświadczenie. Według mnie z taką perspektywą łatwiej poczuć, że - jak to się mówi - wszystkie zjawiska są w tym samym stopniu doskonałe, wyzwolone. Jeśli pojawi się wrażenie "ja", obserwatora, świadomości, także spojrzyj na nie jak po prostu samoświadome zjawisko. Gdy ugruntujesz ten pogląd, myślę, że myśli nie tylko będą "nie przeszkadzać", ale mogą nawet wzmacniać przejrzystość i energię umysłu. Bowiem odkrywamy, że naturą zjawisk jest ich światło. Zdolność do przejawiania. Nieważne czy jest to intensywna emocja, delikatna myśl, czy wrażenie mgły umysłowej - wszystkie tak naprawdę ujawniają się w "pełnym świetle"!
Medytowanie w ten sposób zakorzenia ten pogląd w umyśle co prowadzi do doświadczania cudownej wolności. Dalece większej od odkrycia niewzruszonej świadomości.
Jest taki świetny cytat Dogena. Mistrza zen.
"To carry yourself forward and experience myriad things is delusion. That myriad things come forth and experience themselves is awakening."
Miriady (niezliczona ilość) rzeczy przychodzi i doświadcza sama siebie. Oznacza to, że zjawiska są samoświadome. Nie potrzebują żadnego tła, obserwatora, aby się jawić i aby być doświadczane. Przebudzenie, stan niedualny, w wielu nurtach buddyjskich jest rozumiane jako doświadczenie nie tylko bez "ja", ale bez centrum i bez tła. Zjawiska nie są ani scalone, ani oddzielone. I tylko w ten sposób mogą być całkowicie wyzwolone gdyż przejawiają się bez punktu odniesienia.
Proponuję Ci w następnej medytacji, jakakolwiek by nie była (bo myślę, że można to wdrożyć w każdej medytacji), patrzeć w ten sposób na doświadczenie. Według mnie z taką perspektywą łatwiej poczuć, że - jak to się mówi - wszystkie zjawiska są w tym samym stopniu doskonałe, wyzwolone. Jeśli pojawi się wrażenie "ja", obserwatora, świadomości, także spojrzyj na nie jak po prostu samoświadome zjawisko. Gdy ugruntujesz ten pogląd, myślę, że myśli nie tylko będą "nie przeszkadzać", ale mogą nawet wzmacniać przejrzystość i energię umysłu. Bowiem odkrywamy, że naturą zjawisk jest ich światło. Zdolność do przejawiania. Nieważne czy jest to intensywna emocja, delikatna myśl, czy wrażenie mgły umysłowej - wszystkie tak naprawdę ujawniają się w "pełnym świetle"!
Medytowanie w ten sposób zakorzenia ten pogląd w umyśle co prowadzi do doświadczania cudownej wolności. Dalece większej od odkrycia niewzruszonej świadomości.
let's worship cats





