07-11-2025, 23:02
Cosiek żem pisał w tym roku. Więc wrzucę.
"Jak mniemam prawie każdy praktykujący albo interesujący się duchowością w pewnym momencie zderza się z nihilistycznymi odczuciami. Z perspektywy ścieżek duchowych - jest to po prostu pułapka. Pułapki mają to do siebie, że łatwo w nie wpaść i trudno z nich wyjść.
Mógłbym tu przytoczyć buddyjską naukę o pustości zjawisk, w tym samej pustki, ale IMO nie to jest najważniejsze.
Z perspektywy czasu, w którym nie obce mi było doświadczanie przeróżnych doświadczeń "duchowego nihilizmu", czy "wglądów" o takim zabarwieniu, oraz z obserwacji osób, które z tego typu wglądów uczyniły oświecenie, o którym dumnie opowiadają ludziom, uważam, że o tym czy umożliwimy sobie prężny rozwój duchowy omijając takie pułapki decyduje przede wszystkim dojrzałość charakteru.
Mam nadzieję, że nikt nie zgodzi się co do tego stwierdzenia na zasadzie "No tak. Po prostu trzeba być silnym i żyć dalej, mimo odkrycia smutnej prawdy.".
Zupełnie nie o ten kierunek mi chodzi. To tylko pozwolenie pułapce wżynać się głębiej, choć mogło by się wydawać, że to sposób na radzenie sobie z tym.
Polecam natomiast coś innego. Pośród tego smutku, czy lęku, może chęci "wyparcia prawdy", sugeruje poszukać tego małego ja, które uznało, że poznało prawdę w znaczeniu "rozkminiło Matrixa". Jeszcze konkretniej - jestem taki inteligentny/wnikliwy/odważny, że poznałem prawdę, przed którą inni uciekają, albo jej nie widzą.
Czy jest to dojrzałe? Bo według mnie, brzmi dość absurdalnie. Brzmi tym bardziej absurdalnie jak pojawia się przy początkach poszukiwań.
Może dobrze do siebie wtedy powiedzieć "Wstawaj ze***łeś się".
Pomyśleć o ludziach na wysokim duchowym levelu "Hej. Może Ci ludzie żyjący w błogości, obfitości, zaangażowani w życie może wcale nie uciekają przed smutną prawdą. Może są po prostu mądrzejsi i bardziej doświadczeni".
Życzę sobie i Wam pięknego życia z umysłem nieprzysłaniającym jego świętości
"
"Jak mniemam prawie każdy praktykujący albo interesujący się duchowością w pewnym momencie zderza się z nihilistycznymi odczuciami. Z perspektywy ścieżek duchowych - jest to po prostu pułapka. Pułapki mają to do siebie, że łatwo w nie wpaść i trudno z nich wyjść.
Mógłbym tu przytoczyć buddyjską naukę o pustości zjawisk, w tym samej pustki, ale IMO nie to jest najważniejsze.
Z perspektywy czasu, w którym nie obce mi było doświadczanie przeróżnych doświadczeń "duchowego nihilizmu", czy "wglądów" o takim zabarwieniu, oraz z obserwacji osób, które z tego typu wglądów uczyniły oświecenie, o którym dumnie opowiadają ludziom, uważam, że o tym czy umożliwimy sobie prężny rozwój duchowy omijając takie pułapki decyduje przede wszystkim dojrzałość charakteru.
Mam nadzieję, że nikt nie zgodzi się co do tego stwierdzenia na zasadzie "No tak. Po prostu trzeba być silnym i żyć dalej, mimo odkrycia smutnej prawdy.".
Zupełnie nie o ten kierunek mi chodzi. To tylko pozwolenie pułapce wżynać się głębiej, choć mogło by się wydawać, że to sposób na radzenie sobie z tym.
Polecam natomiast coś innego. Pośród tego smutku, czy lęku, może chęci "wyparcia prawdy", sugeruje poszukać tego małego ja, które uznało, że poznało prawdę w znaczeniu "rozkminiło Matrixa". Jeszcze konkretniej - jestem taki inteligentny/wnikliwy/odważny, że poznałem prawdę, przed którą inni uciekają, albo jej nie widzą.
Czy jest to dojrzałe? Bo według mnie, brzmi dość absurdalnie. Brzmi tym bardziej absurdalnie jak pojawia się przy początkach poszukiwań.
Może dobrze do siebie wtedy powiedzieć "Wstawaj ze***łeś się".
Pomyśleć o ludziach na wysokim duchowym levelu "Hej. Może Ci ludzie żyjący w błogości, obfitości, zaangażowani w życie może wcale nie uciekają przed smutną prawdą. Może są po prostu mądrzejsi i bardziej doświadczeni".
Życzę sobie i Wam pięknego życia z umysłem nieprzysłaniającym jego świętości
"
let's worship cats





