07-11-2025, 18:04
Ja i kilka innych osób z różnych krajów, wylądowaliśmy na Księżycu. Znaleźliśmy się na pustyni. Od razu zostaliśmy zauważeni przez ludzi tam mieszkających. Wysłano na nas kilku żołnierzy poruszających się na wielkich czarnych koniopodobnych stworach. Kiedy dotarli do nas zostałem złapany łapą jednego stwora i podniesiony kilka razy. Jak ten stwór zmienił wielkość do rozmiarów normalnego konia, ci ludzie odjechali. Na piasku leżało trochę drobnych świeczek tortowych. Zebrałem większość z nich. Kilka oddałem koledze. Zapaliłem dwie świeczki. Paliły się normalnie. Wyszliśmy z jakiejś dziury i poszliśmy w stronę domów tych ludzi. Dużo ludzi przybyłych z Ziemi stało tam, ubranych na galowo. Ja miałem ubraną białą koszulę. Spytałem się kogoś "w co ty się ubrałeś?". Potem z kolegą wchodziłem do głównego budynku. Wtedy moja biała koszula zmieniła się w bluzę w pionowe żółto czerwone pasy. Też mieliśmy się przebrać na galowo. W tym celu poszliśmy do łazienki. Najpierw kolega. Wszedł i wyszedł. Trochę się zdziwiłem, że tak szybko się przebrał. Teraz ja wchodzę. Widzę w kartonie leżą garnitury. Siadam na muszlę klozetową i już mam na sobie garnitur. Wstaję i wychodzę. Budzę się.





