01-11-2025, 17:24
Byłem razem z tatą w dużej bibliotece. Chodziliśmy tam w poszukiwaniu jakiejś ciekawej książki. Zauważyłem jakąś grubą książkę science fiction. Był to tom 57. Odłożyłem ją, bo za dużo do czytania. Szliśmy dalej między regałami. Nagle pokazały się w powietrzu różne książki. Pomyślałem, że są za cienkie i nie jest to fantastyka, więc nie będę wypożyczać. Znalazłem półkę ze zbiorami opowiadań i to była jakaś fantastyka. Tata wtedy poszedł do kasy. Jedna gruba książka mi się spodobała, więc ją wziąłem. Rzecz działa się na wsi, tyle pamiętam. Jeszcze widziałem inny zbiór opowiadań. Było to history fiction o Ameryce. Wyciągnąłem tą książkę, ale zaraz odłożyłem na miejsce, aż coś tam zahałasowało i przestawiło w książkach. Pani bibliotekarka przyszła i poprawiła książki. Był też jeden złoty tom pt. "Harry Potter". Nie brałem tej książki, bo serię o Harrym Potterze już przeczytałem. Poszedłem z jedną książką do kasy. Taty nigdzie nie było. Kolejka była dosyć długa. Stał tam jakiś pan i powiedział mi, że ktoś tu był i wcisnął jakiś przycisk i sobie poszedł. Dalej skręcając w lewo za kasą, było inne pomieszczenie, jakby druga mniejsza biblioteka. Tutaj nie jestem pewien, ale się skończył lub zmienił ten sen. Idziemy do jakiejś klatki schodowej. Jedna osoba po prawej stronie idzie niżej jakby do piwnicy lub gdzieś. Ja z innymi idziemy na górę. Mieszkam w jakiś domu. Tam były jakieś panie. Możliwe, że była tam właśnie biblioteka. Nie pamiętam za bardzo co się tu działo. Wychodzę z tego domu innym przejściem. Za metalowym zielonym płotem stoi ktoś z karabinem. Wiem, że jakbym wyszedł to by mnie gonili i może nawet strzelali. Ktoś przeskakuje przez płot i ucieka ulicą kierując się na prawą stronę. Gonią go. Chyba jeszcze ktoś inny przeszedł przez ogrodzenie. Sen się zmienia i jestem już na zewnątrz. Jestem obok plaży lub pustyni. Schodzimy w dół do wody. Nagle ludzie, którzy tam mieszkali na tej pustyni uciekają. To jakiś potwór wychodzi z wody. Wielki pająk. Chyba kogoś złapał. Też uciekamy. Wspinam się ciężko na piaszczystą górkę. Zatrzymuję się na górze. Ten pająk już tu jest, ale gdzieś sobie za chwilę poszedł. Mija trochę czasu i znowu schodzimy w dół. Tam się trochę zmieniło. Zamiast morza jest jaskinia. Wchodzimy. Ktoś chciał zgnieść małego pająka, ale nie zdążył. Możliwe, że ten pająk w przyszłości urośnie. W tej jaskini było dużo pajęczyny. Ten wielki pająk spał w niej. Wychodzimy. Inni wracają na górę tą samą drogą. Ja jadę na małym samochodzie lub quadzie w lewo, gdzie było dużo piachu jak to na pustyni. Ktoś za mną jedzie na okrągłym czarnym odkurzaczu. Widzę jak w oddali zmienia się miasto. Jadę trochę szybciej. Goni nas dwóch chłopaków, bo chcą zobaczyć na czym jedziemy. Ten kto jechał na odkurzaczu wpadł na jakiś słup. Ja odjeżdżam stamtąd i wracam na górę. Mówię komuś z grupy, że jest już taka technologia, że moglibyśmy polecieć na inną planetę. W tym właśnie czasie pojawia się światełko na niebie. To ta planeta. Wokół niej poruszają się inne światła. Ta planeta jest niby pilnie strzeżona. Możliwe, że są na niej więźniowie. Nikt z nas nie chciał tam lecieć.





