21-10-2025, 16:45
Było jasno. Działo się to w dużym sklepie. Leżałem na łóżku. Obok stały komody, szafki i biurko z moimi różnymi rzeczami. Na początku była chyba mama i siostra, ale poszły sobie. Wstałem i założyłem starą koszulkę z krótkim rękawem. Możliwe, że raz wyszedłem i wróciłem do tego sklepu. Przeglądałem te szafy w poszukiwaniu jakichś moich rzeczy, które miałem wziąć. Widziałem chyba moje buty. W jednej z szaf był długi pas tabliczek czekolady. Ktoś powiedział, że tam czyjeś zioło leży. Miałem jakąś grę komputerową na kwadratowej planszy. Chwilę sobie grałem. Przełożyłem tą planszę na drugą stronę, a tam była mapa świata z czymś tam pozaznaczanym. Położyłem ją na biurko. Potem chciałem wrócić do łóżka, ale zrezygnowałem. Przyszła jakaś rodzina z dziećmi. Kładli się właśnie na to łóżko, na którym ja spałem. Matka chłopczyka zapytała się mnie czy zakładać mu czapkę. Odpowiedziałem, że ja nie miałem założonej czapki do spania. Wyjąłem z biurka mój zeszyt od matematyki. W nim był dołączony mniejszy zeszyt z nutami. Pokazałem im ten zeszyt. Kartkowałem go. Nagle się bardzo przestraszyłem czegoś w zeszycie i zamknąłem go. Miałem zamiar opuścić to miejsce. Szedłem do wyjścia. Dziwnie mi się szło. Jakaś pani czyściła coś na ścianie po prawej stronie. Prawie się na nią przewróciłem. Wyszedłem na już szkolny korytarz. Chciałem biec, ale ciągle się przewracałem. Widziałem jakieś dziwne panie. Świeciły się im oczy na niebiesko. Chciałem uciec. Jednak zatrzymałem się przy jednej pani z niebieskimi oczyma. Podaliśmy sobie ręce. Zaoferowała mi pracę w Biedronce. Zgodziłem się. Miałem jednak zadzwonić do prezydent Gdyni. Dała mi telefon i zacząłem rozmawiać.





