19-10-2025, 16:06
Miałem butelkę na sznurku. Ciągnąłem ją wzdłuż ulicy. Kawałki szkła zostawały na chodniku.
Leżałem na łóżku. Było ciemno naokoło. Wystawiłem rękę poza łóżko i coś mnie kilka razy chwyciło. Wstałem. Zobaczyłem małego czarnego kotka. Drugi wybiegł spod łóżka. Oba miały małe skrzydełka. Pobiegły do pokoju siostry, gdzie było jasno. Powiedziałem, że to są kotolotki. Siostra czesała lub karmiła naszą większą kotkę. Jej też wyrosły skrzydła.
Siedziałem w ławce z przodu. Za mną były jakieś koleżanki. Obok mnie stał duży pojemnik na śmieci. Gdy wyrzucałem śmieci do tego pojemnika, wszyscy byli z jakiegoś powodu na mnie źli. Tak jakbym nie powinienem wyrzucać śmieci do śmietnika. Bo przewrócę herbatę czy coś. Wstałem i pokazałem pani od matematyki kubek z fusami po kawie. Powiedziałem, że skoro nie mogę wyrzucić fusów do śmietnika to wyrzucę na podłogę. Tak też zrobiłem. Musiałem jednak to uprzątnąć. Nauczycielka zostawiła mi szczotkę i szufelkę, a sama gdzieś wyszła. Szczotka i szufelka była w kształcie łuku. Z łatwością to sprzątnąłem i wyrzuciłem do mniejszego pojemnika na śmieci. Ktoś nagle otworzył drzwi i wstawił metalową miskę z jedzeniem dla psa. Za chwilę przyszedł pies. Jakoś się mnie uczepił, ale nie pogryzł ani nic nie zrobił. Zauważyłem, że jego pan wydawał mu polecenia tylko na niego patrząc. Pies jakoś tak zastygł. W międzyczasie poszedłem do jakiejś drugiej części sali. Jakaś pani ochlapała mnie wodą z kranu. Powiedziała, że to podwyższa trzeźwość albo coś takiego. Wróciliśmy pod tablicę. Ten pan, którego był pies, wszedł do sali. Powiedziałem mu o tym, że inni nie chcą, abym wrzucał śmieci do śmietnika.
Leżałem na łóżku. Było ciemno naokoło. Wystawiłem rękę poza łóżko i coś mnie kilka razy chwyciło. Wstałem. Zobaczyłem małego czarnego kotka. Drugi wybiegł spod łóżka. Oba miały małe skrzydełka. Pobiegły do pokoju siostry, gdzie było jasno. Powiedziałem, że to są kotolotki. Siostra czesała lub karmiła naszą większą kotkę. Jej też wyrosły skrzydła.
Siedziałem w ławce z przodu. Za mną były jakieś koleżanki. Obok mnie stał duży pojemnik na śmieci. Gdy wyrzucałem śmieci do tego pojemnika, wszyscy byli z jakiegoś powodu na mnie źli. Tak jakbym nie powinienem wyrzucać śmieci do śmietnika. Bo przewrócę herbatę czy coś. Wstałem i pokazałem pani od matematyki kubek z fusami po kawie. Powiedziałem, że skoro nie mogę wyrzucić fusów do śmietnika to wyrzucę na podłogę. Tak też zrobiłem. Musiałem jednak to uprzątnąć. Nauczycielka zostawiła mi szczotkę i szufelkę, a sama gdzieś wyszła. Szczotka i szufelka była w kształcie łuku. Z łatwością to sprzątnąłem i wyrzuciłem do mniejszego pojemnika na śmieci. Ktoś nagle otworzył drzwi i wstawił metalową miskę z jedzeniem dla psa. Za chwilę przyszedł pies. Jakoś się mnie uczepił, ale nie pogryzł ani nic nie zrobił. Zauważyłem, że jego pan wydawał mu polecenia tylko na niego patrząc. Pies jakoś tak zastygł. W międzyczasie poszedłem do jakiejś drugiej części sali. Jakaś pani ochlapała mnie wodą z kranu. Powiedziała, że to podwyższa trzeźwość albo coś takiego. Wróciliśmy pod tablicę. Ten pan, którego był pies, wszedł do sali. Powiedziałem mu o tym, że inni nie chcą, abym wrzucał śmieci do śmietnika.





