02-10-2025, 14:50
Byłem razem z Isabelą i jej koleżanką. Szliśmy korytarzami szkolnymi. Weszliśmy w ukryte przejście. Dalej też były jakieś korytarze, ale coraz węższe. One przeszły szczeliną i usiadły pod ścianą. Ja ledwo się tam mieściłem i usiadłem na schodach przed szczeliną. Za chwilę wstałem i zobaczyłem nauczycielkę od biologii. Tak mi się wydawało, bo to była jakaś inna pani. Można było iść w lewo lub w prawo. Po lewej stronie była biblioteka. Z przodu sklep z jakimiś japońskimi rzeczami. Po prawej stronie oszklony sklep z jedzeniem i nie tylko. Stąd wychodziła tamta pani. Na szybie był napis coś tam coś tam teatr. Za szybą było kilka poustawianych głośników, z których wydobywała się jakaś muzyka. Przyszła Isabela wraz ze swoją koleżanką. Staliśmy tam ściśnięci, bo znowu było wąsko, ale nie aż tak jak przedtem, i mogłem przejść dalej. Widziałem wyjście z budynku i wiedziałem, że jesteśmy w innej części miasta. Ten szkolny korytarz zaprowadził nas do zupełnie innego budynku. Teraz wchodzimy do tego oszklonego sklepu. Mieliśmy jakąś zniżkę albo coś wygraliśmy. Każdy mógł wybrać coś za 5zł zupełnie za darmo. Nie wiem co wybrała Isabela, ale jej koleżanka jakieś cukierki. Ja wybrałem hamburgera, który kosztował dwa ileś. Mógł to być rodzinny albo klasyczny. Zapytałem się sprzedawcy czym one się różnią po czym on pokazał mi zdjęcie ogórka. Wziąłem rodzinnego. Mogłem jeszcze coś dobrać sobie. Po lewej stronie stała półka z czymś podobnym do sezamków, ale to było jakieś mydło. Widziałem w między czasie zieloną lub złotą łyżeczkę, z której odłupywała się już ta kolorowa powierzchnia. Miałem wybrać jakieś batoniki lub chałwę czy jakiś owocowy jogurt, ale nic z tego nie wyszło. Hamburgera też nie dostałem. Isabela z koleżanką, gdzieś sobie już poszły. Spotkałem jakiegoś kolegę. Poszliśmy do lasu. Kolega miał dużo jakichś świeczek. Rozkładaliśmy je wzdłuż ścieżki i zapalaliśmy. Miało to niby odstraszyć ludzi, którzy strzelali tam do ptaków czy innych zwierząt. Ja zapaliłem ledwo dwie świeczki. Jakaś pani szła sobie z psem. Kolega powiedział do niej, aby stąd odeszła. Spojrzałem na ścieżkę. Kolega zdążył już poustawiać te świeczki wzdłuż całej ścieżki i je pozapalać. Widziałem jak dalszej części leśnej ścieżki ktoś szedł z dzieckiem. Jakaś budka się zapaliła i to dziecko do niej podeszło. Coś chyba wybuchło i dziecko się całe zaczęło palić i upadło na ziemię. Wiedziałem, że będą kłopoty i nie czekając na kolegę uciekłem z lasu. Przeszedłem na drugą stronę ulicy. Wyrzuciłem jeszcze pozostałe świeczki i dwie zapalarki do śmietnika. W śmietniku były jakieś płyty CD i karton. Obok bawiły się jakieś dzieci. Szedłem dalej, ale bardzo trudno było iść, bo miałem bardzo ciężki czarny plecak. Przyczepiło się do mnie dwóch lub trzech osobników. Jednego z nich odpychałem, ponieważ stał zbyt blisko. Byłem pewny, że coś podejrzewają. Chociaż to i tak wszystko było by na kolegę, bo to on porozstawiał i pozapalał te wszystkie świeczki. Widziałem, że ktoś grzebał w śmietniku. Te zapalarki i reszta świeczek były powywalane na zewnątrz.





