16-03-2025, 16:17
Wchodziliśmy do klasy. Sala była urządzona jak pokój, gdzieś w domu. W tym pokoju były drugie drzwi. Przechodziliśmy z pokoju do pokoju. Dalej miała być toaleta. Jakaś kobieta powiedziała, że urządziła tę toaletę jako zwykły pokój. I rzeczywiście, wchodząc tam zobaczyliśmy wielkie białe łóżko. Potem jakoś wyszedłem z tej serii pokoi. Jakiś grubas siedział na stoliku. Coś tam inni mówili. Wydałem jakąś komendę i powiedziałem "na balkon". Ten grubas złapał mnie w pasie i lecieliśmy na balkon. Ale zamiast zatrzymać się na tym balkonie lecieliśmy dalej w noc. Potem chyba sam już leciałem przez chwilę. Trafiłem na inny "balkon", który był tak naprawdę przystankiem autobusowym. Siedziały tam trzy osoby. Jeden z nich wstał. Coś tam do mnie mówił, trzymając w ręku pistolet. Za chwilę jednak odłożył pistolet na ławkę. Obok nas stał tłum ludzi, kolejka do czegoś. Czekałem na rodziców. Wyszli w końcu zza przystanku autobusowego. Dołączyliśmy do kolejki. Coś miałem w buzi, chyba gumę do żucia. Nie mogłem tego wypluć. Wyciągnąłem część ręką i wyrzuciłem na ziemię, ale dużo jeszcze zostało tego czegoś. Szliśmy dalej w tłumie.





