23-11-2024, 19:04
Medytując, chodząc na psychoterapię, czy korzystając z innych narzędzi samorozwoju, niektórzy mogą odkryć u siebie myśl:
"Chcę być szczęśliwy/a, ale nie wiem czy potrafię. A jeśli potrafię, to na pewno muszę włożyć w to masę pracy.".
Postrzegam takie myślenie jako smutną konsekwencję chyba najbardziej rdzennego, pierwotnego i uniwersalnego przekonania/uczucia zamkniętych i obolałych serc. Czyli poczucie, że nie zasługujemy na miłość i szczęście i że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy (umiejętni).
To przekonanie tak bardzo może się wryć w naszą percepcję, że udziela się nawet w procesie, który ma nas z niego wyciągnąć (nawet jeśli już jesteśmy go świadomi).
Wiem, że sam użyłem słów "praca nad sobą" jakby hołdując temu myśleniu. Wryło się w naszą potoczną mowę bardzo, ale ja nie chcę temu hołdować. W nim dostrzegam część problemu.
Oczywiście, musimy wziąć odpowiedzialność za swoje emocje, ludzie mogą nam pomóc (i to ważne, żeby im ufać), ale sami musimy włożyć w to może nie tyle pracę, co zaangażowanie.
"Chcę być szczęśliwy/a, ale nie wiem czy potrafię. A jeśli potrafię, to na pewno muszę włożyć w to masę pracy.".
Postrzegam takie myślenie jako smutną konsekwencję chyba najbardziej rdzennego, pierwotnego i uniwersalnego przekonania/uczucia zamkniętych i obolałych serc. Czyli poczucie, że nie zasługujemy na miłość i szczęście i że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy (umiejętni).
To przekonanie tak bardzo może się wryć w naszą percepcję, że udziela się nawet w procesie, który ma nas z niego wyciągnąć (nawet jeśli już jesteśmy go świadomi).
Wiem, że sam użyłem słów "praca nad sobą" jakby hołdując temu myśleniu. Wryło się w naszą potoczną mowę bardzo, ale ja nie chcę temu hołdować. W nim dostrzegam część problemu.
Oczywiście, musimy wziąć odpowiedzialność za swoje emocje, ludzie mogą nam pomóc (i to ważne, żeby im ufać), ale sami musimy włożyć w to może nie tyle pracę, co zaangażowanie.
let's worship cats





