22-11-2024, 19:16
Chciałbym wam dzisiaj napisać o moim ostatnim doświadczeniu medytacyjnym
Rozróżniam u siebie dwie praktyki: relaksację oraz medytację. Podczas relaksacji staram się jak najbardziej rozluźnić. Pływam po ciele, szukam napięć i je rozpuszczam. Natomiast w medytacji staram się skupić na jednym punkcie i trzymać umysł na wodzy, nie dać mu gdzieś odpłynąć. I gdy tak się skupiam, to zauważyłem, że ciało robi coś samo. Na przykład ręka lekko drgnie i leży trochę w innej pozycji tworząc lekkie napięcie. Albo płuca zamiast jednostajnie spokojnie oddychać to robią głęboki wdech i wydech. W takich sytuacjach nie wiedziałem co robić. Czy dalej się skupiać, czy przejść na chwilę na relaksację i tak się miotałem, co powodowało, że nie mogłem zajść dalej.
Wczoraj znowu miałem takie doświadczenie. Skupiałem się i nagle mój organizm zaczął robić płytkie szybkie wdechy i wydechy, przy czym wydechy były mniejsze. To powodowało, że coraz więcej powietrza gromadziło się w moich płucach. Znowu stanąłem przed dylematem co robić i tak się złożyło, że ostatnio czytałem o akceptacji, no i mnie olśniło. Nie będę skupiał się na napięciu i próbował się rozluźnić. Nie będę ignorował napięcia, wiedząc, że mi przeszkadzał i dalej skupiać się. Postanowiłem, że zaakceptuję to napięcie, przyjmę jakie jest. Więc dalej się skupiałem na swoim punkcie, a organizm dalej "pompował" płuca. Gdy byłem już pełny nastąpił nagły silny wydech. I ten wydech jakby pociągnął ze sobą wszystkie napięcia. Z całego ciała oraz z punktu na którym się skupiałem. Zaskoczyło mnie to, nawet świadomość się trochę zmieniła. Wychodzi na to, że czasami trzeba pozwolić ciału działać i się napiąć, zamiast wszystko kontrolować.
Rozróżniam u siebie dwie praktyki: relaksację oraz medytację. Podczas relaksacji staram się jak najbardziej rozluźnić. Pływam po ciele, szukam napięć i je rozpuszczam. Natomiast w medytacji staram się skupić na jednym punkcie i trzymać umysł na wodzy, nie dać mu gdzieś odpłynąć. I gdy tak się skupiam, to zauważyłem, że ciało robi coś samo. Na przykład ręka lekko drgnie i leży trochę w innej pozycji tworząc lekkie napięcie. Albo płuca zamiast jednostajnie spokojnie oddychać to robią głęboki wdech i wydech. W takich sytuacjach nie wiedziałem co robić. Czy dalej się skupiać, czy przejść na chwilę na relaksację i tak się miotałem, co powodowało, że nie mogłem zajść dalej.
Wczoraj znowu miałem takie doświadczenie. Skupiałem się i nagle mój organizm zaczął robić płytkie szybkie wdechy i wydechy, przy czym wydechy były mniejsze. To powodowało, że coraz więcej powietrza gromadziło się w moich płucach. Znowu stanąłem przed dylematem co robić i tak się złożyło, że ostatnio czytałem o akceptacji, no i mnie olśniło. Nie będę skupiał się na napięciu i próbował się rozluźnić. Nie będę ignorował napięcia, wiedząc, że mi przeszkadzał i dalej skupiać się. Postanowiłem, że zaakceptuję to napięcie, przyjmę jakie jest. Więc dalej się skupiałem na swoim punkcie, a organizm dalej "pompował" płuca. Gdy byłem już pełny nastąpił nagły silny wydech. I ten wydech jakby pociągnął ze sobą wszystkie napięcia. Z całego ciała oraz z punktu na którym się skupiałem. Zaskoczyło mnie to, nawet świadomość się trochę zmieniła. Wychodzi na to, że czasami trzeba pozwolić ciału działać i się napiąć, zamiast wszystko kontrolować.





