14-10-2024, 14:12
Wszędzie był śnieg. Wchodziłem na górkę ze śniegu. Musiałem się śpieszyć, bo na dole śnieg się topił i wychodziły krokodyle. Było ciężko, ponieważ miałem plecak i worek z butami, a górka była stroma. Poza tym we wchodzeniu przeszkadzał mi jakiś kolega. Chyba musiałem zaczynać dwa razy. Udało mi się wejść na górę, aż pod sam sufit, gdzie były rury i wejście do podziemi. Pod tymi rurami było bardzo nisko i nie wiem jak się ci inni koledzy się tam zmieścili. Po prawej stronie było jeszcze boisko. Poszedłem na lewą stronę i wszedłem do podziemi. Tam były takie jakby niestabilne kładki. Wszyscy po nich chodzili. Coś tam znaleźliśmy na drodze, jakieś pudełko. Ten kolega co mi przeszkadzał, dotykał mnie z tyły jakimś kijkiem. Weszliśmy do tuneli. Szedłem sobie tym ciemnym tunelem. Były tam różne wejścia. Jedno pomieszczenie było z dużą pralką albo czymś podobnym. Nagle wszyscy uciekają w drugą stronę. To wielkie szczury tu biegły. Też uciekam. Ucieczka była częściowo na zewnątrz, na trawie, potem znowu tunelem. Chyba nie zdążyłem wejść na schody i wyjść stamtąd. Wielki szczur mnie dogonił. Pamiętam jeszcze jak spadałem i wpadłem do tej wody z krokodylami. Niby mnie złapał jeden krokodyl za nogę, ale udało mi się wydostać na zewnątrz, na śnieg.





