07-10-2024, 16:26
Leżałem obudzony w łóżku. Wstałem i zobaczyłem, że w moim pokoju unoszą się takie jakby chmury światła albo może duchy. Jednego ducha, który jechał na koniu chciałem uderzyć, ale nie mogłem, bo miałem spowolnione ruchy ręki. Poszedłem (a raczej przeniosło mnie) na balkon. Za mną szedł niebieski duch jakiegoś kolegi. Wyleciał poza balkon. Powiedziałem do niego "cześć". Potem sam zszedłem z balkonu i poszedłem na lewo. Za blokiem był gęsty las z ulicami pomiędzy drzewami. Ktoś jechał na wielkim pojedynczym kole. Była jeszcze druga osoba, jakaś dziewczyna, która jechała sportowym samochodem. Oni się spotkali ze sobą. Kiedy doszedłem do nich sen się skończył.
Za bardzo nie pamiętam co się działo na początku snu. Wiem, że był pokój, w którym mieszkało kilka osób. Znalazłem tam taką długą brązową tabletkę czy kapsułkę. Chciałem ją połknąć (nie wiem po co), ale nie mogłem znaleźć wody do popicia. Schowałem tylko do lewej kieszeni i zapomniałem o niej. Wyszedłem stamtąd pochodzić po szkole, bo to była szkoła. Wchodziłem po zewnętrznych schodach i tam było okno, które przenosiło do innego miejsca. Przeszedłem przez nie. Nie wiem co tam robiłem, ale potem wróciłem do tego pokoju w szkole. A tam zastałem jakichś starych dziadków. Okazało się, że to byli koledzy. Oni też znaleźli jakieś tabletki i je połknęli. Przez to się bardzo zestarzeli. Poza tym była tam jeszcze czarownica, która rzuciła na nich zaklęcie czy coś. Teraz siedzieli na ławeczce z telefonami. Ponoć dostali od tej starej czarownicy emeryturę i byli w sumie zadowoleni. Kiedy ta czarownica przyszła, schowałem się za szafę w rogu pokoju. Kilka razy przychodziła, aby coś sprawdzić. Poszedłem stamtąd szukać portalu do tego innego miejsca. Przejście miało się niby znajdować, gdzieś na schodach, ale ktoś za mną poszedł i udałem, że idę gdzieś indziej. Ten ktoś też zawrócił. Tam była winda, w której możliwe, że było to przejście, ale jednak nie wszedłem tam. Poszedłem, gdzieś indziej w końcu. Tam było biuro tej czarownicy, ale jej nie było tylko jakaś inna pani. Poszedłem schodami na górę. Widziałem okienko zasłonięte kartką i tam przechodziły różne osoby na drugą stronę. Jak nie było tej kartki to było to zwykłe okno, a z tą kartką można było przejść do "zapomnianego królestwa". Nikt ze zwykłych ludzi tego nie widział. Uczniowie podstawówki stali niedaleko i nawet jak się patrzeli w tą stronę to nie widzieli jak ktoś przechodził przez ten portal. Ktoś za mną przyszedł i czekał na coś. Nie wiem czy to była jakaś dziewczyna czy chłopak. Domyśliłem się, że chce przejść przez to okno. Powiedziałem, że wiele razy już przechodziłem, więc przeszedł. Ja za nim. Powiedziałem jeszcze, że go lub ją lubię. Tam było przez chwilę szaro i jakieś gruzy były. Chyba weszliśmy po jakimś czasie znowu do szkoły. To było jakieś podziemie czy coś. Było dużo osób. Zbliżał się lekarz czy ktoś taki. Kierowałem się na prawo. Widziałem wysokich ludzi albo raczej obcych. Pielęgniarki także tam były. Pewnie miały zrobić wszystkim jakiś zastrzyk. Ona/on powiedział, żebym się kierował w drugą stronę. Tak też zrobiłem. W tamtą stronę wszyscy właśnie szli. Obudziłem się.
Za bardzo nie pamiętam co się działo na początku snu. Wiem, że był pokój, w którym mieszkało kilka osób. Znalazłem tam taką długą brązową tabletkę czy kapsułkę. Chciałem ją połknąć (nie wiem po co), ale nie mogłem znaleźć wody do popicia. Schowałem tylko do lewej kieszeni i zapomniałem o niej. Wyszedłem stamtąd pochodzić po szkole, bo to była szkoła. Wchodziłem po zewnętrznych schodach i tam było okno, które przenosiło do innego miejsca. Przeszedłem przez nie. Nie wiem co tam robiłem, ale potem wróciłem do tego pokoju w szkole. A tam zastałem jakichś starych dziadków. Okazało się, że to byli koledzy. Oni też znaleźli jakieś tabletki i je połknęli. Przez to się bardzo zestarzeli. Poza tym była tam jeszcze czarownica, która rzuciła na nich zaklęcie czy coś. Teraz siedzieli na ławeczce z telefonami. Ponoć dostali od tej starej czarownicy emeryturę i byli w sumie zadowoleni. Kiedy ta czarownica przyszła, schowałem się za szafę w rogu pokoju. Kilka razy przychodziła, aby coś sprawdzić. Poszedłem stamtąd szukać portalu do tego innego miejsca. Przejście miało się niby znajdować, gdzieś na schodach, ale ktoś za mną poszedł i udałem, że idę gdzieś indziej. Ten ktoś też zawrócił. Tam była winda, w której możliwe, że było to przejście, ale jednak nie wszedłem tam. Poszedłem, gdzieś indziej w końcu. Tam było biuro tej czarownicy, ale jej nie było tylko jakaś inna pani. Poszedłem schodami na górę. Widziałem okienko zasłonięte kartką i tam przechodziły różne osoby na drugą stronę. Jak nie było tej kartki to było to zwykłe okno, a z tą kartką można było przejść do "zapomnianego królestwa". Nikt ze zwykłych ludzi tego nie widział. Uczniowie podstawówki stali niedaleko i nawet jak się patrzeli w tą stronę to nie widzieli jak ktoś przechodził przez ten portal. Ktoś za mną przyszedł i czekał na coś. Nie wiem czy to była jakaś dziewczyna czy chłopak. Domyśliłem się, że chce przejść przez to okno. Powiedziałem, że wiele razy już przechodziłem, więc przeszedł. Ja za nim. Powiedziałem jeszcze, że go lub ją lubię. Tam było przez chwilę szaro i jakieś gruzy były. Chyba weszliśmy po jakimś czasie znowu do szkoły. To było jakieś podziemie czy coś. Było dużo osób. Zbliżał się lekarz czy ktoś taki. Kierowałem się na prawo. Widziałem wysokich ludzi albo raczej obcych. Pielęgniarki także tam były. Pewnie miały zrobić wszystkim jakiś zastrzyk. Ona/on powiedział, żebym się kierował w drugą stronę. Tak też zrobiłem. W tamtą stronę wszyscy właśnie szli. Obudziłem się.





