10-09-2024, 15:51
Jakaś dziewczyna ustawiła na środku ulicy stolik z różnymi świątecznymi ciastami. Właśnie wychodziłem z klatki schodowej. Miałem kawałek jakiegoś ciasta. Zauważyłem wtedy tą dziewczynę i poszedłem w jej kierunku. Coś do mnie mówiła, wyraźnie słyszałem. Położyłem to ciasto na jej stoliku z innymi ciastami, a sam chciałem spróbować czekoladowego ciasta. Później zauważyłem dziwny samochód, który tam niedaleko stał. Był koloru żółtego. W środku znajdowała się walizka. To ona mnie zainteresowała. Jakoś udało mi się wsiąść do tego samochodu. Z tyłu zostawiłem dwa pluszaki. Na dworze było ciepło, ale w środku samochodu zrobiło się bardzo zimno. Wiedziałem, że to przez ciekły azot albo jakiś radioaktywny pierwiastek składowany właśnie w tym samochodzie. Chciałem jak najszybciej wyjść na zewnątrz, ale nie mogłem otworzyć drzwi. Zadzwoniłem, więc do mamy, aby jakoś mi pomogła. Przyszła moja siostra. Gdzieś dzwoniła, niby do właściciela tego auta. Znalazłem jednak jakoś klucz. Był giętki. Otworzyłem drzwi i wysiadłem. Otworzył się drugi samochód stojący obok. Właściciel samochodu właśnie wychodził z domu. Był to ciemnoskóry mężczyzna. Coś do mnie mówił. Powiedział, że nie dostanę jeść dzisiaj. Uśmiechał się. Oddałem mu kluczyk, który spadł mi na ziemię. Dwóch robotników coś sprawdzało w tym samochodzie. Wziąłem jeszcze dwa pluszaki z tyłu i sen się skończył.





