30-08-2024, 22:22
W końcu kawałek miłego snu. Bawiłam się jak w dzieciństwie na podwórku. Przyjechała rodzina, ale już w składzie z czasu rzeczywistego więc trochę się otrząsnęłam i wydoroślałam. Dzieci biegały i bawiły się jak my dawniej. Obserwowaliśmy jak ptaki w wielkich grupach odlatują z północy na południe. Wiał lekki wiatr, taki orzeźwiający. Nagle z wielkiego stada ptaków kilka oderwało się i usiadło na liniach elektrycznych biegnących przy domu. Były to gadające sowy ubrane w stroje absolwentów z amerykańskich uczelni. Chwilę z nimi porozmawialiśmy i opowiedziały, że lecą jednak na wschód, ludzie się tam przemieszczają bo ma się coś wydarzyć. Siostrzenica zapytała czy możemy lecieć z nimi, chociaż kawałek. Jak powiedziały, że tak to była taka radość jakbyśmy wygrały w totka. I szok, że to możliwe. Jak gdyby nigdy nic ja i siostrzenica uniosłyśmy się i poleciałyśmy za sowami. Obserowawłyśmy co robią ludzie. Po pewnym czasie stwierdziłam że musimy odpocząć i muszę zawiązać jej bucik. Pomyślalam, że robi się noc i trochę szkoda, że nie zabrałam dla niej bluzki i jakichś rzeczy na podróż i chyba będziemy musiały wracać. Gdy tylko zaczęłam to mówić ona zaśmiała się i powiedziała że przecież ma wszystko i za nią pojawił się cały różowy pokoik. Ubrałam ją w w coś cieplejszego. To było wszystko takie radosne, dziecinnie szczęśliwe że szok i niedowierzanie. Normalnie jednorożec na różowej chmurce. Dotarłyśmy do miejsca gdzie miałyśmy odwiedzić inną rodzinę. Tam budowałam każdemu taki pokój do życia i chciałam wszystkim pomóc, żeby każdy mógł śnić spokojnie. Jeśli były jakieś problemy z przeszłości to chciałam je rozwiązać. W końcu się zmęczyłam i sama zasnęłam.





