27-08-2024, 19:33
Sny Isabeli
1) Mistrzyni dharmy zaprosiła mnie na wystawną ucztę dla wybitnie inteligentnych. Nie czułam się jednak komfortowo na tym przyjęciu. Nie byłam w stanie się dobrze bawić, nie miałam ochoty się wywyższać ponad zwykłych ludzi. Warto tu wspomnieć, iż mensa to po włosku "stołówka".
2) Nękają mnie powracające sny o niemożności wejścia do morza, ale tym razem śniłam o basenie. Nie miałam przy sobie kostiumu kąpielowego. Jakieś były dostępne na miejscu, ale wszystkie uszkodzone, z dziurą w okolicy kroku. W szatni towarzyszyło mi kilkanaście dziewcząt. Założyłam białe majtki od kostiumu na bieliznę codzienną, prześwitywały mi czerwone serduszka. Miałam okazać legitymację, ale jej również nie wzięłam ze sobą.
3) Chciałam skorzystać z toalety damskiej, ale obecni w niej mężczyźni przegonili mnie stamtąd.
27.08.2024
(koszmarex) Poszłam z mamą na diagnozę autyzmu. Czekałam długo, mama zastanawiała się, czy nie zmienić placówki, ale w końcu wpuszczono mnie dwadzieścia po ósmej wieczorem. Usiadłam przy stoliku, a przede mną umieszczono niedbale kilkanaście zabawek w rządku. Diagnosta spytał, czy z czymś mi się to kojarzy. Zaczęłam poprawiać przedmioty tak, żeby tworzyły linię możliwie jak najbardziej prostą. Mogłam się od tego powstrzymać, ale mój mózg się tego domagał. Pomaga mi się to uspokoić w sytuacjach stresowych. Bałam się, jak zareaguje moja mama, w końcu nigdy nie zaobserwowała takiego zachowania w domu, pewnie jak zwykle stwierdzi, że udaję i robię to specjalnie. Wierzę w to, że w domu, oswojonym środowisku, pomimo licznych trudnych sytuacji nie było nigdy aż tak źle, żebym zachowywała się w oczywisty sposób "autystycznie". Dzięki temu wytrwałam aż do dorosłości bez diagnozy.
Zabawki chwilę poleżały równiutko, po czym postanowiłam posegregować je kolorami. Wówczas diagnosta poprosił mnie, abym pokazała, jak rybki się całują. Wybrałam dwie największe i stykałam je pyszczkami. Były dwustronne, ale rysy były nieco mniej wyraźne po jednej stronie. Zdając sobie sprawę, czym jest Teoria Umysłu skierowałam rybki stroną bardziej widoczną w kierunku osoby przeprowadzającej badanie, uwzględniając jej perspektywę. Jednak nie wydawałam przy tym żadnych dźwięków, nie cmokałam w powietrze, nie wypowiadałam czułych słówek uroczym rybim głosem, w związku z czym to zadanie nie mogło zostać uznane za zaliczone.
Zdobyłam łącznie 3200 punktów na 10 tys. możliwych. Nie wiedziałam, czy to dobry wynik. Do tego widziano, że tuliłam się do mamy, mimo, że wyglądałam na nastolatkę, a tak naprawdę byłam po trzydziestce. Polecono mi usiąść na podłodze pod salą, w której odbyło się badanie. Nie powiedziano, na jak długo. W końcu usłyszałam, jak ktoś mnie woła, ale okazało się, że to jedna z kobiet z personelu diagnostycznego ma tak samo na imię. Wyglądała na kogoś, kto absolutnie nie widzi w autyście człowieka, postrzega go jedynie jako zbiór objawów, niepożądanych zachowań do wygaszenia i procedur do wdrożenia zgodnie z wytycznymi surowego treningu behawioralnego.
1) Mistrzyni dharmy zaprosiła mnie na wystawną ucztę dla wybitnie inteligentnych. Nie czułam się jednak komfortowo na tym przyjęciu. Nie byłam w stanie się dobrze bawić, nie miałam ochoty się wywyższać ponad zwykłych ludzi. Warto tu wspomnieć, iż mensa to po włosku "stołówka".
2) Nękają mnie powracające sny o niemożności wejścia do morza, ale tym razem śniłam o basenie. Nie miałam przy sobie kostiumu kąpielowego. Jakieś były dostępne na miejscu, ale wszystkie uszkodzone, z dziurą w okolicy kroku. W szatni towarzyszyło mi kilkanaście dziewcząt. Założyłam białe majtki od kostiumu na bieliznę codzienną, prześwitywały mi czerwone serduszka. Miałam okazać legitymację, ale jej również nie wzięłam ze sobą.
3) Chciałam skorzystać z toalety damskiej, ale obecni w niej mężczyźni przegonili mnie stamtąd.
27.08.2024
(koszmarex) Poszłam z mamą na diagnozę autyzmu. Czekałam długo, mama zastanawiała się, czy nie zmienić placówki, ale w końcu wpuszczono mnie dwadzieścia po ósmej wieczorem. Usiadłam przy stoliku, a przede mną umieszczono niedbale kilkanaście zabawek w rządku. Diagnosta spytał, czy z czymś mi się to kojarzy. Zaczęłam poprawiać przedmioty tak, żeby tworzyły linię możliwie jak najbardziej prostą. Mogłam się od tego powstrzymać, ale mój mózg się tego domagał. Pomaga mi się to uspokoić w sytuacjach stresowych. Bałam się, jak zareaguje moja mama, w końcu nigdy nie zaobserwowała takiego zachowania w domu, pewnie jak zwykle stwierdzi, że udaję i robię to specjalnie. Wierzę w to, że w domu, oswojonym środowisku, pomimo licznych trudnych sytuacji nie było nigdy aż tak źle, żebym zachowywała się w oczywisty sposób "autystycznie". Dzięki temu wytrwałam aż do dorosłości bez diagnozy.
Zabawki chwilę poleżały równiutko, po czym postanowiłam posegregować je kolorami. Wówczas diagnosta poprosił mnie, abym pokazała, jak rybki się całują. Wybrałam dwie największe i stykałam je pyszczkami. Były dwustronne, ale rysy były nieco mniej wyraźne po jednej stronie. Zdając sobie sprawę, czym jest Teoria Umysłu skierowałam rybki stroną bardziej widoczną w kierunku osoby przeprowadzającej badanie, uwzględniając jej perspektywę. Jednak nie wydawałam przy tym żadnych dźwięków, nie cmokałam w powietrze, nie wypowiadałam czułych słówek uroczym rybim głosem, w związku z czym to zadanie nie mogło zostać uznane za zaliczone.
Zdobyłam łącznie 3200 punktów na 10 tys. możliwych. Nie wiedziałam, czy to dobry wynik. Do tego widziano, że tuliłam się do mamy, mimo, że wyglądałam na nastolatkę, a tak naprawdę byłam po trzydziestce. Polecono mi usiąść na podłodze pod salą, w której odbyło się badanie. Nie powiedziano, na jak długo. W końcu usłyszałam, jak ktoś mnie woła, ale okazało się, że to jedna z kobiet z personelu diagnostycznego ma tak samo na imię. Wyglądała na kogoś, kto absolutnie nie widzi w autyście człowieka, postrzega go jedynie jako zbiór objawów, niepożądanych zachowań do wygaszenia i procedur do wdrożenia zgodnie z wytycznymi surowego treningu behawioralnego.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





